Dodaj do ulubionych

Co się dzieje z tymi ptakami?

03.03.04, 12:01
To nie był pierwszy taki wypadek, już kilkakrotnie ptaki wpadały mi na szyby
w domu.
Raz znalazłam nawet pod oknem ptaka drapieżnego, niestety nie żył, na oknie
ślad i trochę piór. I dziś znowu, wielkie łub w szybę, na szczęście nic się
niestało. Czy one tracą oriętację? Może moje szyby są za czyste?
Obserwuj wątek
    • jerzy.wozniak Re: Co się dzieje z tymi ptakami? 03.03.04, 12:08
      Ptaki nie widzą szyb i przestraszone lub w pogoni za zdobyczą często w nie
      uderzają stąd w sklepach można kupić specjalne nalepki z sylwetką lecącego
      ptaka drapieżnego co skutecznie przeciwdziała takim wypadkom.
      Jurek
      • ptasik Re: Co się dzieje z tymi ptakami? 03.03.04, 12:22
        U mnie niestety tez sie to zdarza....
        A co do nalepki to jak masz karmnik na parapecie i nakleisz drapola to karmnik
        tyz mozesz zdemontowac:) Najlepiej nie myj jakis czas okien, ba pomaluj je
        czyms:))))
        Kiedys sobie wymyslilam pol zartem pol serio, zeby rozpiac na oknie jakas
        siatke....
        Teraz autentycznie szyby wymazane przez Wirusa powodują, że wypadków ptasich
        jest mniej. Wirus marze solidnie, bo lazi po ogrodzie, czesto po blocie, a
        potem wskakuje na parapet i wali obydwoma lapkami w szybe, zeby go wpuscic....
        Szyby sa brudne a ptaki bezieczne:)
    • cereusfoto Re: Co się dzieje z tymi ptakami? 03.03.04, 12:38
      Opowiem wam o tym , co u mnie w tej kwestii się działo...Pewnego dnia uderzył
      kos w szybę i niestety upadł na ziemię z pierwszego piętra . Zbiegłam na dół,
      ale niestety było już zbyt późno. Nie żył - musiałam go pochować. Smutne, ale
      prawdziwe. Drugi ptak sikorka bogatka miała nieco więcej szczęścia; wpadła do
      mojego pokoju przez uchylone okno, ale nie mogła z niego wylecieć . Uderzyła
      się od wewnątrz w szybę - lekko była otumaniona - zdecydowałam się ją wziąć do
      rąk ( nie macie pojęcia jakie to przyjemne uczucie mieć takie maleństwo w
      dłoniach - leciutkie, puszyste - szkoda, że nie spotyka mnie to częściej )nie
      była nawet przestraszona. Postawiłam ją w otwartym oknie żeby sobie poleciała,
      ale potrwało to chyba z 5 minut zanim wyfrunęła - w tym czasie udało mi się ją
      jeszcze kilkakrotnie pogłaskać - nie bała się ! Chyba miała coś z jednym okiem,
      bo wyrażnie patrzyła jedną stroną. Pewnie miała wcześniej jakieś zderzenie ze
      zbyt czystą szybą. Kiedyś również w moje okno uderzyła synogarlica, ale na
      szczęście nic jej się nie stało. Problem polega u mnie na tym , że mam bardzo
      duże kwatery okienne i to w dodatku w kształcie trókąta ( wystające na
      zewnątrz ). Ale cóż za niedługo przeprowadzam się do domu i mam nadzieję, że
      tam ten problem nie będzie występował w takiej skali. Pozdrawiam wszystkich
      ptaszkologów.
      • ogniomistrz Re: Co się dzieje z tymi ptakami? 06.03.04, 07:54
        Miałem podobne zdarzenia.
        Sikorka modra wleciała do domu przez uchylone okno. Strasznie się miotała po
        całym pokoju i nie była wstanie trafić do otwartego okna.
        Nie było rady, treba było ptaka złapać. Gdy wreszcie się udało :) zamiast
        wdzięczności za ratunek dostałem porcję solidnych uszczypnięć :(
        Maleństwo bardzo dzielnie walczyło o życie!
        Naszczęście dla mnie :) nie trwało to długo! Wypuściłem ją jak najszybciej!
        Pozdrawiam!
    • danam Ptaki i okno 04.03.04, 18:38
      Co roku zimową porą mam do czynienia z ptaszkami, które uderzają w okno
      i „lądują” w śniegu. Dziwne zjawisko? Dwa okna na południowo – zachodniej
      stronie domu i tylko jedno stanowiło (tak, tak stanowiło) zagrożenie
      Kiedy usłyszę uderzenie w szybę ruszam biegiem najpierw do okna sprawdzić czy
      ptaszęto na dole, czy lekko zdezorientowane na gałązce wisienki. Jeśli na dole
      pędzę, zabieram biedactwo, dmucham, chucham, podaję na dłoni wodę z psiej
      miski, a kiedy zaczyna trzepać łebkiem i „kokosić” się niespokojnie w mojej
      dłoni, stawiam w bezpiecznym miejscu i czekam, co dalej. Jak dotąd moje metody
      zawsze przynoszą skutek pozytywny.
      Opowiem Wam jak reagowały sikorki na moje „ratownictwo”.
      Otóż jedna z nich sikorka sosnówka nazwana przeze mnie Małgosia, po uderzeniu w
      szybę wpadła dziobkiem w śnieg. Wybiegłam szybko, i rozpoczęłam akcję
      reanimacyjną. Pozostałe sikorki siedziały na gałązkach wisienek i bacznie,
      aczkolwiek w zupełnej ciszy obserwowały moje poczynania.
      Kiedy udało mi się uratować Małgosię i posadziłam ją w karmniku, natychmiast
      zrobił się ruch, rozmowy, radosne okrzyki, przeloty nad moją głową i z
      powrotem, aż w końcu cała zgraja odleciała wraz z Małgosią do lasu. To było
      niesamowite przeżycie.
      W tym roku znowu jest na naszych wisienkach Małgosia. Spokojnie siedzi na
      gałązce i czeka aż zawieszę przysmaczki. Kiedy z nią rozmawiam kręci łebkiem,
      jakby wiedziała, co do niej mówię? Ja wierzę, że mnie rozumie i bardzo się tym
      faktem cieszę!
      Tej zimy znowu ratowałam, ale trznadle. Zawitały do nas pierwszy raz odkąd tu
      mieszkamy i w przeciwieństwie do sikorek są bardzo płochliwe.
      Któregoś dnia usłyszałam mocne uderzenie w okno. Oj! Wszystkie trznadle na raz
      wpadły na szybę, czy co? Biegnę do okna spoglądam w dół i... Siedział
      tam „rozcapiżony” Krogulec. Szybko! Kurtka, chustka, gumofilce, aha, rękawice
      (na wszelki wypadek) i biegiem. Kiedy byłam już prawie metr od niego spojrzał
      na mnie zdziwiony z wymówką w oczach – taki stwór? W wielkich butach zapałczane
      nogi, kurtka rozpięta, coś na głowie? Nie!? Zmykam toż to jakiś burak!? I
      odleciał. Ucieszyłam się, że nic mu się nie stało. Ale też z tego, że przez
      chwilę mogłam na niego z bliska popatrzeć.
      Po tym incydencie w oknie zawisła gęsta, mocno wzorzysta firanka (ku rozpaczy
      mojej męskiej połowy, bo to okno z Jego „Kącika”) i jak na razie żadnych
      zderzeń od tygodnia nie ma. Może to jest jakiś sposób??
      Przepraszam, za przydługi tekst, ale chciałam Wam opowiedzieć swoje przygody w
      tym temacie.
      Serdecznie pozdrawiam.
      Danuta.
      • piasia Re: Ptaki i okno 05.03.04, 11:09
        danam napisała:
        > Po tym incydencie w oknie zawisła gęsta, mocno wzorzysta firanka (ku rozpaczy
        > mojej męskiej połowy, bo to okno z Jego „Kącika”) i jak na razie ża
        > dnych
        > zderzeń od tygodnia nie ma. Może to jest jakiś sposób??

        Nie wiem, bo u mnie na oknach wiszą żaluzje, a i tak mam dwa ślady zderzenia
        (huk był taki, jakby ktoś śnieżką walnął w okno) - ale nie zauważyłam
        żadnego "ucierpianego" ptaka. Na wsezlki wypadek myje okna dwa razy do roku -
        im brudniejsze tym lepiej widoczne. A i ręce się nie niszczą ;)))

        > Przepraszam, za przydługi tekst, ale chciałam Wam opowiedzieć swoje przygody
        w tym temacie.
        Przydługi???? Raczej przykrótki!!! Chcemy więcej!
        pzdr
        Pi
        • grau Re: Ptaki i okno 05.03.04, 11:23
          Droga Danuto,pozwole sobie, myśle ze za zgoda forumowiczow, przyznac Ci tytul
          Ptasiego Ratownika Podokiennego.
          Pozostaje w przekonaniu, ze odtad kazde ptasio-ogrodowe wydarzenie zostanie
          opisane przez Ciebie rownie dokladnie i z takim humorem jak to dzisiejsze.

          pozdrawiam serdecznie
          sz. :))
    • elaos Re: Co się dzieje z tymi ptakami? 05.03.04, 12:05
      >– taki stwór? W wielkich butach zapałczane
      nogi, kurtka rozpięta, coś na głowie? Nie!? Zmykam toż to jakiś burak!? <

      Może warto sobie przygotować jakiś strój ptasiopodobny, bo krogulec to ptak o
      mocnej strukturze psychicznej, ale już taka delikatna sikorka może wykitować na
      zawał. A i tytuł Głównego Ratownika Podokiennego zobowiązuje, aby na akcje nie
      biegać w bele czym ;))
      • danam Re: Co się dzieje z tymi ptakami? 05.03.04, 22:59
        No! Nie wiem!
        Przyznanie mi takiego wielkiego tytułu? Czy sobie poradzę?
        To, co „trysnęło” na moich policzkach po przeczytaniu Waszych postów, to nie
        był rumieniec, toż to purpura!
        Natychmiast podzieliłam się wiadomością z Małgosia. Wyobraźcie sobie, że
        zaakceptowała mój nowy tytuł „naukowy”. Tak, więc dzięki i będę się mocno
        starać, żeby wszystkie ptaszęta czuły się w naszej zagrody bezpieczne.
        Co do stroju? Hmm? No mam już przy drzwiach obuwie bardziej dopasowane do
        zapałczanych nóg, kurtkę będę zapinać, tylko, co zrobić z tą szaloną głową?
        Opowiem Wam historię ze szpakiem z zeszłorocznej zimy.
        Mróz trzymał tęgi, śniegu było więcej jak w tym roku, to i ptasząt było
        mnóstwo. Oczywiście wszędobylskie sikorki, kowaliki, grubodziób, kwiczoły,
        drozdy i paszkoty.Placyk pod wisienkami był zawsze odśnieżony (tak jak
        obecnie), jedzonko wywieszone i wyłożone, żeby każdy gatunek miał to, co lubi.
        Stałam sobie 2 metry od jadłodajni, kiedy z lasu niespodziewanie ni to lecąc,
        ni to podbiegając wylądowało coś na śniegu prawie u moich stóp.
        Podnoszę, patrzę, a to szpasiu. Zmaltretowany, mokry, piórka
        zwichrzone,zupełnie jak w powiedzeniu „...krowie z gardła wyjęty...”
        Pozostali stołownicy zamarli w bezruchu. nawet kwiczoły przestały awanturować
        się o kawałki jabłek.
        Zabrałam biedaka na chwilę do domu,delikatnie sprawdziłam czy nie ma
        uszkodzonych kończynek, skrzydełek i główki. Wszystko w porządku uff!
        Wytarłam ręczniczkiem, napoiłam, a kiedy zaczął wykazywać niezadowolenie, że
        zbyt długo go trzymam w „niewoli”, wyszłam na pole i postawiłam biedaka na
        placyku z jedzonkiem. Ku mojej radości pałaszował smakołyki jak inne.
        Następnego dnia przyleciał, ale już inny. Pięknie mieniący się kolorami jak
        tafta. Usiadł na gałązce, popatrzył na mnie, skinął łebkiem w podzięce i
        sfrunął do innych stołowników na posiłek. Przychodził do końca zimy.

        Do Piasi.
        Piasiu firanka działa. Słowo!
        A może trznadle zrobiły się mniej płochliwe?
        Stawiam na firankę.
        Serdecznie pozdrawiam.
        Danuta.

        Serdecznie pozdrawiam.
        Ratownik okienny Danuta.
        • danam Ot Baba! 06.03.04, 11:26
          Tak mnie rozradowała „tytułomania”, że od razu powędrowałam w awansach piętro
          wyżej!
          Już się poprawiam i spadam!
          Serdecznie pozdrawiam.
          Ratownik podokienny Danuta.
          • ptasik Re: Ot Baba! 06.03.04, 17:37
            No tak myślę, że trzeba przeprosić, a nie tak może zaraz ratownika rynnowego bys z siebie chciala zrobic, albo i kominowego:))))
            • ptasik Re: Ot Baba! 06.03.04, 22:25
              Oczywiscie bylo wiadome, ze bede sie intensywnie zastanawiac co mozna zrobic dla ptaszkow, ktore sobie robia krzywde na naszych okiennych szybach, a czasem po prostu traca zywot... Mnie przytrafilo sie to dwa razy, ale tak, ze niestety ratowac nie bylo kogo, bo raz trznadel uderzajac w szybe z miejsca sobie kark skrecil, a drugim razem sikorka zadnych szans niestety nie miala...
              I o to doszlam do wniosku, ze gesta siatka nie napieta zbyt mocno na oknie powinna powodowac, ze ptaszek, który w nia wpada nie zaplatuje sie, a brak napiecia sprawia ze nie odpija sie jak pilka od rakiety i nic mu nie jest.... Skoro w lecie potrafimy w trosce o swoje cielska moskitiery w oknach wieszac, to w porze karmienia mozemy te same moskitiery w ochornie ptakow trzymac w tych oknach....
              No ale to zapobieganie wtorne ze tak powiem... Zastanawialam sie co zrobic, zeby zapobiegac i doszlam do wniosku, ze po pierwsze karmnik powinien byc w miare daleko od okna, wtedy ptaszki zaatakowane prze drapola maja szanse manewru w ucieczce, bo po starcie zdaza juz troche ochlonac i mam nadzieje pomyslec, w ktorastrone wiac:) Po drugie - dobrze byloby, zeby karmnik byl w miejscu gdzie sa geste krzaki, w ktoreptaszki moga sie schornic i zamiast po ataku podrywac sie i uderzac w szyby chowalyby sie w tych krzakach....
              No bo tak sobie mysle, ze przymoich ilosciachmaluchow i przy bardzo czestych wizytacjach krogulcow i innych drapoli to tych wypadkow mogloby byc znacznie wiecej, a na szczescie nie ma.... I tak sobie wydedukowalam, ze zalatwienie tak tych trzech spraw powinno troszke problemy rozwiazac.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka