sibeliuss
13.05.07, 00:36
Mieszkańcy trzech ulic w Kraśniku mówią: - Dosyć! Albo nam zrobicie porządną
drogę albo odłączymy się od miasta i będziemy mieszkać w gminie.
Chodzi o mieszkańców ulic Młyńskiej, Żytniej i Kwiatkowickiej. Ulice to za
dużo powiedziane. W lecie się kurzy, a jesienią trudno przejść, bo takie są
kałuże. - Jak dwadzieścia pięć lat tu mieszkamy, tak nic od tamtej pory nie
było tu zrobione - skarży się Józef Tejman z ul. Młyńskiej. - Przed wyborami
burmistrz obiecywał, że zrobi, ale nawet palcem nie kiwnął.
O mieszkańcach Żytniej i Kwiatkowickiej pisaliśmy w listopadzie ubiegłego
roku. Od siedmiu lat zabiegali oni o położenie asfaltu. Sami zapłacili za
sporządzenie niezbędnej dokumentacji. Niestety, przez kilka lat miasto
najpierw umieszczało budowę ich drogi w budżecie, by pod koniec roku ją…z
niego wykreślać. Dokumentacja straciła juz ważność.
- Jak miasto nam drogi nie chce zrobić, to może gmina się zlituje i nam ja
zrobi, a i podatki - gdybyśmy się do niej przenieśli - będą niższe - mówi
rozgoryczony Leszek Jędrzejewski, mieszkaniec Kwiatkowickiej i zapowiada
spotkanie mieszkańców w tej sprawie.
Wbrew pozorom taka "przeprowadzka” nie jest trudna. Potrzebna jest bowiem
uchwała rady miasta i gminy. Następnie - wraz z wnioskiem - dokumenty te
dostaje premier, który dokonuje zmian administracyjnych.
Władze miasta tłumaczą się, że najpierw remontują najważniejsze w mieście
ulice. Jednocześnie zapowiadają spotkania z mieszkańcami ulicy Żytniej.
- Z jej mieszkańcami będziemy w najbliższym czasie spotykać się i liczymy na
deklarację z ich strony w sprawie przekazania gruntów pod budowę drogi. Jak na
razie były z tym problemy, a bez tego nic tam nie da się zrobić. Wiemy, że
mieszkańcy Młyńskiej i Kwiatkowickiej czekają na nową drogę, podobnie jak
mieszkańcy innych mniejszych ulic. Jeśli radni, którzy decydują o wydatkach
inwestycyjnych zapiszą odpowiednie kwoty w budżecie - chociażby w planie
inwestycji wieloletnich - to przystąpimy do działania - wyjaśnia Jacek Dul,
wiceburmistrz Kraśnika.
A co o ewentualnych "uciekinierach” sądzi wójt?
- Nie będziemy nikomu wchodzić w kompetencje, niemniej jednak taka sytuacja,
że "przygarnęlibyśmy” mieszkańcy tych ulic jest możliwa i wszystko zależy od
nich samych. Należy z nimi jeszcze rozmawiać - twierdzi Mirosław Chapski, wójt
gminy wiejskiej Kraśnik.
To nie pierwsza tego typu inicjatywa. Prawie dwa lata temu odłączeniem się od
miasta straszyli mieszkańcy ulicy Granicznej. Również chodziło im o asfalt na
drodze. Skończyło się na zapowiedziach o odłączeniu, a asfaltu jak nie było
tak nie ma...
www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070511/KRASNIK/70510022