yoma
04.06.09, 16:24
mam wedle płota ulicę gruntową, a wedle bramy mam (miałam!), po swojej stronie
oczywiście, wielką górę piachu wydobytego spod nasadzeń.
Przyjechałam w poniedziałek po ulewach, na ulicy gruntowej zrobiła się,
oczywiście, rekordowa kałuża w okolicach bramy.
Poczułam w sobie szlachetny zapał do pracy fizycznej i jęłam górę piachu
niwelować, zasypując przy okazji kałużę. Innymi słowy, prace społecznie
użyteczne na rzecz gminy.
Uchetałam się jak dziki osioł przez dwa dni, bo wyszło, żeśmy nieprzypadkowo
górę w tym, a nie w innym miejscu zrobili. Okazało się, że pod piachem była,
oczywiście, zbita ziemia poprzerastana korzeniami, a pod nią składowisko gruzu
chyba jeszcze z czasów, kiedy dziadek drewniak omurowywał, czyli sprzed
dobrych 70 lat. Gruz dobry do zasypywania kałuży, zakwasy mam wszędzie, poziom
gruntu mi się obniżył, mniejsza z tym.
Większa z tym, że mi się piękne wolne miejsce uczyniło i widzę tam jakiś
krzaczor. Ogłaszam przetarg na pomysł. Rozkrzaczone, efektowne i rzadko
spotykane chciałabym. Złotlin od Horpyny, jeśli pozwoli, urwałabym, ale
poletko wyszło tych rozmiarów, że jeden złotlin wiosny nie uczyni... :)