ptasik
03.03.04, 08:08
Tak mnie od rana naszło:)
Dzień zaczął się niezwyczajnie, bo Wirus, który robi za budzik w domu (jak
sie obudzi i uzna, że czas wstawać gryzie) dziś doszedł do wniosku, że warto
byłoby wstać wcześniej niż zazwyczaj i zaczął gryżć około 5,15....
Najpierw wstałam z zamiarem eksmitowania go tylko do łazienki, no ale jak
zobaczyłam te zorze na wschodzie pomyślałam, że żal będzie się kłaść.
Potem w zachwytach (nie licząc wątku o dzikim zwierzu w domu:) była przerwa,
tak jakby te zorze były przygrywką do głównego przedstawienia dnia...
No bo o to wyglądam sobie około 7 za okno a tam cała moja ptasia banda siedzi
na wierzbach i czeka:))))
Załadowałam więc ptasią miskę i poszłam do nich....
Oczywiście sikorki nawet nie czekały aż odejdę na jakotaką odległość:)
Towarzyszyły mi wiosenne zalotne ptasie trele ze szczególnie mocno
wybijającymi się bogatkowymi dzwoneczkami....
I starczyłoby tego przedstawienia na cztery akty porządnej sztuki, ale to nie
był koniec zachwytów bo trzeba wspomnieć o scenerii, prawdziwie wiosennej
scenerii...
Niebo błękitne poprzetykane gdzieniegdzie kremowymi chmurkami , a na
wschodzie nad horyzontem reżyser tego przedstawienia wystepujący jednocześnie
w roli głównej - słońce....
Jakże cudownie malowało okolice
I choć od wczoraj pewnie niezmieniło to dziś po raz pierwszy prawdziwie
poczułam, że lada moment będzie miała miejsce ostateczna rozgrywka pani
wiosny z zimą....
Jak po tym wzdychaniu weszłam do domu i stałam sobie w oknie gapiać się
zachwycona z radia usłyszałam komunikat meteorologiczny - na terenie całego
kraju niebo spowite ciężkimi chmurami, mroźno i nieprzyjemnie, a za oknem
biało.....
Słowem byłam w raju?:)
Chop się uśmiechnął, spojrzał i zapytał - to na pewno dla nas jest prognoza
pogody?
Po chwili , dłuższej pani chrząknęła bezgłośnie i drżącym głosem powiedziała -
silny wiatr wiejący od zachodu sprawił, że niebo na Dolnym Śląsku się
wypogadza....
No i na koniec, już przy wyjeździe z domu na żywopłocie niczym straż przednia
żegnali nas panowie wróblowie siedzący na samych czubkach gałęzi...
No i tak jadąc myślałam sobie jak niewiele człowiekowi trzeba, żeby dzień
zaczął się dobrze.... Pod jednym jednakże warunkiem - trzeba mieć ten dar,
który ja mialam szczęście dostać - dar widzenia i dostrzegania tych
malusieńkich zachwytów.......
Zachwytów, które widzę codziennie, nie tylko rano....
Tak mnie naszło i musialam się z Wami podzielić:)