Dodaj do ulubionych

Walka z chwastami-Dzień Tryfidów ?!!!

24.05.02, 15:02
Przyznam - nie wiem co powinnam robić-mam chwasty wszędzie, bo nikt o moją
działkę (jeszcze wtedy nie moją) długo nie dbał. Zarasta maksymalnie co mnie
początkowo bardzo cieszyło, byłam wręcz chwycona porównując z niektórymi
pustymi polami w innych częściach miasta, NIC nie zgadzałm się wyrwać!!! -
teraz zaczynam być przerażona ("Dzień Tryfidów" mi się zaczyna kojarzyć, jeśli
ktoś zna.......)!!
Największe pokrzywy wyrywm ręcznie-wychodza pięknie z korzeniami. Tylko tak: co
z drobnymi różnymi chwaścikami, które rosną między innymi roślinkami? Jakie ew.
chemiczne środki (bo chyba nie ma innej możliwości?) moge stosować - czy na ten
czas mam trzymać kota w domu (serio pytam)? czy jesli stosuję coś na trawę to
to samo mogę podypać pod krzew ozdobny? I jak to jest - ten dany środek
zniszczy chwast a nie zniszczy krzewów lub drzew?????
Nigdy tego nie robiłam a problem jest spory.
Dziękuję!
Obserwuj wątek
    • ptasik Re: Walka z chwastami-Dzień Tryfidów ?!!! 24.05.02, 21:33
      Witam
      Na chemii się nie znam i jej nie stosuję, chociaż jak tu zamieszkaliśmy to aktualny ogród porastały same chwasty i to takie, że można było bawić się wnich w chowanego. Wszystko usunęliśmy mechanicznie, wyrywając, karczując, paląc...
      Dzisiaj bardzo dobrze czujemy się w swoim ogrodzie...

      Na chemii się nie znam i w jakimś sensie się jej boję, a to dlatego, że prawie na każdym opakowaniu pisze , że szkodzi, że wymaga karencji dla ssaków, że można się struć, zatruć itp. itd.
      Myślę jednak, że kot musi być w domu przez okres podany na opakowaniu conajmniej.
      Pozdrawiam
      Katula
      • piasia Re: Walka z chwastami-Dzień Tryfidów ?!!! 27.05.02, 05:45
        Kto napisał "Dzień Tryfidów"? Czytałm gdzieś, że to fascynujące S-F, e nie mam
        jak wypożyczyć, bo nie znam autora.

        Chwasty - wyrywać, co trzeba. Walka chemiczna dozwolona, a czasem wręcz
        konieczna.
        Środki chwastobójcze dziela się na selektywne i nieselektywne. Te pierwsze
        niszczą tylko okreslone chwassty, nie ruszając niczego innego, te drugie - walą
        jak popadnie.
        Najczęściej stosowany na wszystko i zdeecydowanie najlepszy jest Roundup.
        Doskonały, gdy trzeba ziemię oczyścić do gołej ziemi, albo pod krzaki, czy w
        maliniak PRZED WYPUSZCZENIEM LIŚCI tychże krzaków, a gdy chwasty już są i rosną.
        Roundup wchłania się przez liście, łodygi i wszystko co zielone - przez ziemię
        nie działa.
        Ale zastosowany np. w truskawkach zniszczy wszystko, od truskawek poczynając.

        Herbucydy selektywne są przeróżne.Są takie, które niszczą tylko trawy, albo
        tylko chwasty dwuliścienne, albo takie, które zniszczą wszystkie chwasty w
        pszenicy, albo wszystkie chwasty w truskawkach, albo oczyszczą nam trawnik z
        mchu.... są tego setki.
        Jak to działa? Najprościej mówiąc - taki środek zawiera enzym, albo związek
        chemiczny, na który wrażliwa jest tylko pewna grupa roślin.
        Jeśli więc zaczynasz walkę z chwastami, najpierw dokładnie wyznacz sobie cele -
        co chcesz zrobić: oczyścić trawnik, wyczyścić ziemię pod krzakami, zwalczyć
        perze na grządkach. Każdą z tych bitew wygrasz innym środkiem!

        A co do kota - nie wiem. Nie wszystkei herbicydy mają okres karencji czy może
        raczej prewencji (karencja to czas od oprysku do zjadania owoców, a prewencja -
        czas od oprysku do wypuszczenia pszczół). Myślę że warto go przytrzymac w domu,
        dopóki rośliny nie obeschną po oprysku.
        Aha! Są też herbicydy które miesza sie z ziemią.
        Pozdrawiam :))))
        Podstawowy herbicyd
        • agatabe Re: Walka z chwastami-Dzień Tryfidów ?!!! 27.05.02, 14:16
          Do Piasi
          "Dzień Tryfidów" (o inwazji roslinek (!!!)) - John Wyndham. Mogę trochę mylic
          pisownię, bo piszę z pamięci a czytałam to dawno. Taka sf w starym dobrym stylu!
          Czemu już się tak nie pisze (albo nie wydaje?) - czy to niemodne, czy co?????
          Teraz to albo fantazy (sf dla dzieci, uważam)albo zaraz różne gwiezdne wojny!
          A nasz wspaniały Janusz Zajdel?? Wiem, że nie żyje, ale nie widzę wznowień! I
          nie widzę nikogo kto pisałby jak on. No i kilku anglojęzycznych autorów tez już
          nie do kupienia...
          No -dość dygresji..

          Dziekuję bardzo za wyczerpującą odpowiedź! Zastanowię się poważnie nad tą
          chemią. Jeśli Katula dała rade bez tzn, że chyba da się?
          • piasia Re: Walka z chwastami-Dzień Tryfidów ?!!! 28.05.02, 05:49
            agatabe napisał(a):
            > "Dzień Tryfidów" (o inwazji roslinek (!!!)) - John Wyndham.

            Dzięki, będę szukać.

            Co do walki bez chemii - jeśli masz w ogrodzie podagrycznik - bez herbicydu nie
            dasz rady żadnym sposobem. Podagrycznik ma liście podobne do selera, tylko
            jasnozielone i bardzo soczyste. Po przełamaniu pachną świeżą, młodą marchewką.
            Ale to złudzenie - podagrycznika nie ruszy żadna krowa. I ma potężne kłącza pod
            ziemią. Zgroza po prostu, gorzej niż perz ;(

            Ale może ci się uda, życzę powodzenia.
            PS. A co z Sapkowskim?
            • antares777 Re: Walka z chwastami-Dzień Tryfidów ?!!! 28.05.02, 10:53
              Witajcie!
              Podzielę się z wami moimi doświadczeniami.
              Na początku miałem wszędzie perz, podagrycznik i jaskółcze ziele, nad nimi
              powiewały wspaniałe pokrzywy, a jeszcze wyżej bór sękatych malin - kilka arów.
              Nic, tylko zaryczeć się na śmierć.

              ROUNDUP - psikanie w czerwcu, zbiór "badyli" w lipcu.
              ROUNDUP - psikanie w lipcu, zbiór "badyli" w sierpniu.

              W sierpniu przekopanie, wyplantowanie, zasiew trawki.

              Potem tylko posikiwanie.

              We wrześniu pierwsze sianokosy.

              Czynności usuwania puszczy zajęły mi łącznie (netto) około tygodnia.

              ROUNDUP jest cudowny.
              Pozwala również pozbyć się odrostów z korzeni po usunięciu drzew jak i łatwo
              ususzyć niechciane drzewa (wykonać otwory wiertłem 4mm, na głębokość do 3cm, po
              obwodzie pnia, co 5cm, na wysokości metra, i strzykawką podać do każdego po
              0,5cm stężonego preparatu).
              Można pryskać, a tam gdzie nam zależy na wybiórczym usuwaniu perzu czy
              podagrycznika spomiędzy kwiatów - poczekać, aż chwast wybuja i posmarowac jego
              liście roztworem 1:50.
              Z moich obserwacji: nie działa na "rośliny niższe", np. skrzypy. Nie zauważyłem
              też jakichś negatywnych efektów na mchach. Co ciekawe: przypadkowo popryskane
              fiołki przetrwały.
              Lepiej działa na rośliny zdrowe, a więc przed i w trakcie operacji a także po,
              niepotrzebnie nie łaźmy po gąszczu podagrycznika i nie tarmośmy perzu. Niech
              ROUNDUP ma jak najlepsze warunki do "zadziałania".
              Jeśli chcemy ocalić roślinę, której się niechcący "oberwało" przez naszą
              nieuwagę, opłukanie całej rosliny dużą ilością wody - natychmiast, nim preparat
              zostanie wchłonięty - powino wystarczyć. Jesli się spóźnimy - szybko ściąć
              roślinę możliwie jak najniżej i czekać aż odrośnie - nie zawsze może być
              zastosowane, niestety.
              Lepiej działa przy wyższych temperaturach i wyższej wilgotności.
              Nie stosujemy przy wietrze, bo zasięgu działania nie da się opanować a także
              przed deszczem, bo to, co napryskamy - spłynie na glebę i cała robota na nic.

              Szkodliwość: nie zauważyłem żadnych negatywnych skutków działania preparatu na
              mojej pokopanej osobie, mimo że w czasie operowania ROUNDUPem, nie używałem
              rękawic, okularów, chodziłem w krótkich spodniach i paliłem. PROSZĘ: nie
              naśladujcie mnie, bo ja jestem NIEZNISZCZALNY, a Wy - nie. Piszę to tylko po
              to, aby przełamać Wasze obawy w tym względzie. Rónież kot, którego nie
              upilnowałem, ocalał i nie stracił apetytu.

              Trwałość: W postaci stężonej - do pięciu lat. Rozcieńczamy bezpośrednio przed
              użyciem.

              Kupowanie: Nie opłaca się kupować opakowań małych, bo cena jednostkowa
              gwałtownie spada z objętością opakowania. Przybliżone dane sprzed dwóch lat:
              100ml - 15zł, 200ml - 30zł, 1000ml - 55zł. Biorąc pod uwagę dużą trwałość i to
              że zawsze się przyda - chyba warto kupić opakowanie większe.

              I to tyle. Nie bójmy się. Pionierka to rzecz piękna i operacje "tymi pazurami"
              zawierają w sobie wiele romantyzmu, ale nie każdy cierpi na nadmiar czasu.

              Pozdrawiam wszystkich!

              P.S. Odwróćcie się, proszę dyskretnie, bo chciałbym posłać PIASI małego całuska:

              CMOK, CMOK
    • jerzy.wozniak Re: Walka z chwastami-Dzień Tryfidów ?!!! 28.05.02, 21:20
      793
      Witam na forum Gazety!
      O walce z roślinami nieporządnymi pisałem już kilka razy. Po pierwsze środki
      takie jak Roundup niszczą wszystkie rośliny i najlepiej w ogrodzie nanosić go
      na liście roślin, które chcemy wykończyć specjalnymi aplikatorami –mazakami.
      Unikniemy wówczas zmoczenia liści innych roślin co występuje zawsze przy
      opryskiwaniu. Tak jak pisałem po takim nieszczęśliwym opryskaniu pierwsze
      padają nasze ogrodowe pupilki, gdyż zwykle to wyselekcjonowane chucherka piękne
      lecz delikatne – naszym za przeproszeniem chwastom taki prysznic szkodzi, ale
      znacznie mniej. Rośliny usuwamy dopiero po zwiędnięciu, co przy niektórych
      gatunkach zajmuje Roundup’owi kilka tygodni.
      Drugim typem środków są środki selektywne niszczące tylko rośliny
      jednoliścienne Fusilade Super, Perenal 104 EC i Targa 5 EC, lub dwuliścienne
      Starane 250 SL, Bofic 2ó0 EC, Chwastox D, DF, F, M oraz Mniszek. Pierwsze służą
      do zwalczania perzu i trawy w uprawach sadowniczych i grządkach, drugie do
      zwalczania roślin na trawnikach.

      Są jeszcze silne środki układowe stosowane do wstępnego odchwaszczania terenów
      pod uprawę są to Reglone 200 SL i Basta 150 SL. Są bardzo silnymi środkami
      niszczącymi wszystko dokoła więc należy je bardzo ostrożnie stosować.
      Kot może sobie chodzić, ale dopiero wtedy gdy rośliny wyschną po opryskaniu
      chemią ( Tak na marginesie jej nie polecam i radzę przeczytać artykuł mojej
      zdolnej koleżanki Moniki Głogowskiej o wojnie z chwastami w czerwcowej wkładce
      Gazety Wyborczej – DOM).
      Powodzenia i proszę zostawić trochę pokrzyw dla łozówki czy trznadelka!
      Jurek
      • piasia Re: Walka z chwastami-Dzień Tryfidów ?!!! 29.05.02, 07:53
        Stary Zgredzie, dziękuję za buziaczki! Aż mi liczko pokraśniało ze
        wzruszenia ;)))

        Co do Roundupu - zgadzam się w stu procentach - jest cudowny. Chociaż podobno
        jest jeszcze coś lepszego - Awans czy coś takiego - niszczy ponoć także to,
        czemu Roundup nie daje rady - a więc skrzypy oraz mlecze (nie MNISZKI, tylko
        MLECZE). Ale na razie jestem wierna Roundupowi, a on mi się odwdzięcza ;)

        Poza tym, nie tylko Ty, Antarresie, jesteś niezniszczalny. Ja też, chociaż ja
        nie palę podczas oprysków ;) Nikomu jednak nie polecamy naszej niefrasobliwości
        tudziez niechęci do masek gazowych i tym podobnych środków ochronnych (ach, jak
        by wyglądało moje oblicze po zdjęciu maski????).

        Jurku, spieszę uspokoić - na moim hektarze, choćbym chciała, i tak nie zwalczę
        wszystkich zielonych dzikusków. A wcale nie mam takiego zamiaru - wprost
        przeciwnie, cieszę się jak dziecko, gdy wyrośnie mi coś nieproszonego, co nie
        wiadomo skąd się wzięło. A przybywa mi takich "gości", przybywa.... Dość
        powiedzieć że w starym sadzie mam już trzy dęby, ligustr, klon, jarzębinę,
        brzozę (już sześć listeczków!!!), szparag jadalny, głogi i całe stadko
        purpurowej leszczyny oraz jedno drzewo, którego nie umiem zidentyfikować, a
        które opisałam w wątku "drzewo z zielonymi kwiatuszkami". TO WSZYSTKO SĄ
        SAMOSIEJKI!!! Prawdopodobnie przywleczone przez ptaki (no, może klon i brzoza
        poradziły sobie same, pocztą lotniczą), co dobrze świadczy o "uptaszeniu"
        mojego ogrodu.
        Pokrzywy też są, i wysokie, nie ścinane trawy, i śnieguliczka, i trochę ostów (
        a szczygły i tak buszują na kosmosie) i łopiany, i dzikie róże, i diabli wiedzą
        co jeszcze.... ;))))))
        A co, pochwalę się - rok temu zajęłam pierwsze miejsce w gminnym konkursie na
        najpiękniejszy ogród w kategorii "Ogrody dzikie". Z powyższego opisu wynika, że
        komisja nie dała rady nawet przejść przez furtkę, ale nie było tak źle ;)))))
        • ptasik Re: Walka z chwastami 30.05.02, 18:42
          Witam wszystkich w tym także Pi.Asię i Starego Zgreda - miłosników roundupu :-)))))

          Mnie nie przekonaliście, niestety. Ja dalej nie polecam chemii i nie będę jej stosować, choć podobnie jak Wy czasu tzw. wolnego mam jak na lekarstwo.
          Czytałam i słyszałam od naprawdę mądrych ludzi, że bardzo korzystną i skuteczną metodą kształtowania terenów, a zwłaszcza zanikających w Europie środowisk łąkowych jest kształtowanie ogniem. Tak, tak, dokładnie - kształtowanie środowisk przez wypalanie.
          Oczywiście trzeba to robić w odpowiedniem momencie i pod pełną kontrolą, tak żeby wypalić to co chcemy i nie zaszkodzić temu co dla nas ważne i nie zniszczyć żadnych żyjątek. Pod koniec zimy wypaliliśmy w naszym sadku trawę , nie było jeszcze żadnych ptasząt w trawie a owady i inne żyjątka spały pochowane po swojemu. Teraz ta część ogrodu imponuje roślinnością łąkową, która ją porasta. Coś w tym jest.
          Pozdrawiam
          Katula

          • antares777 Re: Walka z chwastami 31.05.02, 00:47
            Ślę ukłon w stronę Katuli!
            Uśmiech dla PiAsi!
            Pomachanki dla tłumów, tutaj zgromadzonych, zinteresowanych naszą polemiką.

            Czy wolno mi zapytać:
            - gdzież można poczytać o tak zbawiennym dla przyrody sposobie ogniowym?
            - czy do zastosowania owej metody mogą nadawać się inne tereny niż łąki, ugory
            i pastwiska?
            - czy owe wspomniane szczególne warunki mogą w ogóle nie wystąpić bo to, co ma
            być spalone, będzie najpierw - z powodu niesprzyjających warunków
            atmosferycznych - niedostatecznie suche, a później zdąży porosnąć świeżą
            roślinnością?
            - cóż w końcu na to powie Główny Inspektor P-poż Kraju, czy jak mu tam?

            Zabieram tu głos trochę z przekory.
            Sam zaobserwowałem, szczenięciem jeszcze będąc, że na pogorzeliskach roślinność
            rozwija się bujniej. Utwierdziłem się w tym przekonaniu - już trochę później -
            po obejrzeniu szeregu programów przyrodniczych i popularnonaukowych w TV -
            niekoniecznie polskiej, a programy te były wyłącznie spoza Polski rodem.

            I tu w mym sercu zakwitła rozterka, bo wszystkie oficjalne źródła "medialne" w
            naszym kraju, na pasku będące, jednym zgodnym głosem od jakiegoś czasu donoszą,
            że wypalanie jest BE.
            Jest BE, bo niszczy się korzonki roślinkom!
            Jest BE, bo przypala się żuczkom skrzydełka!
            Jest BE, bo opala się korę sosenkom i innym takim, co po drodze się trafią!
            Jest BE, bo przypala się daszki u domków krecikom i innym glizdom!
            Jest BE, bo koledzy strażacy się męczą i później na trąbach nie ma kto grać!

            Droga Katulo, powiedz mi, skąd wytrzasnęłaś to wiekopomne dzieło? Wszak cała
            literatura traktująca o metodach spoza jedynie słusznej drogi skończyła w tym
            kraju w jedynie słusznym miejscu, tzn. w ogniu!

            Czy to nie grzech rozpowszechniać takie zakazane metody?

            Teraz prywatnie i na poważnie do Katuli:
            Masz rację, ale metodę ogniową MOGLIBYŚMY stosować wyłącznie w dogodnych
            warunkach, które stosunkowo rzadko się zdarzają i musimy się liczyć z
            możliwością wzniecenia pożaru - są na to dowody, były też ofiary. Metody
            chemiczne mają znacznie szerszy zakres stosowania, a niebepieczeństwo dla
            otoczenia i nas samych jest znacznie mniejsze - dowodem niech będzie fakt, że
            mnie diabli nie wzięli i się do Ciebie zwracam.

            W pierwszym zdaniu nie popełniłem błędu: celowo napisałem MOGLIBYŚMY, a nie
            MOŻEMY, bo w rzeczywistości nie możemy; zabraniają nam tego obowiązujące
            przepisy prawa - i to bezwarunkowo.

            Reasumując: metoda ogniowa - biologicznie (być może) słuszna, prawnie zakazana,
            nie może być traktowana jako alternatywa dla metod chemicznych. Nawet wtedy,
            gdyby nie była zakazana, z uwagi na ograniczony zakres jej stosowania, też
            alternatywą być nie może.

            Droga Katulo: niezmiernie mi przykro. Razem z Tobą, cichuteńkie chlip-chlip.

            Panie Jerzy, bardzo Pana proszę o spróbowanie poklejenia tego, co tutaj
            nadszarpnąłem! Sympatii Katuli do mej zgrzybiałej i jakże wrednej osoby!

            Z kelnerskim: co złe - to kolega

            Stary zgred
            • piasia a jednak chemia niezastapioną jest i basta ;) 31.05.02, 20:42
              Jakieś 300 m kwadratowych maliniaka ( a może i 500) stergo, zachwaszczonego od
              urodzenia lecz porośniętego taką soczystą i pachnącą odmianą maliny, że palce
              lizać.
              A dołem - przegląd gatunków: trawy od perzu po kupkówkę, pnące od powoju po
              przytulię czepną, baldaszkowate od podagrycznika po jakieś inne podobne, do
              tego mniszki, mlecze, fiołki, czarne bzy, osty, pokrzywy i jeżyny.
              TEGO NIE DA SIĘ POKONAĆ BEZ CHEMII.
              Ogniem może by się i dało, ale wyłącznie części nadziemne. Korzenie by zostały
              i cały gąszcz odrósłby błyskawicznie. Przy okazji do krainy wiecznych łowów
              poszły by i zeszłoroczne pędy malin, na których maliny owocują. I co?????

              Bez Roundupu płakałabym cichutko i bezradnie.... I nie chodzi tylko o brak
              czasu na odchwaszczanie ręcze - tu odchwaszczenie ręczne jest absolutnie
              niewykonalne!
              Ten najlepszy z herbicydów (Oscar, Oscar!!!) wyprodukowano ku naszej wygodzie.
              A ja jestem baaaardzo wygodna.... i pewnie dlatego jako ukochane hobby wybrałam
              sobie grzebanie w ziemi, gdzie i kark boli, i plecy, i kolana, i ręce, i mrówki
              gryzą, i pokrzywy parzą, a jeszcze słońce przypieka i deszczyk moczy - żyć nie
              umierać!!!!
              Pozdrawiam wszystkich odchwaszczaczy, bez względu na metodę ;)
    • mjot1 Re: Walka z chwastami-Dzień Tryfidów ?!!! 31.05.02, 23:23
      A gdzież ja biedny miłośnik chwastów mam się podziać? Niebożę!
      Nie masz! Nie masz miejsca wśród Was dla mnie nieszczęśliwego wielbiciela
      maków, chabrów i kąkoli!

      Kłaniający się niziutko bardzo!
      I jakby aż skurczony! M.J.
      • antares777 Re: Walka z chwastami-Dzień Tryfidów ?!!! 31.05.02, 23:52
        Szanowny MJocie!
        Wchodząc do biblioteki widzimy półki uginające się pod tomammi literatury. Ale
        to wcale nie oznacza, że musimy wszystkie tam zgromadzone dzieła przeczytać!
        Nie mozemy domknąć lodówki, ale to nie oznacza, że musimy wszystko pochłonąć, i
        to na raz.
        Tutaj tylko rozmawiamy - polemizujemy o dostępnych nam środkach do
        unicestwiania niepożądanych gości, bo jest to niestety konieczne, gdy chcemy w
        sposób świadomy ukształtować swoje otoczenie. Na temat czy unicestwiać czy nie,
        a jeśli nie - to co i jak, możnaby dyskutować godzinami i najlepiej w odrębnym
        wątku.
        My wcale nie zachęcamy, nie namawiamy, nie nakazujemy niszczenia czegokolwiek.
        Sam jestem przeciwny takiemu działaniu. Każdy ma wolną wolę, popartą
        świadomością tego co czyni. Ale trudno zaakceptować widok ogrodu, jaki
        przedstawiła nam tu PiAsia i coś z tym trzeba zrobić.
        Nikt nie czycha na Twoje piękne kwiaty, nawet jeśli niektórzy traktują je z
        przymrużeniem oka. Ja sam choduję wielkie osty, mchy i dzikie łubiny
        przywleczone razem z wrzosami i brusznicami z wycinanego lasu. To nie tak, że
        chcemy wszystko niszczyć. My tylko dla naszych ulubionych roślinek musimy
        zrobić trochę miejsca - czasem ta trocha to trochę dużo - ale cóż zrobić; wszak
        mienimy sie panami tego świata.
        A więc rozmawiamy tu o różnych metodach postępowania, co wcale nie oznacza, że
        rzeczywiście każdy dzień rozpoczynamy od oprysków wszystkiego i jak leci.
        Możesz spać spokojnie. Twoim roślinkom nic się nie stanie.
        Zapewniam
        Stary zgred
        • ptasik Re: Walka z chwastami-Dzień Tryfidów ?!!! 01.06.02, 09:29
          Witam bardzoooooooo serdecznie
          Ależ mnie się ta dysputa podobie!!!!

          To, że każdy pozostaje przy swoim już ustaliliśmy, ale w jakim świetnym stylu, dziękuję
          A teraz do wszystkich po kolei:
          Napierw Panie
          Pi.Asiu - a czego Ty chcesz od czarnego bzu który właśnie tak cudownie pachnie, a jak dojrzeją jego owocki to przyciągają chmary ptaszków ?

          Teraz Panowie
          Drogi M.J.
          Ja pozostaje przy Tobie, w moim ogrodzie wszystkie "chwasty" (przepraszam Jerzego) mają się doskonale, a aktualnie z notorycznego barku czasu nawet bardzo bardzo. Ale nawet gdybym ten czas miała to "chwasty" (Jurek - przepraszam) i tak by się miały doskonale. Gdyby rozdawano nagrody za ilość roślinek niepożadanych w ogrodzie, które na dodatek moim subiektywnym zdaniem wyglądają fantastycznie w moim dzikim ogrodzie to ja dostałabym pierwszą.
          Na głównej rabacie kwiatowej właśnie kwitną makowe maki polne, a zza płotu zaglądają do mnie chabry, nie wspomnę o tych wszystkich innych, których mam tyle, że mogłabym założyć zielnik nie wychodząc za ogrodzenie.

          Stary Zgredzie
          odnośnie wypalania - artykuł, który gdzieś czytałam , a którego źródła pochodzenia niestety, w związku z upływem czasu raczej na pewno sobie nie przypomnę, trudno nazwać jakimś wiekopomnym dziełem, źródło informacji ustnej pamiętam bardzo dokładnie podobnie jak będę pamiętac tego człowieka, ze względu na jego imponującą wiedzę i podejście do tego co robi zawodowo i czym żyje na codzień. Otóz był to Pan Marek Cieślak Dyrektor Przemkowskiego Parku Krajobrazowego.
          Pytasz czy rzecz może dotyczyć innych terenów niż łąki, pastwiska, ugory - odpowiem też przekornie - ja na terenach, na których rosną drzewka bym jej nie zastosowała.
          Ale w filmach, o których wspominałeś były i przypadki wypalania lasów, nieprawdaż? :-))) Wszak w troszke innych szerokościach geograficzych.
          Zapomniałam wspomnieć, że rzecz tyczy się Europy zza naszej zachodniej granicy, a nie naszej ojczystej krainy.
          Wiem, wiem, doskonale, że u nas są zakazy i prawo nie pozwala, bo:
          - panowie strażacy by się napracowali, już nie tyle przy gaszeniu co przy nadzorowaniu , kontrolowaniu i pilnowaniu takiego porcesu no i kto by zato miał płacić
          - gdyby zakazów nie było to niestety okolice pewnie płonęłyby zdecydowanie częściej, w tym we wszystkich przypadkach bez sensu i z duzymi szkodami dla roslinek i żyjątek. Wiem , bo na wiosnę na własnej skórze doświadczyłam takiej bezmyślności i tym sposobem straciłam duży krzak czarnego bzu i sosnę. (Jakby ktoś miał wątpliwości - to nie ja podpalałam -))))))))))) )
          - warunki piszesz, że trudne do uchwycenia i rzadkie, no prawda, ale przecież ja nie obiecuję, że ma być łatwiej i przyjemniej. Trzeba przypilnować. Prawie tak samo jak ja jak mam ochotę na ognisko - co się człowiek czasami naczeka :-)))))) - a to wiatr za duży, a to dzrewo wilgotne, a to pada deszzyk
          - co do żuczków, krecików i innych glizdeczek - pora roku też musi być odpowiednia, zanim się obudzą i powyłażą na wierzch

          Reasumując
          Stary Zgredzie - proszę o rozgrzeszenie propagowania przez mnie jakże niecnych i w dodatku zakazanych metod

          Tymczasem, Wy dwie wredoty Ty Stary Zgredzie i Ty Pi.Aśko, będę chlipać - chlip, chlip, chlip, beczeć - buuuu buuuuuuuu i już
          Dobrze, że mam M.Jota.
          M.J-cie - bardzo Ci dziękuję
          Nieutulona w smutku
          Katula
          • mjot1 Re: Walka z chwastami-Dzień Tryfidów ?!!! 01.06.02, 12:48
            Dzięki za dobre słowo!
            Ja (oczywiście) w swoich „trzech groszach” przeważnie „podpuszczam”, stosując
            słynną zasadę „ja mam oczywiście swoje zdanie, z którym się z góry nie zgadzam”!
            A teraz serio!
            Mieszkam (jak już nadmieniałem wielekroć) w „krzakach” w drewnianej chałupince
            mającej już za sobą 110 wiosen (toż to kilkukrotnie starszy obiekt niż Zamek
            Królewski w W-wie! Hłe, hłe, hłe...).
            Posesja przed nami była pustostanem przez 6 lat. Widok, jaki sobą przedstawiało
            obejście był opłakany! Wszystko zarośnięte robiniami, grabami, bukami,
            zdziczałymi samosiejkami czereśni i oczywiście całość uzbrojona zasiekami
            ostrężyn! Liście, których chyba przed nami nikt tu nie uprzątał stanowiły ponad
            dwudziestocentymetrowe złoże!

            Jak na agresora przystało wypowiedzieliśmy tej dżungli wojnę!
            Usuwając uprzednio „wroga” widocznego i gromadząc przy okazji mnóstwo opału!
            Karczowanie pni musiałem sobie podarować, ponieważ ludność zamieszkująca
            onegdaj tą sadybę miała ciekawy obyczaj zakopywania odpadków w ziemi i sadzenia
            w tym miejscu jakiegoś drzewa. Tak, że ni piłą ni łopatą nie wejdziesz, bo
            szkło, szmaty, cegły, kamienie, żelastwa! Jedyny sposób to archeologiczne
            podejście z łopatką wielkości łyżki! Odkopywanie jednego pnia zajęło mi dwa
            tygodnie!
            Następnie przystąpić trzeba było do walki z przeciwnikiem zdecydowanie
            groźniejszym, bo okopanym ba ukrytym wręcz pod ziemią, niewidocznym!
            Broń stosowaliśmy wszelaką z chemiczną oczywiście włącznie! Najwięcej kłopotów
            mieliśmy z ostrężynami (korzenie miały jak drzewa) i z robiniami (toż to ma
            takie przyrosty, że bambus mógłby chyba pozazdrościć). Próbowałem odrosty
            robini zwalczać „roundupem” (za pisownię biorę odpowiedzialność ograniczoną),
            ale to się odradzało jak hydra! Wokół „zabitej” kępy wyrastało dziesięć
            następnych!
            Zdecydowanie najskuteczniejszą okazała się broń biała! Czyli: szpadel, ciężka
            motyka i specjalne „pancerne” grabie zrobione na zamówienie z kątownika,
            żebrowanej stali zbrojeniowej i rury hydraulicznej! Uzbrojony po zęby w/w broń
            i w cierpliwość przystąpiłem do systematycznej eksterminacji „wroga”. Gdy
            wybuchał gdzieś wulkan ziemi (podnoszonej przez pędy robinii) natychmiast
            przystępowałem do działania usuwając przyczynę a nie skutek! Układ korzeniowy
            to to ma bardzo rozłożysty i żywotny okrutnie! Podobnie rzecz się miała z
            ostrężynami. Jest to jednak wojna na wytrzymałość. Długa i wyczerpująca!

            Po ciężkich bojach doprowadziliśmy do tego, że na terenie ok. 40 arów dość
            równym dzięki niwelacji dokonanej przy pomocy łopaty, szpadla, w/w grabi i
            taczek, miast życiodajnej warstwy ściółki rośnie trawa wypierana jednak przez
            mech i kilkadziesiąt drzewek owocowych i nie tylko! Rosną też nam grzyby, co
            prawda to tylko podgrzybki złotawe, ale nasze! Nie ma jednak żadnych kwiatków,
            rabatków i warzywek! Uznaliśmy, że w środku lasu nie ma to sensu!
            No i nie ma chabrów, maków i kąkoli! Tu chyba nie urosną!
            A swoją drogą maki i chabry widuję, choć rzadziutko na polach, ale kąkola nie
            widziałem już chyba ze sto lat?
            Noooo! Nagryzmoliłem epistołę... Ale dzięki temu może wydam się Wam
            troszkę mniejszym dziwakiem?

            Najniższe ukłony!
            Chyba już bardziej człekopodobny M.J.
            • piasia Re: Walka z chwastami-Dzień Tryfidów ?!!! 03.06.02, 08:44
              To ja, wredota Piasia ;)
              I o te trochę roundupu tyle rabanu????
              I Ty, Katula, przeciwko mnie??????? Zdaje się, że trzeba będzie Cię zaprosić do
              mego ogrodu, żebyś zobaczyła, co i jak u mnie rośnie ;)

              Cóż znaczy te 500 metrów odchwaszczonego ( o tyle o ile...)maliniaka w
              zestawieniu z HEKTAREM starego sadu, gdzie kosiarka listwowa łamie sobie zęby,
              i gdzie rośnie tyle gatunków, że można poskładać całkiem niezły zielnik!
              1. u mnie każda roślina, przyniesiona jako pojedynczy egzemplarz, na który się
              chucha i dmucha, po kilku latach rośnie wszędzie, i prawie wszędzie jest mile
              widziana
              2. niektóre z co bardziej urokliwych roślin, znanych jako chwasty, ma specjalne
              miejsce i fory - tak jest np. z bluszczykiem kurdybankiem czy echinocystem
              3. przeszłam ciężką wojnę z moim rodzonym Ojcem, aby nie wycinał dziko
              wysianych dębów
              4. a czarny bez ma tę cechę, że rozsiewa się w strasznym tempie i gdybym go nie
              usuwała z maliniaka, to zamiast malin miałabym wyłącznie owoce czarnego bzu, a
              to jednak nie to samo
              Reasumując - NIE NISZCZĘ WSZYSTKIEGO CO ROŚNIE W ZASIĘGU WZROKU!!! Nie mam ani
              jednego metra wpielęgnowanego trawniczka, ani jednej rabaty, gdzie byłoby
              sterylnie czysto. Ale gdy wśród pędów rozchodnika na skalniaku nagle pojawia
              się coś nieproszonego, to usuwam, zanim zagłuszy cały skalniak. Ma do
              dyspozycji cały hektar, niech nie włazi na obszar zakazany ;)
              Traktuję chwasty (Jurek wybacz) tak jak Mjot szerszenie - mają swoje miejsce do
              rośnięcia, i tam nie tylko nikt ich nie niszczy, ale wręcz szanuje. Natomiast
              w kilku niewielkich miejscach są niemile widziane.

              Przy okazji - a może by tak nazwać je "rośliny nieporządne"? ;))))))))

              I jeszcze dodam na koniec mojej mowy autoobronnej, że mój ogród zdobył pierwszą
              nagrodę w gminnym konkursie na najpiękniejszy ogród. Kategoria - "ogrody
              dzikie". Bardzo dzikie ;)
              Nie krzycz więc na mnie, Ptasik, bo nie masz o co. Walczę z chwastami o miejsce
              do życia dla innych roślin, ale "wroga" szanuję i poza okopy nie wyganiam ;) Na
              jego suwerennym terenie go nie ścigam, najwyżej przycinam, bo by się do sadu
              wejść nie dało - trawa u mnie dorasta do półtora metra... Starą uschniętą
              dziuplastą wiśnię tolerowałam tak długo, aż z hukiem runęła podczas burzy. A
              dlaczego? bo jednego roku mieszkaly w niej modraszki i wciąż miałam nadzieję że
              zamieszkają znowu. I tak pięknie piął się po niej echinocyst.... a pod nią
              tuliły się aksamitki samosiejki, niezapominajki samosiejki, konwalie i
              paprocie, wszystko "włażące sobie na głowę". I to dopiero jest piękne!
              • piasia A strażaków proszę się nie czepiać! ;))) 03.06.02, 18:25
                Czy wiecie, że w ciągu sezonu na wypalanie traw w moim mieście straż pożarna
                wyjeżdża je gasić nawet 100 razy na dobę? Czyli cztery razy na godzinę!!! Co
                kwadrans telefon, że pali się trawa (z reguły tuż pod lasem, bo moja okolica
                jest taka więcej zalesiona).
                I jadą te bidoki do tej płonącej trawy, a przeciez mają oprócz tego trochę
                innej roboty też - poczynając od kota, który wlazł na drzewo i trzeba go zdjąć,
                poprzez wszelkie stłuczki, kolizje i wypadki, gdzie trzeba pociąć samochód,
                wyciagnąć kierowcę, a na koniec zmyć plamy oleju z asfaltu, żeby ktoś inny nie
                wpadł w poślizg, a skończywszy na tak przykrej robocie, jak wyciąganie zwłok ze
                studni.
                A za każdy wyjazd straży płaci budżet, czyli - my, podatnicy. Gaszenie traw to -
                zaleznie od wielkości pożaru - koszt 500-800 złotych. Pomnóżcie to sobie przez
                100 wyjazdów dziennie. Trochę za dużo naszych pieniędzy idzie z dymem, nie
                uważacie?

                A teraz coś specjalnie dla Ptasika, żeby mi wreszcie zaczęła szanować tych
                wspaniałych mężczyzn na swoich czerwonych, trąbiących maszynach ;)))

                Zdarzenia pierwsze - chyba jeszcze z jesieni. W siatkę pozostawioną na dachu
                podczas jakichś robót zaplątała się jaskółka. Wczepiło się biedactwo pazurami,
                i rozpaczliwie próbowało wydostać. Dobrzy ludzie wezwali strażaków. Ci
                przyjechali, popatrzyli - i w te pędy do gospodarza terenu, proboszcza (bo
                ptaszek uwiązł na dachu plebanii). A proboszcz powiedział, że on na teren
                przykościelny wozu strażackiego nie wpuści, bo się płytki chodnikowe zarysują
                czy coś takiego. Strażacy szli po drabinkach rozkładanych na dachach przez dwie
                kamienice (bo to było akurat w samym centrum miasta), ale doszli, i jaskółkę
                uwolnili. Ja powiedziałam, że jak się zacznie palić plebania, to też powinni
                wóz ustawić daleko, żeby płytek nie zarysować. Może woda z węża jakoś doleci...

                Drugie zdarzenie - z wczoraj. W otwór wentylacyjny na 11-ym piętrze wieżowca
                wbił się jastrząb. Pewnie tak się zapędził za kawką, że nie wymierzył i wpadł z
                rozpędu. I utknął. I znów dobrzy ludzie wezwali strażaków, ci przyjechali - i
                problem. Bo wieżowiec tak zbudowano na skarpie, że dojazd jest tylko z jednej
                strony i nie ma jak ustawić się z drabiną! Wezwano więc oddział ratownictwa
                wysokościowego, strażak opuścił się z dachu w specjalnych szelkach i jastrzębia
                wyłuskał. Drapieznik trafił do schroniska dla zwierząt, jak dojdzie do siebie,
                to wróci na wolność. Zaraz idę go obejrzeć!
                Więc proszę mi z szacunkiem do strażaków, bo się obrażę na śmierć i życie i
                tyle mnie zobaczycie ;)))))
                • antares777 Re: A strażaków proszę się nie czepiać! ;))) 03.06.02, 20:12
                  piasia napisał(a):

                  >
                  > A teraz coś specjalnie dla Ptasika, żeby mi wreszcie zaczęła szanować tych
                  > wspaniałych mężczyzn na swoich czerwonych, trąbiących maszynach ;)))
                  >

                  PiAsiu!

                  Te gromy, proszę, to na moją głowę! Wszak jam tu jest winny!

                  Naprawdę nie chciałem dokuczyć strażakom - bardzo ich cenię i szanuję.
                  Przyjęty przeze mnie kpiarski ton wynikał raczej z charakteru mojej "wyliczanki" -
                  ars poetica. Nigdy nie miałem zamiaru dołożyć strażakom, zbyt wiele poświęcają i
                  zbyt wiele im zawdzięczamy.

                  Jeśli w wyniku mojej nieroztropności ktoś poczuł się urażony - jeszcze raz
                  serdecznie przepraszam.

                  Stary zgred
                • ptasik Re: A strażaków proszę się nie czepiać! ;))) 03.06.02, 21:07
                  Do Pi.Asi

                  Wiesz jak mi zagrać na uczuciach? prawda?
                  To o akcjach ratunkowych ptaszków :-))))))))))

                  A tak na serio, ja szanuję odwagę strażaków, ja nie
                  kwestionuję tego , że są bardzo potrzebni i to do dużo
                  ważniejszych spraw niż gaszenie płonącej trawy, ja do
                  nich prawie nic nie mam, prawie...

                  Ja tylko nieśmiało mówię, że metoda kształtowania
                  terenu przez wypalanie bardziej mi się podoba od
                  stosowania chemii. Podkreśliłam, że taka akcja musi być
                  bardzo dobrze przygotowana i przeprowadzona w
                  odpowiednim czasie. Wiem, że przy moim dużo mniejszym
                  od Twojego ogrodu łatwo mi się mówi.
                  Ja tak samo jak Ty potępiam głupotę objawiającą się
                  podpalaniem traw dla zabawy, żeby sobie z ukrycia
                  poptrzeć jak fajnie się pali, a czym bardziej się pali
                  - tym weselej, a jak jeszcze ogień do lasu wlezie...
                  To dopiero jest radocha

                  Głupoty nie znoszę, a to jest głupota

                  Ja nikogo nie zamierzam namawiać do swoich metod uprawy
                  i pielęgnowania ogrodu.
                  Skłamałabym, gdybym stwierdziła, że nie ratowałam
                  (rękoma Męża) roślinek baaaaaaardzo zaatakowanych przez
                  szkodniki chemią, nawet mnie się zdarzyło, ale nie było
                  innej alternatywy...
                  Ja też usuwam roślinki, które włażą tam gdzie ich już
                  nie chcę , ale do tego nigdy nawet nie próbowałam
                  używać środków chemicznych.

                  No cóż różne fobie ludzi spotykają, mnie dotknęła taka
                  - wstręt do stosowania środków chemicznych w ogrodzie.
                  Możnaby pomysleć, że to z niewiedzy.
                  Chyba nie - z wykształcenia w 50 % jestem chemikiem

                  Pozdrawiam wszystkich
                  Katula


    • jerzy.wozniak Re: Walka z chwastami-Dzień Tryfidów ?!!! 04.06.02, 08:43
      No nareszcie widzę że mam do czynienia z forum, błagam ciągnijcie tak dalej też
      na inne tematy. Cudo! i z czego jestem szczególnie zadowolony na najwyższym
      poziomie tolerancji.
      Jesteście genialni!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      Jurek
      • piasia chemia-nie-chemia 04.06.02, 09:23
        Nigdy w szkole nie cierpiałam chemii - miałam chyba fatalne nauczycielki, bo to
        szalenie ciekawy przedmiot. Trzeba tylko umiec go "sprzedać".

        A w ogrodzie chemie toleruję, bo za bardzo szkoda mi roślin, które chorują i
        cierpią, bo wlazły na nie mszyce albo jakaś plamistość.
        Tym bardziej, że nie wszystkie środki chemiczne to czysta chemia - niektóre
        powstały "na bazie" szkodników które mają zwalczać. Część herbicydów to nic
        innego sztucznie zsyntetyzowane hormony i enzymy z roślin. W minimalnej dawce
        zadziałają jak hormon wzrostu, w zalecanej - sprawią, że roślina zmarnieje, bo
        jej się zakłóci gospodarkę hormonalną.
        Katula, mam dla Ciebie coś, co może zaakceptujesz - środek służy do zwalczania
        wszelkiego rodzaju gąsienic. Nazywa się Bactospeine i jest w stu procentach
        bronią biologiczną - zawiera bakterie, które atakują i wykańczają robaka.
        Padnięte robactwo jest nieszkodliwe dla ptaków!!!
        Ten środek występuje też jako Thuricide. Przynajmniej występował, bo nie wiem,
        czy jeszcze go produkują. Wersja Bactospeine Jardin zwalczała dodatkowo mszyce,
        też bronią biologiczną.
        Taka może być? ;))))))))
        • ptasik Re: chemia-nie-chemia 04.06.02, 22:54
          Witajcie

          Pi, nie może, :-)))))))))))

          Ale jak będę w potrzebie to poproszę o pomoc, dobrze?
          Pozdrawiam
          Katula
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka