Dodaj do ulubionych

Ciekawe miejsca

30.05.02, 11:31
Witam
W innym wątku zaproponowałam abyśmy pisali o ciekawych ogrodach, ale zaraz sobie pomyślałam, że warto byłoby gdybyśmy pisali i o innych miejscach ciekawych ze względu na walory przyrodnicze.
Zapraszam i z góry dziękuję
Katula
Obserwuj wątek
    • antares777 Re: Ciekawe miejsca 30.05.02, 22:41
      Spodobała mi się propozycja Katuli - duuuuuuża buźka!

      Tylko od czego zacząć? Jest przecież tyle miejsc pięknych - ogólnie znanych, a
      jednocześnie dla każdego z nas wiążących się z indywidualnymi intymnymi
      przeżyciami.

      Może tam:

      Szum. Narastający... i cichnący. I znowu. Potężnieje... i przygasa. Tam w
      górze... To grają smreki pod szczytem Łysanek. Tu, na dół, dochodzi tylko niby
      echem - stłumiony, poodbijany, skurczony, odcedzony ze swej potęgi. Tu tylko
      jest śladem, symbolem tego wichru, który szaleje na górze, przeciska się
      niewidzialnie pomiędzy szpilkami, rozpaczliwie miota gałęziami i łamie pnie.
      Słychać jak skrzypią: odległe krrrik.... grrrrik.... krrrrr.... grrrik....
      Tu, na dole, w ciepło-wilgotnym półmroku jest przytulnie. Z cicha pojedyncze
      krople przesączają się przez gąszcz mchu porastającego kamienie. Łączą się w
      strużki, przepływają pod następnymi, rodzą rozpluskany potoczek. Dalej, w dół,
      rozszumianą kaskadą, jeszcze niżej, pozbierawszy wszystkie krople po drodze,
      wypadnie kilkaset metrów niżej głębokim wąwozem, który przez tysiące lat żłobił
      w rozkrokusionej w topniejącym śniegu i rozkaczeńczonej wśród traw łące.
      Tam, w górze, w wąskiej szczelinie pomiędzy skałami i koronami buków, mkną
      kremowo-różowe chmurki pędzone niewidzialną siłą po błękicie nieba.
      Szuuuu.....Szuuuuu. A tutaj - wilgotne chlup-plum-chlup, skrzące się w
      promieniu odbitym od wysokiej skały.

      Możecie mi nie wierzyć - Wasza sprawa - ale każdą wizytę w Tatrach rozpoczynam
      od Doliny za Bramką. Czy ktoś słyszał o takiej?

      Pomachiwajki dla wszystkich
      Stary zgred
    • ewa111 Re: Ciekawe miejsca 31.05.02, 00:21
      Mieszkam w Szczecinie i każdej wiosny, oraz jesieni odwiedzam park
      dendrologiczny w Przelewicach. Byłam tam niedawno, żeby zobaczyć kwitnące
      rododendrony i azalie. Jest tam tego całe mnóstwo i w takiej ilości odmian i
      kolorów, że nie można zdecydować się na wyjście z ogrodu. A co wam będę pisać -
      ogród dendrologiczny to taka mnogość wszelkich roślin, że można dostać kręćka!
      Drzewo "chusteczkowe" właśnie kwitło - coś niesamowitego! Wyglądało, jakby ktoś
      porozwieszał na całym drzewie setki chusteczek chigienicznych :-))
      Mogę tam jeździć bez przerwy, znam każdą ścieżkę, a i tak zawsze coś innego
      zwraca moją uwagę...
      Polecam wszystkim wyprawę do ogrodu tego typu - jest ich przecież w Polsce
      wiele. Poza tym przy ogrodzie jest szkółka i sklep ogrodniczy, zawsze wracam do
      domu z jakimś nowym badylkiem. Robi wrażenie, powiadam wam...
      Serdecznie pozdrawiam i lecę na stronę z rododendronami..., nacieszę oczy...
    • paciula Re: Ciekawe miejsca 31.05.02, 18:11
      Jak zwykle trafiłaś w sedno Katula!
      Ja chciałabym wszystkim polecić ogród, który zrobił na mnie bardzo duże
      wrażenie, niestety nie w Polsce tylko we Francji - w Angere, założony w fosie
      zamkowej , oczywiści osuszonej, oraz na licznych tarasach zamkowych. Dodatkową
      atrakcją jest wystawiany w podziemiach zamku najliczniejszy na świecie zbiór
      średniowiecznych, wspaniałych tapiserii. Niesamowite.Gorąco polecam obydwie
      dziedziny sztuki.:) P.
      • ptasik Re: Ciekawe miejsca 01.06.02, 10:17
        Witam serdecznie
        Paciulo, Stary Zgredzie, bardzo Wam dziekuję za słowa uznania i całusy, nie będę kryć, że mnie połechtały.

        Dzięki Tobie Zgredzie Stary "byłam" w podobno najpiękniejszej dolinie reglowej polskich Tatr, a dzieki Ewie w jednym z piekniejszych ogrodów dendralogicznych.
        Do Francji mi sie nie udało.
        Bardzo Wam dziękuję
        • antares777 Re: Ciekawe miejsca 01.06.02, 10:42
          No no no.

          Na starość muszę się prostować i brzuszysko piwne wciągać.

          A swoją drogą, to filuterna jest ta nasza Katulinka, prawda?

          Jeśli się nie pogniewacie, to może jeszcze kiedyś coś dorzucę o "ceperskich"
          Tatrach, bo na granie nie pójdę. Jużem za stary, tam niebezpiecznie, nie
          chciałbym dawać przykładu.

          Pomachiwajki!

          Stary zgred
          • ptasik Re: Ciekawe miejsca 01.06.02, 12:06
            Witam
            Stary zgredzie

            opowiadaj, opowiadaj, opowiadaj...

            proszę

            Katula
            • antares777 Re: Ciekawe miejsca 01.06.02, 14:22
              Katulinko!

              Co ty tutaj robisz? Miałaś być w ogrodzie!

              A za słowa zachęty dziekuję, choć i tak bym bazgrolił, bo ględzenie to
              przywilej wieku!

              Stary zgred.

              P.S. Na dodatek nachalny i u.....liwy
    • danam Re: Ciekawe miejsca 01.06.02, 18:29
      Witam Wszystkich!!
      Chciałoby się powiedzieć...”Znasz li ten kraj”...??
      Przeczytałam opowieść o górach, o ogrodzie w Szczecinie i nie mogę sobie
      odmówić przyjemności napisania czegoś o Bieszczadach!!
      Te jeszcze na szczęście gdzie niegdzie dzikie, ustronne miejsca są piękne o
      każdej porze roku. Latem „spacer” szlakiem malin (już nieczynnym niestety) na
      Połoninę Caryńską, która w słońcu wygląda jak gładko zaczesana panna, a dalej
      rozciągają się zbocza prowadzące na Połoninę Wetlińską, na szczycie, której
      znajduje się maleńkie „przytulisko” nazywane Chatką Puchatka. W dole pomiędzy
      Połoninami Berechy Górne (obecnie Brzegi Górne), gdzie znajduje się jedyny dom
      gajowego, położony nad potokiem, w którym pstrągi wybiera się rękami z pod
      kamieni. (Ta gajówka, to jedyne, co pozostało ze wsi liczącej 1000 numerów oraz
      po szkole i 2 cerkiewkach). Kiedy jest się tam jesienią, naprawdę można mówić o
      bogactwie kolorów, jakie dała Matka Natura. Kompozycja jest iście imponująca!!
      Od złota poprzez czerwień i brąz, gdzie niegdzie przeplatany zielenią jak w
      bajce. Teraz spacer na Halicz! Po co? Aby na szczycie pożywić się tak wielkimi
      jagodami, jakich na nizinach nie zobaczysz. Od czasu do czasu przemyka żbik,
      czasem zdarza się wilk, ale one raczej unikają towarzystwa ludzi. Wędrując pod
      pasmo Rawki można natknąć się na pozostałości po cmentarzach łemkowskich, ruiny
      starych cerkiewek i zdziczałe drzewa owocowe, kiedyś zapewne chluba ich
      właścicieli. Piękno przyrody jedynej w swoim rodzaju, przyćmiewa nieco historia
      tych terenów, ale warto tam być. Oby pseudo miłośnicy przyrody nie zdeptali nam
      tych wspaniałych zakątków!!!!
      Z poważaniem! Danuta.
    • mjot1 Re: Ciekawe miejsca 02.06.02, 12:28
      A może by tak z zupełnie innej beczki?
      A może by tak nie z makro a z mikrostrony?
      Przecież, jeśli się tylko troszeczkę postaramy, jeśli do tego starania dołożymy
      szczyptę wyobraźni i odrobinkę przygniemy karku to piękno możemy znaleźć w
      naszym otoczeniu wręcz w „zasięgu ręki”!

      Może to być zwykłe zakole rzeczki czy zatoczka stawu gdzie lubimy wędkować.
      Gdzie siedząc i kontemplując godzinami odkrywamy nagle niesamowite piękno matki
      natury.
      Zapadłszy w bezruch i wtopiwszy się w otoczenie doczekać się możemy zimorodka,
      który z naszego kija zapoluje na rybki, które nam nijak nie biorą!
      Zobaczyć możemy zaskrońca, który z niesamowitą zręcznością dokona skutecznego
      ataku na biedną żabkę.
      Obserwować możemy niesamowite popisy lotnicze ważki tego ideału sztuki
      inżynierskiej.
      W jakiejś niewielkiej rzeczce wypatrzyć możemy topika z jego misterną budowlą.
      Możemy doczekać się (nie bezinteresownej, co prawda) przyjaźni malutkiego
      gryzonia, który wdzięcznie będzie zjadał z naszej dłoni przysmaki znoszone
      właśnie dla niego.
      Zmierzchem możemy obserwować sadowiące się na nocleg bażanty.
      Możemy doczekać się zjeżenia włosów ze strachu, gdy nagle za naszymi plecyma
      niemalże w nasze ucho szczeknie koziołek też zresztą wystraszony.
      No i cały świat owadzi buszujący, brzęczący, dokuczający nawet.
      No i ten cały świat roślin od skromniutkiej kruchości krzewinek po potęgę drzew
      z wszyściutkimi o tej porze odcieniami zieleni.
      No i te dźwięki... te pluski, brzęki, szumy, i śpiew ptaków.
      No i ta gra świateł, cieni i kolorów... Toż to Szyszkin przecie...
      Tę litanię piękna można mnożyć, można ją kształtować według własnego uznania,
      można patrzeć szerzej a można też nachylić się niziutko... Byle widzieć,
      słyszeć i czuć.

      Takie miejsca są wszędzie!
      Może to być zwykła kępa roślinności w szczerym polu.
      Może to być zakątek parku miejskiego czy naszego ogrodu.
      Może to być malusieńka polanka w lesie.
      Może to być jakieś stare wyrobisko po grabieżczej działalności człowieka.
      Może to być „zapuszczony” ugór.
      Jeden musi być spełniony warunek! Nie może tam występować gatunek mieniący się
      panem świata! Co najwyżej Ktoś, z kim rozumiemy się bez słów...

      Najniższe ukłony!
      Cichutko namawiający do rozejrzenia się wokół... M.J.
      • ptasik Re: Ciekawe miejsca 02.06.02, 13:51
        Witam
        M.J.-cie,

        to tak jak w moim słowikowym lesie,
        albo na łące pod lasem, gdzie się pasie para sarenek, albo na drutach telegraficznych, gdzie pustułka przyszła w gości do szpaków,
        albo w każdym jednym miejscu, które słońce ozłaca w swoim wieczornym przedstawieniu świateł i kolorów
        i które pachnie kwiatami, sianem, owocami, świtem, wieczorem, zmierzchem...
        Nic dodać nic ująć...
        Kłaniam się nisko, do samej ziemi...
        i dziekuję
        Zachwycona prawdziwie, z wyrazami szacunku
        Katula
        • piasia Re: Ciekawe miejsca 03.06.02, 09:31
          Jedziemy do Jastrzębiej Góry, wpatrujemy się w straszliwy zgiełk "kurortu w
          sezonie" po czym zmykamy sobie dowolną drogą na zachód, wzdłuż wybrzeża. Kilka
          kilometrów za "cywilizacją" asfalt się koczy, zaczyna się leśna droga, pełna
          korzeni, kałuż o niewiadomej głębokości, piachów.... łamiemy sobie resory albo
          uciekamy na wstecznym szukając lepszej drogi. Chyba że mamy "wszędołaza",
          choćby i starego Uaza, z napędem na cztery koła - wtedy nam nic niesterszne,
          można jechać nawet i po plaży, po ośki w wodzie.

          I tam tłuczemy się jakieś 10 kilometrów, a może 15, i trafiamy na wioskę pt.
          Dębki.
          Wioska to przedziwna - nie prowadzi do niej żadna asfaltowa droga. Dyskoteka
          była jedna, ale mieszkańcy dorpowadzili do tego, że ją zamknięto.
          Domki letniaków rozrzucone są w lesie, na dużych działkach. Kilka prywatnych
          pensjonatów takoż w lesie ukrytych.
          Idziemy tymże lasem - jak dróżka prowadzi, i nagle wyrasta przed nami rzeczka.
          Skręcamy wzdłuż rzeczki, robi się coraz bardziej piaszczysto, w piachu nagle
          pojawia się rudy kapelusik, ręce świerzbią, by natychmiast go zebrać, a żyłka
          myśliwska toczy walkę ze zdrowym rozsądkiem - jednego rydza??? A gdzie go ptem
          usmażyć?
          Idziemy więc, a wspomnienie smaku smażonego rydza wykręca nam głowę do tyłu,
          gdzie rośnie taki dorodny.... aż tu nagle las się kończy, a rzczka płynie
          dalej, prosto przez plażę do morza. Nie poznasz, gdzie woda przestaje być
          słodka, i czy fala, która podbiega pod stopy , to jeszcze rzeka czy już
          Bałtyk...
          Pokochałam Dębki od pierwszego i na razie jedynego wejrzenia!

          Alternatywa - wieczór we własnym ogródku, gdy na każdym drzewie słychać koncert
          zielonego pasikonika wielkości kciuka, na belce pod daszkiem schroniła się na
          noc modraszka, na kolanach oparł mordę pies i patrzy w oczy najwierniejszym
          spojrzeniem na świecie, gdzieś wysoko nad tym wszystkim - rozgwieżdżone niebo,
          a na okrasę - zapach maciejki, podszyty wonią wilgotnej ziemi i zarosiałej
          trawy.

          Teraz słówko do Starego Zgreda:
          Czy Dolina za Bramką nie jest przypadkiem gdzies w rejonie Strążyskiej i
          Białego?
          Zapachniało mi Tatrami, powietrzem o niepowtarzalnej woni, zinym, czystym,
          przejmującym. Tatrami, które zdeptałam swego czasu od Gubałówki począwszy, a na
          Zawracie skończywszy. Te potoki z "wannami" kilkumetrowej głębokości i wodą
          ciemnozielono-granatową, z monetami błyszczącymi na dnie. Ten śnieg po kolana
          na polance, a pod lasem, na brzegu tejże polanki - już latające motyle. I
          potężne czerwnone kozaki, rosnące w trawie tuż koło ścieżki (nie wolno zbierać!
          park narodowy!) I moje zdziwienie, gdy pierwszy raz zobaczyłam Wodogrzmoty
          Mickiewicza, a po kamieniach sączyła się strużka wody jak z marnego kranu, co
          nijak do nazwy nie pasowało.
          Odwróćcie się wszyscy, bo teraz piszę do Zgreda wiersz:

          Nie, ja Ci nie napiszę, skąd się wzięły góry
          i powietrze, jak szampan w żyłach musujące
          skąd drzewa mają szaty z brązu i purpury
          jak tchną zapachem łąki rozjaśnione słońcem.

          Nie umiem w paru słowach streścić tego świata
          zmieścić niebo i ziemię, zmieszać blask i ciemność
          więc na kartce wysłanej w ostatni dzień lata
          piszę tylko - chciałabym, żebyś był tu ze mną....
          • antares777 Re: Ciekawe miejsca 03.06.02, 12:06
            Do PiAsi:

            Mów do mnie jeszcze

            Mów do mnie jeszcze... Za taką rozmową
            tęskniłem lata... Każde twoje słowo
            słodkie w mym sercu wywołuje dreszcze - -
            mów do mnie jeszcze...

            Mów do mnie jeszcze... Ludzie nas nie słyszą,
            słowa twe dziwnie poją i kołyszą,
            jak kwiatem, każdym słowem twym się pieszczę -
            mów do mnie jeszcze...

            /Kazimierz Przerwa - Tetmajer/





            • piasia Do Zgreda ;)))) 03.06.02, 18:01
              Kazimierz Przerwa Tetmajer też kochał Tatry....

              A to czyje:

              wyzłocone słońcem szczyty
              już różowo w górze płoną
              i pogodne lśnią błękity
              nad pogiętych skał koroną..

              Nie pamiętam - Asnyk czy Przerwa-Tetmajer?

              A tamta rymowanka to moje dzieło, wysłane kiedyś komuś ze Szwarcwaldu, który
              naszym Tatrom do pięt nie dorasta ;)
              Minęło lat ... naście i znów się przydała!!!

              Ludziska, jak ja Was lubię!!!!!!!!!!!!

              Katula, że Ty cholero jedna ognista zawsze wymyślisz taki wątek, że natychmiast
              uruchamiasz w Forumowiczach zdolności literackie i takie masz szerokie odzewy,
              na te swoje pomysły, no! Tak trzymaj! Bez Ciebie byłoby nam smutno :))))))))
              • antares777 Re: Dla PiAsi 03.06.02, 19:56
                piasia napisał(a):

                > A to czyje:


                Ranek w górach

                Wyzłocone słońcem szczyty
                Już różowo w górze płoną,
                I pogodnie lśnią błękity
                Nad pogiętych skał koroną.

                W dole - lasy skryte w cieniu
                Toną jeszcze w mgle perłowej,
                Co w porannym oświetleniu
                Mknie się z wolna przez parowy.

                Lecz już wietrzyk mgłę rozpędza,
                I ta rwie się w chmurek stada...
                Jak pajęcza, wiotka przędza
                Na krawędziach skał osiada.

                A spod sinej tej zasłony
                Świat przegląda coraz szerzej,
                Z nocnych, cichych snów zbudzony,
                Taki jasny, wonny, świeży.

                Wszystko srebrzy się dokoła
                Pod perlistą, bujną rosą,
                Świerki, trawy, mchy i zioła
                Balsamiczny zapach niosą.

                A blask spływa wciąż gorętszy,
                Coraz głębiej oko tonie,
                Cudowności świat się piętrzy
                W wyzłoconej swej koronie.

                Góry wyszły jak z kąpieli
                I swym łonem świecą czystym,
                W granitowej świecą bieli
                W tym powietrzu przezroczystym.

                Każdy zakręt, każdy załom
                Wyskakuje żywy, dumny;
                Słońce dało życie skałom,
                Rzeźbiąc światłem ich kolumny.

                Wszystko skrzy się, wszystko mieni,
                Wszystko w oczach przeistacza -
                Gra przelotnych barw i cieni
                Coraz szerszy krąg zatacza.

                Już zdrój srebrną pianą bryzga,
                Gdy po ostrych głazach warczy...
                Już się żywszy odblask ślizga
                Po jeziorek sinej tarczy...

                Już pokraśniał rąbek lasu...
                Już się wdzięczy i uśmiecha
                Brzeg doliny - aż szałasu
                Dolatują śpiewne echa...

                Przez zielone łąk kobierce,
                Dzwoniąc, idą paść się trzody...
                Jakaś rozkosz spływa w serce,
                Powiew szczęścia i swobody.

                Pierś się wznosi, pierś się wzdyma
                I powietrze chciwie chwyta -
                Dusza wybiec chce oczyma
                Upojona, a nie syta;

                Niby lecieć chce skrzydlata,
                Obudzona jak z zaklęcia...
                I tę całą piękność świata
                Chce uchwycić w swe objęcia.

                /ADAM ASNYK/

                Wielu poetów zachwycało się Tatrami. Pokazywali ich urodę, ale i ich grozę.
                W zakątkach mojej pamięci obijają się fragmenty wiersza Juliana Przybosia "Z
                Tatr", poświęconego pamięci taterniczki, która postanowiła zmierzyc się z Zamarłą
                Turnią. Obijają się, bo podręcznik z czasów licealnych zmienił miejsce pobytu,
                nie podając nowego adresu, a poza nim - nigdzie nie natrafiłem.

                PiAsiu, dziękuję!

                Stary zgred
                • ptasik Dla ... 03.06.02, 20:34
                  Cóż warte byłyby moje pomysły bez Was?
                  Dziękuję
                  Katula
                  • antares777 Re: O... 03.06.02, 21:40
                    ptasik napisał(a):

                    > Cóż warte byłyby moje pomysły bez Was?

                    Oto PIERWSZY szef, który dostrzega istnienie personelu!

                    Katulo, dla Ciebie mam różę z tatrzańskiego ogródka:



                    Krzak dzikiej róży w Ciemnych Smreczynach

                    1

                    W ciemnosmreczyńskich skał zwaliska,
                    Gdzie pawiookie drzemią stawy,
                    Krzak dzikiej róży pąs swój krwawy
                    Na plamy szarych złomów ciska.

                    U stóp mu bujne rosną trawy,
                    Bokiem się piętrzy turnia śliska,
                    Kosodrzewiny wężowiska
                    Poobszywały głaźne ławy...

                    Samotny, senny, zadumany,
                    Skronie do zimnej tuli ściany,
                    Jakby się lękał tchnienia burzy.

                    Cisza... O liście wiatr nie trąca,
                    A tylko limba próchniejąca
                    Spoczywa obok krzaku róży.

                    2

                    Słońce w niebieskim lśni krysztale,
                    Światłością stały się granity,
                    Ciemnosmreczyński las spowity
                    W bladobłękitne, wiewne fale.

                    Szumna siklawa mknie po skale,
                    Pas rozwijając srebrnolity,
                    A przez mgły idą, przez błękity,
                    Jakby wzdychania, jakby żale.

                    W skrytych załomach, w cichym schronie,
                    Między graniami w słońcu płonie,
                    Zatopion w szum, krzak dzikiej róży...

                    Do ścian się tuli, jakby we śnie,
                    A obok limbę toczą pleśnie,
                    Limbę, zwaloną tchnieniem burzy.

                    3

                    Lęki! wzdychania! rozżalenia,
                    Przenikające nieświadomy
                    Bezmiar powietrza... Hen! na złomy,
                    Na blaski turnic, na ich cienia

                    Stado się kozic rozprzestrzenia;
                    Nadziemskich lotów ptak łakomy
                    Rozwija skrzydeł swych ogromy,
                    Świstak gdzieś świszcze spod kamienia.

                    A między zielska i wykroty,
                    Jak lęk, jak żal, jak dech tęsknoty,
                    Wtulił się krzak dzikiej róży.

                    Przy nim, ofiara, ach! zamieci,
                    Czerwonym próchnem limba świeci,
                    Na wznak rzucona świstem burzy...

                    4

                    O rozżalenia! o wzdychania!
                    O tajemnicze, dziwne lęki!...
                    Ziół zapachniały świeże pęki
                    Od niw liptowskich, od Krywania.

                    W dali echowe słychać grania:
                    Jakby nie z tego świata dźwięki
                    Płyną po rosie, co hal miękki
                    Aksamit w wilgną biel osłania.

                    W seledyn stroją się niebiosy,
                    Wilgotna biel wieczornej rosy
                    Błyszczy na kwieciu dzikiej róży.

                    A cichy powiew krople strąca
                    Na limbę, co tam próchniejąca
                    Leży, zwalona wiewem burzy...

                    /Jan Kasprowicz/


                    • piasia Re: O... 04.06.02, 08:54
                      No i co Wy na to?
                      Zaczęło się od ciekawych miejsc, a skończyło na wymianie poezji i koncercie
                      życzeń :)))))))))))))
                      Nie ma chyba w internecie drugiego takiego forum, jak to! I dziękuję Wam
                      wszystkim za to, że jesteście!

                      Kochany Zgredzie, ten wiersz Asnyka urzekł mnie w 4-ej? 5-ej? klasie
                      podstawówki. Pierwsza zwrotka była zamieszczona w podręczniku... geografii! I
                      od tej pory go pamiętam (a już połowę życia mam za sobą), chociaz jakimś
                      dziwnym trafem nigdy nie znalazłam całości. Dziękuję. Poczułam się przez chwilę
                      jak wiele lat temu, gdy z Gubałówki obserwowałam wschód słońca - cały masyw
                      ciemny, tylko jedna skała lśniła jaskrawym blaskiem. Coś nieprawdopodobnego....

                      A teraz wracam "do ad remu". I polecam Wam wszystkim każdy zakątek Jury
                      Krakowsko-Częstochowskiej. Rezerwat Góry Zborów w Podlesicach, górę o
                      wdzięcznej nazwie Apteka, gdzie rosną wszystkie możliwe zioła, Sokole Góry
                      (uwaga Ptasik!) pod Olsztynem (koło Częstochowy), i wszystkie przepiękne
                      miejsca w Złotym Potoku koło Janowa (tez koło Częstochowy) - to tam
                      działa "nawiedzony" Wójt, który ratuje żaby przed rozjechaniem i ma sto tysięcy
                      pomysłów na wypromowanie a równoczesnie ochronę tej krainy, którą mu powierzono.
                      • Gość: antares777 Troszeczkę o wszystkim IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 04.06.02, 11:47
                        Witajcie!

                        Jeśli Koś cię cieszy - tym wieksza radość dla mnie. Te wiersze i wiele, wiele
                        innych można znaleźć w internecie. Wystarczy w wyszukiwarce - ja używam Emulti -
                        podać (koniecznie w cudzysłowie) fragment: sekwencję dwóch, trzech słów, która
                        na pewno występuje w wierszu - lepiej charakterystyczną, nie mogącą pojawić się
                        gdzieś indziej. A później tylko poprzeglądać wyświetloną listę adresów.

                        Nie jest mi dane oglądać wschody słońca, albowiem z natury jestem - uwaga
                        ptasik!!! - "sowa". W odróżnieniu od "skowronków" lubię udawać się na
                        zwiedzanie pościeli, gdy ptaki zaczynają się wydzierać za oknem i spać
                        najchętniej do południa. Toteż najczęściej skały oglądam o zachodzie.

                        Zawsze mnie "nosiło" i trzyma nie to do tej pory, tyle, że dawniej odbywało się
                        to fizycznie, namacalnie, a teraz raczej korzystam z "mentalnych" możliwości.
                        Miałem też WueSeczKę (czy pamięta koś taaaakie cudo?) - teraz, jako zakurzony
                        zabytek techniki stoi w garażu i czeka na odkurzenie i uruchomienie. I na tej
                        WSK przekręciłem wszystkie możliwe i niemożliwe drogi i wertepy pomiędzy
                        Częstochową, Gliwicami i Krakowem. To były czasy - łezka się w oku kręci.

                        I zdarzyło się, ponad dwadzieścia lat temu, że jechałem na północ od Zawiercia,
                        minąłem Włodowice, dalej droga pod górkę. Wszędzie zielono i świeżo, bo to był
                        sierpień (chyba). W Zawierciu na stacji CPN spędziłem upojną godzinkę wdychania
                        cudownych aromatów ropopochodnych, bo po niebie przewalała się niezgorsza
                        burza. Burza poszła na Siewierz, więc garnek na łeb, rękawice (spawalnicze) na
                        dłoń, czwórkę na kanapę, kop...pyr,pyr,pyr,pyr - jaki to był cudooowny dźwięk!
                        Nie to co teraz! Odbiegłem od wątku? Już wracam! Po burzy zostały tylko mokre
                        ślady, chmury odsunęły się na zachód, znad nich wyjrzało słońce i zaczęło
                        malować krajobraz. W oddali ciemna linia lasu, a przed nią złociste pola ze
                        snopkami, poprzetykane ciemną zielenią kartoflanych zagonów , miedz i koniczyn.
                        Niebo stało się zupełnie błękitne, szarzejące na horyzoncie i tylko jakieś
                        chmurki, tam wysoko, jak maźnięte od niechcenia pędzlem: od mojej strony
                        białawo-kremowo-żółtawe, a od spodu różowawo-szarawo-przejrzyste. Nie mam
                        dylematu, czy patrzec przed siebie, czy w bok, bo jezdnia jest dobra, szeroka i
                        żywego ducha nie widać. Trochę sie wije, ale to żaden problem. Na zachodzie
                        gruby wał ołowianych chmur, poniżej widać ukośne smugi ulewy, a nad nimi
                        wystaje oślepiający brzeżek tarczy słonecznej, rozbielając górną krawędż
                        deszczowego wału. Tablica przy drodze oznajmia, że teraz będą Kotowice. Niech
                        se będą, jeśli muszą. Pobędą, dopóki nie pojawi się następna tablica. Spoglądam
                        na zegarek z niemałym trudem, bo mankiet rękawic jest dość sztywny - około
                        siódmej. Wypadałoby już wracać, bo do chaty daleko, a nie wiadomo czy następna
                        ulewa mnie jeszcze nie złapie, no i czy mój wiezdiechod nie zacznie kaprysić.
                        Decyduję się zawrócić, ale zawrócić - nie, bo nie wolno wracać tą samą drogą,
                        więc dobrze, niech tam, skręcę w prawo na pierwszym rozsądnie wyglądającym
                        skrzyżowaniu. I tak rozmyślając mijam jakieś zabudowania, chałupy, gnojniki i
                        szopki, płoty, stare grusze i łopiany, aż w końcu dojeżdżam do skrzyżowania na
                        szczycie górki. Droga - nie powiem - lepsza niż ta, którą jechałem, więc rąsia
                        w prawo, skręt, jedziemy na wschód. Jeszcze parę zabudowań, droga zaczyna
                        powoli opadać, ruchu absolutnie żadnego, szeroka, obsadzona po obydwu stronach
                        dwoma równymi rządkami wysokich drzew. I nagle - oczom nie wierzę - cóż to
                        widać przede mną???
                        Muszę się zatrzymać, bo inaczej nie mogę. Bo muszę się napatrzeć, nauczyć tego
                        co widzę i nazapamiętywać.
                        Jak w kinie: Tu gdzie stoję jest cień rzucany przez górkę i zabudowania na niej
                        stojące, niemal półmrok, potęgowany dodatkowo przez wysokie drzewa. Tam, przede
                        mną, niby na gigantycznym ekranie widzę: stopniowo oddalającą się, zwężającą, z
                        malejącymi drzewami drogę - blisko mnie ciemną, a dalej rozświetloną mokrą
                        zielenią. Najpierw opada, a później leży płasko na dnie krajobrazu. Jest
                        abolutnie, idealnie prosta, jak ślad po uderzeniu siekierą w samo jego centrum.
                        Po obydwu jej stronach, na zewnątrz od drzew, szachownica pól, łąk, zagajników:
                        szare, złote, zielone, niemal czarne, wszystkie kolory i jeszcze jeden na
                        dokładkę. Na niebie - błękit: intensywny nade mną, a w miarę oddalania się -
                        blednący, szarzejący, rozbielający się na horyzoncie. A w centrum ekranu:
                        wielka, gigantyczna, przeogromna BEZA! Nie pomyliłem się, BEZA. Taka mniam,
                        mniam. Grupa skał - odległa, a wciskająca się w oczy, w mózg, ogarniająca cały
                        organizm, wypełniająca go szczelnie i nie mogąca się w nim pomieścić. Dokładnie
                        na osi cięcia siekierą! Dokładnie w samym centrum!
                        To Góra Zborów.
                        Wielka, zółto-pomarańczowo-różowa w promienich zachodzącego już słońca, porcja
                        piany ozdobiona kremem!!!

                        P.S. Być może lekko podkoloryzowałem - przywilej wieku - ale tak ją pamiętam i
                        tak niech już zostanie.

                        Z pomachiwajkami

                        Stary zgred
    • danam Re: Ciekawe miejsca 04.06.02, 19:46
      Góry nasze góry...!!
      Jakie szczęście miały Tatry, że tylu wspaniałych ludzi sztuki przewinęło się
      pomiędzy ich szczytami. Opiewali wyniosłość i potęgę gór, szum potoków, piękno
      smreków, zielone hale wypełnione bielą owiec pasących się spokojnie pod czujnym
      okiem juhasów i pięknych owczarków podhalańskich!! Baaaaaaa!!!
      Ja jednak z uporem maniaka polecam Bieszczady.
      Ich piękno i dzikość opiewają zapewne pieśni Łemków, czy Hucułów, tęskne i
      pełne melodii, ale kto ich słucha...?
      Warto jednak z Ustrzyk Górnych udać się na Halicz (nie tylko na jagody).Można z
      niego zobaczyć błękitną wstęgę rzeki Halicz, która wypływa prawie z pod nóg, bo
      z pasma Połoniny Bukowskiej i wijąc się rozświetla zieloność terenów, które
      oplata, po czym spokojnie wpada do Sanu. Przy odrobinie szczęścia można trafić
      na walkę jeleni na rykowisku w poświacie zachodzącego słońca.
      Można też przejść z Brzegów Górnych (nazwa spolszczona) do Nasicznego wzdłuż
      Prowczej i podziwiać całą paletę zieleni, szarość kamienia wyłuskanego w
      kamieniołomie i srebro wody podskakującej po kamyczkach i rozpryskującej
      kropelki po listkach okolicznych roślin. To jest piękne!!
      Żeby nie było, że reklamuję swoje województwo, to jeszcze polecam wyprawę z
      Zawoji przez Markowe Szczawiny na Babią Górę, ale późną nocą, żeby zdążyć na
      szczyt i zobaczyć wschód słońca.
      W dole mgła, a wystające „czubki” Czeskich Tatr wyglądają jak małe pagórki. W
      końcu mgły opadają ustępując miejsca potężnej czerwonej kuli, która unosi się w
      górę przybierają kolory różu, a potem pomarańczy, rozświetla wszystko wokoło i
      ogrzewa zziębniętego „intruza”, siedzącego na szczycie i czekającego na ten
      cudowny widok. Jeszcze chwila i Tatry w pełnej swej potędze mienią się jakby
      ktoś rozsypał opale i zapomniał pozbierać.
      Pozdrawiam wszystkich!
      Niestrudzona propagatorka Bieszczadów! Danuta.
      • sancia Re: Ciekawe miejsca 06.06.02, 09:03
        Kochani to naprawde niezwykle forum , gdzie zamiast rozga - wierszem i chlebem
        witaja..........swojsko tu u Was i cieplo.Zostaje!
        Ten watek to temat dla kazdego, zaraz poczulam sie osobiscie zaproszona.
        Niestety Danusia byla szybsza ,Bo ja to tez z tych co na lemkowskich ogrodach
        chowana i bukowina szczepiona...
        Bieszczady i Beskidy to wielce urokliwa kraina wiele by pisac i niewiele
        oddac..............ja tylko polecam.
        Za podroze z zamknietymi oczyma po Waszych uroczyskach pieknie dziekuje i o
        wiecej prosze...........
        Poki co zapraszm na herbatke do ogrodu......
        Pozdrawiam piwoniwo - jasminowo...........
        Ania
        • Gość: ptasik Re: Ciekawe miejsca IP: *.dialog.net.pl / *.lubin.dialog.net.pl 07.06.02, 19:06
          Witajcie
          Witaj Aniu w naszym gronie, dziekuję za herbatkę

          Któregoś dnia odpisałam Dance, co sądzę o Bieszczadach i zaglądam tu dzisiaj a postu nie ma.
          Ot , taki komupterowy chochlik

          A napisałam o swoim zachwycie tym dla mnie jakżeż pięknym zakątkiem kraju. Byłam tam tylko raz, w zeszłym roku, bo starsznie od nas daleko, ale wiem po tym jednym razie, że będę tam wracać, że bardzo chcę tam wracać - do cudownych widoków, fantastycznej roslinności, do mam nadzieję arcyciekawych spotkań ze zwierzętami, które tam są, a niektóre tylko tam, do mglistych ale świeżych poranków, do starych drewnianych chałupek, do górskich rwących potoków , do owianych historią cerkwi i kościółków.
          Tak jak napisała Ania dużo by pisał niewiele by oddał. To trzeba zobaczyć, a to powietrze trzeba poczuć.

          Ja chciałam Wam napisać o innym niesamowicie pięknym terenie jakim jest dla mnie szlak wzdłuż rzeki Kaczawy na Dolnym Śląsku, od Świerzawy do Złotoryji. Tylko o tym , bo ten zawsze koi mój żal po wyjeździe z Karkonoszy. Wyjeżdzam z Karkonoszy i zawsze ogrania mnie taka nostalgia, że nie mogę tam zostać. Ale wjeżdżam na Kapelę (to wzgórze w pasmie zamykającym kotlinę Jeleniogórską ) i na szczęście i pocieszenie odkrywają się pomału nowe piękne widoki.
          Po obydwu stronach góry porośnięte lasami i inną bardzo zdrową i bujną roślinnością, wzdłuż drogi płynie rzeka Kaczawa, której roślinność pewnie zawdzięcza swój stan i wygląd, a w okolicach Złotoryji z gór wystają skały, w których można znaleźć agaty.
          Z wycieczek w dalsze okolice Gór i Pogórza Kaczawskiego wiem, że okolica naprawdę godna jest uwagi i obejrzenia.
          Kręte wąskie drogi wijące się wśród gór, zdrowa,bujna roślinność, stare domki i zagrody, stare kościółki.
          Naprawdę polecam, jak będziecie w tych okolicach to zajrzyjcie.

          Pozdrawiam
          Katula
          • antares777 Re: Ciekawe miejsca - jeszcze raz 30.08.02, 23:58
            Witajcie!

            Siedzę sobie i rozmyslam o tym ogródkowym forum, o towarzystwie, kółeczku,
            ludziach, którzy się tu przewijają i piszą. Dziś pisał jeden. Dużo pisał.
            Bardzo dużo. Aż za dużo. Widocznie tak już musi być.

            Ptasiku Katulo! Ty, która założyłaś ten wątek, jeden z najpiękniejszych wątków,
            w jakich zdarzyło mi się zaistnieć! Obudź się! Zrzuć z siebie to, co Cię
            dręczy. Sprawca Twego zamilknięcia nie jest godzien tego, aby Ci się kłaniać.
            Odwiedź nas i napisz! Nie zwracaj na niego uwagi - to chory człowiek i wypada
            mu tylko współczuć. A gdy będzie trzeba - pomożemy Ci! Pamiętaj: psy szczekają,
            a karawana idzie dalej. Cóż Ciebie może obchodzić jakiś zagubiony ratlerek,
            jeśli masz wilczura na swą obronę?

            Kiedyś w tym wątku ubolewałem, że mi się zapodział jeden z tatrzańskich
            wierszy. Odszukała go dla mnie Pewna wspaniała dziewczyna z innego - cudownego
            forum, za co jej tutaj serdecznie dziękuję (Aniu, dziękuję :) i mam go dla Was.
            Katulo, bywają większe nieszczęścia na świecie!


            Z TATR Julian Przyboś

            Pamięci taterniczki, która zginęła
            na Zamarłej Turni


            Słyszę:
            Kamienuje tę przestrzeń niewybuchły huk skał.

            To wrzask wody obdzieranej siklawą z łożyska
            I
            gromobicie ciszy.

            Ten świat, wzburzony przestraszonym spojrzeniem,
            uciszę,
            lecz

            Nie pomieszczę twojej śmierci w granitowej trumnie Tatr.

            To zgrzyt
            czekana,
            okrzesany z echa,
            to tylko cały twój świat
            skurczony w mojej garści na obrywie głazu;
            to gwałtownym uderzeniem serca powalony szczyt.
            Na rozpacz jakże go mało!
            A groza wygórowana!

            Jak lekko
            turnię zawisłą na rękach
            utrzymać
            i nie paść,
            gdy
            w oczach przewraca się obnażona ziemia
            do góry dnem krajobrazu,
            niebo strącając w przepaść!

            Jak cicho
            w zatrzaśniętej pięści pochować Zamarłą.



            Ptasiku: uśmiechnij się!

            Z pomachiwajkami
            Stary zgred

    • ashterot Re: Ciekawe miejsca 01.09.02, 23:29
      Na początku chciałam się przywitać. Jestem tu pierwszy raz, a o tym forum,
      które samo w sobie jest magicznym miejscem, pokazał mi pewien wspaniały,
      genialny człowiek (wiesz, że mówię o Tobie i bardzo Ci za to dziękuję:-)
      Chciałabym opowiedzieć o dwóch miejscach, które odkryłam w tym roku. Oba
      znajdują się w Beskidzie Niskim (ach, te góry) i są po prostu niezwykłe.Byłam
      tam razem ze znajomymi, i opowiem wam, jak ja je odczułam.

      Pierwsze to droga z Koniecznej do Radocyny. My przemierzaliśmy ją w
      zapadających ciemnościach, co wcale nie umniejszyło piękna widoku. Na drużkę
      wkracza się wśród pól. W oddali migoczą światła przejścia granicznego, ale nie
      w jego stronę należy się skierować. Po kilku minutach wkracza się do lasu.
      Jakiś mosteczek, jakiś krzaczek i mnóstwo wątpliwości, czy to aby ta droga. Ale
      droga jest, więc z pewnością gdzieś prowadzi. Las, mnóstwo ścieżynek
      odchodzących na boki, ale trzymamy się głównej trasy. Po dłuższej wędrówce i
      dotarciu prawie na szczyt góry, której nazwy dotąd nie udało mi się ustalić,
      drzewa się rozstępują i wychodzimy na bezkresne łąki, z których roztacza się
      widok na dolinę Wisłoki i Beskidy po stronie zarówno Polskiej, jak i
      Słowackiej. Z każdą chwilą coraz ciemniej, szczyty niespodziewanie przebijają
      mgłę lub giną w chmurach. A my... nie wiemy, gdzie jesteśmy i jak dojść do celu
      ale wiemy jedno- chcielibyśmy tu zostać.

      Inne miejsce, inna sceneria. Z Zyndranowej wyruszyliśmy do Jaślisk. Droga cały
      czas przez las, trasa jeszcze mniej wyraźna, niż poprzednio, ale dopiero minęło
      południe, więc mamy czas, aby się zgubić i odnaleźć. Wokół dojrzałe jeżyny,
      głód nam nie grozi. A po wyjściu z lasu... widok z góry Kamarki na znajdujący
      się w rozległej dolinie cel naszej podróży: lśniący w słońcu dach kościoła,
      rozrzucone wokół plamy dachów, łąki i ścierniska. I żal, że tak mały kąt
      widzenia, że tego cudu jednym spojrzeniem ogarnąć nie można.

      Ania

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka