aihs
17.11.09, 11:16
Ostrzeżenie o epilepsji
Ze względu na możliwość napotkania spoilerów, nie zaleca się zagłębiania w ten
tekst osobom, które jeszcze nie grały lub nie skończyły grać. Ci, którzy
skończyli powinni mieć na uwadze, że zakończenia są różne więc i w tej materii
można trafić na spoiler.
Druga sprawa, recenzja jest spontaniczna, nie redagowana i w ogóle brak jej
ładu i składu a to dlatego, że chciałem podzielić się świeżymi wrażeniami a
nie głębokimi analizami, mimo wszystko krytyka mile widziana

Pamiętajcie, że ostrzegałem.
Słów wstępu kilka
Przeżyjesz przygodę – mówili, będziesz się świetnie bawił – mówili, świat jest
ogromny i tętni życiem – mówili, to najlepsze cRPG od czasów Baldura – mówili.
Kłamali. Kłamali reklamując w ten sposób każdą grę, która wyszła po
legendarnych Wrotach Baldura. Czy ktoś zrealizował choć część tego co
widzieliśmy na sloganach reklamowych? Tak, a były to dwa studia – BioWare i
Obsidian. Jedynie te dwie firmy były w stanie trzymać poziom swojego,
poniekąd, wspólnego dzieła. Jak na tym tle wypada Dragon Age? Zaskakująco
dobrze. Cytując użytkownika
red.pl:
Podsumowując, czym dla mnie, osoby nie "siedzącej" w branży jest BioWare?
Gwarancją. Kupując grę tej firmy mam pewność, że będzie to dopracowany i
ciekawy produkt, w którym owszem niektóre elementy mogą mi nie pasować, ale
jako całość będzie to coś dobrego. Tym dla mnie jest BioWare.
Gdy BioWare związało się z EA trochę się zmartwiłem ale jak widać
niepotrzebnie. Podejrzewam, że prędzej by tej gry nie wydali w ogóle niż gdyby
mieli sprzedawać bubel z nazwą swojej firmy na pudełku. Mam nadzieję, że
akurat ten zespół nigdy nie dokona spektakularnego „strzału w stopę” bo nadal
chcę wchodząc do sklepu prosić o najnowszą grę BioWare nie dbając zupełnie o
jej tytuł, gatunek czy fabularne ramy świata.
Dragon Age - duchowy następca. Czyj?
No właśnie, czyj? Spróbuję sam sobie odpowiedzieć lecz wpierw muszę przyjąć
czym dla mnie jest owy duchowy następca. Czy duchowe następstwo w dziedzinie
rozrywki komputerowej jest podobieństwem na płaszczyźnie fabularnej?
Mechanicznej? Może na obu? Szczerze powiedziawszy nie wiem. Dlatego właśnie
przyjmę, duchowe następstwo jest niczym innym jak marketingową nazwą na
„zapożyczenia i podobieństwa względem gry XYZ”. No bo cóż więcej mówi mi
slogan o duchowym następstwie, pokrewieństwie i Bóg wie czym jeszcze? Ni
mniej, ni więcej „jeżeli lubiłeś XYZ, to polubisz naszą nową grę ABC”.
Posypał się mistycyzm, runęła magia słów ale do rzeczy. Bezsprzecznie Dragon
Age jest duchowym następcą, ale czyim? Baldura? Trochę. KotORa? Też. NWNa?
Całe szczęście jedynie w niewielkim stopniu. Czyli DAO łączy cechy BG, KotOR i
NWN, a co daje od siebie? HA! Trafiony, zatopiony. To jest właśnie sedno
sprawy – niewiele. Czy to źle? No nie, w końcu ma to być duchowy następca. DAO
jest bardzo udanym połączeniem znanych rozwiązań ze szczyptą nowości.
Oldschool, HC cRPG?
Trudny i drażliwy temat. Czy jest to gra oldschoolowa? W kwestii ogólnego
zarysu rozgrywki na pewno. Czy jest to gra hardcorowa? Jeżeli mówimy o walce
to na poziomach od normala wzwyż niektóre walki mogą osoby niedoświadczone
przyprawić o ból głowy. Na poziomie easy jest to w zależności od sposobu gry
H&S drużynowy lub slasher grany zza pleców. I wreszcie czy jest to cRPG?
Niewątpliwie tak, choć jak wspomniałem poziom trudności ma ogromny wpływ na
klasyfikację tej gry. Czy DAO daje tyle zabawy, radości i satysfakcji co
oldschoolowe legendy? Moim zdaniem zdecydowanie nie.
Fabuła: Główny wątek
Typowa dla gry BioWare – od zera do bohatera + 2 kilo ratowania świata. Gra ma
różne prologi dla różnych kombinacji ras-klas co jest zarazem ciekawym plusem
jak i minusem. Na plus można zaliczyć chociażby to, że nie musimy już sami
sobie tłumaczyć dlaczego nasz brodaty krasnolud jest synem stetryczałego elfa.
Wreszcie mamy rodziców, prawdziwych! Już nie ma przybranych ciotek, matek,
dziadków, wujków – rewolucja fabularna, bohater ma prawdziwą rodzinę. Co na
minus? Ano rozbieżne prologi wprowadzają pewien zamęt fabularny w późniejszym
stadium gry. Chwilami miałem wrażenie, że gram w MMO z fabułą ułożoną tak by
pasowała do szerokiego spektrum możliwych archetypów postaci. Od początku
wiemy co robimy, idziemy na ryby… arcydemona znaczy się. No to idziemy. Gra
nie jest bezpośrednio liniowa, jest kilka dróg, którymi możemy podążyć chociaż
w rezultacie musimy zaliczyć cztery główne lokacje i rozpruć smoka. Decydujemy
o kolejności wykonywanych zadań i tu uwaga: jeżeli robimy wątek główny musimy
się liczyć z demoniczną mocą skryptów, które mogą przerzucić nas 4 mapy dalej
nie pytając o zdanie. Właśnie dlatego przyjąłem prostą zasadę – najpierw
zadania poboczne, potem główna historia. Z drugiej strony skrypty mają na celu
utrzymanie spójności fabularnej więc jest to zło konieczne. Po zaliczeniu 4
subquestów mamy ostatnią bitwę i koniec. Tak bym podsumował fabułę DAO gdyby…
gdyby nie kilka przebłysków. Pierwszy zwrot akcji, a raczej zwrot wojsk
Loghaina jest tak oczywisty, że aż mnie zaskoczył

Historia Morrigan ładnie
wpisuje się w główny wątek. Jeżeli ktoś gra złą drużyną (ja grałem) i kręci z
wiedźmą to ma kupę zabawy. Ze względu na dość specyficzny zwrot akcji z nią
związany nie polecam tej gry osobom, które łatwo przywiązują się do
wirtualnych postaci. Mnie osobiście wygięło, skręciło i prawie zmusiło do
płaczu. Dzisiaj jak to piszę to autentycznie tęsknie za moją czarownicą i jej
błyskotliwymi ripostami. Jak widać gdyby nie tego typu przebłyski fabuła była
by sztampowa, na szczęście to jest BioWare, oni nawet prostą historyjkę umieją
ubarwić. Jeżeli ktoś mnie spyta dlaczego zapamiętałem Dragon Age odpowiem bez
wahania, że to dzięki Morrigan – jak dla mnie najbarwniejszej postaci jaką
spotkałem w cRPG.
Fabuła: Zadania poboczne
Niektóre typowe dla mmo – idź, zabij, przynieś – niektóre typowe dla cRPG a
jeszcze inne oryginalne. Oprócz tych pierwszych reszta zazwyczaj ma co
najmniej dwa sposoby rozwiązania, a czasem i więcej. Być może ktoś się ze mną
nie zgodzi ale quest z Demonem Gnuśności z Wieży Magów zaliczam do zadań
pobocznych, co więcej jest on moim zdaniem najciekawszym zadaniem w całej grze
i o ile się nie mylę nigdzie jeszcze nie wykorzystanym. Można go przejść na
siłę lub zagłębić się i dostrzec wiele małych ciekawostek i szczególików. Dla
mnie miód. Należy dodać jeszcze, że zadania poboczne są źródłem dobrego
sprzętu i przede wszystkim kasy.
Fabuła: Zadania towarzyszy
Po osiągnięciu relacji „Przyjaźń” – około 80 punktów – towarzysze odpowiednio
pociągnięci za język mogą sprzedać nam dodatkowego questa. O ile historie
związane z tymi zadaniami są ciekawe to ich rozwiązanie jest raczej proste,
wręcz trywialne co niszczy dobre podłoże fabularne. Czy wszyscy mają tego typu
questy? Tego nie wiem, ja odblokowałem Morrigan, Stena, Zevrana i Oghrena. Z
resztą póki co się nie udało.
Fabuła: Świat Fereldenu
Co tu dużo mówić. Świat fantasy więc wiadomo czego się spodziewać. Mamy
krasnoludy mieszkające pod ziemią. Mamy elfy żyjące w lasach. Mamy ludzi
żyjących wszędzie. Jedyna oryginalna ciekawostka to historia elfów. Niezła i w
miarę spójna. Niby mało ale chociaż tyle. Wszystkie informacje jakie napotkamy
w świecie gry zapisują się w naszym kodeksie i trzeba przyznać, że niektóre z
trafiających tam rzeczy są naprawdę pomysłowe. Generalnie Tolkienowskie
konwencje, poszerzone o zniewolone elfy i wiedźminów przemianowanych na Szarą
Straż.