Dodaj do ulubionych

szczur....

12.04.08, 20:05
w zeszlym roku dostalam tu w skore jak opowiedzialam o wytruciu
szczurow. Ale tez w zeszlym roku posunely sie za daleko: wygryzly
dziure w rurze "wydechowej" klopa. No i teraz znowu mam szczura (nie
wiem czy jednego): wygryzlo toto dziure w kompostowniku, na
szczescie na gorze. Sasiad bezszczurowy (powiedzial, ze u niego
szczur bywa tylko tranzytem) powiedzial ze to dlatego, ze wrzucam
resztki kuchenne do kompostownika. Oczywiscie surowe obierki. Co
zrobic? Boje sie szczura i brzydze - to ostatnie chyba bardziej. Mam
znowu truc? Wiec sie zastanawiam: co mi grozi poza dziura w
kompostowniku i ewentualnym ciezkim przestraszeniem z torsjami
wlacznie? Kto mnie uspokoi? Kto mi kaze wytruc? Bardzo licze na
Wasze mundre rady.
Obserwuj wątek
    • horpyna4 Re: szczur.... 12.04.08, 21:50
      Ja na szczęście nie mam takich problemów. Jak się zjawia szczur, to
      wkrótce znajduję go zagryzionego na wycieraczce pod drzwiami
      balkonowymi. Półdzikie ogrodowe koty darzą mnie widocznie sympatią
      i dzielą się śniadaniem (zazwyczaj rano jest taka dostawa).
      • ewa553 Re: szczur.... 12.04.08, 22:15
        moja domowa kociarnia ogranicza sie do Sheby - na szczescie:))))
        a dzikich kotow jakos nie ma. Okoliczne koty obzarte, leniwe:((((
        ale teraz bardziej od usmiercania interesuje mnie co bedzie, jesli
        daruje im w tym roku zycie? Czym mi sie "odplaca"?
        • olsza_czarna Re: szczur.... 12.04.08, 22:47
          Ja kiedyś darowałam życie tłustemu rudemu szczurowi (choć mąż rwał
          się do zabijania) i... nic się nie stało. Szczur się nie pokazywał,
          nie było inwazji, trzymał się z dala od nas. Spędził zdaje się zimę
          w komórce, potem zniknął. Mi to głupio zabijać jak nie jestem
          sprowokowana.
          • hanka31 Re: szczur.... 13.04.08, 23:18
            Ja mialam ten problem ,gniazdo szczurze w kompostowniku dwa lata temu.Było 5
            sztuk a stąd wiem ,ze moje foksteriery wszystkie wyłapały i przynosiły pod
            drzwi,w tym roku na wczesna wiosne jedna sunia przyniosła mi zwłoki do kuchni/
            mało nie zemdlałam / ale on chyba był tranzytem / bo teraz spokój.Nie mniej są
            czujne i zawsze pierwsze kroki do kompostownika, taka kontrola fitosanitarna.
            Tak ze rada moja szczurołapa w postaci foksia sobie zafundowac.
    • deerzet Re: szczur.... 14.04.08, 00:07
      Nie mamy takich kłopotów.
      Wszystko zjadamy.


      :))))
      Resztki na kompost są przywalane od razu wielką masą STAREGO
      KOMPOSTU. Choc kiedyś też do kompostownika przychodziły myszy po ...
      pestki z kompotów tam wywalane.

      Cóż, gryzonie coś jeść musiały. Zawsze to bydlątka boże.

      Potem nastała era kotów. Myszy i in. nornice uciekły do
      sąsiadów "bezkotowych". Kocury [oni], jakie miałem, objedzone domową
      strawą NIE ZAWSZE raczyły spojrzeć na biegające im pod nosem
      długoogonowce.

      Kotki [one] - wręcz przeciwnie - nie popuszczą rzadnemu intruzowi.
      I też mi do ... mieszkania potrafią wnieść truchełko mysie dla
      podratowania nas w czas przednówkowy, zapewne ;)

      W taki czas wystarczy kotkę [kocury] nieco podgłodzić, a myszami nie
      wzgardzą.
      Choć wtedy w okolicy ptasie pióra czasem zaczynają walać się pod
      drzewkami...
      • horpyna4 Re: szczur.... 14.04.08, 10:40
        Zagryziony szczur jest łatwiejszy do sprzątnięcia, niż gołąb.
        U mnie szczurów nie pojawiało się dużo, odkąd zamieszkały dzikie
        koty. A koty musiały na coś polować, takie ich kocie prawo. No i
        czasem dopadły jakiegoś gołębiego frajera, ale wcale nie wtedy,
        jak były głodne! Taka jedna niewielka kotka potrafiła najpierw
        zeżreć obfity obiad, a potem sobie urządzić polowanko. Ot, takie
        wielkopańskie fanaberie...
      • deerzet Re: Rzadko żaden żyd 15.04.08, 12:32
        Rzadko żaden "żyd" [kleks] mnie tak nie zżymał jak ów [...rzaden
        intruz].

        Pardon...
    • ewa553 Re: szczur.... 14.04.08, 15:15
      Wasze rady sa fajne, ale nie posunelam sie dalej. Bo jedyne co tu
      znalazlam, co by mi sie podobalo, to zainstalowanie na dzialce kota.
      Koty uwielbiam, mialby u mnie dobrze. Ale: nasze ogrody nie maja
      plotow. Jestem pewna, ze kot by zaanektowal i sasiednie dzialki i
      wtedy bym miala problemy z sasiadami. Wiec i to odpada.
      Wiec pytam jeszcze raz: co mi taki szczur zrobi? Czy mam sie tylko
      brzydzic, czy tez bac?
      • horpyna4 Re: szczur.... 14.04.08, 18:45
        Zwierzę nie atakuje stworzenia większego od siebie, jeżeli nie jest
        osaczone.
        A co do płotów, to nie ma takiego, który byłby zaporą dla kota. Koty
        nie tylko skaczą, ale się też wspinają.
        No, chyba że szklana szyba wysokości 3 m.
        • yoma Re: szczur.... 14.04.08, 21:03
          Oj, znam kota, który chodzi po takowej...
          • qoobaq Re: szczur.... 17.04.08, 15:07
            Chodzi o tego z la habany? To była halucynacja po absyncie 8-) Najlepszy dowód,
            ze ja go nie widziałem
            • no_login Re: szczur.... 17.04.08, 18:56
              > Chodzi o tego z la habany?
              Kubaku kochany, to było już u baronostwa.

              A ja oprócz kota wspinającego się
              po pionowej szklanej szybie widziałem
              szanowne zwłoki kolegi Qoobaqa :-)
      • deerzet Re: Dalej 15.04.08, 13:21
        Rada sąsiedzka złota jest.

        Radzę nie dokładać do kompostu żywności. U nas myszy znikły
        [szczurów nie było] jak zmarł ostatni hodowca kur. Znikł z komórki
        zapas jego paszy dla kur - znikły myszy [domowe], znikły muchy,
        znikły jaskółki...
        Zaczyna mi coś brakować tych mysich czasów :)))

        Polubić ziemnaki w mundurkach. Pod skórką maja wiele witamin.
        Resztki typu obierki radzę RZADKO do kompostu dodawać, rozdrobnić,
        GŁĘBOKO je tam zagrzebywać, podsuszyć uprzednio by nie nęciły
        zapachem zanadto.
        Swe resztki [zimą] zanosimy do paśnika 100 m w las. Zwierz się
        przyzwyczaja.

        Co to się , ho-ho-ho, działo, jak skompostować próbowaliśmy
        lodówkowe zapasy po awarii energetyczno-zamrażarkowej...

        W zamierzchłej epoce kota łupanego wykładałem na ogrodzie trutkę na
        gryzonie w RURCE drenarskiej zamkniętą. Trutkę MUMIFIKUJĄCĄ!
        A i tak nie zachwiało to chyba rozrodczością tych długoogoniastych
        wyłupiastookich...


        0.0.00 - ZLIKWIDOWAĆ śmietniki!!
        1.0 - Kompostownik zamienić na TERMOKOMPOSTOWNIK z klapą
        [przyspiesza rozkład; podnosi temperaturę/; drenuje kieszeń przy
        zakupie, szybko sie zwraca];
        2.0 - Kupić rozdrabniacz ogrodowy, mleć i mielić resztki przed
        skompostowaniem;
        3.0 - Wierzyć sąsiadkom/-dom;
        4.0 - "Zaprzyjaźnić" koty sąsiadów ciekawą karmą i GŁASKAĆ je,
        GŁASKAĆ, GŁASKAĆ...
        • ewa553 derzeicie, 15.04.08, 22:13
          nie lubie ziemniakow w lupinach,
          jablka tez obieram i ogryzkow nie zjadam
          marchewke tez obieram
          niektore liscie kapusty wyrzucac trzeba
          nac z marchewki niejadalna
          skorupki od jajek drapia w gardle przy jedzeniu
          zwiedlych pomidorow tez nie lubie, a mi sie zdarzaja.
          KOTY, moj Drogi, to moja dzialka. Mam dwa w domu i sa glaskane do
          niemozliwosci. Niestety, w ogrodzie nie ma dzikich kotow, nie ma
          wiec co glaskac. Ale zastanawialam sie czy nie znajde w jakims
          schronisku dla zwierzat kotka, ktory by sie do tego ogrodowego
          zadania nadawal. Ale co z nim zrobic w zimie? Domeczek jest
          nieogrzewany, myszy albo zmarzna, albo spia w zimie....
          No i najwazniejsza wiadomosc: ja mam ten drogi termokompostownik, a
          jakze! Ale to bydle wygryzlo wlasnie dziure na samej gorze, pod
          pokrywka:((((( Bo te kompostowniki nie sa ze stali czy zeliwa, tylko
          z jakiegos tworzywa sztucznego, ktore nie oparlo sie szczurzym zebom.
          • deerzet Re: wygryzło zło 16.04.08, 01:11

            Trochę mnie zastrzeliły argumenty {ewowe} ...

            Koty...
            Chyba tam {ewowe} koty mają za dobrze, jeśli nie gustują w świeżym
            mięsku...
            Podgłodziłbym je nieco, ot co.

            [...KOTY (...) Mam dwa w domu ]

            Może źle - że właśnie W DOMU...
            Wypuszczałbym je w świat.
            Moja pręgowana rezydentka w domu NUDZI się, odkąd nie daje się
            nabrać na uciekający gałgan na sznurku.

            Ja mam taką WYCHOWANĄ na samobiegającej, świeżej karmie. Z trudem
            ją do suchej karmy namawiam. Z puszkowanego kociego jedzenia to
            tylko sosy wylizywała.

            Nie narzekałem na kompostowanie wszelkiej zieleniny. Narzekają
            fachowcy na kompostowanie tam ŻYWNOŚCI, mięsnych odpadków, chleba
            etc.
            A skorupki jajek można suszyć, zgnieść w mocnym tkaninowym woreczku
            na wręcz piasek i dodać wprost do gleby...
            Następny wniosek - ZA BOGATY zestaw resztek w kompoście .
            Niejeden wegetarianin tam by się pożywił, o orto-owo-weganach nie
            wspominając.

            A do tego głęboko je w termokompoście bym zagrzebywał.

            W mym resztki się czasem aż ZAGRZEWAŁY do prawie 60 stopni i DYMIŁY.
            Żaden gryzoń nie zawitał.
            No - może do sąsiada sterty - ale to już inna opowieść.

            [Zwiędłe pomidory]
            ??
            Nie kupujemy takich, wyjadamy na bieżąco.

            * * *
            Jak tak można marnować owocową skórkę...
            Prócz schemizowanej pomarańczowej, oczywista.

            Niezjadanie jabłkowych skórek szkodliwe jest.
            No ale do tego pono trza mieć zęby :))
            Kiedyś stosowano tarki.
            Dziś - malaksery.

            Pozdrawia
            [De E(r) Zet]
            deerzet
            • ewa553 dercecie, 16.04.08, 12:51
              musze bronic mojego honoru: nigdy, ale to przenigdy by mi na mysl
              nie przyszlo wymienione przez Ciebie resztki kuchenne wyrzucac do
              kompostu. Poinformowalam sie u "sily fachowej" przed zalozeniem
              kompostownika i trzymam sie tego dokladnie. Tak wiec rowniez zadne
              lupiny czy resztki owocow cytrusowych. Zeby mam znakomite, ale
              jednak lupin jablkowych nie lubie. Ogryzkow tez nie, choc pamietam
              ze moj malzonek po jakiejs strasznie mundrej kuracji wchrzanial
              jablka z ogryzkami:))))
              Zaciekawilo mnie to co mowisz o skorupkach, bo przyznaje: zyje
              niezdrowo, jem sporo jajek. Wiec bede je teraz suszyc itd. Czy
              uzywac ich potem juz na obsadzone grzadki, "wgrabiajac" w ziemie
              wokol - np. pomidora? Jakie rosliny lubia skorupki?
              Co do kotow: uwielbiamy pieszczotki i nie wiem jakbym znosila
              caluski kota, ktoremu jeszcze z kacika pyszczka zwisa szczurzy
              ogon...
              Nie mam problemu z wypuszczaniem ich w nature, bo mieszkam na 4
              pietrze, mam dwa balkony i tam jest ich raj. Ogrodek nie jest przy
              domu.
              Pozdrawiam serdecznie, rowniez pregowanego rezydenta:)))
              • deerzet elektro-rozdrabniacz resztek? - ! 16.04.08, 20:22

                Szanowna {Ewa} niech uwierzy ([...derzeicie] - [Der Zeit'owi?],
                [...dercecie] - [Der Cet'owi?]) deerzet'owi [D.Erwin Z.] co do tych
                jabłek.

                Zjada Deerzet je od lat , krojąc na ósemki, wycinając z nich łupinki
                komory nasiennej, pestkując i "de-ogonkując" - B E Z "de-
                skórkowania"...
                Zostaje naparstek odpadków. Dla "dam" z tipsami mamy też te krągłe
                łyżeczki [do "kulkowania" melonów] - świetnie pestkujące połówki
                jabłek; a i ten krajak do "ósemkowania" jabłek jest.

                A perystaltykę mamy dzięki skórce owoców świetną, zęby no... mamy,
                jeszcze niezłe.
                A jabłek Deerzet zna tak wiele odmian, że gustuje w starych
                odmianach właśnie - soczystych nad podziw.
                Lobo-podobnymi odmianami ich, właśnie na jabłkowym przednówku,
                gardzi wręcz.
                W kompoście naszym cytrusowe, skórkowe resztki, choć dłużej, też
                mimo chemizacji się pięknie rozkładają


                Też kiedyś miałem kocury, co nie gardziły kaszanką, wątrobianką,
                salcesonem etc.
                Dziś na nie mą rezydentkę nie mogę namówić. Ona wręcz nie ma ochoty
                na surowe jajko - a owe me kocury wręcz to uwielbiały. No ale , że
                tak powiem, "babskie" kocie humory mnie nie zaskakują - ona czasem
                ma tygodniowy ciąg na suchą karmę, mięsem gardząc - a w tydzień
                potem odwrotnie. Mięso - surowizna oczywista.
                I zrozum tu "niewieścią" kocią niestałość, bidny chłopie...
                :))))

                Kotom blokowym współczuję. NUDZĄ się u mnie w domku jednorodzinnym
                wręcz, jeśli jest plucha, albo gdy je więżę przy spiętrzeniu ich
                hormonów seksu.
                Całusków kota radzę unikać. Jego to może i dezynfekuje - nas nie za
                bardzo...
                Mówią znawcy, że jeśli kot nie zje jakiegoś gryzonia Z TRAWKĄ w
                gryzoniowym brzuchu - niedowitaminizowanym jest.

                Skorupki jajek.
                Co wiosnę widać stare wygi ogródkowe, co "zabielają" pośniegowo swe
                ogródki wapnując je.
                Posypanie ich skorupkami jajek, zmiażdżonymi na proszek - to właśnie
                u mnie owe sąsiadów wapnowanie przypomina. Z prochuś powstał,
                kurczaku... etc.

                Wystarczy w pojemniczku [po homo-serku, taki litrowy] pod
                zlewozmywakiem skorupki odkładać, po przeschnięciu je dnem szklanej
                butelki miażdżyć na proszek, dokładając następne. Po roku uzbierane
                pełne litrowe pojemniczki dosypać wprost po grządkach przy ich
                przekopywaniu - lub dodawać do kompostu.
                Żaden to kłopot, pojemnik miejsca nie zajmuje dużo, obok pojemniczka
                na alu-odpadki i następnego na foliowe resztki , na zużyte
                baterie "po-ojcowe" [ja ich nie używam preferując ładowalne
                akumulatorki].
                Ot - mini selekcja u źródeł.

                Czy ma {Ewa553} elektro-rozdrabniacz resztek ogródkowych?

                Uzależniłem się od niego.
                Z 1 m3 sterty gałęzi, słoneczników świeżo ściętych , krzewów
                pomidorowych czyni w mig mamałygę o objętości wiadra.
                Może to "klu" mych braków kłopotu z gryzoniami w kompostowniku?
                * * *

                Co tam wiosna - OD 3 DNI BOCIANY są na pobliskim kominie!
                • ewa553 Re: elektro-rozdrabniacz resztek? - ! 16.04.08, 21:02
                  ach Dercecie, taki rozdrabniacz do galezi bylby moim marzeniem! Co
                  roku wiosna, jak ogrodnik zakonczy pastwienie sie nad moimi
                  drzewami, mam tygodnie pelne zbierania galezi, ciecia ich i
                  wywozenia w odpowiednie miejsce. A faktycznie, byloby sporo
                  ciekawego kompostu. Kwestie jablek Ewa553 przemysli. Lubie jablka
                  kwaskowate, koniecznie twarde. Obecnie zajadam sie Pink Lady, sama
                  mam w ogrodzie jablka Gala, ktore smakuja mi tylko prawie prosto z
                  drzewa. Bo jak troche poleza, to robia sie jakies takie mialkie:(((
                  Koty - jesli pozwolisz, bede dalej calowac. A raczej jedna z kotek,
                  bo to lubi. I nie martw sie, dlatego mam dwa koty,m zeby sie nie
                  nudzily. To co wyprawiaja ze mna i z mieszkaniem, przechodzi czasami
                  granice mojej wytrzymalosci, ale ide na ustepstwo bo musze im jakos
                  wynagrodzic ten brak wybiegu.
                  A tak wogole, to uwazaj prosze! Trzy bociany w poblizu - ojojoj!
                  No i: niech zyje wiosna!!
                  • deerzet Re: spełnianie marzeń 16.04.08, 21:42
                    Niech {Ewa553} zarezerwuje wolne 50 złotych i wybierze się na
                    targowiska staroci - tam ludzie handlują takimi młynkami z demobilu
                    zza Odry zwożonymi. Cena 50 do 150 zeteł. W sklepie nówki są 3-4x
                    droższe.
                    Zachwalam jednak taki młynek zakupić, co ma w środku nie płaską
                    TARCZĘ z nożami, a lepszy - z wystającym w środku świdrowatym
                    elementem wciągająco - miażdżącym - takie NIE ZAPYCHAJĄ się za łatwo.

                    Części chrustu nie mełłbym [mieliłbym] - a zostawiał w mało
                    nawiedzanym zakątku ogródka.
                    Po to, by chroniły się w nim, w stercie tego chrustu i gałęzi [nie
                    gryzonie, broń Boże] płazy, jeże i ptaki.
                    Naturalni sprzymierzeńcy nasi.

                    * * *
                    Ja nie zważam na te bocianie wróżby, choć proszę {Ewę}, by czytała
                    uważniej, - nie trzy bociany, a 3 dni temu.
                    Parka kle, kle - boćków.


                    Kle-kle-kleptomaniacko do swego DeErZeta {!} przyzwyczajony ;)
                    de er zet
                    deerzet
                    • ewa553 Re: spełnianie marzeń 17.04.08, 07:42
                      ba! to byloby Ewy marzeniem kupic takie ustrojstwo za 50 zl.
                      Niestety, Ewa mieszka spory kawalek za Odra i jedyna mozliwosc to
                      ebay. Tam patrzalam w zeszlym roku i byly drogie. Przypomniales mi,
                      wiec bede teraz zagladac. Dziekuje Ci Dercecie za typ z tarcza. Bede
                      na to zwracala uwage.
                      Co do sterty galezek to niestety: nie ma u mnie czegos takiego, jak
                      malo nawiedzany kacik. Caly ogrodek ma 300 qm tylko:(((((
                      Nota bene pierwszej jesieni mialam taka sterte bo marzyl mi sie jez.
                      Niestety....Sterta pozostala niezamieszkana. Za to moge sie
                      pochwalic tym, ze zywoplot z ligustru (chyba ze 2 m wysokosci) jest
                      miejscem gdzie buduja gniazda rozne ptaszki. Wola to od dwöch
                      domkow, ktore zawiesilam na drzewach. No ale rozumiem je znakomicie:
                      ja tez wole nature:))))))
                      Pozdrawiam znad Renu! (pare metrow za ogrodkiem)
                      • deerzet Re: spełnianie marzeń 17.04.08, 12:35
                        Dalekiej {Ewie}, choć tak e-szybkiej, gratuluję bliskości Renu.

                        Oby Wam nie wezbrał ów Ren zanadto...

                        Rozdrabniacz z tarczą ODRADZAM, ten drugi lepszy.
                        Zamiast elektro-rozdrabniacza czasem udaje się uruchomić mięśnio-
                        rozdrabniacz [tasakowy], jeśli prądu żal.
                        Radzę kompana, tego bardziej umięśnionego, wyposażyć w tasak
                        i "podłączyć" kopniakiem do prądu.

                        Wasze ptaki "budkowe" to dziuplaki, te "krzakowe" wymagają budek
                        innych - tzw. półotwartych.
                        To taki balkonik z daszkiem. Mam oba typy [ze 20 sztuk, w tym dla
                        nietoperzy] własnej roboty na drzewach. Jedną podobną, z niby-
                        przedsionkiem podwiesiłem pod okap domu, tuż nad oknem. Co rok mam
                        tam tak dyskretnych lokatorów, że pod koniec zimy tylko po nich
                        tam, w budce sprzątać należy, by nowe pokolenie pierzastych wyrosło.
                        Zachwalam. - dla domowych majsterklepek to nic trudnego...

                        A budki tak pod koniec zimy się sprząta ze złogów starych gniazd -
                        to dopiero kusi nowe ptaki do budowania w budce gniazda na nowo.
                        Inaczej NIE CHCĄ budki zasiedlać...
                        Co to za nowe lokum dla ptaka, którego nie może z kompanką na nowo
                        umeblować... Ot, takie godowe rytuały ptasie.
                        Teraz na czyszczenie budki byłoby za późno - choć jeśli jesteście
                        pewni, że pusta - można by ją oczyścić.
                        Oby Wasza budka ptasia miała otwieraną jakąś część - bo jeśli nie -
                        kłopot...

                        A jeże?
                        Jeże to dziwaki - indywidualiści. Rzadko do zoczenia.


                        Jeśli {Ewa} z TEJ strony Renu
                        to należą się
                        {Ewie} i {ewowemu}:

                        Gruess aus Lebusland
                        Deerzet
                        • ewa553 Re: spełnianie marzeń 17.04.08, 13:07
                          Coto jest Lebusland?
                          Tak, domki maja otwierana tylna sciane. Chyba jesienia zajrze, czy
                          tam jakies ptaszki chociaz "za potrzeba" bywaly.... Wylatujacych nie
                          widzialam, choc z drugiej strony tyle ptactwa lata u mnie w
                          ogrodzie, ze moglam czegos nie zauwazyc.
                          Zimno u mnie jak licho, tylko 4 stopnie. I baaardzo wilgotno.
                          A w ogrodzie mocza sie od rana dwa krzaczki roz plozacych. Wiec
                          koniec leniuchowania. Zegnam mile towarzystwo udajac sie w lekkich
                          podskokach do ogrodu zasadzic te roze.
                          • deerzet Re: róże z Milska 17.04.08, 16:46
                            Ho, ho!
                            Nie wiedziałem, że prócz pnących róże mogą też być płożące.
                            No ale tak już jest, jak w mej "ozdobnej" części ogródka jest od
                            północy cień, to róże od 20 lat usunęliśmy, 1 szt. zostawiając na po-
                            maminą pamiątkę.

                            Kreis Lebus
                            cgi.ebay.de/Notgeld-25-Pfennig-aus-Seelow-Kreis-Lebus-vom-1-7-1920_W0QQitemZ330228063894QQihZ014QQcategoryZ33267QQssPageNameZWDVWQQ
                            rdZ1QQcmdZViewItem

                            Od nazwy słowiańsko brzmiącej "Lubusz" - ziemia ma rodzinna, choć
                            nie "maderlandu" i "faterlandu" - oboje ze wschodu byli/są.
                            A jam - tutejszy już.
                            Choć dziś tu nie "Kreis" - ale mój ci ten land.
                            Choć Milsko też przyjmiemy na oznakę "zsienkiewiczowania" naszych
                            umysłów.;))
                            Proszę nie marznąć, Pani {Ewo}, tam na ogródku!
                            Pewnie ciągnie od Renu?

                            * * *

                            Chociaż tu pada deszczyk, ale nie jest za zimno: Od 24 godzin mój
                            termometr min-max zanotował 9 - 9,4 stp Celsjusza.
                            Mam zasiewy warzywne już nad ziemią.
                            Będzie smacznie:
                            rzodkieweczkę - ciach, ciach, ciach...



                    • ewa553 P.S. 17.04.08, 07:46
                      zapomnialam sie pochwalic: miedzy czescia grzadkowa a czescia
                      trawiasta mam tez dwumetrowy (?) plot obrosniety gesto bluszczem.
                      Ma juz chyba kilkanascie lat, wiec jest odpowiednio rozrosniety.
                      I otoz wlasnie u "podnoza" tego plotu stworzylo sie cos w rodzaju
                      naturalnego schroniska dla chetnych jezy itp., gdyby do mnie
                      zawitaly. Niestety, narazie nie odkrylam tam nic zywego poza
                      slodkimi, malymi myszkami, ktore zle interpretujac moje zamiary
                      uciekaja ile sil w lapkach! A ja je strasznie lubie....
                      • marva Re: [] 17.04.08, 14:13
                        Wlazłam w ten wątek, coby poczytać o szczurach...a tu wyszło na to,
                        że obśmiałam sie przednio! Więcej takich watków poproszę:o)))))
    • ewa553 szczur-czyli wracajac do adremu:)))) 17.04.08, 22:11
      Obejrzalam Drogi Dercajcie film o tym jak wyglada globalne
      ocieplenie. przejelam sie i wyciagnelam wniosek: do ogrodu bede
      jezdzic na rowerze. Nabylam wiec czym predzej takowy i zaczelam sie
      martwic: do ogrodu jezdze na wiele godzin. Wiele godzin, w czasie
      ktorych znudzony lub wyglodzony szczur moze szukac czegos do
      przegryzienia. Wiec sie pytam (i martwie); czy nie bedzie mial
      ochoty na swieze oponki mojego roweru? Pompowalam je wlasnie i
      wydaje mi sie ze takiemu szczurowi moze sie wydac miekka, pachnaca
      guma przysmakiem nie lada. Skoro juz sobie nadwyrezyl zeby wgryzajac
      mi sie do kompostownika to moze zachce mu sie teraz deserku
      miekiego? Jak myslisz, czy musze sie obawiac? Czy moge spokojnie
      buszowac na grzadkach nie ogladajac sie raz po raz na rower (ladny,
      nawiasem mowiac, srebrny tak jak moje auto)? Co o tym myslisz?
      • olsza_czarna Re: szczur-czyli wracajac do adremu:)))) 18.04.08, 09:43
        Weź dla szczura wałówkę i wykładaj daleko od roweru.
      • deerzet Toute proportion gardée... 18.04.08, 10:48
        Toute proportion gardée - szczur ma mniejszy rozumek niz {ewowy} -
        proszę, Szanowna {Ewo} zażyć go metodą Bismarcka.
        www.allegro.pl/item345965859_zielona_gora_grunberg_1906_bismarckturm.html
        Uprzedzić należy jego zamysł i oprószyć oponkę środkiem
        zniesmaczającym.
        Wszak ów szczur nadgryza 2. raz dopiero, jeśli stwierdzi, że 1. kęs
        mu nie zaszkodził.
        Tak więc zniesmaczony "podsypką" ogon podwinie i się ewakuuje.
        Często podsypkę zmieniałbym - szczur pojętny jest...

        Można też zastosować fujarkę i wyjść na niej grając za Ren, po
        moście - a potem most spalić w geście rozpaczy. Wrócić wpław.
        Szczury dobrze pływają - ostrzegam.
        Niderlandczycy, Francuzi czy inni Retoromanowie się ucieszą z
        gościny gryzoni u siebie wtedy, zapewne?


        Jak to jest " wracając do adremu" - to ja jestem... szczur.
        Albo... Bismarck.

        * * *
        Ciekawym dalszych {Ewy} wariantów mego skrótu forumowego.
        • horpyna4 Re: Toute proportion gardée... 18.04.08, 11:25
          Można też rower... powiesić.
          Wbić w zewnętrzną ścianę domu, czy jakiejś budy, dwa haki w
          odpowiedniej odległości i na odpowiedniej wysokości (wysokościach)
          tak, żeby dało się na nich zawiesić rower.
          • deerzet Wieszaki, hamaki, szum pawich piór 18.04.08, 14:51
            www.cyklotur.com/x_C_I__P_53014976-53010001__PZTA_0.html

            www.budoservis.pl/sklep,3070,,,01,,pl-pln,20133,0.html
            Choć u mnie w garażu rower stoi, nie wisi.

            No może czasem na podobnym jak tu:
            www.autobag.motofirma.pl/sklep.php?d=li&idw=48a33bd2d45546
            jeździ.
    • ewa553 Re: szczur.... 18.04.08, 12:08
      Droga Horpyno, Twoj pomysl jest genialny: postanowilam wieszac rower
      na gruszy. Bylam chyba 2 lata temu na wystawie MOMY w Berlinie. Ten
      pomysl zawieszenia roweru przypomnial mi niektore eksponaty z
      tamtejszego dzialu wspolczesnej sztuki amerykanskiej. Zastanowie sie
      komu zwrocic uwage na ten "Rower na Gruszy" - eksponat nr jakistam.
      Moze napisze do Nowego Jorku do MOMY?
      Dercecie, najmocniej przepraszam za przekrecenie Twego Nicku, ale
      pisalam w pospiechu. Mam dzis szalony dzien, wykonalam juz kilka
      telefonow do szpitala psychiatrycznego (a jak!), policji, Caritasu i
      kilku innych instytucji i jestem troche skolowana. Nie, nie
      zwariowalam, to wszystko w ramach mojej pracy.
      PS Po drugiej stronie Renu mam wprawdzie inny Land, ale nie
      zagranice. Mieszkam w Badenii-Württembergii, a po drugiej stronie
      jest Palatynat Renski. Most stary, solidny, niepalacy:))) Byl tez
      pare metrow dalej uroczy, stary prom 100-letni, ktory jednak w
      zeszlym tygodniu wyzional ducha. Szkoda, byl bardzo romantyczny.
      • anna.2007 Re: szczur.... 18.04.08, 12:44
        Cy to ty Ewo miałaś w zeszłym roku żaby wśród krewnych i znajomych?
        Jeśli tak to co u nich słychać.
      • deerzet Szczur przeżyje 18.04.08, 14:43
        Warto się z nim zaprzyjaźniać pomału.
        Dodam - świetnie umieją one chodzić w pionie po ścianach.

        Kupić trza, Pani {Ewo}, następne opony, ostatecznie nowy rower...

        Ja mam [składak, zwykły, szosowy, góral] r-m cztery.
        Nie! Z pamiątkowymi bobo-rowerkiem i młodzieżówką sześć.
        Szczur miałby na czym zęby zjeść.

        * * *
        Czereśnie i wiśnie kwitną u nas.
        Byle do lata.
        • deerzet Presekwel/ presequel 23.04.08, 11:22
          Jednak nie przeżyje.
          Jeśli przekazał swe doświadczenia w zgryzaniu plastyku tegoż
          termokompostownika - dobrze będzie.

          Ależ zmyślni ci producenci takiego kompostownika...

          _ _ _

          Byle do morza na falach Renu.
    • ewa553 Rzabki (pisownia zamierzona) 18.04.08, 18:57
      No dobrze Aniu, skrecamy temat na moje zabki. Ktore dziekuja za
      pamiec! A ja od razu musze jedno wyjasnic: nie sa to krewne, zadna
      rodzina, a PRZYJACIELE, kumple. Rodziny sie nie wybiera jak wiadomo,
      a z zabkami jestem w przyjazni z wyboru.
      Sytuacja jest w tej chwili taka: sa dwie, niezaduze, pewnie
      wychudzone po zimie (och, musze je zapytac o to jak sie tak
      chudnie!). No i mamy problem: pluskaja sie radosnie, witaja mnie
      promiennym usmiechem siedzac wsrod kaczencow, co slicznie zakwitly
      na brzegu. A ja sie denerwuje, bo zepsula sie pompa doprowadzajaca
      wode do ogrodow i nie moge chwilowo zmienic wody w oczku. Maja
      naprawic za 10 dni, ale czy te zabki wytrzymaja tak dlugo? Widze
      straszne zaloty i boje sie, ze zanim wode wymienie, to po
      powierzchni bedzie plywac skrzek..... Wtedy oczywiscie nic robic nie
      bede mogla. A woda naprawde wymaga wymiany. Bo choc krysztalowo
      czysta, to brzydko pachnie. To chyba irysy wodne... Staram sie je
      pielegnowac, ale nie zawsze sie to udaje. A sa one dla zabiego zycia
      bardzo wazne. Zabki siedza na tych poziomych klaczach jak na
      kanapie, a jak im jest za glosno czy zbyt ruchliwie, chowaja sie pod
      nimi. Tak wiec rozumiesz.. Tak wiec prosze szanowne grono o
      trzymanie kciukow, zeby sie zabieta (rzabienta)za wczesnie nie
      rozmnozyly.
      Jak bedzie zabek wiecej, to zawiadomie Was oczywiscie!
      • anna.2007 Re: Rzabki (pisownia zamierzona) 19.04.08, 07:47
        Nie zamierzałam wygryźć szczurów z wątku tylko poszerzyć swoją
        wiedzę co do scenografi. W ładnym miejscu masz działkę i nie dziwię
        się, że fauna ciągnie na kwaterę. U mnie wiosna z kaczeńcami
        przyjdzie dopiero za kilka tygodni i wtedy zaczną się żabie
        koncerty. Ich kumkanie dobiegajace z jeziora i z każdej kałuży na
        pastwiskach odbija się od ściany lasu co daje niesamowity efekt. Na
        razie wykopuję (niechcący) zaspane ropuchy i zaraz przysypuję
        ziemią, nie wiem czy dobrze robię bo one może tam jakieś norki mają
        i przysypanie ziemią to nie to samo. Pozdrowienia dla kumpli i
        przyjaciół. Życzę sprawnej pompy bo grunt to woda zwłaszcza wiosną.
    • ewa553 Epilog 22.04.08, 22:23
      znalazlam go dzis na srodku jednej z grzadek. Byl ohydny - jak to
      szczur, szczegolnie conajmniej dwa dni po smierci. Ale zrobilo mi
      sie go zal, jak lezal takie niegryzacy. Tez zwierze. Po co ma takie
      obrzydliwe obyczaje? Inaczej moznaby go nawet polubic.
      Nie wiem dokladnie czy to byl moj szczur, czy inny. Pewnie moj.
      Ktos jednak w sasiedztwie nie wytrzymal i podsypal mu czegos.
      Pokoj jego futerku.
    • mjot1 W temacie... 23.04.08, 11:52
      fotoforum.gazeta.pl/72,2,638,12218903,12218903.html
      Ku przypomnieniu... No i taki wiosenny...

      Najniższe ukłony!
      z pozdrowieniami dla żabiąt wszelakich M.J.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka