Dodaj do ulubionych

Kupić rozdrabniacz do gałęzi?

25.09.13, 19:44
Zaczynają się obniżki cen sprzętu ogrodowego. Kusi mnie, żeby kupić rozdrabniacz, ale po pierwsze boję się, że wydam na jakiś badziew, co się zaraz zepsuje albo nie nada do niczego. Po drugie nie wiem, do czego mielone gałęzie mogą się przydać - na kompost tylko, czy można też nimi ściółkować?
Możecie mi doradzić?
Obserwuj wątek
    • d.wludyka Re: Kupić rozdrabniacz do gałęzi? 26.09.13, 09:00
      Mąż kupił m-c temu i jestem zadowolona. Kilka razy w roku przycinam krzewy, drzewka, ostatnio burza połamała drzewo rosnące przed płotem.
      Rozdrobnione gałęzie użyłam do podsypanie podwyższonego klomblu.
      • dar61 Kupić rozdrabniacz do odpadków ogrodowych. 26.09.13, 10:14
        {D.wludyka} jest zadowolona z ogrodowego rębaczka. Rozdrobnione gałęzie użyła do podsypania klombu.

        Oby była zadowolona, kiedy na środku klombu z czasem pojawią się owocniki grzybów, żywiących się rozkładanym przez siebie drewnem w gruncie. Wiele lat się rozkładającym. Wiele owocników.
        Oby była wtedy zadowolona ze swego grzybobrania.
        • dar61 Załącznik uprzedzający. 26.09.13, 10:17
          Gwoli wyprzedzenia pytania - moda na wysypywanie gruntu kolorowymi drzewnymi zrębkami wiąże się z domyślnym w tych zrębkach dodatkiem konserwantów drewna.
        • d.wludyka Re: Kupić rozdrabniacz do odpadków ogrodowych. 26.09.13, 11:49
          Jestem zadowolona z ogrodowego rębacza, bo znacznie zmniejszył objętość posiadanych gałęzi.
          Nie mieliłam grubych konarów, ale takich o średnicy 1-4 cm miałam naprawdę sporo, grubsze też spalimy w kominku.
          Rozdrobnionymi gałęziami podsypałam klomb od tyłu - w planie powiększenie i podwyższenie.
          Trochę wystraszyłeś mnie tymi grzybami, w ostateczności wygrabię i spalę, ale wolałabym nie, bo do tej pory udawało mi się wykorzystać wszelkie odpady ogrodowe.

    • dar61 Kupić dwa 26.09.13, 11:00
      To zależy, czy dużo ma {Kocia_n.} tych gałęzi i jak będą one grube. Na pewno wśród nich będą i konary - nie spotkałem ogrodowego rębaka, jaki mógłby podołać gałęziom grubszym niż 4 cm. Radzę zaplanować, że część z tego drewna, najgrubsza, będzie np. spalana, tak jest u nas.

      Dalej - w związku z wysokimi cenami rębaczków ogrodowych w RP, nie spotyka się na szczęście wśród nich sprzętu popularnego, tj. działającego krótko i zmuszającego klientów do powtórzenia zakupu.
      Same rębaczki są różnych typów, opisywano je tu wielokrotnie, też klawiaturą niżej podpisanego. Rębaki wolnobieżne [A - wał silnika w poziomie] do najgrubszych gałęzi marnie sprawują się przy rozdrabnianiu wiotkich gałązek, ulistnienie ich, też ziólka i chwasty, czasem zatyka maszynkę, ale ona jedyna ma tzw. bieg odwrotny, wspomagający likwidowanie zatoru. Ten typ zwałbym z ostrzem zębatkowym [A]. Lepszy od niego jest inny [B - wał silnika w skosie do poziomu], o kształcie ostrza ślimakowym [łamak+wciągak], jest uniwersalniejszy, ale nie ma, zdaje się, biegu wstecznego. To rzadkość w sklepach w RP, bo dość droga i różne Husqu*rny, nagabywane przeze mnie o ten typ, odpowiadają, że u nas się toto źle sprzedaje, więc nie sprowadzają.

      Najpopularniejsze, najtańsze i właściwie nie do zdarcia [jak się człek nauczy podostrzać im noże obrotowej tarczy roboczej] są młynki ogrodowe [C - oś skośna] z wirującą tarczą roboczą. Te, prócz najgrubszych gałęzi, rozdrabniają wszystko, nawet zielsko świeżo rwane [nadwyżka kopru np., latorosle wiorośli, ścinki bluszczu], byle nie sypać im w gardziel za dużo na raz. Wtedy tworzy się zator i można przeciążyć i zniszczyć im elektrykę, spalić silnik. Najdroższe wśród nich mają na tę sytuację wyłącznik przeciążeniowy, działa jako automat. Trzeba w taki czas unieść obudowę, wydłubać zator i zrestartować. Bywa, że jest tak kilka razy na kwadrans roboty - ale nie przy gałązkach, te fruwają aż miło.

      Jeśli dziś bym powtórzył zakup tego ostatniego młynka, to namawiałbym {K._n.} na taki, w jakim tę klapę nad tarczą roboczą unosi się, odkręcając tylko jedno, duże pokrętło. U nas są do tego 4 śruby, co b. nieporęczne.
      Radzę jednak kupić i młynek do odpadków [C], i ten rębaczek [A/ B]. Dopełniają swe możliwości. Z czasem okaże się, że niezbędnym będzie zakup pilarki do grubych konarów ...

      Kompostowanie najcieńszych gałązek, porąbanych, trwa do 5 lat, jeśli są tylko one - a do 3 lat, jeśli są mieszane z innym substratem/ przerzucone z raz w sezonie, niewysuszane w kompoście, świeże, nawet w ulistnieniu ścinane. Popiół ze spalonych w kominku co grubszych konarów świetnie nadaje się do zasilania kompostu, byle nie przeważał w nich iglasty składnik. Jeśli przeważa, należy kompost po prostu zalkalizować, wapnując.

      Nie polecałbym sypać jakikolwiek kompost i zrębki wprost na grunt, zrębki przykopane kuszą pojawy grzybów, i nie ma znaczenia, na jakiej głębokości zalegać będą - czasem zapomniany duży korzeń po karczunku drzewa czy krzewu ujawnia sie po 10 latach, kiedy grzybnia wygramoli sie ponad grunt, owocnikując i zarodnikując.

      Dar61

      P.S. Nasz typ [A] ma z 15 lat, nadal nie szwankuje. Typ [B] z 10 lat, jw.
      d61
      • kocia_noga O, dzięki serdeczne 26.09.13, 12:10
        Mam leszczynę (do pozyskiwania tyczek), wierzbę iwę, którą też mamy zamiar zrosohacić, jabłonki 4, żywopłot z ligustru, maliny, jeżyny, i jeszcze inne krzaczki które trza czasem ciąć. I winorośl. Do tej pory część gałęzi rąbaliśmy (głównie mąż) piłowaliśmy i układaliśmy w drewutni do podsuszenia a potem na ognisko. Te mniejsze podsuszaliśmy i paliliśmy (wiem, jakie to marnotrawstwo), a cienkie ulistnione dawałam w całości na kompost i jakoś szło.
        Trochę się zmartwiłam tymi grzybami, ale tylko trochę, grzyby bywają ładne i sympatyczne i w zasadzie nie mam nic przeciwko nim, z resztą i tak rosną u nas w różnych miejscach, kiedyś nawet mieliśmy pieczarki.
        Na zakup większej ilości nas nie stać, wolałabym więc kupić jeden który by ciął te średnei i drobne gałązki, co się nie nadają na ognisko.
        A jakby podsuszyć te zrębki przed ściółkowaniem, to może grzyby by się nie imały? Bo najbardziej pasują mi jako ściółka, ponieważ w planach mam zestarzenie się i brak mocy do plewienia, wszystko co w jakiś sposób eliminuje walkę z chwastami ma u mnie zielone światło.
        Dzięki, za porady, tego mi było trzeba.
        • d.wludyka Re: O, dzięki serdeczne 26.09.13, 12:36
          Mamy podobną sytuację - też mam dużo krzewów do przycięcia, a spalić było mi szkoda.
          Zmielone gałęzie i liście leżą w bardzo nasłonecznionym miejscu, warstwa nie jest bardzo gruba.

          Moją ulubioną ściółką jest skoszona trawa - rozkładam cienką warstwą w mniej widocznych miejscach (pod malinami, iglakami). Schnie i rozkłada się błyskawicznie, ogranicza parowanie i rozwój chwastów.

          • kocia_noga Re: O, dzięki serdeczne 26.09.13, 13:06
            Też od zeszłego roku ściółkuję trawą, ale jest jej za mało na nasze potrzeby, przydałoby się jeszcze coś. Jadę do nomi pooglądać te maszyny i poproszę o szczegółowe informacje sprzedawców.
        • dar61 Grill? Dzięki serdeczne ;-) 26.09.13, 15:27
          Porównując się do {Kocioej_n.} - u mej rodziny i u siebie też mam dużo krzewów i drzew. Tnę je wg potrzeb, ale od kiedy przeszedłem na drugą stronę mocy - rębaczkowej - nie narzekam na nadmiar kłopotów z resztkami ogrodowymi. Nawet dziś nie wyobrażam sobie, by rębaka nie mieć.
          Z początku to nawet do mnie pielgrzymki sąsiadów chadzały, by ocenić rębak, jego terkot ich zwabiał. Potem przestały - pozakładali trawniki i ... koszą, koszą, koszą.

          Żywopłoty, jakie zastałem po poprzednikach, puściłem na żywioł, niepodkrzesując - ale je zaściółkowałem korowiną [nie korą z sieczki drewno+kora].
          Nawet ucieszyłem się, gdy posadzony przeze mnie szpalerek ligustru - w chwili zaciemnienia umysłu [okazyjna dostawa ścinków, zywokołów] - z czasem, w cieniu lasku, zmarniał.

          Ogrodowy szpalerek porzeczek i agrestu podściółkowałem trocinami iglastymi, co kilka lat odnawiając jego warstwę, dość szybko się rozkładającą.
          Wszystko to dało odpocząć naszemu plewieniu, zdjęło roboty, choć na starcie wymagało wyodrębnienia granic klombików z krzewami zwykłą obwódką z kamieni i ścieżek.
          Wprawdzie trociny nieco zaprzeczają powyżej moim przeciwzrębkowym opiniom, ale po 1., w czas upału ładnie schną [z wierzchu], nie wywiewa nam ich wiatr, są kosoodporne, no i darmowe [w okolicy mamy polankę, gdzie miejscowy minitartaczek ma swój skład na dziko, hałda wręcz].

          Pozytywem rębaczków naszych jest też i to, że od kiedy nimi rozdrabniam wszystko, co idzie w kompost, to właściwie nie ma wielkich dorocznych przerzucań zawartości skrzyń kompostowych, a wręcz same się, dość szybko, w kompost zwzbogacają. W sumie - roboty jest mniej. Warunkiem tylko było - początkowo dość trudnym - by domownicy w kompost nie wtryniali całych gałęzi luzem, nierozdrobnionych łętów, kory ze zgrabionymi liśćmi, pestek z brzoskwiń etc., folii, kamieni. Kilka lat to trwało, teraz jest zgrubsza ołkej.

          Uczciwie trzeba dodać, że jesienią przybyło roboty startowej, przy liściach - bo je też - kosiarką do trawy - w pryzmie rozdrabniamy, stąd wreszcie się mieszczą w kompostowniku, nieco podwyższonym.
          Trawników właściwie nie mamy, ten przychodnikowy_zapłotowy_miejski się nie liczy - jego pokos to albo sieczka-miazga [z kosiarki poduszkowej], albo jest wywożony na pobliskie łąki, ze ślimakami.
          Podkreślę - posiadanie młynka, rębaczka [i 2+1 kompostowników], zmniejsza u nas nawał ogrodowej roboty.

          ***
          Leszczyna, jabłonie, śliwa, czereśnie, wiśnie, pigwa, pod opieką zapłotowce nieowocowe niby-miejskie, maliny, jeżyny, porzeczek i agrestów multum, jagód kolekcja, pigwowców + 2 kępy suchodrzewu, winorośle, winobluszcze, kokornak, dławisz, aktynidia, ozdobnych ze 20 gatunków - no i bluszcz pod 2 piętro, warzywnika nie licząc i trawnika nie poważając = 2 młynki-rębaczki. W 2 lokalizacjach geograficznych, na razie.
          Tyczki? W ich roli 4 kantówki z nadzianymi oksydowanymi papiakami plus siatka do fasoli z Praktikera, wkładane we wbite w grunt rurki, kpl. łatwo demontowalny i przestawialny.
          W miejscu ewent. opiekacza ogrodowego/ ogniska - ptasie oczko wodne-pojnik.
          • kocia_noga Kupiłam i jestem zadowolona 16.11.13, 08:00
            Z tego co wcześniej przeczytałam, zastanawiając się nad kupnem, tani sprzęt szybko się psuł, głównie z powodu przeciążenia i spalenia silnika. Kupiłam najtańszy i zauważyłam, że jest lepiej, bo wyposażony jest w jakiś bezpiecznik przeciążeniowy - silnik się wyłącza gdy ma za ciężko, bez psucia. Poza tym miele liście i się nie zamula, pocięłam scięte maliny z liśćmi na piękne wiórki.
            Zmieliłam już górę gałęzi.
            Jakby ktoś się zastanawiał nad kupnem, to polecam, warto.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka