Dodaj do ulubionych

boję się, że

19.04.06, 21:53
jutro w poradni prekuksacyjnej dr Wendorf stwierdzi brak poprawy w leczeniu
dysplazji u Asi i konieczne okaże się dalsze leczenie. Jeśli coś zrobiliśmy
nie tak jak trzeba, jeśli za mało byliśmy konsekwentni, jeśli konieczna
będzie operacja, to nie wiem jak to zniesiemy. Jutro mija 25 tygodni od
momentu założenia szelek. Asia już ich nie nosi od tygodnia(nasza decyzja),
kilka ostatnich tygodni zakładaliśmy tylko na noc, więc mam podstawy by się
bać, ale mam wielką nadzieję, że z Boga pomocą uda się i jutro napiszę jak
bardzo jestem szczęśliwa.
Obserwuj wątek
    • magda1208 Re: boję się, że 25.04.06, 13:11
      Witaj,

      I jak tam??Jest poprawa??
      Pozdr..
      Magda
      • niunia_ania Re: boję się, że 06.05.06, 22:18
        Opiszę tę wizytę.
        Kolejka w poradni przeogromna, dzieci dużo, rodziców 2 razy więcej i jeden
        lekarz. Kolejka szła szybko, pomyślałam, że to takie rutynowe badanie na łapu
        capu i żadne z tych dzieci nie ma dysplazji, na szczęście. Pan dr juz nas
        pamięta, zrobił usg, poodwodził nóżki i dał skierowanie na rtg, 2 już w Asi
        życiu. Oczywiście powiedział, że na szelki jest już za duża, zapytał jak w nich
        wytrzymywała( powiedziałam, że tragedia), no i stwierdził, że na pewno je
        zdejmiemy. Ale wiadomo, że zdjęcie szelek nie oznacza końca leczenia. No i
        głowiliśmy się z mężem czym nas zaskoczy: operacja, gips?
        Rtg naszym zdaniem nie pokazało wielkiej poprawy, ale my się nie znamy
        przecież, więc ze zdjęciem wróciliśmy do dr. Obejrzał milcząco, pomierzył kąty,
        milcząco, Asia zaczęła gaworzyć, popatrzył na nią dalej bez słowa i poszedł
        porównywać poprzednie wyniki. Stwierdził, że poprawa jest, kąt zmniejszył się z
        28 do 25, ale to oznacza, że nadal jest mała dysplazja. Normalnie załamać się
        można. Zaczął pytać skąd jesteśmy, bo trzeba by skonsultować ten wynik z jego
        szefuniem a najlepiej położyć się na jeden dzień na oddział..............brrr!!
        Zaczął mówić o leczeniu zachowawczym czy jakimś tam , o gipsie, a ja już chyba
        zieleniałam ze złości. staliśmy jak dwie krowy z mężem oniemiai, w końcu
        powiedział, że jeśli zaczekamy to on załatwi to inaczej. Przyjął masę małych
        pacjentów i razem poszliśmy do jego szefunia. Kiedy czekaliśmy na wyniki,
        modliłam się normalnie, ale prośba moja została rozpatrzona połowicznie. Szelki
        poszły w las, ale mamy szeroko pieluchować a za 3 miesiące kolejna wizyta i
        jeśli nie będzie dobrze to, wolę nie myśleć. Tak więc wciąż wisi nad nami
        widmo operacji, czy też gipsu, taka połowiczna radość, niby dobrze , ale...
        Ale na razie cieszę się, ze jest poprawa i oby tak dalej.
        Przepraszam, ze się tak rozpisałam. Dużo zdrówka dzieciaczkom życzę.
        • exylia Re: boję się, że 09.05.06, 08:26
          Doskonale rozumiem, co czujesz. Ja przechodziłam już przez wszystko, szelki - 5
          dni, poduszka Frejki - 2 tygodnie, szyna Koszli - 1,5 miesiąca, wyciąg
          ortopedyczny - 10 dni, teraz gips "żabka", już 3,5 tygodnia. Za 1,5 tygodnia
          ściągamy gips i albo zmiana pozycji w gipsie albo powrót do szyny. W dysplazji
          najgorsze jest to, że nawet najlepsi specjaliści nie potrafią ocenić, jak długo
          będzie trwało leczenie i czy przyniesie ono efekty. Ja też jestem przerażona,
          co się okaże po zdjęciu gipsu. Marzę o poprawie. Nie jest dla mnie straszny
          następny gips. Zniosę wszystko, byleby to przyniosło efekty i moja córka
          wyzdrowiała i żeby nie skończyło się to operacją (tfu,tfu). Mała znosi wszystko
          bardzo dobrze, gorzej z nami - rodzicami. Wy leczycie dysplazję, ja w tej
          chwili chciałabym, żeby Natasza miała już dysplazję (leczymy obustronne
          zwichnięcie stawów biodrowych). Dla mnie w tej chwili słowo "dysplazja" nie
          będzie brzmiało jak wyrok, tylko jak nadzieja. Zdaję sobie sprawę, że przed
          nami jeszcze długa droga. I jestem wściekła, że moje dziecko nie może się
          normalnie rozwijać. Marzę, żeby po zdjęciu tego gipsu Mała nosiła szynę, bo
          szyna nie jest taka straszna, bo dziecko może machać nóżkami i mogę je wykąpać.
          Gips jest koszmarem, ale da się przeżyć. Do wszystkiego człowiek jest się w
          stanie przyzwyczaić. Każdy koszmar musi się przecież kiedyś skończyć.
          Rozpisałam się strasznie, ale chciałam Ci przez to uzmysłowić, że to wszystko
          robimy dla dobra dziecka i że za jakiś czas nie będziemy już tego pamiętać.
          Czas leczy rany. Damy radę. Ty, ja i wiele nam podobnych. Teraz róbmy wszystko,
          aby nasze dzieci były szczęśliwe, mimo tych wszystkich "dodatków". Może to
          zabrzmi głupio, ale są inni, którzy borykają się z gorszymi chorobami.
          Pozdrawiam i przesyłam całuski dla Asi. Będzie dobrze, bo po prostu musi być
          lepiej.
          • niunia_ania Re: boję się, że 10.05.06, 21:29
            Dzięki za odpowiedż. O to chodzi, że te problemy znosimy gorzej od naszych
            dzieci, oczywiście psychicznie, bo to jednak one się męczą. Muszę wierzyć, że
            będzie dobrze, wam też tego życzę. Jestem ciekawa, czy leczenie u was prowadzi
            jeden lekarz czy więcej. NAm rodzina radziłą ganiać od jednego ddo drugiego
            lekarza, bo ten nasz to niby zły, bo dysplazję wynalazł. Oleliśmy ich i ich
            uwahgi i leczyliśmy Asię, nie chodziło nam o dobrą diagnozę tylko o zdrowie
            przecież. Dużo zdrowia i poprawy szybkiej życzę.
            • exylia Re: boję się, że 12.05.06, 16:13
              W tej chwili leczymy ją u jednego lekarza. Jest drugi z kolei. Pierwszy nas
              rozczarował. Założył Małej szelki Pavlika. Nic nie powiedział, wytłumaczył.
              Pojechaliśmy do drugiego lekarza i ten nas przekonał. Wszystko dokładnie
              wyjaśnił, powiedział otwarcie o wszystkich metodach leczenia i przedstawił
              sposób leczenia Nataszy. To wspaniały lekarz. Byliśmy u niego prywatnie na
              dwóch wizytach. Na drugiej sam zaproponował, żebyśmy na kontrole przyjeżdżali
              do niego do szpitala. Kontrolował Nataszkę co tydzień, w każdej chwili służył
              nam radą przez telefon. On też osobiście prowadził Nataszkę w szpitalu. Upierał
              się przy 10 dniach wyciągu, podczas gdy inni lekarze twierdzili, że to za mało
              i chcieli by Natasza "wisiała" minimum 4 tygodnie. Tak samo nie chce jej
              trzymać w gipsie dłużej niż właśnie 5 tygodni. Inny lekarz, który nas wypisywał
              wpisał 10 tygodni gipsu. Wiem, że mogę mu zaufać i wierzę, że wyleczy moją
              córeczkę. A w przyszłym tygodniu zobaczymy, czy założy jej drugi gips czy
              wrócimu do szyny. Wiem, że jeżeli założy jej gips w drugiej pozycji to tylko
              dlatego, że będzie to konieczne w jej przypadku, a nie dlatego, że w innych
              przypadkach jest to standardem.

              Pozdrawiam i powodzenia życzę.
              • niunia_ania Re: boję się, że 14.05.06, 21:18
                jeszcze raz życzę żeby wszystko się udało, dobry lekarz to połowa sukcesu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka