Gość: Wilt
IP: 62.29.137.*
22.12.04, 12:50
Wprawdzie nie mam na nic czasu (nawet prognoz przedsezonowych nie
zamieściłem, a teraz już trochę za późno), ale jednak przynajmniej do swojego
ulubionego zespołu muszę się raz na jakiś czas odnieść. Jak sobie radzą
Lakers? Raz w górę, raz w dół, raz zmiażdżenie Kings, raz klęska z Grizzlies,
z aktualnym bilansem 13-11 i 7. miejscem na Zachodzie. Grają nierówno i z
masą strat, jak należało się spodziewać po zespole młodym, o zupełnie
zmienionym składzie, nowym trenerze i nowej strategii, ale widać już oznaki
zgrywania się. Utrudnia je smutny fakt, że OBAJ nasi przewidywani podkoszowi
starterzy – B. Grant i Divac – wkład w grę wnoszą zerowy. W rezultacie
kontuzji ich i innych zawodników gramy rotacją Atkins – Kobe – Butler – Odom –
Mihm, z Tierrem,. J. Jonesem i Cookiem na rezerwie. Tylko jeden prawdziwy
(ale też nie klasyczny) PF i tylko jeden center! Jest to zaiste ekstremalna
small ball, bardziej nawet niż u dawnych Mavericks (którzy w dodatku mogli to
częściowo rekompensować wielką siłą ognia z dystansu) i w obliczu ostrej
konkurencji na Zachodzie należy uznać nasze samo kwalifikowanie się do
playoffs za cud, który zawdzięczamy głównie klasie Kobego, pozwalającej
przezwyciężać słabość składu, na papierze gorszego od WSZYSTKICH rywali z
Zachodu oprócz grających bez Barona Hornets i może jeszcze Warriors… Za nami
są takie oceniane przed sezonem przez wielu wyżej zespoły jak Blazers,
Nuggets, Grizzlies i Rockets (teraz sytuacja się odwróciła i to McGrady ma do
dyspozycji dominującego gracza pod koszem, a Kobe nie; jakie teraz macie z
kolei usprawiedliwienie dla przegrywania, fani T – Maca? ;-)). Oceny po kolei:
Atkins: robi mniej więcej to, czego się spodziewaliśmy. Trochę asyst, trochę
trójek i niestety absolutne dno w defensywie.
Kobe: my już to wiedzieliśmy, ale zawsze miło przy okazji udowodnić haters,
jakimi bzdurami były teksty, że jego numery bez Shaqa spadną. Na razie
prowadzi w lidze triple doubles i do ostatniego meczu prowadził w punktach;
jeśli zakończyłby sezon liderując w obu kategoriach, będzie to chyba pierwsza
taka odnotowana kombinacja w historii! W defensywie też potrafi wiele
pokazać, jak choćby w obu mecze przeciw Bucks, gdzie świetnie zdusił Redda.
Minusy: spadła mu skuteczność teraz, gdy skupia na sobie obronę rywali
(wzrosła za to dzięki temu skuteczność Butlera czy Odoma), do czego też
przyczyniło się mające zwykle taki efekt zwiększenie masy mięśniowej przed
sezonem. Ma bardzo dużo strat, w dodatku ostatnio pogorszył się w wolnych. Te
elementy są do poprawy. Ciekawostka: spadły mu przechwyty, ale równolegle
nieoczekiwanie wzrosły bloki. Przede wszystkim jednak KB powinien scedować
część obowiązków playmakera na Odoma – sam nie może robić wszystkiego i bywa
przez to zbyt zmęczony w 4. kwarcie. Oczywiście nie znaczy to, że żałujemy
oddania GP – ładnie byśmy wyglądali, gdybyśmy zamiast 3 eks - Celtów z tej
naszej 8 - osobowej rotacji mieli jego samego, tym bardziej, że nawet
uwolniony od trójkątów w Bostonie nie wrócił do dawnej formy, jak zapowiadał;
i już nie wróci, bo to kwestia wieku.
Bryant ponadto powinien starać się bardziej harmonijnie łączyć rozgrywanie z
atakiem, bo na razie przeplata w czasie meczu okresy, gdy prawie wyłącznie
podaje albo prawie wyłącznie rzuca.
Butler: bardzo dobrze wpasował się w zespół. Klasyczny SF grający na swojej
pozycji, gdy uwaga obrony skupia się w pierwszym rzędzie na Bryancie, a w
drugiej na LO, korzysta z tego w pełni, odbudowując się po kontuzjach z
zeszłego sezonu. Świetnie dogaduje się z Kobem.
Odom: granie na PF na Zachodzie to niestety nie to samo, co na Wschodzie –
widać wyraźnie, że jego naturalna pozycja to jednak niski skrzydłowy. Pod
koszem gorzej się sprawdza niż na półdystansie (choć dzięki atletyczności
notuje dużo zbiórek – niestety stosunkowo mało ofensywnych), a do rywalizacji
z zachodnimi „czwórkami” brakuje mu masy. Powinien pełnić większą rolę w
zespole – kosztem głównie Kobego jako playmaker i Carona jako strzelec – i
to Tomjanovich musi wyegzekwować; ale fakt, że tak nie jest, wynika w dużej
mierze po prostu z jego męczenia się grą „out of position”.
Mihm: duże zaskoczenie na plus. Obdarzony po raz pierwszy pozycją startera i
zagrzewany do gry przez Bryanta (to typ gracza, który potrzebuje nad sobą
takiego silnego lidera) jest w tej chwili efektywniejszy od takich bardziej
markowych i znacznie droższych rywali, jak Nesterovic i Dampier! Bez niego
pod koszem bylibyśmy może przedostatni na Zachodzie.
Tierre: trochę podać i czasem nawet rzucić potrafi. Niezbyt to wiele, ale w
NBA powinien się utrzymać. Na początku miałem do niego nawet pretensje, że
jest relatywnie za dobry ;-), bo Rudy T. przez to uważał, że innego zmiennika
na jedynce nie potrzebuje, ale na szczęście zmienił już zdanie.
J. Jones: kolejny „steal” wymiany z Celtics. Broni (jest w tym lepszy i od
Butlera, i Lamara), zbiera (w przeliczeniu na czas gry lepiej od Butlera), co
jakiś czas trafia z dystansu/półdystansu. Z nim nie potrzebujemy droższego,
mniej efektywnego i nierównego George’a.
Cook: gdy minął jego wypełniony kontuzjami rookie season, okazało się, że
słuszne były nadzieje, że może przejąć rolę Horry’ego (możemy pomarzyć, że
również co do clutchness). Z uwagi na to, że nie jest prawdziwym graczem
podkoszowym, nie będzie nigdy w Lakers starterem (jak nie był nim i sam
Horry, choć w 2000 r. spodziewałem się, że przejmie tę rolę po A.C. Greenie),
ale w swojej roli jump shooting big man powinien się sprawdzić.
Reszta zawodników nie odnotowała znaczącego czasu gry, albo z powodu kontuzji
(szczególnie wkurzające jest zdrowie Divaca: czy wróci do formy choćby na
tyle, żeby wymusić kilka fauli? Może jego przyjście to spisek Kings, żeby nas
osłabić), albo dlatego, że nie ma dla nich miejsca w obecnym zespole. Tu
należy wyróżnić Waltona; fajny i dość wartościowy zawodnik, ale z Butlerem,
LO i Jonesem nie ma dla niego czasu na parkiecie i powinien być jak
najprędzej oddany, póki nie zatrze się pamięć o tym jego świetnym meczu w
Finałach i wartość handlowa nie spadnie mu do zera.
Tomjanovich: Jerry Sloanem to on nie jest w sensie wpływu na grę zespołu;
dysponując odpowiednim składem może zdobyć nawet mistrzostwo, którego z kolei
nie ma Sloan, ale za to nie potrafi tak jak on zmaksymalizować talenty nawet
przeciętnych graczy i ustawić ich w obronie. Na razie jego ocena też zatem
będzie przeciętna. Uwaga: już zapoznał się z zespołem, czas więc chyba, by
zaprowadził w nim większą dyscyplinę taktyczną.
Co można zrobić, żeby poprawić grę zespołu, mając na uwadze również
offseason? Mały kroczek został już zrobiony; słuszna była wymiana z Bobcats,
sprowadzająca się w rezultacie do zastąpienia Rusha Bobbittem i uzyskania 2
wysokich 2. round picks (choć z pewnego punktu widzenia zmartwiła mnie, bo
potwierdziła, że Rusha nie udało się wmontować jako fragment większej całości
w wymianie np. z Nuggets). Priorytetem wydaje się przesunięcie Lamara na SF,
gdzie w pełni mógłby się realizować i tworzyć w parze z Kobem te matchup
problems dla przeciwników, o których marzyliśmy przed sezonem (podobne do
tych, jakie tworzą Allen i Lewis w Seattle; i nieprzypadkowo Sonics odnoszą
sukcesy). Malone niestety nie wraca (co kroiło się już od dłuższego czasu,
gdy odwlekał decyzję o powrocie mimo wyzdrowienia; czuć było, że wolałby
dołączyć do zespołu z większymi szansami na mistrza, i szkoda tylko, że – jak
ostatnio tradycyjnie u nas – musiało się to odbyć w kiepskiej atmosferze i
przy wrzawie mediów). Jedyną szansą w ramach istniejącego składu na w/w
ustawienie jest powrót do formy BG. Wraz z również powracającymi do zdrowia
Divacem i Miedwiedenką nasza gra podkoszowa m