Gość: faniwan
IP: *.wprost.pl / 192.168.0.*
15.06.02, 12:46
Komentatorzy Polsatu Sport udają, że są na stadionach w Japonii i Korei, podczas
gdy w w rzeczywistości siedzą w specjalnym studio, gdzieś w Korei. Kilkanaście
dni przed mundialem jeden z dyrektorów Polsatu przyznał się nawet w prasie, że
nie bądą jeździć do Japonii bo byłoby to zbyt drogie i nie wygodne. Potem sprawa
ucichła i nakazali komentatorom udawać, że są na stadionach. Tymczasem praktyka
jest taka, że poza kilkoma przypadkami, zwykle kiedy Kołtoń i Borek komentują
razem, komenatatorzy nie są nawet na stadionach w Korei. Wystarczy posłuchać, w
którym momencie podają informacje - zmiana (kto za kogo), dopiero kiedy widzimy
to wszyscy na monitorach, powrót kontuzjowanego piłkarza na boisko - to samo,
żółta kartka - jak wyżej, itd, itd. Kontrowersyjne sytuacje, których nie ma
napowtórkach pozostają zupełnie nie wyjaśnione.
Najbardziej rozśmieszył mnie niejaki Paweł Wójcik, który na początku mistrzostw
komentował mecz Chorwacja - Meksyk. Pod koniec spotkania zaczął opowiadać, że
widzi zasmucone miny chorwackich dziennikarzy. Mecz odbywał się jednak w
Japonii, podobnie jak wszystkie inne grupowe mecze Chorwatów. Jestem ciekaw, co
w takim razie robili dziennikarze chorwaccy w korei? Bo, że tam był w tym
momencie Wójcik to akurat pewne, bo jak pisałem wyżej sami polsatowcy przyznali,
że do Japonii jeździć nie będą. Zresztą wystarczy spojrzeć na układ
komentatorów, ci sami komentowali mecze co dwie godziny, choć odbywały się one w
miastach odłegłych od siebie o setki kilometrów.
Po co ta cała kołomyja i mydlenie oczu kibicom. Przecież nikt by się nie
obraził, a co więcej prędzej wybaczylibyśmy pomyłki i spóźnione komentarze,
jeśli komentatorzy przyznaliby się, że nie są na stadionie.
A z drugiej strony, to po co było ich wysyłać do Azji, skoro i tak komentują za
jakiegoś studia. To nie można było ze studia w W