rzenus
10.08.12, 03:42
zbieram ci ja fasolę szparagową na obiad, gdy dobiega mnie dziwny odgłos; idę więc kilka kroków w jego stronę i widzę fruczaka gołąbka pasącego się na wiesiołku powabnym. Fruczak zgodnie ze swoim imieniem, a raczej nazwqiskiem fruczy mocno. Biegnę po męża, każę mu rxzucać wszelką robotę, bo ma jedyną okazję ujrzeć europejskiego prawie-kolibra zanim odleci na swoją Słowację.Idziemy razem na miejsce cudu, a mąż przyjrzawszy się mu, niespecjanie wzruszony widokiem gołąbka sugeruje, że może przylepił się on do kwiatu, bo dziwnie się w nim miota frucząc. Kucnęłam, lekko dotknęłam kwiatu a fruczak poza wzmożonym fruczeniem nie ruszył się, więc przytknęłam otwartą dłonią w spód kwiatka i fruczak się oswobodził. Długa trąbka która utkwiła mu w kwiatku wiesiołka wyszła z niego w końcu i pseudokoliber jak dał dyla!
Drugi raz w swoim życiu widziałam tego owada. Zalatują czasem ze Słowacji, u nas im za zimno. W dodatku dane mi było obejrzeć go z bliska i jeszcze pomóc.