Dziwne....

04.08.09, 19:16
Po powrocie z urlopu otworzyłam altankę i zastałam na podłodze i
meblach padnięte osy - co się mogło stać? żyły sobie na zewnętrznej
ścianie altanki /pod listwami/ Zauważyłam na ścianie jakąś narośl i
gdy sie zbliżyłam usłyszałam buczenie, brzęczenie wewnątrz ściany.
Czyżby wprowadziły się szerszenie? Jak ich traktować? Wyprowadzą się
same na zimę? Czy należy to gdzieś zgłosić dla bezpieczeństwa?
    • wanda43 Re: Dziwne.... 04.08.09, 19:56
      Jesli gdzies zrobily gniazdo, to lepiej zglos i niech strazacy usuna. Szerszenie
      sa bardzo niebezpieczne.
    • enith Re: Dziwne.... 04.08.09, 21:46
      Jeśli to szerszenie to konieczne będzie usunięcie gniazda. Niestety, nie zatrudnisz już do tej "brudnej roboty" strażaków. Poczynając od tego roku usuwanie gniazd szerszeni, os itp. nie leży w ich obowiązkach:
      "(...)komendant główny Państwowej Straży Pożarnej nakazał wszystkim jednostkom w kraju, by ludzi proszących o pomoc w likwidacji owadzich kokonów odsyłać do prywatnych firm, świadczących, oczywiście odpłatnie, takie usługi(...)
      (...)Komenda Główna PSP zaleciła właśnie, by strażacy przyjmowali tylko wezwania do likwidacji gniazd zagrażających ludziom owadów, jeśli znajdują się one w pobliżu miejsc często odwiedzanych przez dzieci (przedszkola, place zabaw itp.). Można też będzie poprosić o usunięcie kokonów z prywatnych posesji, zamieszkanych przez osoby niepełnosprawne(...)"
      Tu link do całego artykułu:
      www.nto.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090728/REGION/808932576
    • dar61 Cierpliwie przeczekując naloty ... 05.08.09, 02:11
      Można przeczekać do końca sezonu - a potem uszcxzelić ścian ki
      altanki po zlikwidowaniu jednosezonowego os osiedla z kartonu:


      forum.gazeta.pl/forum/w,309,78903218,78912982,Re_brzeczaca_wiosna_.html
      • horpyna4 Re: Cierpliwie przeczekując naloty ... 05.08.09, 08:23
        Poczekać do końca sezonu można, jeżeli w domu nie ma alergików.
        I przygotować butelkę octu na okłady, żeby była pod ręką.

        Sprawdzone.

        Kiedyś otwierałam drzwi balkonowe, nie wiedząc, że z tyłu klamki
        siadł sobie szerszeń. Odtańczyłam indiański taniec, a łapa w kilka
        sekund była jak bania (użarł u nasady palców, wewnątrz dłoni).

        Po przyłożeniu okładu z octu (jakimś cudem zajarzyłam, co trzeba
        zrobić, bo nie byłam zbyt przytomna), ból ustąpił natychmiast i
        bania zaczęła się szybko zmniejszać.
        • anerim Re: Cierpliwie przeczekując naloty ... 05.08.09, 08:42
          Ja w takich razach posiłkuję się rozkrojona cebulą, smarując użądlone
          miejsce. też pomaga.

          Parę lat temu, sąsiadka łapczywie jedząc śliwkę, próbowała
          skonsumować również pszczołę, której nie zauważyła w słodkim miąższu,
          oczywiście z fatalnym skutkiem. Pierwsze co zrobiła(i jedyne), jadła
          cebulę wyrwaną prosto z grządki. Ja byłam przerażona, a sąsiadka
          kurowała sie tą cebulą z bardzo dobrym skutkiem. Od tego czasu
          wierzę w cebulowy sok na pszczele ukąszenia.

          • deerzet Uwielbiam pogrzeby 05.08.09, 12:18
            Picie "pod chmurką" napojów latem w żądła bogatym słodkich napojów
            z "gwinta" czy z szampańskich kieliszków - bez zaglądania do wnętrza
            szkła?
            Zgroza!
            Deerzet kiedyś z roweru spadł kiedy zajadał "zaosowaną" śliwkę -
            równocześnie pedałując na rowerze z tym zakupionym śliwek
            kilogramem - osa go w ustach międlona użądliła.
            Do dziś to zdarzene pamięta - choć alergie u Deerzeta ujawniły się
            kilka lat później - w jego 18. roku życia.

            Uwielbiam opisy, co ku pogrzebom osób użądlonych mogą poprowadzić,
            {Anerimo}!

            Użądlenie w okolicy gardła, zwykle puchnące u każdego - u alergików
            się potęguje, nakłada się na to wstrząs anafilaktyczny.
            Puchnięcie WNĘTRZA gardła to już "mogiła"!

            Spuchnięcie tkanek wnętrza gardła prowadzi do zatorów , nie pozwala
            na oddychanie - lepiej nie bawić się w połykanie rozciapanej cebuli
            tylko w te pędy taksówka, pogotowie i zastrzyki!!!

            Choć jak kto umie z długopisowej rurki zrobić, scyzorykiem sobie
            pomagając, trachetomię [tracheostomię] gdzieś w buszu [w
            długopisy czy trzcinę bogatym] - to powodzenia.
            Ale potem i tak bez pomocy lekarza się nie obejdzie.

            Sposobem jednym z lepszych jest szybkie odnalezienie na skórze [w
            gardle to ... niewykonalne] urwanego woreczka z jadem. Pięknie
            potrafi on jeszcze, z wiszącymi kiszeczkami owada, pulsować
            pompując
            swym żadłem jad w skórę - i szybko go NIE ŚCISKAJĄC
            usunąć ze skóry. Na pleckach czy w koafiurze jednoosobowo to
            niewykonalne.
            Przypomnijmy, że użądlenie przez circa dziesięć szerszeni skraca
            człekowi diametralnie żywot.

            Osy w altance - można przeczekać do wiosny - szerszeni nie
            lekceważyłbym - bo łatwo zdobyć Nagrodę Darwina:
            forum.gazeta.pl/forum/w,73,68079406,68079406,Rozwscieczone_szerszenie_zabily_dwoch_ludzi.html


            podpisał
            uwielbiający pszczoły, miód i zapylanie
            uczulony na to i owo

            D.Er.Z.

            ***

            Przyzwyczajanie organizmu człowieka do jadu i ukąszeń kontrolowanym,
            w obecności lekarza, żądleniem modne jest.
            I skuteczne.
            • anerim Re: Uwielbiam pogrzeby 05.08.09, 15:34
              Z tą cebulą, to ja tylko zewnętrznie i doraźnie absolutnie.

              Posty deerzeta wydrukuję i będę nosić w torebce na różne chandry
              unyńskie.

              Gdyby deerzet poznał wszystkie sposoby leczenia się mojej sąsiadki...
              zgroza po trzykroć!, ale żyje dzięki Bogu już (czy dopiero...) 81lat i
              ma się całkiem dobrze.
              • deerzet Uwielbiam puchnąć w kanikułę 05.08.09, 17:17
                A ta cytowana sąsiadka {Anerimy} cebulę w czas po-użądleniowy
                wcierała w gardło zewnętrznie dystalnie, proksymalnie - czy zjadała?

                Cebulę od czasu wojska cenię, zjadam, bolejąc nad traconą przez
                kolejne jej nowe rasy przysłowiowej płaczliwości i smaku.

                Dobre w temacie żądliwości jest to, że pszczoły mego sąsiada
                ogrodowego żądliły mnie w czas kanikuł, co nie pozwalało mi straszyć
                naszej dziatwy szkolnej mym spuchniętym obliczem.

                Niestety Deerzet łatwo i malowniczo wypukle puchnie, szczególnie
                naczołowo lub czołowo-bocznie, po bliskim spotkaniu 5. stopnia z
                bczołami.
                Sąsiada pszczoły ulubiły sobie pojnik u mnie na ogródku - sąsiada
                pszczelarza konstrukcjami poidełek wyraźnie gardząc.
                Lot ich ku poidłu memu przecinal mą działkę na wskroś - a spocony
                Deerzet przy ogrodowej swej robocie wyraźnie im w poszukiwaniu
                nagrzanych wód przeszkadał. No to go naparzały, ścigały i ...
                usuwały.

                Ale się ów D. na praktykach, przy sąsiedzie pszczelarzu, sporo
                nauczył, rojów ściągał z drzew wiele z sąsiadem - a i na słoiczek
                miodu kilogramowy, dorocznie darmowy zarabiał, w podzięce darowanym
                od sąsiada.

                Osiemdziesięcioletnie zdrowie?
                Sąsiad deerzetowy jest z tych 80-latków, którzy się samobiczują.
                Pokrzywę do tego zadatną hodujemy za płotem.
                Jak mnie połamie w stawach, jak jego - też będę się żegał po
                łopatkach, może.
                Sąsiad o świcie [4~5 am] dzień w dzień gimnastyki zażywa,
                zawstydzając Deerzeta swą gibkością. Żona sąsiada, dla równowagi,
                miała ... więcej wagi.

                ---

                Błagam {Anerimę} o niepropagowanie deerzetowego wytworu w czas
                poszczenia zbyt pospiesznego, w "o" tracheo[s?]tomijnego ubogiego.
                To tyle niedopieszczone, niedogładzone, niedoemjotowane...

                D.
                • anerim Re: Uwielbiam puchnąć w kanikułę 05.08.09, 19:40
                  Normalnie zjadała doustnie:))

                  Nic nie będę propagować, właśnie zabieram się za czerwone borówki
                  własnoręcznie zbierane, tylko jeszcze pozdrawię serdecznie.
    • jakkalina Re: Dziwne.... 07.08.09, 15:57
      Dziękuję za wszystkie rady i informacje, okazało się że to nie
      szerszenie ale osy - tylko nieco większe i rój bardziej obfity.
      Myślę że zaczekam aż się wyprowadzą i dobrze pouszczelniam. Tylko
      dlaczego tamte /drobniejsze/ zginęły? Wymiotłam całą szufelkę
      zwłok. Osy już na działce miałam i wystarczy przy nich spokojnie się
      zachowywać to człeka nie żądlą. Dobrze że to nie szerszenie...
      Pozdrawiam JK
      • olcha11 Re: Dziwne.... 08.08.09, 00:05
        No to ja się przyłączę do porad dla użądlonych. To, czego absolutnie
        nie wolno robić, to wysysać miejsca użądlenia - mamy taki odruch,
        jak dziabnie w palec - to palec do gęby, bo przynosi ulgę. Zrobiłem
        to po ukąszeniu przez osę i wylądowałem w szpitalu, bo wysysając
        rankę wprowadziłem jad w śluzówki gardła i omal się nie udusiłem.
      • deerzet Re: dlaczego drobniejsze 08.08.09, 12:14
        Może dlatego, Szanowna {Ty_Kkalino}, że osa, pewnikiem podobnie jak
        pszczoła, ma krótki żywot.
        Sąsiad pszczelarz mój mawia, że jego "mucha" żyje kilka tygodni -
        ale na okrągło się nowe pokolenia lęgną - stąd w ulach i koloniach
        os młode świeżo wylęgnięte najpierw doglądają komórek z czerwiem
        [zabawa lalkami?], potem karmią młode [lulu siostrzyczko], awansują
        na karmicielki młodych - a z czasem otrzymują patent na wyprawy po
        pokarm, do włości {Onej_Kkaliny}.

        Jeśli te pierwsze osy ocenia {Ja_Kkalina} jako mniejsze - widać
        następne lęgnące się os pokolenia były lepiej wykarmione i spasione
        na ... spadach w sadzie okolicznym?

        Nie zapomnę wysiłku naszych os w wytężonym wachlowaniu [terrrrrkot
        godzinami!] swymi skrzydłami u wylotu ich dzikiej kolonii w murze
        poddasza, w czas upałów sierpniowych onego lata...
        Jakież one były mocarne, jak poświęcone swym stadnym zadaniom, jakie
        piękne, jakie...
        A potem przyszedł Tata Deerzetowy, truciznę w gniazdo wtłoczył
        kilkumetrową RURKĄ usztywnioną przytroczonym drążkiem, nasadzoną na
        wylot kupionego rozpylacza z trucizną - i finito...
        Jesienią Deerzet pięknie elewację poddasza przemurował wstawiając w
        otwory wywietrzników stropodachu gęste kratki - dziś na nasze spady
        ogrodowe nadlatują osy obce, nie u nas lęgnięte.

        Może to te od Onej {Kkaliny}?
        • jakkalina do Derzeta... 08.08.09, 20:32
          Faktycznie może to "moje" osy? Z osami jestem oswojona bo mam
          maliniak lipcowy i jesienny, mogę Cię zapewnić że moje osy zachowują
          się kulturalnie jeżeli zachowujesz się spokojnie nic Ci nie grozi.
          Bałam się szerszeni bo ich nie znam, są ogromne i grożnie brzęczą...
          ale na szczęście nie mam ich. Pozdrawiam JK
          • mjot1 To cieszy 09.08.09, 17:43
            W obecnych światłych czasach, gdy „cywilizacyjna mądrość”
            nakazuje „zapobieganie” rozumieć jako eliminację; postawa Twa
            Jakkalino niczym kruk biały, tym bardziej godna uznania, podziwu i
            cieszy.
            Osa w z natury swej nie jest zwierzęciem żyjącym po to jeno by przy
            każdej nadarzającej się sposobności bezmyślnie rzucić się i krzywdę
            nam władcom wyrządzić.
            Wszak nie może być istotą zbędną skoro matka natura w mądrości swej
            stworzyć ją raczyła.
            A przecie i z szerszeniem można (prze)żyć bezkonfliktowo.
            forum.gazeta.pl/forum/w,309,1931495,1940119,Re_szerszenie.html
            forum.gazeta.pl/forum/w,309,14249418,14586995,Owad_i_czlowiek.html

            A, że osy różne są? Cóż... Toż już onegdaj poeta nadmienił:
            „osa osie niejednaka”. czy jakoś tak...

            Najniższe ukłony!
            z szacunkiem chyląc czoła M.J.
            • minniemouse Re: To cieszy 10.08.09, 09:09
              Osa w z natury swej nie jest zwierzęciem żyjącym po to jeno by
              przy
              każdej nadarzającej się sposobności bezmyślnie rzucić się i krzywdę
              nam władcom wyrządzić.


              niestety NIE jest to prawda, wlasnie OSA w przeciwienstwie do
              pszczoly i szerszenia potrafi ot tak usiasc i uciac, nieprowokowana.
              czego by;lam swiadkiem nie raz osobiscie.
              siada, i ciacha, cholera jedna.


              Minnie
              • dar61 Re: eklerka, ciacha kawał słodkiego 10.08.09, 12:46
                Ciacho, jak ciacho - ale lepiej było w on czas użyć kremu na noc.

                Miała powody, to się odcięła...


                Kto umie odsunąć dłonią w powietrzu osę od siebie, ten chwat.

                ---

                Patent Darowy:
                - przejrzała gruszka pozostawiona w protiwpołożnym kącie ogródka osy
                separuje od nas.
                Sprawdzone.
          • szadoka Re: do Derzeta... 10.08.09, 21:46
            Szerszeni i ja sie boje ale staram sie zachowywac pozory spokoju. Za to scigam
            tych, ktorzy w moim ogodzie maja zapedy zeby eksterminowac jakakolwiek zywizne.
            Wszystkie moje osy, pszczoly, szerszenie , pajaki i wszystko inne co ma wiecej
            niz cztery nogi jest u siebie i to czlek jest w ogrodzie gosciem.
            • deerzet ? 11.08.09, 00:46
              Czując się osądzonym o wywołanie wrażenia, że jest Deerzet sprawcą
              eksterminacji os, ręką jego Taty uczynioną - dodam, że ojczulek mój
              te osy u nas umartwił cichcem, pod nieobecność mą - po uprzedniej ze
              mną sprzeczce o celowości tego zabiegu.

              Argumentowałem, że niech sobie osy w tamtym sezonie żyją, niech
              swego żywota dokonają - a dopiero jesienią im otwory gniazd
              [dorocznych, wieloletnio używanych] osiatkuję.

              Tata był onczas konsekwentnie ... twardogłowy.
              Nie zawsze zgadzam się z nim.
              Ale Tata - to Tata.

              A zdanie {Szadoki} jemu przekażę.
              D.
              • kocia_noga Re: ? 12.08.09, 09:13
                He, miła to postawa i szlachetna. Ja też mam zasadniczo taki
                projekt, że u mnie muska i moluska.I płakałam nad każdym niebacznie
                przygniecionym złotookiem i skorki cierpliwie wyprowadzałam z
                wiszącego prania i pająki przepraszałam za wymiatanie im warsztatu
                pracy tłumacząc,że i tak zakurzone i nic się nie złapie.
                Ale wszakżesz są granice.
Pełna wersja