pszczoly,osy...

17.07.04, 09:58
mam pewien problem,niedawno zauwazylam ze na mojej dzialce na drezwie
pojawilo sie gniazdo-nie wiem os czy pszczol,myslalam zeby tam zostalo,ale te
robaczki staja sie coraz bardziej iebezpieczne,nie mozn przejsc obok drezwa
bo wpadaja w szal!czy mozecie mi poradzic do kogo moge sie zwrocic,do jakich
sluzb-ktore moglby zabraz to gniazdo,sama sie niestety boje.bede wdzieczna za
porady
    • mjot1 Re: pszczoly,osy... 17.07.04, 12:47
      Straż Ogniowa
      czasem para się też tym jakieś indywiduum. ale to w większych skupiskach
      ludzkich
      • boma1 Re: pszczoly,osy... 17.07.04, 18:06
        Mamy ten sam problem. Na działce w kompoście zalęgły się osy. Nie da się
        podejść w tamte okolice. Mąż polewał je wrzątkiem. Nie powiem było mi przykro.
        Ale nie da sie posiedzieć bo pełno ich fruwa, dziecki alergiczne.Czym je
        wypłoszyć.
        Pozdr
        BM
    • evcik1 Re: pszczoly,osy... 22.07.04, 10:38
      U mnie osy są w cisie, w altance i na podbitce dachowej. Udało nam się je
      wytępić dzięki środkom chemicznym dostępnym w sklepach ogrodniczych. Jeden ze
      środków (najbardziej skuteczny) wsypuje się w otór gniazda - niestety nie da
      się go wszędzie zastosować. Dlatego kupiliśmy jeszcze spray przeciw osom i po
      kilkunastu próbach osy się wyniosły. ;)
      Życzę powodzenia
      • antares777 Re: pszczoly,osy... 22.07.04, 14:02
        Czy możesz podać nazwy tych preparatów?

        Ja wiem, że obowiązuje tu zasada "nie zabijaj" i w pełni się z nią zgadzam, ale
        co innego roślina, która nam zawadza (albo i nie), a co innego osy, których
        ukąszenia mogą okazać się ostatecznymi.

        I na temat:
        wczoraj byłem towarzyszyć w ostatniej drodze koledze, któremu upały
        dopiekły "do żywego". Stojąc przed cmentarzem, w dość sporej grupce osób
        szukających cienia pod lipą, dostrzegłem szerszenie uwijające się wokół głów.
        Na szczęście nikt nie wykonywał jakichś gwałtowniejszych ruchów i obyło sie bez
        komplikacji.
        Miały swe gniazdo w dziupli w pniu tej lipy, na wysokości około metra.
        Po powrocie do domu postanowiłem zadziałać.

        Najpierw telefon do dyżurnego dyspozytora przy prezydencie miasta (jest takie
        stanowisko, a jakże). Przedstawiam sprawę: niebezpieczeństwo w miejscu
        publicznym.
        - Wicie-rozumicie, od tego jest straż, niech pan dzwoni na 998.

        Posłuchałem, zadzwoniłem. Przedstawiłem sprawę ze szczegółami, żeby chłopaki
        czasu nie tracili na poszukiwania, gdy tam gdzieś chałupa płonie (odpukać).
        - Wicie-rozumicie, my zdejmujemy gniazda jak wiszą na wierzchu, ale nie
        grzebiemy nigdzie w dziurach czy dziuplach.
        Zagotowało się we mnie i na niego z góry, że miejsce publiczne i jakby coś się
        zdarzyło to...
        - Pan mnie straszy?
        - Nie, informuję i donoszę. Wykonuję swój obywatelski obowiązek, a pan ma
        służbowy obowiązek wpisać go do odpowiedniego rejestru i podjąć stosowne kroki.

        Ciekawe, co będzie dalej.

        Pomachiwajki

        Stary Zgred
        • agnimili Re: pszczoly,osy... 22.07.04, 16:45
          Fajnie ze zadzwoniłeś i starełes sie coś z tym zrobic.
          Ja tez dzwonie jak widze ze cos złego sie dzieje.
          Mam nadzieje ze ktos sie tym przejmie.

          pozdrawiam
        • puma002 Re: pszczoly,osy... 22.07.04, 19:28
          Siedział sobie cichutko w ogrodzie pod daszkiem osłaniającym drewno do kominka.
          Już miałam wrzasnąć: Szerszeń, ratunku! Szerszeń! Ale zerknęłam na biedaka,
          któremu z oczu patrzyło: nie wydaj mnie... i ugryzłam się w język. OK, bratku,
          nikomu nie powiem. Zaczęłoby się polowanie, szukanie gniazda, trucie itp. Wtedy
          dopiero mogłoby się coś złego przydarzyć. Mowy nie ma.

          Przeczytaj Antaresie post p. prof. Simony Kossak na forum Darz Bór, może też
          polubisz szerszenie.

          groups.yahoo.com/group/darzbor/message/4733
          Pozdrowienia:)




          • antares777 Do Pumy :)) 22.07.04, 23:53
            puma002 napisała:

            > Przeczytaj Antaresie post p. prof. Simony Kossak na forum Darz Bór, może też
            > polubisz szerszenie

            Najpierw przeczytałem to, co Ty napisałaś i bardzo mi się spodobało :)

            Potem przeczytałem post pani profesor i szerszeni nie polubiłem.
            Wcale nie dlatego, że post ów nie był w jakimś stopniu pouczający, kształcący
            czy uczuciowy, bo był, ale tak "dla porządku". Z powodu zwykłego (zaznaczam:
            mojego) poczucia sprawiedliwości czy uczciwości.
            Bo jeśli polubię szerszenia, to dlaczego nie muchę? A jeśli obdarzę muchę
            uczuciem, to komarowi bedzie przykro, a jeśli do komara dołączą i kleszcze i
            pchły i... i... i choćby taka stonoga czy wij jaki.

            To co wtedy?

            Nie jestem niegodziwcem - biorę świat przyrody takim, jakim go poczęła
            Najświętsza Matka Natura i wiem, że w tym świecie nie ma miejsca na uczucia.
            Jeden zżera drugiego, gatunek walczy z gatunkiem. O byt, o przetrwanie, o
            lepsze warunki bytowania i to jest w ramach tych samych reguł gry.
            Pominę milczeniem gatunek zwany homo (podobno)sapiens, bo Mjot już dziś dał
            popalić i na razie wystarczy.

            Wracając do szerszenia:

            Napisałaś:

            > Siedział sobie cichutko w ogrodzie pod daszkiem osłaniającym drewno do
            kominka.

            Toż Ty byłaś w komfortowej sytuacji! Mogłaś sobie pozwolic na taką fanaberię
            zatajenia istnienia "potwora" ;)
            Przecież wiedziałaś, że na odkrycie go, zaniepokojenie i "pobudzenie do akcji"
            szanse są raczej marne, bo (tak sobie wyobrażam) po drewno do kominka zajrzy
            ktoś dopiero wtedy, gdy chłodem przeciągnie, a wtedy dla Twojego "pupilka" i
            tak będzie po herbacie.

            W sytuacji opisywaniej przeze mnie nie jest tak fajnie. Wspomniana lipa rośnie
            ca 6 metrów od głównego wejścia na cmentarz, pół metra od ścieżki. A ścieżką tą
            przewalają się tłumy - cmentarz "obsługuje" około 15 tys. mieszkańców.

            Ja nie pałam nienawiścią do szerszeni. Nie pałam nienawiścią do innych stworzeń.
            Ale przynależność do świata przyrody, której jestem świadom, nakazuje mi
            działanie w obronie MOJEGO gatunku i zapobieganie możliwym (i realnym)
            zagrożeniom ze strony innego gatunku.

            Gdyby ta lipa rosła nie pół, ale trzy metry od ścieżki, zapewniam Cię, nie
            zauważyłbym żadnego problemu.

            Pomachiwajki

            Stary Zgred
            • puma002 Do Antaresa 24.07.04, 11:20
              A kto powiedział, że musi być sprawiedliwie? Nie muszę lubić na równi
              szerszeni, karaluchów, kleszczy i tasiemców. Posiadam na przykład taki kaprys,
              że preferuję szerszenie.
              Zresztą natrętną muchę też wolę wypędzić przez okno niż utłuc.

              Jeśli chodzi o działania na korzyść mojego gatunku, mam do nich stosunek
              podobnie krytyczny jak Mjot. A zatem, jako przyrodnik z wykształcenia i
              zamiłowania, wolę stawać w obronie innych gatunków, którym trudniej o
              adwokatów. Obrońców ludzkości jest aż nazbyt wielu.

              Sytuacja z zatajeniem obecności "potwora" w ogrodzie wcale nie przedstawiałaby
              się tak różowo z Twojego punktu widzenia. W tymże ogrodzie spędza wakacje moje
              własne jedyne dziecko (wprawdzie prawie dorosłe) i mój ukochany pies. Drewno
              nie tylko do kominka jest używane, ale też aktualnie do palenia w minikuchni,
              gdzie już teraz suszą się grzyby. A jednak wiem, że pokojowe współistnienie z
              szerszeniami jest możliwe przy zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa,
              więc się wcale nie martwię.

              Ile razy Antaresie słyszałeś w ciągu ostatnich kilku lat o śmierci człowieka
              pokąsanego przez szerszenie? Czy Ty wiesz, jaka byłaby to sensacja w sezonie
              przecie ogórkowym? Toć na Onecie piszą już o wiewiórkach atakujących ludzi w
              Łodzi, z braku lepszych tematów.

              Nie podniecajmy się polowaniem na czarownice. Uwierzmy tym, którzy bezpiecznie
              mieszkają od lat w sąsiedztwie szerszeni. Te wielkie osy - podobnie jak żmije -
              nie są groźne, jeśli nie nadepnie się im na odcisk.

              groups.yahoo.com/group/darzbor/message/4730

              PS. Właśnie dzwoniło moje dziecko, donosząc, że w ogrodzie pojawiły się
              czerwone grzybki w kształcie "papierosków", śmierdzące zgniłym mięsem i
              oblegane przez muchy. Budzą sensację wśród sąsiadów. No to cóż innego może być,
              jak nie mądziaki malinowe, czyli hmm hmm kutasiki, obiecane w ubiegłym roku
              przez Piasię? W następny łykend jadę je oglądać. Dziękuję, Piasiu, za
              podesłanie!

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=309&w=8000922&a=8000922
              • antares777 Re: Do Antaresa 24.07.04, 16:07
                No, duże to było, mądre, kształcące, emocjonalne, poparte cenzusem
                wykształcenia. Szkoda, że o 6 godzin za późno :(

                Cóż mnie, prymitywnemu inżynierowi z wykształcenia, pozostaje?

                Podkulić ogon i wte pędy dzwonić pod 998 i odwołać, odszczekać, a jako argument
                podać, że Puma taki ma kaprys lubienia szerszeni?

                Nie zrobię tego z czystej przekory, która to (ta moja przekora) opiera się o
                moje, prymitywne (bo inżynierskie z wykształcenia) przeświadczenie, że powinno
                być:
                1/ racjonalnie,
                2/ roztropnie,
                3/ sprawiedliwie.

                Pomachiwajki

                Stary Zgred

                P.S. Ale pchły na pewno lubisz :)
                • puma002 Re: Do Antaresa 24.07.04, 16:52
                  Odszczekaj, Antaresie, odszczekaj... Chyba, że już za późno? Ta wzmianka o 6
                  godzinach:((( Nie zadziwisz więc dzielnych chłopców pod 998 kaprysami
                  stukniętej Pumy?

                  Cóż, blondynka inżyniera nie przekona:(

                  Pozdrawiam:)
                  pumka

                  P.S. Na psie ewentualne pchły likwiduję bez długotrwałych wyrzutów sumienia.
                  Pchły są pasożytami, w przeciwieństwie do szerszeni. Co nie znaczy, że trzeba
                  je (czyli w/w pchły) wybić do sztuki, bo pasożyty też czemuś służą.
                  • antares777 Tak dla porządku ;) 24.07.04, 17:10
                    puma002 napisała:

                    > Chyba, że już za późno? Ta wzmianka o 6
                    > godzinach:(((

                    Jeśli można podpowiedzieć (bez urazy):

                    Jest takie okienko nad "spisem" wszystkich postów w wątku, w którym można sobie
                    wybrać sposób porządkowania postów w tymże spisie.

                    1/ Wybierz sobie sposób "od najstarszego"
                    2/ Odnajdź w spisie swój przedpołudniowy post i odczytaj godzinę
                    3/ Odejmij 6 godzin z kawałkiem
                    4/ Odszukaj mój post z okolic tej godziny (powinien sąsiadować z Twoim)
                    5/ Przeczytaj go.

                    Pomachiwajki

                    Stary Zgred
                    • puma002 Re: Tak dla porządku ;) 24.07.04, 17:26
                      Eeeee, Antaresie, coś kręcisz. Postąpiłam według instrukcji, ale coś mi się nie
                      zgadza. Odejmowanie mi się nie zgadza, być może dlatego, że rozpoczęłam już
                      imprezę ku czci kobuziątek.
                      Odjęłam 6 godzin i nie znalazłam postu z okolic tej godziny, jeno wyszedł mi
                      Twój post z wieczora poprzedniego?

                      Pozdrowionka:)
                      • antares777 Re: Tak dla porządku ;) 24.07.04, 17:38
                        Czytając Twój post z godziny 11 z minutami byłem przekonany, że nie
                        przeczytałaś mojego sprzed północy - i stąd to (jak nazwałaś) "kręcenie".

                        Ale jeśli się myliłem i jeśli Twój post miał być odpowiedzią na moje
                        okołopółnocowe wynurzenia, to wybacz - nie zrozumiałem idei.

                        To pewno na skutek upałów i przyrodzonej mi ciasnoty poglądów :(

                        Pomachiwajki

                        Stary Zgred
                        • puma002 Re: Tak dla porządku ;) 24.07.04, 17:53
                          No nieee, kręcenie dotyczy wspomnianych 6 godzin. Liczyłam na matematyczną
                          ścisłość, panie inżynierze;) 11-6=5, a Twój post z 23...
                          Wyimaginowałam sobie, że strażacy usunęli o poranku gniazdo szerszeni z lipy
                          przy cmentarzu, stąd wzmianka o 6 godzinach. Jeśli nie, to tym lepiej.
                          Twój post sprzed północy przeczytałam, chylę czoła odnośnie osiej decyzji:)))

                          Pozdrawiam:)
                          • antares777 Sypcie popiół na mą głowę!!!!! 24.07.04, 18:16
                            Wiem, że to i tak nie pomoże, ale przynajmniej nie będzie, żem nie podjął
                            żadnych kroków.

                            A tak po prawdzie, to w moich latach, człek staje się kutwą, chce
                            przyoszczędzić każdą chwilę, nie dać nic ot-tak sobie.

                            I gdym se tak liczył na palcach, bo do suwaka logarytmicznego było za daleko
                            (bo tylko na nim czuję się pewnie), a kalkulatory zajęły naukowce i gdy mi
                            wyszło, że 12, to mi się pomyślało, że 12 to za dużo, stanowczo za dużo i dam
                            co najwyżej połowę.

                            A teraz muszę przed ludźmi oczami świecić :((((

                            A jeśli o te szerszenie i telefony, odszczekiwania i pewnie coś tam jeszcze
                            mnie ciągać będziesz, to Ci powiem tyle:

                            Wziąłem ten grzech na moje sumienie i niech już tak zostanie. Z niego przed
                            Najświętszą Mateczką Naturą będę się tłumaczył i mam nadzieję, że mi odpuści.
                            A gdyby nawet nie odpusciła.... to i tak niech będzie. Mea culpa.

                            Pomachiwajki

                            Stary Zgred



                            Pomachiwajki

                            Stary Zgred
                            • puma002 Re: Sypcie popiół na mą głowę!!!!! 24.07.04, 18:29
                              Niech już tak zostanie, Antaresie:)))

                              Pozdrawiam serdecznie:)
                  • antares777 Ad vocem 24.07.04, 17:18
                    puma002 napisała:

                    > Pchły są pasożytami, w przeciwieństwie do szerszeni

                    A tego się dowiedziałaś od pcheł, szerszeni, czy też tak Ci przekazano w czasie
                    Twoich biologicznych studiów?

                    Na moje prostackie (bo inżynierskie) oko, jest to niepodważalna decyzja pana i
                    władcy wszego stworzenia, objawiona nawiedzonym i światłym przedstawicielom
                    królujacego gatunku, razem z przyzwoleniem na wszelkie bezeceństwa i przez tych
                    przedstawicieli wszem i wobec ogłoszona do dalszego wykorzystania.

                    Pomachiwajki

                    Stary Zgred
                    • puma002 Re: Ad vocem 24.07.04, 17:30
                      Aleś złośliwy, Antaresie.
                      • antares777 Re: Ad vocem 24.07.04, 17:33
                        Jak na starego zgreda przystało ;)

                        Pomachiwajki

                        Stary Zgred
    • mamib Re: pszczoly,osy... 22.07.04, 18:50
      W ubiegłą sobotę moi działkowi sąsiedzi mieli ten sam problem. Okazało się,że
      to były osy, które zagnieździły się w ozdobnym wiatraku przy oczku.
      Sąsiad próbował je unicestwić wodą, potem jakimś środkiem na owady, /przy okazji
      został ukąszony/, ale najskuteczniejszy okazał się Muchozol. Dwukrotny oprysk w
      ciągu dnia uwolnił ich od siedzenia w domku, ponieważ osy były bardzo wojownicze

      Majka
    • mjot1 Re: pszczoly,osy... 23.07.04, 12:47
      W zamierzchłych czasach forum tegoż stanąłem już w szranki dzielnie broniąc
      owada.
      Nie będę się powtarzał... a i dostało mi się wówczas nieco.
      Wiem jedno z szerszeniem da się żyć!
      Żyłem z trzema gniazdami szerszeni w najbliższym sąsiedztwie, więc wiem.
      Owad nie dość, że piękny, waleczny to jeszcze nie do końca bezmyślny. Jeśli nie
      dokuczasz on odwzajemni się tym samym.
      A gdzież ma żyć, jeśli nie w dziupli?
      U mnie mieszkały w obu szczytach naszej chałupinki i dodatkowo w stodole.
      Przeżyłem ja, przeżyła Moja Zdecydowanie Lepsza Połowa i przeżyły one. A jacy z
      nich wspaniali obrońcy obejścia!
      A osy? Osy są z nami od zawsze i wszędzie.
      Oszalowana deskami chałupinka cała gra ich subtelną muzyką.

      Najniższe ukłony!
      Ot tak sobie by się nieco poprzekomarzać M.J.
      • antares777 Re: pszczoly,osy... 23.07.04, 23:37
        No niby wszystko było w porządku, bo niby odpowiedziałem na pumowe nacieranie
        uszu, ale ... coś tam gdzieś w człeku siedziało, drążyło, jakiś taki niedosyt i
        do uczucia samozadowolenia nie było mi blisko.

        I z samego (mojego) rańca zacząłem szukać w archiwach forum i znalazłem wątek,
        o którym wspominasz, przeczytałem całą gorącą dyskusję i zrobiłem sobie
        rachunek sumienia.

        I jaki wynik?

        W tym miejscu mieszkam od ponad 30 lat i osy były zawsze.

        Raz byłem ofiarą ich ataku: stało się to nagle, niespodziewanie i nie powiem,
        by moje wtedy uczucia były godne opowieści. W ciągu (nie wiem) 2 - 3 sekund,
        zostałem zbombardowany - to właściwe określenie - 7 razy. Spadły na mnie
        bombowce nurkujace z bzykiem, potęgowanym przez autentyczne uczucie strachu i
        bach bach bach... siedem razy w czoło.
        Natychmiast okłady z plastrów cebuli (według ówczesnej mojej wiedzy miały
        pomagać), lekki obrzęk i skończyło się na strachu.
        Dlaczego? Prawdopodobnie potrąciłem gałąź gruszy, na szczycie której miały
        gniazdo.
        Najgorzej wyszła na tym grusza, bo dnia następnego zakończyła żywot pod
        uderzeniami toporka, a sprawcą był teść.
        Stąpajmy po ziemi: nie dlatego, że jedyny jego zięć oberwał, ale że jego 3-
        letnia wówczas wnuczka mogła stać się ofiarą następnego ataku.
        Czy ten atak by nastąpił? Któż wie? Pewnie nie, bo dalej osy nam towarzyszyły i
        nic podobnego więcej się nie zdarzyło.
        A bywało, że jadaliśmy razem i śniadania i obiady i odbywaliśmy jakieś
        okazjonalne przyjęcia też. Przylatywała sobie taka na brzeg talerza,
        popróbowała serka, nadgryzła kotlecika, skubnęła pomidorka i odlatywała, a na
        jej miejsce przylatywała następna. Tylko zupami nie chcieliśmy się z nimi
        dzielić. Że bzyczała koło nosa? No to co? Tylko trzeba było uważać z
        otwieraniem japy, żeby niechcący nie wpadła :)

        Toteż sobie postanowiłem - nie dziś, tylko kilka dni temu, kiedy odkryłem ich
        gniazdo w ziemi - że je pozostawię w spokoju bo w ich towarzystwie da się żyć :)
        Nie znajduje się ono blisko szlaków uczęszczanych, dzeciaka będzie się
        pilnowało i już.
        A problem, o którym wspominałem, polegał na tym, jak przekonać współplemieńców
        do tej decyzji.

        Inaczej wygląda sprawa z przycmentarnymi szerszeniami. Nie wiem, na ile są
        przyzwyczajone do ruchu, do zakłócania im spokoju przez przechodzących ludzi.
        A ponieważ wiem, że dla niektórych ukąszenia szerszenia mogą być nieciekawe w
        skutkach, zadziałałem tak, jak zadziałałem.
        Miałem do wyboru: albo grzech wydania na łaskę (bądź nie) albo grzech
        zaniechania.
        No i wybrałem.

        Pomachiwajki

        Stary Zgred
        • jack9 Re: pszczoly,osy... 24.07.04, 18:44
          Tak jak piszecie -mozna żyć obok ...gdy się wie gdzie jest np: gnizado os i
          pamieta by je omijac
          Ale nie zawsze tak jest - ot wszedłem przez nieuwagę 2 dni temu na gniazdo
          ukryte w kretowisku...oj boli...
    • mjot1 Niech żyje szerszeń! 24.07.04, 19:57
      A i za szerszenia toaścik wygłosiwszy uprzednio łyk tęgi pociągam. A co!
      Winniśmy mu szacunek choćby należny przeciwnikowi.
      Wszak umniejszając godność przeciwnika w jakimż świetle stawiamy siebie?
      Niech żyje szerszeń piękny i waleczny!
      No i to imię...
      Najniższe ukłony!
      Sączący sobie leniwie M.J.
      • puma002 Re: Niech żyje szerszeń! 24.07.04, 20:24
        I za szerszenia też, Mjocie:) Niech żyje.
        I za ten rok szczególny!

        puma - również sącząca sobie leniwie
        • antares777 Niech żyje!! 24.07.04, 21:49
          Ten kto może :)))

          Takie to se Qrde porzyjom, a co mo powiedzieć lud pracujoncy miast i fsi?

          Już miałem otwieracz nasadzony na kapsel, już miałem pociągnąć za dźwignię,
          gdy zadzwonił telefon: "Przyjedziesz po mnie?"
          "Ależ tak, słoneczko, już wdziewam buty :)))"
          "A odwieziesz mnie potem?"
          "Z dziką przyjemnością" :((((

          Po drodze załapano mnie na fuchę z terminem na przedwczoraj :(((

          Zdrowie wszystkich przeciwników!!!

          Bo gdyby ich nie było, to jaki by życie miało sens?

          Pomachiwajki

          Stary zgred
          • mjot1 Re: Niech żyje!! 24.07.04, 22:12
            Hmmm...
            Wiesz Pumo? Z Tobą to by się fajnie milczało...
            Bo przecie nie byłoby sensu prowadzić dysputy nijakiej, bo i tak natychmiast
            przekształciłaby się ona w monolog. Tyle, że prowadzony na dwa głosy, z których
            jeden potakiwałby jedynie.:-)
            Strasznie lubię milczeć wieczorami (ot w taki choćby jak dziś) w miłym
            towarzystwie i gapić się w zapalające się gwiazdki...

            Donoszę jednocześnie, że robactwo świętojańskie lata już bardzo nielicznie.
            Ostatnie to chwile...
            Ale za to „cykady” grają cudownie.

            Najniższe ukłony!
            Dziękuję za miło spędzony wieczór M.J.
            • puma002 Po imprezce 25.07.04, 07:26
              Udała nam się! Podyskutowaliśmy, pomilczeliśmy, toasty wznieśliśmy jak się
              należy... Kto nie był, niech żałuje.
              Również dziękuję za miło spędzony wieczór :)
              Pozdrawiam:)

              • ptasik Epilog 30.07.04, 11:11
                ...poczytalam, pomsylalam, zastanowilam sie czy to ma sens i doszlam do wniosku
                ze ma....

                A poniewaz zawsze deklaruje szczerosc i pisanie tego co mysle to napisze i
                teraz to co mi w duszy gra

                ...szerszeni z cmentarnej lipy mi zal...

                i blizej mi tu do Pumy i M.Jota....
                A ze wypadki sie zdarzaja?
                Nie tylko z owadami, ba te z owadami, tudziez innymi dzikimi zwierzetami
                stanowia malusienki ulamek wszystkich wypadkow, w ktorych gina ludzie...

                Tak, z cala pewnoscia, najwiekszymi szkodnikami sa zwierzeta zwane ludzmi, a ze
                listy dyskusyjne przyrodnicze sledze skrupulatnie to w miare dokladnie wiem ile
                dzikich zwierzat zupelnie niepotrzebnie w barbarzynski sposob jest
                mordowanych....

                I jedyne co najczesciej moge zrobic to wstydzic sie, ze tez jestem ludziem....
                • antares777 Za wcześnie na epilog! Wojna! 31.07.04, 23:22
                  ptasik napisała:


                  > ...szerszeni z cmentarnej lipy mi zal...

                  A mogłabyś sprecyzować dlaczego?

                  > i blizej mi tu do Pumy i M.Jota....

                  Mnie zaś blizej do przedstawicieli mojego gatunku biologicznego, a jeszcze
                  bardziej do najbliższej rodziny.

                  Dziś osa użądliła MOA w policzek i ma libo jak po zderzeniu z Titanicem.

                  Wojna!

                  Pomachiwajki

                  Stary Zgred

                  P.S. Relacji wojennych nie będzie.
                  • ptasik Re: Za wcześnie na epilog! Wojna! 01.08.04, 09:03
                    antares777 napisał:


                    > > ...szerszeni z cmentarnej lipy mi zal...
                    >
                    > A mogłabyś sprecyzować dlaczego?
                    >

                    bo uwazam, ze zbyt pochopnie podjales interwencje...

                    > > i blizej mi tu do Pumy i M.Jota....
                    >
                    > Mnie zaś blizej do przedstawicieli mojego gatunku biologicznego, a jeszcze
                    > bardziej do najbliższej rodziny.

                    a Puma i M.Jot przedstawicielami w takim razie jakiego gatunku są? Mnie tez do rodziny najblizej, mnie tez i pisalam o tym....

                    > Wojna!

                    i choc mojego Chopa osa użądliła w rękę w czwartek wojowac nie zamierzam
                    • antares777 Re: Za wcześnie na epilog! Wojna! 01.08.04, 10:18
                      ptasik napisała:

                      > antares777 napisał:
                      > >
                      > > A mogłabyś sprecyzować dlaczego?
                      > >
                      >
                      > bo uwazam, ze zbyt pochopnie podjales interwencje...
                      >

                      1/ A czy byłabyś łaskawa określić, kiedy byłby ten właściwy moment na podjęcie
                      decyzji - no, zeby za pochopne nie zostało uznane?

                      2/ A czy byłabyś łaskawa opisać (przepraszam, za ton "odpytywania", ale to
                      konieczne), na czym moja interwencja polegała?

                      > i choc mojego Chopa osa użądliła w rękę w czwartek wojowac nie zamierzam

                      Mnie użądliła w środę i nie widziałem problemu, a powinienem, bo było to przed
                      północą, w mieszkaniu na piętrze, w odległości od gniazda około 40 metrów, gdym
                      książkę odkładał na półkę i nie zauważyłem, że siedzi na mojej ręce - widocznie
                      tą ręką otarłem o krawędź szafy.

                      Ile lat mam ja?
                      Ile lat ma Twój Chop?

                      Dla informacji:
                      MOA ma 2,5 roku.
                      Grześ ma 6 miesięcy i jako raczkujący (widziałaś raczkujące dziecko?) kiwa się
                      i przewala na wszystkie strony, i robi to zarówno na podwórzu na kocyku jak i
                      na dywanie czy w łóżeczku w mieszkaniu.

                      > a Puma i M.Jot przedstawicielami w takim razie jakiego gatunku są?

                      No właśnie! Jakoś tak łatwo przychodzi nam powoływać się na uznane autorytety -
                      nawet nie poprosiwszy ich o zdanie, przyjmując jako pewnik, że ich zdanie musi
                      być dokładnie takie samo jak nasze - to styl żywcem z reklam telewizyjnych.

                      Tymczasem ja wcale nie uważam, by Mjot był stroną w tym sporze, by starał się
                      zajmować w tym sporze stanowisko. Poza ogólną wykładnią swych proprzyrodniczych
                      zapatrywań (z którymi w pełni się utożsamiam) i opisu sytuacji w swej chatynce,
                      w kontekście os i szerszeni, nie wypowiedział się konkretnie na temat
                      zdarzenia, które legło u podstaw tej awantury. Wszystko, co napisał na temat
                      tych owadów, ja odebrałem w konwencji: "jaki piękny byłby świat, gdyby...".

                      Wcale to nie oznacza, że powinien je zająć, że miałbym ochotę na jakiś żal do
                      niego czy chciałbym go w ten sposób "pobudzić". Każdy z nas jest dorosłym,
                      myślącym człowiekiem i sam najlepiej wie, co w danej sytuacji jest słuszne.
                      Przymuszanie kogoś do zajmowania stanowiska jest sporym nietaktem.

                      Pomachiwajki

                      Stary Zgred
                      • ptasik Re: Za wcześnie na epilog! Wojna! 01.08.04, 11:05
                        Antares, teraz ja zadam pare pytan i daje slowo przede wszystkim sobie, zedluzej z Toba polemizowac w tym temacie nie bede...

                        1. dokad zmierzasz, podtrzymywaniem tej dyskusji przy zyciu?
                        2. masz mnie za wariatke (mozna czytac do tego stopnia nawiedzona) , ze nie wiem na czym polega wlasciwa kolej rzeczy?
                        3. czy Ty aby nie mi te wojne wytoczyles? Ja z Toba wojowac nie bede, nie chce, ale i racji Ci nie przyznam przynajmniej przy takim poziomie wiedzy na temat Twojego stosunku do swiata przyrody
                        4. na czym polega ta wojna, ktora oglosiles?
                        5. czy naprawde zapomniales jakie stanowisko i jakie zdanie w kwestii cmentarnych szerszeni wypowiedziala Puma?
                        6. czy w watku, na ktory powolywal sie M.Jot z zeszlego roku nie dostatecznie wyraziscie bylo napisane Jego stanowisko w sprawie?
                        7. o co Ci chodzi? bo naprawde sie pogubilam... co za wszelka cene starasz sie mi udowodnic?

                        Pozostanmy przy swoim i na tym moze zakonczmy te dyskusje...
                        • antares777 odrobinka refleksji... 01.08.04, 12:56
                          No, tom oberwał!!! Z grubej rury!!! Odłamkowymi!!!

                          Ale - ponieważ przy MOA nauczyłem się cierpliwości - najuprzejmiej jak
                          potrafię, starannie dobierając słowa i wziąwszy sobie do serca to, co przed
                          jakąś chwilką napisała Ptasik (a brzmiało to jak deklaracja) do Danusi,
                          postaram się wyjaśnić. I może mi się uda jakoś usprawiedliwić mój niecny czyn.

                          Ale ale - nim zacznę snuć swe nędzne usprawiedliwienie, muszę się do czegoś
                          przyznać. Otóż pisząc wieczorem słowo "Wojna!" miałem na myśli wojnę, jaką
                          wypowiedziałem OSOM. Chciałem w ten sposób poinformować Szanowne Zgromadzenie,
                          że w tym momencie mój stosunek do OS zmienia się o 180 stopni. Tylko tyle
                          chciałem - i nic więcej. Chciałem, a i uważałem to za NORMALNY obyczaj,
                          charakterystyczny dla ŚWIATA CYWILIZOWANEGO, że przeciwnicy (to tak dla
                          szacunku) ustalają reguły gry i później ich przestrzegają (patrz deklaracje
                          zawarte w poscie Piasika do Danusi). Za prawdziwością moich wynurzeń niech
                          świadczy treść, jaką zawarłem w postscriptum, a która jednoznacznie wskazuje,
                          że przeciwnikiem w mojej wojnie nie może być nikt, z tutaj zgromadzonych.

                          A więc Twoje pytanie, zadane tu wyżej - pozwól że przytoczę:

                          > 1. dokad zmierzasz, podtrzymywaniem tej dyskusji przy zyciu?

                          powoduje u mnie szerokie, bardzo szerokie otwarcie gęby i zaniemówienie
                          - ale odpowiadam uprzejmie:

                          Jak zwykle do tego samego: Zmierzam do sedna!

                          I choć postanowiłaś i zadeklarowałaś, że w tym niecnym procederze dochodzenia
                          do prawdy nie chcesz uczestniczyć (masz do tego niezbywalne prawo), ja, pod
                          Twoją dobrowolną nieobecność, spróbuję tam jednak dotrzeć - a może dane mi
                          tylko będzie otrzeć się o istotę sporu?

                          Do rzeczy:

                          Zaczęło się od tego, że pochwaliłem się moimi dokonaniami "na niwie":

                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=309&w=14249418&a=14365015
                          A tam napisałem:

                          > - Nie, informuję i donoszę. Wykonuję swój obywatelski obowiązek, a pan ma
                          służbowy obowiązek wpisać go do odpowiedniego rejestru i podjąć stosowne kroki.

                          I cóż takiego nagannego było w moim postępku?
                          Cóż takiego strasznego uczyniłem, donosząc do straży pożarnej, która między
                          innymi (i na mocy obowiazującego prawa), dba o bezpieczeństwo obywateli?
                          Jestem obywatelem, płacę podatki i chcę czuć się bezpiecznie. Chcę również, aby
                          czuły się bezpiecznie moje dzieci, wnuki, sąsiedzi, znajomi i nieznajomi z
                          mojej wioski, a także ich goście z bliższej lub dalszej okolicy.
                          Nie tylko tego chcę - chcę więcej!
                          Chcę, by owi - wcześniej wymienieni - nie tylko czuli się bezpiecznie, ale
                          również byli bezpieczni.
                          I jest mi obojętne, w jakich chodzą skarpetkach, jakiego są wyznania, czy
                          hodują myszki czy kanarki, czy im latoś udała się rzepa, na kogo głosowali w
                          ostatnich wyborach - absolutnie wszyscy. Nawet ten, co psa po pijaku kopnie.

                          Ale - jeśli tak ma być, to i ja muszę się do tego przyłożyć.
                          A więc: jeśli zauważę dziurę w jezdni - poinformować służby drogowe i nalegać
                          by ją załatały, jeśli zobaczę poluzowaną dachówkę - poinformować właściciela i
                          żądać jej przymocowania (a i straż miejską, by tego dopilnowała) i tak dalej.
                          I tak czynię - jestem upierdliwcem i wspomniany dyspozytor, policja i straż
                          miejska mnie znają.
                          Czemu tak robię? Bo jeśli tego nie zrobię, a inny się wypnie, to jeszcze ktoś
                          inny obudzić się może w szpitalu (jak będzie miał trochę szczęścia). Tak robię,
                          bo mnie tak wychowano - i w domu i w szkole - i uważam to za słuszne.

                          Toteż gdym zobaczył szerszenie, pół metra od ścieżki, tuż przed bramą
                          cmentarza, a cmentarz jest bardzo uczęszczany, uznałem sytuację za
                          niebezpieczną.

                          Wyobraźmy sobie taką scenę: idzie matka z dzieciakiem, a dzieciak wywija
                          półmetrowym kijem i co chwila łup, łup, łup tym kijem a to o kamień, a to o
                          kosz na śmieci, a to o wystajacy patyk czy o pień drzewa (kto nie miał
                          dzieciństwa albo o nim zapomniał, ten nie zrozumie ile w tym przyjemności).
                          Przechodzą sobie obok tej lipy i chłopak łuuup w ten pień, bo to aż się prosi...

                          Albo inna scenka: idzie sobie staruszka. Objuczona jak wielbłąd, bo na
                          straganie przed cmentarzem kupiła i kwiaty i znicze i jeszcze coś tam
                          odpowiedniego. Idzie, dźwiga to niezdarnie, bo baba na straganie nie była
                          łaskawa jej to jakoś rozsądnie w rękach poukładać, człapie pod górkę, już się
                          zdyszała (bo cmentarz jest na sporej górce), zatrzymała się pod lipą - odsapnie
                          chwilkę i pójdzie dalej - chce otrzeć czoło, toto z rąk jej się sypie pod nogi,
                          znicze się tłuką, brzęk rozbijanego szkła...

                          Albo tak zwyczajnie: przyjechał na cmentarz na rowerze, oparł go o lipe i
                          poszedł. Rower się obsunął, narobił łomotu, ktoś inny przechodził...

                          Czy to nie może się zdarzyć? Czy te scenki są z jakiegoś chorego filmu?

                          Konsekwencje jednego i drugiego zdarzenia łatwe są do przewidzenia.
                          I niech ktoś spróbuje powiedzieć, że są sami sobie winni bo...

                          Czy ja kazałem komukolwiek zabijać te szerszenie?

                          Przypomnę:

                          > - Nie, informuję i donoszę. Wykonuję swój obywatelski obowiązek, a pan ma
                          służbowy obowiązek wpisać go do odpowiedniego rejestru i podjąć stosowne kroki.

                          Nie chciałem być mądrzejszy niż jestem i powierzyłem sprawę fachowcom, którzy
                          mają swoich konsultantów i doradców (magistrów, doktorów i znachorów, od
                          chemii, biologii i języka włoskiego). To oni powinni wiedzieć, co w takiej
                          sytuacji należy zrobić.

                          Na mój chłopski rozum, można było:

                          1/ zagazować, zakleić, poszarpać odłamkowymi na miejscu - i takie jest (na
                          podstawie lektury tego wątku) wyobrażenie obrończyń przyrody,

                          2/ bezpiecznie wynieść w inne, niekolidujace z pobytem ludzi miejsce, jak to
                          zasugerował Mjot:
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=309&w=14249418&a=14251750
                          3/ postawić słupki z łańcuszkiem przed lipą (takie jak na skrzyżowaniach),
                          odsuwające ruch pieszy od tej lipy,

                          4/ powiesić na lipie tablicę (może być brzydka; ładną mógłbym zrobić i to na
                          własny koszt, gdyby mi to zaproponowano) z informacją: "UWAGA SZERSZEŃ -
                          przechodzić tamtędy" i z namalowaną strzałką.

                          I teraz pytanie:
                          czy którekolwiek, z wyżej wymienionych działań, mogłoby być podjęte bez wiedzy,
                          świadomości istnienia problemu, odpowiednich "czynników", a więc bez mojej
                          POCHOPNEJ decyzji?

                          Swoje przechwałki zakończyłem zdaniem:

                          > Ciekawe, co będzie dalej.

                          Co było dalej, każdy może sobie przeczytać i kazdy ma prawo do własnego osądu.

                          Mnie otworzyły się szeroko oczy. Com ujrzał?

                          KRÓL JEST NAGI :(

                          I tak dla podządku, gdyby ktoś kiedyś przeoczył albo był na tym forum
                          trochę "nowszy" podam link do wypowiedzi Eksperta - sprzed dwóch lat:

                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=309&w=1931495&a=2021428
                          Pomachiwajki

                          Stary Zgred
    • mjot1 Owad i ... człowiek 01.08.04, 13:06
      Wywołany mimochodem lecz jednak, przecie coś rzec w temacie muszę...
      W swym marnym życiu miałem wzloty, ale miałem i upadki. Upadki są potrzebne to
      one nas uczą najwięcej.
      Może ktoś przypuszczać, że te przygody z szerszeniami wynikały z mody na sporty
      ekstremalne czy jakichś tam fanaberii znudzonego mieszczucha nie znającego
      prawdziwego życia.
      Walczyłem i ja z nimi. I teraz wiem, że to był (jeden z wielu) mój upadek.
      Obecnie wiem, że walka z nimi nie ma sensu. Ale wiem też, że dotyczy to jedynie
      mej skromnej osoby i Mojej Zdecydowanie Lepszej Połowy.
      Otóż przez te lata, gdy żyjemy obok nich nie mieliśmy z nimi drastycznych
      spięć. Lecz tylko my. „Obcy” i owszem traktowani byli przez „nasz zwierzyniec”
      wrogo. Były ataki i ze strony os jak również szerszeni. I to ataki skuteczne.
      Można snuć teorie wszelakie. Możemy dywagować czy taki owad cokolwiek wiedzieć
      jest w stanie? Czy on owad bezmózgi zdaje sobie sprawę o naszym pacyfistycznym
      do niego podejściu i o wrogim nastawieniu gości?
      Każdy będzie miał tu swój jedynie słuszny na sprawę tę pogląd. Lecz ja wiem (a
      wiedzę mą potwierdziły lata doświadczeń), że teoria pokojowego współistnienia
      ze względu na mój tyłek jest opłacalna.

      Czy ja jestem pozbawiony instynktu samozachowawczego?
      Czy ja nie stawię siebie ponad wszystko?
      Jestem przecie człowiekiem i w efekcie końcowym najważniejsza jest moja i tylko
      moja szlachetna część ciała.
      A najbliżsi? Nie wiem jakbym się zachował. Teoria teorią a praktyka zawsze
      chodzi swoimi ścieżkami niczym kot. Musiałbym się znaleźć w sytuacji konkretnej
      by móc odpowiedzieć szczerze. Inaczej co bym nie powiedział byłyby to jedynie
      moje przejaskrawione (choćby i nieświadomie) pobożne życzenia nie zaś prawda.
      Czy bym zabił? Możliwe...
      Czy spaliłbym? Przenigdy!
      Pewnie zachowałbym się jak mój ojciec w czasach gdym jeszcze szkrabem był.
      Otóż przy uczęszczanej drodze w dziupli w starej morwie miały gniazdo
      szerszenie i obecnością swą jak i zachowaniem wprowadzały pewien zamęt. A to
      ktoś na rowerze ni stąd ni zowąd skręcał nieopatrznie a gwałtownie a to ktoś
      wbiegał na jezdnię a to staruszka niczym podlotek pędziła truchtem z włosem
      rozwianym.
      Gdy i ojciec mój zmuszonym był porzuciwszy stosowną do pozycji swej powagę
      podskokami ruszyć przed siebie postanowił za uszczerbek na honorze doznany
      zażądać satysfakcji.
      I stanął oto na udeptanej ziemi zdjąwszy marynarkę i koszulę w samej
      podkoszulce jeno. Jako broń wybrał sobie z pobliskiego płotu sztachetę
      odpowiednią. I rozgorzała walka straszna! A tłum zbierał się coraz większy i
      gęstniał i gawiedź mając igrzyska zagrzewała strony do boju.
      Ojciec walczył dzielnie długi czas a trup owadzi kładł się gęsto.
      Cóż „siła złego na jednego”. Został trafiony po trzykroć w twarz. Poddał się i
      z honorem opuścił szranki wówczas, gdy wzrok stracił pod potworną opuchlizną.
      Czy ojciec mój pokonanym został? Tak. Lecz wyszedł z pojedynku z twarzą choć
      tak karykaturalnie zniekształconą przez opuchliznę.
      A finał szerszeniego plemienia rozegrał się tej samej nocy. Ktoś ośmielony
      ciemnościami wlał łatwopalną ciecz do dziupli w której mieszkały i podpalił.
      Przez kilka dni opowiadano jeszcze sobie jakież to wspaniałe było widowisko,
      gdy płonące szerszenie próbowały latać. I trzeba było usłyszeć wówczas
      komentarz na ten temat mego ojca człowieka, który nigdy nie użył grubego słowa.
      Epitety, którymi raczył obdarzyć dzielnych zwycięzców szerszeni nie nadają się
      bym je tu powtórzył.

      Najniższe ukłony!
      Nie wnoszący w „tem temacie” nic nowego M.J.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja