Gość: R
IP: 150.254.191.*
02.07.02, 12:40
Mistrz Polski bez pieniędzy
- Problemy finansowe nie pozwalają nam na zapłacenie piłkarzom premii za
zdobycie mistrzostwa Polski i Pucharu Ligi. Więcej na temat finansów Legii nie
mogę powiedzieć - powiedział prezes S.S.A. Legia Warszawa Leszek Miklas. Z
powodów finansowych z zespołem rozstał się kolejny piłkarz, nasz
reprezentacyjny stoper Jacek Zieliński. Sytuacja w Legii jest katastrofalna. Po
odejściu czołowych graczy: Bartosza Karwana, Macieja Murawskiego, Sylwestra
Czereszewskiego i Mariusza Piekarskiego, z Legią pożegnał się Jacek Zieliński. -
Zieliński stawiał zbyt wygórowane żądania. Nie doszliśmy do porozumienia. Nie
stać nas było na podpisanie takiego kontraktu. Od poniedziałku Zieliński nie
jest piłkarzem Legii - powiedział Miklas. Przypomnijmy, że od kilku
lat "Zielek" miał obniżane kontrakty. Za prezesa Marka Pietruszki roczne
uposażenie zawodnika wynosiło 150 tys. USD. Po kontuzji, której najlepszy
polski stoper nabawił się w kwietniowym meczu ze Szkocją, i kolejnych
negocjacjach, otrzymywał rocznie 100 tys. DM (ok. 50 tys. euro). Wczoraj miały
być podpisane kontrakty z Zielińskim oraz Wojciechem Szalą, Markiem Jóźwiakiem
i Jackiem Magierą. Ostateczny termin mijał w poniedziałek - kontraktów jednak
nie podpisano. - Rozmawiałem z piłkarzami w niedzielę w Wiśle, gdzie przebywają
na zgrupowaniu. Z Zielińskim się nie dogadałem, ale z pozostałą trójką tak. W
piątek podpiszemy umowy - poinformował prezes. Przypomnijmy, że w dalszym ciągu
umów nie podpisali trener Dragomir Okuka i najlepszy rozgrywający polskiej
ekstraklasy Aleksandar Vuković, choć są już "po słowie" z prezesem Miklasem. W
polskiej lidze wyższe kontrakty od legionistów mają gracze Amiki Wronki (60-100
tys. USD) oraz czterech piłkarzy Wisły Kraków (80-90 tys. USD). Nikt nie
rozumie polityki transferowej Legii. Mistrzowie Polski zamiast wzmacniać się
przed eliminacjami Ligi Mistrzów, osłabiają się. Wiąże się to zapewne z
finansowymi kłopotami Pol-Motu. Firma ta ma 80 proc. udziałów, odkupiła je w
dużej części od Dae-woo za 3.5 mln USD i dokapitalizowała spółkę kolejnymi
trzema milionami. To wszystko, co zostało przekazane na konto S.S.A. Legia
Warszawa. 20 proc. udziałów ma CWKS Legia, ale jest to tzw. akcjonariusz
pasywny, który nie daje ani złotówki. Pieniądze przekazuje także sponsor
drugiego zespołu PZU SA. Rozwiązaniem byłoby ściągnięcie na Łazienkowską
poważnego sponsora. Prowadzono rozmowy z kilkoma firmami, na razie bez
rezultatu. Kolejnym pomysłem jest wprowadzenie spółki na giełdę. Niestety, nie
nastąpi to wcześniej, niż za pół roku. Akcja ma kosztować 50 zł, a prezes Pol-
Motu Andrzej Zarajczyk liczy, że kupią je kibice oraz poważni akcjonariusze.
Może się przeliczyć - najwierniejsi sympatycy Legii prawdopodobnie kupią akcje,
ale poważni inwestorzy nie będą chyba ryzykować pieniędzy na akcje
niedochodowej spółki. Tym bardziej że udziałowcem jest firma będąca w złej
kondycji finansowej. Prezes Zarajczyk ma nadzieję, że na emisji akcji zarobi
ok. 8 mln USD, zaś za mistrzostwo Polski i Puchar Ligi zapłaci zawodnikom
właśnie... akcjami. Mogą się one okazać jednak bezwartościowymi papierami, bo
pierwsza na giełdę wejdzie Wisła Kraków, która zajmie miejsce firmy należącej
do swojego sponsora, Telefoniki, i z pewnością inwestorzy będą woleli kupić jej
akcje. Jaki jest zatem ratunek dla Legii? O tym wie tylko prezes Leszek Miklas,
który ma tajemny plan uzdrowienia klubu. Wyjawi go w najbliższą
niedzielę.