mifsc
14.03.05, 00:37
A ja chyba mjot1 zawdzięczam odwiedziny grubodzioba. Chcąc zmazać nieładny
przypływ zazdości, a mając dobre serce, chciałeś obdarzyć nas wszystkich
widokiem pożądanym.
Od paru miesięcy dokarmiam sikorki w takim mini-barze. 2 kawłki słoninki i
radość okrutna skrzydlatych. Pokazały się wróble, ale nie widząc dla siebie
potraw odleciały zawiedzione. Za niedługo konsumentów, jak by przybyło.
Pojawiły się dwa dzięcioły, potem trzeci. Trzeba było dostawić stoliki.
Zachęcony efektami, ustawiłem karmnik z jadłospisem wegetariańskim. Toż to
jest zabawa patrzeć na fruwające pociski. Sikorki, jak oszalałe rzuciły się
na słonecznik. Lot koszący, miękie lądowanie, załadunek i fru na gałązkę,
rozdiobywać zdobycz. Ale tylko sikorki. I dzisiaj przybył dostojny gość.
Przysiadł na gałązce. zlustrował otoczenie i nie dbając o biesiadników zajął
najlepsze miejsce przy stole. Sikorki się rozpierzchły na pobliskie krzaki i z
niecierpliwością patrzyły na spokojną, niespieszną konsumcję intruza. Co
chwilę któraś sikorka podlatywała, jakby chciała sprawdzić , czy jeszcze coś
zostanie, czy warto czekać. Jedna, zniecierpliwiona, wleciała, porwała
ziarenko i czmychnęła na gałąź. Nie zabrała się od razu za rozdłubywanie.
Dumna, długo patrzyła na swoje towarzyszki, szukając u nich aplauzu.
Również zgięty w dziękczynnym pokłonie Mjotowi
mif