dar61
18.04.17, 11:15
Ciekawi mnie, czy tutejsi forumki i forumkowcy mają obserwacje z 1. ręki [skóry?] o domniemanym ulubionym drzewie/ krzewie, na którym następuje np. zgrupowanie ... kleszczy? Tak, kleszczy.
W lokalnej okolicznej u mnie prasie, jaką przekartkowałem, nudząc się w kolejce sklepowej przedświątecznej, wyczytałem opowieść anty-dębową.
Otóż pewien nosiciel brucelozy w średnim ignorowym wieku [sądząc z jego zdjęć w gazetce], od dawna oskarżał przypłotowy dąb o to, że ów jest - cytat: rozsadnikiem kleszczy i sprawcą domniemanym jego choroby.
Wnioskował o jego wycięcie ponoć od lat, otrzymując odmowę z urzędów lokalnych. Po przemyceniu przez sejm ustawy Lex Szyszko właściciel parceli z dębem sam, z nienawiścią opisaną jego słowami w owej gazetce, dąb obalił był. Z radością doniósł lokalnym dziennikarzom, żądnym wierszówki, że na miejsce dębu posadził rządek 'tujek'. Prężył się do zdjęć na tle pniaka podębowego z nieukrywaną satysfakcją - zdjęć kilka, pismo poziomu kolorowej prasy.
Opowieść powyższa ma coś pokrewnego z zarzutem-wyrzutem sąsiada mych rodzicieli, jaki mnie - posadźcy u rodziców leszczyny [rośnie radośnie od półtorej dekady], zalecił z naciskiem, bym leszczynę usunął. Usunął, bo - bo pono wszyscy leszczynę z tego znają* - drzewko takie jest 'rozsadnikiem kleszczy'. A sąsiadowy kudłacz, miłe psisko, kleszczy przynosi latem i nie tylko dużo sąsiadowi w dom. I ja, zdaniem sąsiada, powinienem o leszczynowym procederze sam znać prawdę z 1 ręki, twierdził sąsiad.
Sąsiad boczy się na mnie od wielu lat, bo mu pono wyjazd z bocznej uliczki na główniejszą zasłania krzew, przeze mnie posadzony [na przychodnikowej trawce miejskiej]. Mnie nic wprost nie mówił o krzewie, coś memu ojcu, a wszystko urzędnikom, jacy jego wniosek, chyba o wycięcie, potraktowali chyba odmownie. Miejscy strażnicy - chyba też.
Na tym zeznania bym zakończył, czekając na kleszczowe opowieści, ale uczciwie uzupełnić mi wypada, że:
- nieźle owocująca inkryminowana leszczyna częściowo zwisa nad chodnik miejski, a w większości korony nad ogród rodziców;
- kotkę naszą u mych rodziców od Januara dnia 24. nie ma już na tym łez padole, [durne auta!!!] nie mam więc jak badać zakleszczowania na bieżąco - choć pchły po kotce jeszcze się pałętają w domu;
- sadząc Rodzicom cebulki napotkałem byłem 2 tygodnie temu na cebulowej grządce luzem pętającą się po gruncie kleszczycę, jakby nieco zgłodniałą i wychudzoną [k' leszczynie daleko, po 2. stronie domu, bliżej kleszcz miał do czereśni i aktynidii];
- mam zestaw ssaw strzykawkopodobnych, kleszczyków do usuwania kleszczy, od lat bezrobotny;
- sąsiad antykrzewowy lubi wyjeżdżać na gł. drogą osiedla swym samochodem tyłem w kierunku jazdy, co jego pies oszczekuje z lubością;
- pies sąsiada lubi nasze kości, sasiad nie lubi naszych kości u swego psa - przemycam kości w misce ... pod naszą leszczyną, w klombie przypłotowym, znikają w mig;
- pies sąsiedzki wypuszczany jest przez sąsiadów na przechadzki samopas po mieście i po suburbiach, sąsiedzi, ich dzieci i wnuki mają nadwagę śr. circa 5-10 kg [pies niedożywiony].
*/ 'Leszcz-yna', 'k-leszcz'?