Dodaj do ulubionych

A może by tak z innej beczki...?

23.08.05, 21:30
Ja wiem, że to forum eksperckie, że służyć ma ono rozwiązywaniu problemów
których w ogrodzie nigdy nie zbraknie. Lecz qrcze ostatnio tu w sumie same
nieszczęścia królują. A przecie do licha ogród to też i sukcesy chyba? Może i
nieliczne, lecz jednak.
Może by tak do tego gara cisnąć choćby niewielką szczyptę optymizmu?
Niektórzy powiadają, że w dobrej aurze to i roślinki bardziej „kwitnące” się
stają.
Czyż doprawdy nie macie czym się pochwalić? Nic Was nie cieszy, nie zachwyca?
Już tak do końca nad glebą i problemami zgięci „we dwoje” tkwić będziecie?
Czy już nigdy nie rozprostujecie trudem zgiętego grzbietu i nie rozejrzycie
się wokół?
Słyszycie? To jaskółki szczebiot radosny.
Spójrzcie w niebo na baraszkujące stadko? Toż w tych ciałkach niewielkich
tkwi wolność i radość w najczystszej postaci.
Popatrzcie na ich igraszki hen tam w przestworzach i tuż na samiutką ziemią.
Te maleństwa potrafią cieszyć się chwilą. A my?
Już nie potrafimy? Czy może nie wypada?
Toż ogród jest po to by cieszyć. Czyż doprawdy musimy być ciągle tacy
zatroskani, poważni i ważni?
Czyż, jeśli gębę naszą grymas uśmiechu wykrzywi to doprawdy ubędzie nam czego?
Napiszcie choć słów kilka ot tak o „niczym”. Napiszcie co wokół Was „w trawie
piszczy”.
Niechby chociaż na chwilkę to forum weselszymi barwy zakwitło.

Najniższe ukłony!
(Za)czepiający się M.J.
Obserwuj wątek
    • gebo13 Re: A może by tak z innej beczki...? 23.08.05, 22:51
      Jesteś Miot,jak zwykle niezwykły!Fajnie,że tu jesteś,bo czasem to budzisz nas z
      tego letargu niezadowolenia nad jedną roślinką,kiedy inne przychlebiają się jak
      mogą i kłaniając w pas,wychylają swe kwiaty,czy liscie przepiękne.A nawet,jak
      iglaki,tuje pięknie rosną,toż to uważamy,że tak powinno BYĆ! Eh! Jak pogoda
      dopisze,to gdzieś pod orzechem razem z sunią ....popatrzę w spokoju na to co
      mnie kocha i chce u mnie rosnąć,chce być. Pozdrawiam z brudką nieco wyżej.
    • mirzan Re: A może by tak z innej beczki...? 23.08.05, 23:20
      Dla poprawienia nastroju-czy zna ktoś większy kwiat?
      fotogalerie.pl/galeria/galeria_mirzan

      Te jaskółeczki co tak śmigają, robią to po to, aby kogoś zjeść, bo jak
      nie złapie muchy to za moment z głodu padnie.To ich praca, aż je skrzydła
      bolą.
      Pozdrawiam.Mirzan
      • gebo13 Re: A może by tak z innej beczki...? 24.08.05, 00:22
        No właśnie Mirzan ,masz piękne te piwonie,chociaż lilie są iście królewskie,ale
        nornik też za nimi przepada,więc wolę piwonie i liliowce. Pozdrawiam
        • mirzan Re: A może by tak z innej beczki...? 24.08.05, 05:52
          Norniki równie chętnie jedzą liliowce, irysy i co znajdą na drodze.
          Moje wszystkie lilie rosną w pojemnikach z tworzywa, w butlach 5litrowych
          po wodzie mineralnej, w dużych donicach.Górą nie wchodzą.
          Mirzan
          • nnike Re: A może by tak z innej beczki...? 24.08.05, 07:32
            Doskonały pomysł :) A co robisz z dnem takiej butli, dziurawisz, czy całkiem
            odcinasz?
            • mirzan Re: A może by tak z innej beczki...? 24.08.05, 07:48
              Góra butli obcięta, w dnie robię nożem 6 dość duzych dziur.
              Do takiej butli można wsadzić pięć cebul lilii.Butla wkopana równo
              z powierzchnią ziemi.
              Mirzan
    • elaos Re: A może by tak z innej beczki...? 24.08.05, 07:53
      I tak to już jest ze wszystkimi ogrodnikami, jaki byś temat odległy nie
      zaczął, to na grzebaniu w ziemi się skończy. A jeżeli chcesz Mjocie z innej
      beczki, to u mnie na Dolnym Śląsku od dwóch tygodni są już grzyby; prawdziwki,
      podgrzybki, kozaki i kanie znane też jako sowy. Siłą rzeczy ogród musi iść choć
      trochę w odstawkę.
      Pozdrawiam - Ela
    • virridi Re: A może by tak z innej beczki...? 24.08.05, 08:53
      No to ja napiszę. U mnie pełno słoneczników - ozdobnych i jadalnych - ku
      uciesze drobnego ptactwa maści wszelakiej. Co ciekawe nie ruszają jadalnych ,
      wcinają nasiona z ozdobnych mądre bestie :))) Przylatują dzwońce, makolągwy,
      kopciuszków u mnie tyle co wróbli gdzie indziej - przed kotem na szczęście
      udaje im się uciec :))) Przychodzą ogromne zielone jaszczureczki - a róże
      zabrały się za drugie kwitnienie :))))
      • q.bek Re: A może by tak z innej beczki...? 24.08.05, 10:02
        Gieorginie kwitna u mnie jak szalone szczegolnie po ostanich deszczach.
        Wczoraj wieczorem zrobilem ogledziny no i do zmierzchu zbieralem slimaki.
        Te duze byly sympatyczne i chyba nie wyrzadzaja takich szkod ale te malenstwa
        ktorych znowu sie naleglo tony sa okropne. Pozeraja wszystko mieczyki,
        ostrozki,liuscie datury mimo ze trujaca:-)
        Szczegolnie upodobaly sobie gieorginie i ale tylko kilka.
        Niektore np. biale, ciemna purpure, pomarancz zostawiaja w spokoju.
        Sa natomiast takie ktore chyba nie zdaza nigdy zakwitnac bo co troche liscie
        odrosna to te glodomory nie wiadomo kiedy objedza sie i znikaja.
        Wszystkie pulapki z piwem i niebieskie granulki zawiodly.
        Zostalo tylko codzienne sprawdzanie:-)
        • q.bek Re: A może by tak z innej beczki...? 24.08.05, 14:11
          Z ostaniej chwili wczorajsza porcja niebieskich granulek z opisu na opakowaniu
          wynikalo, ze trucizna - ZNIKNELA. Wokol moich gierginii lsnia srebzyste sciezki
          a slimaki wyleguja sie przy co smaczniejszych roslinkach.
          Powiedzcie czy te granulki to moze jakis rarytas ktorym sie obzeraja?
          Bo mam takie wrazenie, ze ja raczej slimaki dokarmiam:-)
          Wysypalem tego jakies 10 dkg i dzisiaj nie ma nic!
          • mirzan Re: A może by tak z innej beczki...? 24.08.05, 15:21
            Syp tylko po kilka granulek.One mają się tym otruć, a nie najeść do syta.
            Mirzan
            • q.bek Re: A może by tak z innej beczki...? 25.08.05, 09:59
              mirzan napisał:

              > Syp tylko po kilka granulek.One mają się tym otruć, a nie najeść do syta.
              > Mirzan

              Cos sie zaczelo dziac te wczorajsze slimaki nie wrocily nad ranem do swoich
              domkow. Siedzialy dzisiaj w dziwnych pozach jedne jak gdyby sie staraly wejsc
              na rosline i tak zastygly inne wypuscily sluz i nie maja sie po czym poruszac,
              wiec zaskoczone leza pod daliami. Wogole po wczorajszym deszu zrobil sie
              krajobraz ksiezycowy. Wszystkie slimaki prawie wylegly i nazarly
              sie "niebieskiego szalenstwa*" dzisiaj widze ze skutkuje. Pod kazda dalia 15
              sztuk. Tylko skad ich sie tyle tutaj nabralo?
              Z obserwacji mojej wynika ze siedza w bluszczu i bergeni a wieczorem okolo 20-
              tej pokonuja 3 m kamiennej sciezki i juz sa w moich daliach. Przepraszam byly.
              To przyslowie ze ktos porusza sie z szybkoscia slimaka - to chyba nie tak moje
              poruszaja sie z predkoscia kosmiczna jak na slimaki.
              Wczoraj zobaczylem jednego slimaka na chodniku i zanim zdazylem przyniesc
              jakies narzedzie zbrodni to nastepnych 5 sztuk bylo juz w polowie sciezki:-)
    • mjot1 Re: A może...? 24.08.05, 22:08
      No właśnie Gebo o to mi właśnie szło. Przecie niemożliwym jest by coś, co czyni
      się dla i z przyjemności(ą) stwarzało jedynie problemy. To musi cieszyć! A jak
      się poczyta, co wypisujecie to ...

      Mirzan w kwestii jaskółek masz niechybnie rację, że one tak tylko dla żarcia.
      Ale czy na pewno?
      Ja ostatnimi dniami troszeczkę szybciej wyłażę z chałupinki jedynie po to by
      właśnie ich widokiem oko swe cieszyć.
      Doczłapuję sobie do przystanku gdy okoliczne chałupy jeszcze tkwią pogrążone w
      uśpieniu. A ja stoję i gapię się na nie...
      Początkowo latało ich dosłownie kilka, lecz z każdym dniem stadko rosło i rosło
      kilkanaście, dwadzieścia parę, kilkadziesiąt a ostatnio gruuubo ponad pół setki.
      One nie latają za muchami. One naprawdę się bawią. Baraszkują jak dzieci.
      Tu jest i zabawa w berka i w wyścigi, kto pierwszy się wzbije w przestworza a
      kto szybciej swój lot obniży, tu i taniec dostrzeżesz w parach i w figurach
      wymyślnych itd. itd. A jakiż przy tym czynią radosny rejwach. One dosłownie
      cieszą się lataniem. Aż trudno sobie wyobrazić aż strach pomyśleć, że są ludzie
      którym jaskółki przeszkadzają...

      Ech! Grzyby... Elaos zaczęło się i u mnie. Po tylu dniach suszy nareszcie
      ruszyło.
      I jak piszesz Elu ruszyły naraz wszystkie (no prawie wszystkie).
      Po powrocie do chałupinki nie mogę wysiedzieć tak człeka ciągnie w las.
      Pochłaniam więc szybciutko obiadek i ruszam.
      Co prawda kani w tym sezonie jeszczem nie spotkał, ale dziś znalazłem rydze,
      powtarzam RYDZE. Radocha oczywiście niezmierna, ale natychmiast i niepokój...
      Już rydze? Oj chyba szybciutko nam się ciepełko w tym roku skończy...

      No i... Ponieważ nawet w tym wątku nie omieszkaliście o problemach nadmienić to
      ponarzekam i ja. A co!
      Każdego roku dziwię się skąd bierze się aż tylu amatorów runa leśnego i skąd w
      nich aż taka pazerność?
      Krąży toto jak szarańcza od świtu do zmierzchu i nie przepuści niczemu. Każdy
      grzyb musi być pracowicie wywalony do góry nogą. Każda nierówność ściółki musi
      być dogłębnie przegrzebana pazurami lub patykiem. Jeśli człek schyli się by
      zawiązać sznurowadło to natychmiast zewsząd promieniście zbiega się zgraja
      udając że to niby ot tak tylko jakoś mimochodem.
      Czyż doprawdy od tego grzybka wielkości małego paznokcia zależy życie? Dlaczego
      jakoś tak dziwnie się dzieje, że im jesteśmy mądrzejsi tym stajemy się bardziej
      bezrozumni?
      Dostrzegłem jednak i plus jeden.
      Otóż szlachetni mieszczanie po wielu latach doświadczeń doszli do zaskakującego
      odkrycia. Mianowicie po żmudnych wyliczeniach wyszło im o dziwo!, że jeśli (by
      nie mieć pustych przebiegów) wywiezie się w las nieczystości w jakimś kartonie
      to opłata za opróżnianie kosza nijak się nie zmniejsza.
      Dziwne to zjawisko spowodowało iż w lesie walają się już jedynie opakowania po
      napojach i różnistych „czipsach”.
      A swoją drogą to zastanawiające, że człowiek potrafi taszczyć opakowania
      ciężkie bo pełne a już pustych, lekkich nie jest w stanie unieść nawet ni kroku?
      I tym pesymistycznym akcentem kończę już bom znów przesadził chyba nieco...

      Najniższe ukłony!
      Ciszę i święty spokój ceniący sobie nade wszystko M.J.
      • q.bek Re: A może...? 25.08.05, 09:48
        Majot chyba marudzisz:-)
        Mieszkam w regionie w ktorym przebywa podczas weekendow tysiace turystow i
        takiego zjawiska nie zauwazylem.
        Wrecz przeciwnie nieraz zdarza sie tak, ze jedni turysci zbieraja smieci
        zapomniane przez poprzednich gosci.
        To co bardziej jest niepokojace to to ze spalaja je potem na ogniskach!
        • malinarak Re: A może...? 25.08.05, 13:33
          A ja mieszkam w rejonie,gdzie po kazdym wypadzie mieszczuchów,
          las jest totalnie zaśmiecony.
          Własciwie,to nie tylko przez mieszczuchów,bo i miejscowi strasznie śmiecą.
          Tak trudno ludziom wytłumaczyć,że przecież sobie tez szkodzą.
          Pozdrawiam.Malina
          • mjot1 Re: A może...? 25.08.05, 21:40
            Q.bku oczywiście że przesadzam. Mało tego ja doskonale zdając sobie sprawę, że
            te „roztrzaskane” grzyby i zaśmiecony las są efektem działalności jedynie
            nikłego procenta całej populacji wyolbrzymiam problem z rozmysłem. W końcu nie
            pierwszy to przypadek, gdy „tak wielu zawdzięcza tak wiele tak niewielu”.
            Ale jak wynika z Twej wypowiedzi nadciąga już „nowe”.
            A wracając jeszcze na chwilkę do grzybobrania.
            Oczywiście byłem i dziś. I ponownie kilka rydzyków znalazło się w koszu.
            Lecz dziś wczorajszy niepokój zamienił się w obawę i dalej ewoluuje w kierunku
            poważnego strachu. Otóż dziś znalazłem opieńki.
            Po latach zamieszkiwania w „mych” krzakach przyzwyczaiłem się już, że opieńka
            jest zapowiedzią końca sezonu i rychłego nadejścia chłodów. Ot jeszcze gąska
            jedynie i koniec.
            Więc cóż te opieńki znaczą u licha? Przecie jeszcze jest lato! Wszystko było
            takie poukładane a tu masz! Dziwny to rok. Oj dziwny...
            Może to jednak jedynie wybryk natury? Przecie jednak lśni skierka nadziei oto
            Virridi donosi, że róże mają zamiar kwitnąć ponownie. A i docierają donosy, że
            gdzieniegdzie młode jaskółczęta jeszcze z gniazd nie wyleciały.
            A to, że u Ciebie Virridi ptaszęta wolą pałaszować nasionka ozdobne jest dla
            mnie zupełnie zrozumiałe.
            Wszak posiłek to nie tylko potrawa sama, lecz i sposób jej podania :-)

            Najniższe ukłony!
            Wybrykami natury troszkę jednak zaniepokojony M.J.
            • gebo13 Re: A może...? 26.08.05, 00:58
              Mjot! jak zwykle masz rację.2% populacji załatwi wszystko!!!!Na rowerku sobie
              wieczór przejadę spokojnie z sunią na Pocwowe Stawy ,albo nad Zalew
              dziećkowicki i jedni taszczą do samochodów swe puste barachła a po innych to ja
              bym musiała sprzątnąć! Hehehe.Najlepsze jest to,że te 2 % w następny wekeend
              szuka czystego miejsca.Pojechałam sobie na grzybki do tyskich lasów,a
              tam ...grzybki podlane %..jak okiem sięgniesz.
              • venus22 Re: A może...? 26.08.05, 02:23
                Przepraszam bo nie ma czasu czytac dokladnie, wiec moze powtarzam. te slimaki,
                obzarte trucizna, stanowia zagorzenie dla ptakow, jezy, ropuc itd tych samych
                co normalnie wlasnie zjadaja nam te slimaki.
                Kilka takich i po ptakach.

                Venus
    • wcyrku1 Re: A może by tak z innej beczki...? 27.08.05, 11:03
      mjot1 napisał:
      >
      >
      >
      > Może by tak do tego gara cisnąć choćby niewielką szczyptę optymizmu?
      >
      >
      >
      > Czyż doprawdy nie macie czym się pochwalić? Nic Was nie cieszy, nie zachwyca?
      >
      >
      >
      >
      >
      ___________________________^_____________________________
      Toż ja się chwalę w co drugim wątku i tylko Gebo ostatnio odpisała że
      też tak się cieszy. Ponadto ma Ona najpiękniejszą w świecie sygnaturkę.
      Pozdr. W cyrku
      małpa. gazeta.pl

      _______________________^________________________
      .
    • wcyrku1 Re: A może by tak z innej beczki...? 27.08.05, 22:53
      mjot1 napisał:

      > Ja wiem, że to forum eksperckie, że służyć ma ono rozwiązywaniu problemów
      > których w ogrodzie nigdy nie zbraknie. ...
      > A przecie do licha ogród to też i sukcesy...
      >
      ______________________^________________________
      Ja zawsze największe sukcesy mam jak sobie tak siądę i
      kombinuję jak by tu się nie narobić. Otuż w ub. roku przy ostatnm podlewaniu
      przed zimą - popsuła mi się pompa. Całą zimę kombinowałem jak by tu jej nie
      naprawiać. No i udało się, takiego sezonu jeszcze nie było. Tak popadywało przez
      wiosnę i lato że nawet ani razu nie było potrzeby podlewania. Totalne OLEWANIE-
      nie podlewalem, nie pryskałem na robaki i choroby, nie sypalem nawozów a za to
      jaki urodzaj! Już postanowiłem ze zimą znowu sobie siądę ...
      _____________________^______________________________
      >

      >
      > Czyż doprawdy nie macie czym się pochwalić? Nic Was nie cieszy...
      >
      >
      >
      >
      > Toż ogród jest po to by cieszyć. ...
      >
      >
      > Niechby chociaż na chwilkę to forum weselszymi barwy zakwitło...
      >
      >
      > _____________________^________________________
      Ogrody na pewno będą ładniejsze, bardziej podobne do muzeum gdzie wstęp
      tylko w specjalnym obuwiu ale niestety wiecej będzie wątków o wstrętnych
      sąsiadach w dzień palących ogniska a w nocy sprawdzających z centymetrem
      odleglości naszych nasadzeń od ich płotu, bachorach przyjaciół i ich sikajacych
      pieskach, pilnych wołaniach o ratunek z powodu mrówek i pszczolach lądujących na
      opalajacych się zadkach.
      _______________________^________________________ .
      • gebo13 Re: A może by tak z innej beczki...? 27.08.05, 23:46
        Dziękuję Wcyrku! Tą sygnaturkę przyszył mi ukochany kuzynek,który z resztą
        całkiem niedawno w Bytomiu się żenił. Stwierdził,że do mnie pasuje.A tak
        nawiasem,to weselisko było naprawdę piękne,udane i wesołe! Jutro pod orzechem z
        kuzynem i jego żonką lody,gril i piwo! Pozdrawiam równie serdecznie.
    • mjot1 Piękny czas... 06.10.05, 21:00
      Już czas. Trzeba ruszać...
      Wychodzę z chałupinki a w moje miejsce natychmiast z ogonami zadartymi w znak
      zapytania wpadają Albin i Etos a za nimi koźlątko.
      Skrzypnięcie zamykanej bramki...
      Wymiana pożegnalnych pomachiwajek (Antaresie wybacz) z Moją Zdecydowanie Lepszą
      Połową i zanurzam się w panujący jeszcze mrok...
      Człapię szeleszcząc opadłymi przez noc listkami a oko powoli przyzwyczajając
      się do ciemności zaczyna wyławiać kontury lasu i w oddali plamę oczekującej na
      mnie mgły...
      Wynurzam się z lasu i wchodzę w młodnik a nade mną na czystym niebie migocą
      gwiazdki.
      W miejscu gdzie kończy się młodnik wbijam się w zwartą ścianę mgły. Wilgotny,
      lepki, gęsty chłód „wyciska” resztki senności. To tak jakbyś wskoczył pod zimny
      tusz.
      Wraz z mgłą ogarnia mnie ta fantastyczna cisza...
      Brnę przez gęsty tuman z mozołem i z każdym krokiem zbliża się do mnie uśpiona
      jeszcze wieś...
      Nagle gdzieś tam z wysoka spośród świecących gwiazd doleciał cichutki i
      króciutki świergot. Za chwilę znów zadzwonił już bliżej... Wyraźnie zmierza w
      kierunku południowym. Zanim doczłapałem do przystanku usłyszałem ich siedem. To
      skowronki. Odlatują biedactwa cichutko i smutno świergoląc na pożegnanie...
      Niestety zbyt ciemno by podziwiać pajęczy świat. Jedynie wiem, że jest tuż
      obok, że mogę go dotknąć...

      Lecz wczoraj dane mi było wracać do chałupinki o jakże nieprzyzwoitej porze, bo
      tuż popołudniu!
      Człapałem przez las aleją obsadzoną starymi wspaniałymi modrzewiami...
      Słoneczko jaskrawymi igłami promieni dziurawiło cień a las cichutko szeleścił
      sypiąc pojedynczymi złotymi listkami graba i mosiężnymi buka.
      Minąłem uśpiony myśliwski pałacyk i rozkoszowałem się chwilą i szeptem lasu...
      Panująca wokół harmonia i spokój sprzyjały by oddać się błogiej bezmyślności...
      Nagle z przodu w „prawo skos” dobiegł mnie hałas. Przystanąłem zmysły i umysł
      zmuszając do wysiłku. Tam wprost pod słońce rosły czerwone dęby strzeliste i
      wyniosłe z rzadka poprzetykane modrzewiem. I to właśnie tam raz za razem
      rozlegał się ów wyraźny hałas. Było to połączenie szumu z trzaskiem jakby jakiś
      zwierz buszował wśród gałęzi. Lecz jednak było to jakieś dziwne... Dźwięk
      wyraźnie zaczynał się wśród koron tam wysoko, po czym nabierając mocy obniżał
      się ku ziemi i gasł... by za chwilę wybuchnąć w zupełnie innym miejscu.
      Dobra chwila minęła zanim me zmysły i rozleniwione bezmyślnością obie szare
      komory z ogromnym mozołem odgadły, że to po prostu sypią się żołędzie.
      Za chwilkę w świeżo zrytej ściółce dostrzegłem napisaną tropami delikatnych
      sarnich i solidnych dziczych raciczek wyraźną informację, że oto nastał właśnie
      czas obfitości...
      Ruszyłem dalej radośnie zmierzając do chałupinki i mijając przydrożne
      podgrzybki złotawe.
      Będąc w tak radosnym nastroju oczywiście nie omieszkałem wysłać do Katuli
      znanej też jako Ptasik złośliwego sesemesa, że oto ja już o pierwszej mam luz :-
      )
      Warto poczłapać po lesie...
      Ech...Nastał piękny czas.
      Żeby tak było aż do kwietnia...

      Najniższe ukłony! M.J.
      • gebo13 Re: Piękny czas... 06.10.05, 21:18
        Eh,piękny las,..Dziekuję Mjot! Prawie dziennie robię sobie wędrówkę z sunią po
        lesie.Nie tak wcześnie,bo narazie nic mnie do tego nie zmusza,ale czesto
        wracamy o póżnym zmroku.Jeszcze rodzina łabędzi ze swoim srebrnym potomstwem na
        stawach gości,sarny biegają przed rowerkiem,jakby były zwierzakami domowymi i
        liście,takie złote...w słońcu się pysznią i delikatnie osuwają się w doł.
        • joasia72 Re: Piękny czas... 06.10.05, 21:24
          Piękne, dziękuję.
          Nie mogę doczekać się soboty, bo też wybieram się do lasu. Co prawda do ulubionego lasu muszę jechać samochodem około 20 min. ale oglądam piękne brzeziny.

          pozdrawiam
          Joanna
          • piasia Re: Piękny czas... 07.10.05, 18:55
            Klucz dzikich gęsi... na jesiennym, błękitnym, ale lekko zamglonym niebie...
            czy może być coś piękniejszego?
            Jasne że może. Wiele rzeczy. Ale dla mnie wczoraj te gęsi to było zjawisko
            wprost niezwykłe.
            I pomyśleć, że one tak od tysięcy lat...
    • jerzy.wozniak Re: A może by tak z innej beczki...? 08.10.05, 07:52
      Jak zwykle nieoceniony mjot wygrzebał leząc po leśnej głuszy watek wydawało by
      się zwykły, ale dla mnie wręcz proroczy. Otóż oczywiście forum jest po to, aby
      szukać tu porad i wsparcia, ale przecież nie tylko! Stąd wielu zadaje mi
      pytanie czy mam jeszcze nerwy znosić odpisywanie na te wszystkie biadolenia
      (odpowiadam, że jeszcze mam) i nie ma w tym nic szczególnego, ale nikły poziom
      wątków w których się cieszycie jest niewielki, a to świadczy o tym ze za nadto
      się martwimy i że w ogóle nie potrafimy cieszyć się z otaczającego nas świata.
      Ale to nie wszystko, watki te świadczą też o tym że wmówiono wam że przyroda to
      cacuszko, a ogród kwitnie i dobrze się ma (taki ma wzorzec), a to nie prawda. W
      ogrodzi tak jak wszędzie toczy się walka na śmierć i życie tym bardziej
      zażarta, że obcy (czyli nasze nasadzenia nie zawsze odporne) chcą wyprzeć
      rodzime gatunki. Należy więc podejść do ogrodu mniej na serio i cieszyć się ze
      coś pięknie rośnie i kwitnie i nie martwić że coś od czasu do czasu padnie,
      zostanie zaatakowane przez szkodniki lub tez nie wytrzyma naszego klimatu. Tak
      MUSI być. Nie ma ogrodu idealnego, gdzie nic złego (w naszym ludzkim pojęciu)
      się nie dzieje. Wielu z zapałem godnym podziwu pragnie, aby ich ogród był
      ideałem (utopia) i martwi się nawet nadłamana gałązką, stara się wprowadzić do
      ogrodu stan równowagi gdy tymczasem za płotem sąsiad Basudinem wali wszystko
      jak leci.
      Litości, weźcie przykład z Mjota i wielu tych którzy piszą tu nie tylko o swych
      kłopotach, ale tez o takich zwykłych radosnych chwilach codziennego dnia. Choć
      raz postarajcie się wyjść do ogrodu, gdy przyjdzie pierwszy jesienny szron i
      nie widzieć mączniaka na berberysach, żółknących liści na różanecznik (to po co
      sadziliście go w suchej glebie na słońcu) i wielu innych rzeczy które często
      spędzają wam sen z powiek, niejako na wasze życzenie, bo ogród należy wykonać
      tak jak zrobiła by to natura, a nie tak jak chcemy my władcy świata. Jeśli choć
      raz dacie sobie z negatywami spokój, to zobaczycie jak naprawdę ogród potrafi
      być piękny.
      Jurek
      Słuchajcie Mjota i czasem przejdźcie się po lesie – nie jest wasz, więc nie
      patrzycie na choroby i nadłamane gałęzie, lecz na całość i zróbcie tak w swoim
      ogrodzie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka