Dodaj do ulubionych

boję się zośki...

09.05.12, 06:36
...bo małe kwiatki jakoś pookrywam, ale jak zabezpieczyć duże krzaki borówek? tak mi pięknie zakwitły; to ich trzeci sezon u mnie, w zeszłym roku wcale nie miały owoców i miałam (a właściwie ciągle mam) nadzieję na wreszcie jakiś porządny zbiór...
dlatego się boję okropnie, ale dziesięciu sporych krzaków nie zabezpieczę, zwłaszcza, że owijając mogę połamać delikatne gałązki;
jak wy sobie radzicie z tą paskudną zochą?
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: boję się zośki... 09.05.12, 08:22
      Wiesz, ja po prostu olewam. Mam dość zwisologiczne podejście do roślin i uważam, że powinny same o siebie zadbać. Nie okrywam na zimę, więc nie widzę powodu, dla którego miałabym to robić teraz. Jak coś sobie nie radzi, to widocznie nie nadaje się. Jest tyle innych, że można dobrać zestaw do każdych warunków klimatycznych i glebowych. U mnie zresztą większy problem jest z tymi glebowymi, bo mam paskudną glinę, a w tych warunkach na przedwiośniu długo utrzymuje się woda z roztopów i niektóre rośliny po prostu gniją.
      • kocia_noga Re: boję się zośki... 09.05.12, 08:35
        Śniło mi się tej nocy, że jest przymrozek -4. I tak sobie we śnie wpadłam w panikę - o rany, co tu teraz ratować, co okrywać. A potem - nadal we śnie - przyszła refleksja, że co ma wisieć, nie utonie. Begonie mogą nie przeżyć, więc krzyżyk im na drogę i już.
        • wrexham Re: boję się zośki... 09.05.12, 09:13
          o rany, co za sen, ale rozumiem dobrze :)
          ja latam jak głupia z różową hortensja ogrodową, którą nabyłam niedawno; na noc na ganek, i rano z ganku na dwór; żeby jej te cudne kwiatki nie opadły od przymrozków; specjalnie jej nie posadzilam do gruntu jeszcze - czekam, aż zośka pójdzie precz, bo to w końcu jakis kolor w moim skromnym ogródku prócz zielonego;
          przezimowac jej pewnie nie dam rady, ale to nic - jak horpyna radziła, zakupie sobie drzewkowatą, albo bukietową i się nie będę martwic, że mi po zimie nie zakwitnie;
          może się tak po horpynowemu wyluzować nie dam rady, ale faktycznie odpuszczę te nerwy; chociaz borówek by szkoda było - kwitną jak jakieś głupie;
    • dar61 Dziadowie ... 09.05.12, 09:13
      ... i babki się przymrozka i lekkiego mroza nie bali. Nie spali.
      Ino w czas tużprzedprzymrozkowy żagiew brali i - uprzednio przygotowane - dymne stosy podpalali.
      Kilka nawet. Jeden z nich zawsze swym dymem skutecznie okadzał plantacyjkę grochu czy innych typowych dla pradziadów naszych [i prababek] mandarynek. Wiatr porywisty danej nocy multiplikował dymne stosy.
      Podpałka w stosie musiała być nieco wilgotna, by nie sczezła w mig. Na całą noc miała starczyć.
      Pradziady nasze [i prababki] nie znały sposobu na gołoledź, mandarynkowe krze czasem wtedy nawiedzające u sapieżyńskich - znanych z fanaberii pradziadów naszych [i prababek] panów - wrót.
      Stosowano wtedy modły odmian wszelakich, mało skuteczne, choć głośne. Popa skoro wołano, by egzekwie odprawiał, ot i tyle...
      Około 1846 - pamiętnego - roku plantacje takowe szybko z kura pomocą u nas znikły.
      Dziś się odradzają ...

      Powodzenia w zażeganiu!
      • wrexham Re: Dziadowie ... 09.05.12, 10:00
        tego kura czerwonego to bym się bała na noc zostawiać bez nadzoru, a spać i tak mało sypiam, więc pilnować nie dam rady;
        poza tym za kurzenie mogłabym mandat dostać, to za wysokość rzeczonego, nakupię sobie borówek w sklepie, jak moje zmrozi ;)
        • babcia47 Re: Dziadowie ... 09.05.12, 11:04
          gdy u mnie zapowiadaja przymrozki a mam wrazliwe rośliny juz w ziemi wtedy wieczorem, jak najpóźniej, bo przymrozki najczęściej pojawiaja sie i sa największe o świcie, biore węża z odpowiednia koncówka i cały ogród dokładnie zamgławiam wodą. Wazne by rośliny pokryły sie dokładnie drobniutkimi kropelkami, które tak zaraz z nich nie spłyną. Woda zamarzając oddaje ciepło..juz nie raz dzieki temu udało mi sie ocalić sadzonki, choć sasiadom za płotem pomarzły lub były mocno uszkodzone..co się da nakrywam odwróconymi doniczkami, najlepiej ceramicznymi lub wiaderkami..tez trochę zawsze chronią
          • obrobka_skrawaniem Re: Dziadowie ... 09.05.12, 11:19
            Te mniejsze rosliny mozna przykrywac obcietymi butelkami PET a nawet torbami plast. na patyczkach (ale tak, zeby liscie nie dotykaly scianek).
            • wrexham Re: Dziadowie ... 09.05.12, 11:40
              z tymi mniejszymi roślinkami tez pomyślałam o wiaderkach i innych doniczkach, problemem może byc jedynie to, co napisała babcia - mianowicie, że przymrozki pojawiają się o świcie, a ja o świcie wyjeżdżam juz z domu, czyli musiałabym, albo zdjąć nakrycia zbyt wcześnie, albo zostawić na cały dzień, a tu sie robi nawet ponad dwadzieścia stopni przecież;

              a to zamgławianie to naprawdę pierwsze słyszę! to jakiś autorski pomysł, że z ciekawości zapytam? bo może to trzeba rozpropagować, jeśli działa; ja bym nie wpadła na to; raczej bym sie bała, że te zamarznięte kropelki uszkodzą liście i kwiaty;
              • obrobka_skrawaniem Re: Dziadowie ... 09.05.12, 12:59
                Zraszanie i zadymianie to sposoby stos. na plantacjach roslin cytrusowych od dziesiatek lat.
                Opisywal je prof. Pieniazek w ksiazce "Owoce krain dalekich".
              • dar61 Strona czynna i bierna walki 09.05.12, 15:07
                Proszę, o {Wrexham}, wierzyć naszej {O._skr.}, wodne sposoby sa znane od stuleci jako panaceum na noc z przymrozkami. Warunek - to ma być tylko noc.
                Tzw. ciepło właściwe wody - ilość energii potrzebna na ogrzanie 1 cm wody o jeden stopień - jest tak duże w porównaniu z analogicznym dla ciał stałych, że energia przez nią oddana chroni rośliny.
                Tak właśnie magazyn H2O - opóźniająco dla zimy i początku wiosny - działa sąsiedztwo dużego zbiornika wodnego na pogodę lokalną.

                Kto mieszka - jak my - w zmrozowisku - musi się specjalizować w walce ze zjawiskami pogody, kiedy w tej walce ma szansę.
                Zwykle jednak taka walka nasza ma warianty bierne - takie, jakie opisywała nasza {Horpyna}.

                P.S. Dwojga imion - nomen-omen - Zofija mieszka obok mnie i obok w ogródku gospodarzy. Ale uparcie kilka swych pierwszych lat próbowała hodować wprost w gruncie pomidory, choć ostrzegaliśmy.
                Dziś - jest wreszcie Sophią i już nie hoduje.
        • dar61 Metoda na gromnicę 09.05.12, 14:53
          Też tak traktuję walkę z objawami przyrody, jak {W.}.
          Ale warto te pomysły znać.

          Np. w mini skali:
          - mój śp. Sąsiad twierdził, że w swój namiot pomidorny kiedy wstawi na noc przymrozkową jakowąś grubaśną świecę podpaloną, to mu nic się z młodziutkimi sadzonkami wtedy nie dzieje. Ale namiot co wieczór - do 2 tygodni po Zosieńce - obwieszał starymi kocami na ścianach, a nad sadzonkami stawiał kanciaste nadstawki z podwójnie foliowanymi ściankami, a nad każdą sadzonką stawiał kołpaki ze starych wiaderek plastikowych. Widziałem - pomagałem toto z Sąsiadem ustawiać. Kiedy wyjeżdżał, czasem miałem zlecenie to ustawiać. Działało.
          Ale gromnicznego sposobu nie testowałbym.
          Bo to pamiątka rodzinna.

          ***

          Dziś zamiast czerwonego kura sadownicy stosują zadymiacze i zamgławiacze elektryczne, strowane czujnikami. I śpią do syta.
          Dym ponoć jakiś ekologiczny jest. Choć nadal zależny od kierunku wiatru.
      • obrobka_skrawaniem Re: Dziadowie ... 09.05.12, 11:16
        > Wiatr porywisty danej nocy multiplikował dymne stosy.

        Bujdy na resorach! Przy wietrznej pogodzie nie ma przymrozkow.
        • dar61 Docieranie obróbki 09.05.12, 14:42
          Ależ nasza {O.} - jak zwykle - perfekcyjna :-)
          Zgadza się, ma rację.
          Niech będzie - nie wiatry porywiste, ino zmiennokierunkowe multiplikowyw... muliwitaminiz..., no namnażają ogniska.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka