Dodaj do ulubionych

wypalanie traw

31.01.02, 09:17
Wystarczyło kilka ciepłych dni - i już się zaczęło. W Częstochowie strażacy
mają na razie 1 - 2 zgłoszenia dziennie, ale w pełni "sezonu" nawet 60!

Jak walczyć z tym barbarzyństwem? Macie jakieś pomysły? Dwa lata temu w
Lubelskiem biskup wystosował list pasterski w tej sprawie. Księża czytali go z
ambon - i ilość pożarów spadła o 80%.
A co z resztą kraju?

Wiele osób wciąż uważa, że wypalanie użyźnia glebę, a niektórzy po rpostu chcą
pobawić się ogniem. Kosztem tysięcy istnień - od mikroorganizmów aż po młode
zajączki-marczaki.

Może i w tej sprawie warto zacząć krzyczeć
Obserwuj wątek
    • mjot1 Re: wypalanie traw 31.01.02, 19:27
      Oj, faktycznie trzeba krzyczeć i to gromko!
      Faktem jest, że apele z ambon w „tem temacie” są najskuteczniejsze. Nic w tym
      dziwnego, procederem tym para się znikomy (ale jakże skuteczny) procent
      społeczności wiejskiej, dla której dobrodziej jest jedynym autorytetem i osobą
      godną posłuchu.

      Przy okazji płonących traw posnuję opowieść o horrorze, który trwał
      kilka lat w okolicach mojego zamieszkania.
      Maj to miesiąc pielgrzymek. Ludność nie tylko okoliczna w godzinach rannych w
      nabożnym skupieniu i z pieśnią i z kapłanem na czele ze wszech stron (również
      duktami leśnymi) zmierza do Leżajska. Po południu następował powrót. Nieliczna
      grupka (bez księdza) ludzi starszych wracała jak na pielgrzymkę przystało,
      natomiast za nimi snuły się grupki pijanych lub tylko podchmielonych zbawiające
      się odpustowymi „zabawkami”. Każde takie przejście kończyło się pożarem lasu!
      Stosowaliśmy z moją zdecydowanie lepszą połową wszelakie formy nacisku we
      wszystkich możliwych miejscach i sytuacjach. Wypowiedzi nasze często nie
      należały do dyplomatycznych. Doprowadziliśmy jednak do tego, że pielgrzymki
      wracają ze swoim pasterzem, pożary się skończyły! No może troszkę mniej
      atrakcji dla „pielgrzymów”? A ludność okoliczna odnosi się do nas przyjaźnie i
      śmiem przypuszczać, że zostaliśmy już zaakceptowani.
      Niestety... trawy płoną nadal!

      Najniższe ukłony!
      Chwalący się bezwstydnie M.J.
    • jerzy.wozniak Re: wypalanie traw 31.01.02, 23:36
      Wypalanie, ciągle słyszę o wypalaniu, cholera, że też nic nie słychać o
      kłusownictwie, wilkach na odstrzał itp. Rozumiem że dziennikarze są mało kumaci
      i nie czytają zbyt wiele, ale czy nigdy nie słyszeli, że w wielu krajach w
      rezerwatach przyrody prowadzi się kontrolowane wypalanie buszu! Właśnie dla
      dobra przyrody?
      Wypalanie traw tak naprawdę jest niebezpieczne tylko dla ludzi i zwierząt
      takich jak zające, czy inne gryzonie. W „Ogrodach” jakiś ekspert napisał ze
      płoną także gniazda ptaków – chcę wiedzieć jakich! Że giną żaby, jakie?
      Chciałbym wiedzieć jakie gatunki tych płazów przedzierają się przez wysokie do
      pasa chaszcze, aby dać się spalić! W okresie wypalania traw większość zwierząt,
      którym to podobno szkodzi, albo jeszcze nie obudziło się ze snu, albo nigdy nie
      zobaczycie ich jaj na tego typu łąkach jakie się wypala, Nie mówię tu o
      przydrożnych rowach, bo tam nic się nie gnieździ. Tak naprawdę szkodzi to m.
      inn. Pająkom i innym niewielkim owadom, które w cieple dni przedwiośnia
      zaczynają żerować na wyschniętej ściółce.
      Wypalanie na pewno nie jest tak szkodliwe dla przyrody jak się to powszechnie
      opisuje. Najpierw trzeba może skończyć szkolę średnią z dobrym stopniem z
      biologii, a później zastanowić się co się pisze.
      Szkoda polega głownie na tym, że jest to wypalanie nie kontrolowane i powstałe
      na skutek tego pożary niszczą lasy LASY!!. Zaczyna sie niewinnie a później
      spala się 10 ha lasu( ale to większość ma gdzieś). Płoną rownież zabudowania,
      oraz dokłada się niepotrzebnej i kosztownej pracy strażakom. Jestem za
      tępieniem wypalania, ale nie dam się zwariować pseudo ekologicznymi pierdołami.
      Trawy płonęły od zawsze i to na wielka skalę, ale jakoś przyroda zaczęła
      dziwnie marnieć dopiero w ostatnich stu latach. Wykańcza ją cywilizacja i
      odwracanie uwagi czytelnika od takich spraw jak wywalanie śmieci do lasu (CO
      WASZYM zdaniem jest gorsze wypalanie czy zaśmiecanie?), wylewanie resztek
      poprodukcyjnych gdzie popadnie – u nas proces niekontrolowany, kłusownictwo, i
      inne durne przedsięwzięcia sto razy bardziej szkodliwe niż wypalenie kilku
      przydrożnych rowów przez dziatwę chcącą nasycić wzrok widokiem żywiołu.
      Spokojnie! Przyroda ma ich wypalanie gdzieś. NA KONIEC – gdy na tych łąkach
      gniazda uwija skowronki i pokląskwy bardzo trudno będzie ja zapalić. Bo tak
      naprawdę pożar taki można zrobić tylko do początków marca, gdy nie zaczną
      rosnąć łąkowe rośliny.
      Pozdrawiam,
      Jerzy Woźniak
      • ptasiara_katula Re: wypalanie traw 03.02.02, 20:52
        Witam

        Może mi sie dostanie po uszach za to co za chwile napiszę, ale wczorajszą piękną wiosenną pogodę wykorzystaliśmy z mężem do wypalenia naszej łąki w sadzie. Zanim jeszcze przeczytałam wypowiedź Jurka (naprawdę) doszłam do wniosku, że na szkody wśród ewentualnycb zwierzatek jest jeszcze za wczesnie, a rzeczywiście są takie regiony, gdzie ogień po to trawi roslinność, aby odrodziła się jeszcze piekniejsza, jeszcze zdrowsza (lasy eukaliptusowe).
        Ponadto przecież co roku, na jesieni i tak palimy ogniska z resztek, które nie nadają się na kompost, czy tez do przykopania, a popiół rozsypujemy na ogrodzie i to dosyć dobrze uzupełnia zapotrzebowanie ziemii na składniki mineralne.

        Mąż pilnował bradzo skrupulatnie, aby ogień cały czas był pod pełną kontrolą, nie opalił drzewek i nie zniszczył zbyt mocno roślinności łąki. Połamał przy tym nawet jedne grabie, przy czym rzeczywiście spaliły sie tylko suche gałazki i sucha trawa.
        Zgadzam się, że problemy z wypalaniem związane są z brakiem kontroli nad ogniem i porą roku, w której sie ten proceder odbywa, a skutki potrafią być katastrofalne. Sama co roku pilnuję, aby w porę wychwycić takie ogniska w okolicach mojego domu (bardzo duże połacie nieuzytków, na których zwłaszcza wiosną leżą całe pokłady suchej roslinności) i lasu leżacego tuż nieopodal i zawiadomić straż, zanim ogień zacznie czynić szkody.

        Nie znoszę takiej bezmyślności i wanadalizmu.

        Pozdrawiam
        Katula


        • piasia Re: wypalanie traw 06.02.02, 06:54
          Trochę trwało, zanim wróciłam do wątku, ale były powody - zbieranie informacji.

          Ja doskonale zdaje sobie sprawę, że czasem pożar bywa w równym stopniu tragedią
          jak i dobrodziejstwem - widziałam program National Geografic, gdzie pracownicy
          Parku Narodowego Yellowstone opowiadali o korzyściach, jakie wynikają dla
          przyrody, gdy kawał lasu spłonie od np. pioruna.
          Powstają nowe środowiska, gdzie wprowadzają się nowe gatunki roślin i zwierząt.

          Ja tylko protestuję przeciwko bezmyslnemu podpalaniu wszystkiego co popadnie,
          ot tak, żeby się tylko paliło.

          Jurek pisze, że wypalanie szkodzi Pająkom i innym owadom (widać że kocha
          Pająki ;-)) - no właśnie o to mi chodzi!!!! Pożar łąki to rzeź tych
          najmniejszych stworzeń. Szłam kiedys po takim pogorzelisku - wszędzie walały
          się setki wypalonych muszli po ślimakach gajowych. Niektóre były przyschnięte
          do nadpalonych drzewek. Te drzewka tez juz nie ożyły - ogień zniszczył korę.

          Co do szaraków - marczaków - liczba polskich zajęcy dramatycznie spada - Katula
          wspominała kiedyś, że dziesiątkuje je jakaś zaraza (chodzi, o ile dobrze
          pamiętam, o chorobę jąder). Do tego dodajmy te maleństwa, które giną w pożarach
          łąk.

          Nie zgodzę się z opinią, że łąki palą się najwyżej do początków marca, bo potem
          nie da się ich podpalić. Oto dane uzyskane od strażaków (rok ubiegły, tylko
          powiat częstochowski) :
          1. Pożary łąk i nieużytków zaczęły się w styczniu, zakończyły we wrześniu

          2. pożary traw i nieużytków - łącznie 550 zdarzeń, spłonęły 754 hektary, w
          marcu 143 pożary, w kwietniu - 254, w maju - 36. W pozostałych miesiącach -
          pojedyncze pożary

          3. powierzchnie leśne - czyli ściółka - 25 zdarzeń, z czego 13 w maju, spłonęło
          16 ha

          4. i dla porównania - te rowy, w których nic się nie gnieździ - tylko 6
          zdarzeń, spłonęły 2 ha

          Czy 750 hektarów pogorzeliska w jednym tylko powiecie to sprawa marginalna?
          Wnioski pozostawiam czytającym te dane.
          Sama za mało znam się na ptakach, by wiedzieć, jakie gatunki gnieżdżą się na
          łąkach i w nadrzecznych trzcinowiskach w kwietniu i w maju, ale z pewnością
          jest tego sporo.

          Tak na marginesie - śmieci walające się po lesie też przyprawiają mnie o
          wściekłość, ale śmieci czasem są zbierane podczas akcji typu "Sprzątanie
          świata". Poza tym przyroda potrafi zagospodarować niektóre odpadki - sama
          widziałam mrowiska urządzone w butelkach! A gniazdo, pisklęta, zajączki czy
          rośliny raz spalone - są spalone na zawsze.
          Co gorsza - w kolejnych latach płoną wciąż te same tereny.
          I co Wy na to?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka