mjot1
18.07.02, 19:10
Człapałem sobie dziś o godz. 5.30 (jak zwykle zresztą) spoglądając bezmyślnie
przed siebie i na boki. W pewnym momencie rzuciłem okiem i ujrzałem... coś
wspaniałego.
Właśnie zza ściany lasu wynurzyło się pół słoneczka i oświetliło bagienny
ugór nie tknięty ludzką ręką od kilku ładnych lat, a na nim przeróżne
chabazie (po prostu kompletnie zbędne chwasty).
W ogólnym niby chaosie jakiś przecież niezwykły porządek. Forma rozbudowana w
poziomie i w pionie, ułożona z przeróżnych kształtów i kolorów wszystko
zwieńczone baldachami.
No i pajęczynki! Wszystko poprzetykane i pospinane setkami pajęczynek.
Pajęczynek wyeksponowanych na pierwszy plan drobinkami mgły. Pajęczyn
przecież tak różnych wielkością, ułożeniem, sposobem i miejscem mocowań a tak
podobnych zwiewnością i kunsztem wykonania.
A wszystko osnute mgiełką...
A wszystko „zatopione” w dźwiękach. W tej subtelnej muzyce ptasząt i owadów...
Toż to nagromadzenie w jednym miejscu sztuki wszelakiej!
Można by tak stać i chłonąć ten „multimedialny” pokaz zmieniający się wraz z
ruchem słoneczka. Ups... (przepraszam) ziemi! No to stałem z gębą
rozdziawioną i miną (pewnie) tępą jak młot z epoki kamienia łupanego... ale
sumienność i rozsądek kazał mi iść dalej. Bo przecież autobus, bo przecież
praca! Tylko czy to na pewno był rozsądek?
A swoją drogą. Dlaczego człowiek aż tak bardzo spieprzył sobie cel i sens
życia sprowadzając wszystko do „szmalu”?
Kiedyś do życia potrzebne było jedzonko, woda i powietrze. A teraz potrzebny
jest „szmal”! Może to i prostsze, ale...
Najniższe ukłony!
Kompletny leń M.J.