Gość: kapen
IP: *.chello.pl
30.06.02, 20:43
Czekałem z założeniem tego wątku cierpliwie przez ostatnie dwa tygodnie aż
wykrzyczą się wszyscy euro-futbol-entuzjaści, pobluźnią, powypisują
różne "znafcze" koncepcje propancerne i gloryfikujące siłę i bieganie. Dziś
stało się - Brazylia została MISTRZEM ŚWIATA i to w sposób dotąd niespotykany,
bo grając bardzo poprawnie w defensywie, nie forsując tempa gry, łapiąc rywali
na kontry. Dwa błyskawiczne uderzenia powaliły pancerne zagony Voellera.
Znakomite przebłyski Rivaldo, który rozbił Kahna, a ponadto był najrówniej
grającym piłkarzem na tym mundialu. Wreszcie wielki powrót Ronaldo, który z
przytupem pożegnał opinię piłkarza pechowego. carlos mniej widoczny w przodzie,
ale w tyle łatał wszystko jak chciał. Niemcy oddali cztery strzały, z których
tylko dwa dotarły do Marcosa. co wiecej, mimo przewagi wzrostu przegrali 90
proc. pojedynków główkowych - szczególnie w polu karnym Brazylii.
Brazylia grała swoją - dziwną dla Europejczyka piłkę, z której czytaniem mają
kłopoty wszyscy komentatorzy. Lubański, Iwanow, Borek, Kołtoń zazwyczaj
wieszają psy na Brazylii jakby oczekując interwencji Supermana ze Spidermanem
pod rękę, ale tylko do chwili, kiedy następuje kataklizm i trzeba zacząć
zachwycać się jej finezją i skutecznością. Mam zamiar pozostać w dobrym żółtym
humorze przez co najmniej tydzień :)