Akcja "Liść"

30.10.04, 19:38
Dzień zaczął się leniwie i zniechęcająco. Rankiem zaczęła siąpić mżawka i
wszystko wskazywało na to, że planowana od kilku dni akcja „Liść” może spalić
na panewce. Lecz oto około południa raptem błysnęło słoneczko.
Zebrawszy zatem wszystkie swe wątłe siły i wszelakie dostępne nam środki
ruszyliśmy w pole.
Naprzeciw nas stał przeciwnik nie lada. Musieliśmy oto stawić czoła samej
Pani Naturze mającej na swe rozkazy siły dla nas niewyobrażalne i
dysponującej asortymentem broni wszelakiej!
A liść przez dwa ostatnie dni już był opadł i ścielił się warstwą grubą,
złotożółtobrązową i nawilgłą na całej naszej polance hen jak okiem sięgnąć.

Stanęliśmy więc zwarci całą swą siłą liczebną (szt. dwie) i zbrojni w grabi
trzy sztuki (w tym: 1 średniego kalibru i 2 lekkie).
Wytoczyłem też broń w mym mniemaniu straszną i niezwykle skuteczną. Była to
dmuchawa elektryczna mogąca też w miarę potrzeb zasysać liść do wora niczym
odkurzacz.
I wówczas się zaczęło. Wokół rozpętało się istne piekło!
Natura postanowiła zniszczyć nas jednym uderzeniem i rzuciła przeciwko nam
wichry zmienne, które z potwornym impetem uderzyły w nas i w ów liść
roznosząc go wszędy. Trwaliśmy na pozycjach czas dłuższy nie zdobywszy ni
piędzi ziemi. Lecz nauczeni nie jednym już przecie bojem wiedzieliśmy, że za
wszelką cenę należy przetrzymać pierwsze uderzenie i nie dać po sobie poznać
słabości.
Dmuchawa przy takim przeciwniku okazała się nieskuteczną gdyż liść uniesiony
przez nią z ziemi natychmiast porywany był przez wiatr i niesiony w
przeciwnym od zamierzonego kierunku. Natychmiast przestawiwszy wajchę
zacząłem więc zasysanie do wora. Wicher zawył z bezsilnej wściekłości i
porywając liście miotał nimi po całej polance. Jednak skuteczność ssania przy
niewielkiej pojemności wora na tak obszernym polu bitewnym małe czyniła
postępy.
I wówczas to właśnie podstępnie i znienacka zakradłszy się do rogu ogrodzenia
oderwałem od słupków jedno jego przęsło.
Natura zamilkła zaskoczona tak niespodziewanym a błyskotliwym manewrem. A my
już to dmuchawą już to grabiami wszelakiego kalibru dalej liść wymiatać w
las!
Walka była straszną do końca.
Nie będę tu Wam opisywał tych tragicznych chwil kiedyśmy całkiem już z sił
opadali słaniając się na nogach i jedynie filiżanka kawy pozwalała zebrać się
jakoś i zwarłszy szyki i uderzyć ponownie. Dość, że powiem Wam, iż bój trwał
do godzin wieczornych i zakończył się naszym błyskotliwym zwycięstwem!
Liść kniei został zwrócony a nasza polanka zazieleniła się ponownie.
Wiemy też, że to nie koniec naszych zmagań. Wszak nie jest w naturze Natury
uległość. Jeszcze nam przyjdzie stoczyć bój niejeden.
Lecz w tym najważniejszym starciu zwycięstwo nam przypadło w udziale.
O czym niniejszym z radością donoszę.

Najniższe ukłony!
Utrudzon wielce, lecz zadowolony M.J.
    • joasia72 Re: Akcja "Liść" 30.10.04, 21:52
      Jak dobrze jest tam, gdzie nas nie ma.
      Dopiero niedawno na Ogród -fotografie zazdrościłam Ci cudnych widoków a już
      uświadamiam sobie ile ciężkiej pracy czekałoby mnie na wsi. Teraz zgrabiam
      liście tylko z 3 czereśni, 2 wiśni, 2 śliw, 2 grusz bo młodej brzozy, jarzębiny
      i krzewów nie liczę. A Wy macie do zgrabienia pewnie z pól lasu. Sam buk
      wystarcza Wam pewnie na długo?
      I sama już nie wiem co gorsze: dojeżdżać do pracy czy do wypoczynku?
      Niezdecydowna Joanna
    • kropka Re: Akcja "Liść" 30.10.04, 23:15
      To akcja "Liść" była ogólnopolska.
      Ja tez spędziłam dzień na walce z liśćmi, tyle że paliłam ogromną stertę liści
      kasztana. Rano rozpaliłam ognisko i dopiero teraz skończyłam. Uffff!
      "Pachnę" jak dobrze uwędzona szynka wielkanocna :-)
      Bardzo fajny dzień. Ciepło w plecy od słońca, ciepło w przód od ogniska,
      spokój, cisza i topniejąca góra liści. Super :)))
    • jerzy.wozniak Re: Akcja "Liść" 31.10.04, 07:40
      Ale to jeszcze nie koniec walki, Jak przyjdą pierwsze szarugi i przymrozki -
      reszta liści opadnie i czeka nas ponowna praca. Ja proponuje pracę nad liśćmi
      tak koniec listopada i początek grudnia - ale bądźcie czujni, mróz może
      zniweczyć plany a leżące na trawie liście dosyć szybko pozbawią ja włosów!
      Takich prac ogrodowych nie lubię, a co do odkurzaczy do liści to ich moc jest
      jak zwykle zbyt mała do dużych ogrodów gęsto obrośniętych liściakami. Lepsza
      jest już chyba duża kosiarka z pojemnikiem, doskonale zbiera liście i jeszcze
      je miele! Trudniej się palą, ale zajmują mniej miejsca.
      Jurek
    • mjot1 "Dzień liścia" 31.10.04, 09:16
      Joasiu wiesz przecie, że ideału na tym padole to raczej nie uświadczysz. Zawsze
      jest „coś za coś”. Mieszkanie w „krzakach” ma jak wszystko swe minusy, ale ma
      też i plusy. Ja były łyk misternie odważając niczym jaki alchemik wszystkie za
      i przeciw jednak dopatrzyłem przewagi plusów w takim właśnie osiedleniu się.
      Fakt, że czasem nostalgia zżera i ciągnie człeka oj ciągnie do Wrocka. Ale da
      się wytrzymać :-) Wiem też, że nie każdy potrafi żyć tak na uboczu. Ot podoba
      się, zamieszkałby, zachwyca się spokojem, lecz wystarczy jedna noc i nachodzą
      go wątpliwości, obawa ba strach nawet, choć przecie rozsądek podpowiada, że tu
      w krzakach po tysiąckroć bezpieczniej niźli na rynku dużego miasta wszak wilcy
      tu nie wyją (niestety).
      Dość! Przecie już kiedyś rozwodziłem się nad wszystkimi za i przeciw takiego
      półpustelniczego żywota...

      Kropko nieprawdaż, że miło obudzić się rankiem może i z większą niźli zazwyczaj
      ilością strzyknięć wszelakich, lecz w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku?

      Wczoraj tocząc ten wyczerpujący bój nie walczyłem bezmyślnie. Cały czas
      wszystkie me komory razem ze mną ciężko pracowały i wpadłem na pomysł by od
      przyszłego roku zapoczątkować takie swoiste święto, niejako nową tradycję
      naszej chałupinki.
      Byłby to „Dzień liścia”.
      Z zasady swej będzie to święto ruchome. Przypadałoby na pewno zawsze w sobotę,
      lecz uzależnione byłoby od aury.
      W dniu najodpowiedniejszym każdy chętny będzie mógł wziąć udział w obchodach
      organizowanych na naszej polance. Każdy według własnych sił i chęci dostanie
      przydziałowy areał do wygrabienia. Będzie to niejako swoista karta wstępu.
      A cóż później?
      Potem już tradycyjnie. Wszyscy (każdy już zweryfikowany) razem zgromadzeni
      wokół roznieconego ognia i skwierczących na ruszcie różności zmuszeni będą
      poddać się wszelakim radosnym igrcom i krotochwilom.
      Oczywiście nie może w słowiańskiej bądź co bądź tradycji (choćby i
      nowopowstałej) zabraknąć całej gamy napojów wszelakich w różnym stopniu
      nasyconych logarytmami, czyli mniej lub bardziej szlachetnych.

      Czy są tacy, którzy zgłosiliby ewentualną chęć uczestnictwa w roku przyszłym w
      obchodach inauguracyjnych?
      Nadmienić tu muszę o ograniczonej ilości miejsc z powodu skromności chałupinki
      hi hi hi.

      Najniższe ukłony!
      Twierdzący, że powodów do radości nigdy za wiele M.J.
      • mifsc Re: "Dzień liścia" 31.10.04, 22:19
        U mnie to raczej Miesiąc Liścia, Stoją obok siebie, chyba od 100 lat i jawor i
        klon jesionolistny i topola biała, a po przeciwnej stronie kasztanowiec i lipa
        drobnolistna. W rogu grab pospolity niepospolicie piękny. Trudno powiedzieć, czy
        pień ukryty w cieniu korony, czy pokrój drzewa bardziej zachwyca. Stoją dumnie,
        szumią zgodnie w czasie wiatru przekazując sobie nowinki ze świata. Widać gołym
        okiem, że lubią się nawzajem. Żaden nie opuści towarzystwa ani na chwilę.
        Znudzeni wciąż tą samą panoramą, tymi samymi ludźmi kręcącymi się wokół nich,
        chcą pokazać, że można inaczej. Mieszają złoto z purpurą konkurując ze sobą,
        czyj odcień jest ładniejszy. Puszą się, zrzucają pojedyncze liście na zielony
        trawnik, licytując kolory... A potem, jakby poczuli się zmęczeni dźwiganiem na
        sobie tylu barw, stoją i naradzają się cichutko, czym jeszcze można zaskoczyć
        najbliższe otoczenie. Jawor zaczyna złocić, a topola srebrzyć jeszcze nie
        pożółkłymi liśćmi trawnik. Kasztanowiec pozazdrościł i rozdaje wokół swoje
        żółto-rude parasole. Lipa przyczaiła się, długo myślała, jak efektownie rozebrać
        się do snu. Powiał wiatr. Uniósł w górę drobne listki, zakręcił i spuścił
        delikatnie. Grab odpowiedział podobnie, ale bardziej przezorny, zostawił sobie
        okrycie na dole. Czy to przezorność? A może chce na dłużej zatrzymać wspomnienia
        lata?
    • ela.m Re: Akcja "Liść" 03.11.04, 08:29
      I ja już mogę zapisać się do Klubu Liściowych Zbieraczy! Moja brzoza pierwszy
      raz tak pięknie uścieliła trawę liśćmi! No może nie pierwszy raz, ale pierwszy
      raz tak znacząco! Latem rzucała ze 2 m kw. cienia, więc i teraz już miała co
      zrzucać....;)))) A za rok dołączy do niej druga brzózka - młodsza siostrzyczka!
      Czekam z niecierpliwością! Ale najpierw z większą jeszcze niecierpliwością
      czekam na wiosnę i seledynową mgiełkę na moich drzewkach...
      Ale się rozmarzyłam...
      Pozdrawiam
      elam
    • lucyjka Re: Akcja "Liść" 03.11.04, 20:16
      Witam

      „Dzien Liścia” popieram wszystkimi konczynami
      i chociaz brzydze się wszelakiej pracy fizycznej
      postaram się chociaz wirtualnie wajche przestawiac ,
      ogien podtrzymywac i trunki kosztowac ;)))

      pozdrawiam Łucja
Pełna wersja