Gość: PIJANY KSIĄŻĘ
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
01.08.08, 15:18
Niezły głuptak spłodził ten artykuł.
Wbrew powyższemu bełkotowi Karlovic to całkiem solidny gracz, a nie
żaden "rzut młotem" czy "krzty talentu". "Wystarczy mieć parę w
łapie" pisze jeszcze nasz pocieszny autor (gdyby tak było, to
Karlovic wygrywałby wszystkie Szlemy, a z reguły szybko odpada, i to
też dlatego, że do trzech wygranych setów się tam gra i tej pary czy
siły (!) mu jednak często nie wystarcza na pięć setów, co można
sprawdzić w jego wynikach).
I co z tego, że jego najmocniejszy atut to serwis (trudno, żeby było
inaczej z jego wzrostem). Do Roddicka nikt pretensji chyba nie ma o
jego bomby. Różne umiejętności, różna budowa, różne style i
predyspozycje. Każdy gra to co umie najlepiej i jak mu odpowiada, a
koniec końców idzie o wygraną. Jak Karlovic ma takie, a nie inne
warunki fizyczne, to korzysta z nich i tyle. Jak dotąd nikomu to
zbytnio nie przeszkadzało, a już Federerowi najmniej, co najwyżej
tiebreaki były. Tym razem Szwajcar nie dał rady, czyli gdzieś jego
pewność siebie się ulotniła. A na końcu dość niechętnie, by nie
powiedzieć gniewnie pogratulował rywalowi wygranej. Kłopoty z
przegrywaniem to się nazywa.
Karlovic nie jest wybitny jak idzie o czysto tenisowe umiejętności
(tu w ogóle mało kto równa się ze Szwajcarem), ale regularnie
prezentuje swoje bardzo solidne rzemiosło pod tytułem: "krótko i na
temat", czyli serwisowe bum i załatwione albo od razu przewaga i
ustawione do załatwienia, a jak owe bum nie załatwia sprawy, to
pozostaje wyprawa do siatki. A żeby samemu zagrać cokolwiek z sensem
przy siatce, to jednak trzeba coś potrafić, a dopiero potem liczyć
na błąd przyciśniętego w ten sposób rywala.
Karlovic nie ma zbyt wielu szans na przełamywanie rywala, bo już sam
wzrost ogranicza go ruchowo (a zwłaszcza w grze z kimś takim jak
Federer). Najlepsza więc okazja to tiebreak, bo tu wystarczy
pojedyncza piłka, a w gemie przy serwisie rywala trzeba czegoś
więcej.
Pretensje więc co do jego stylu gry to zupełny nonsens. Gra to co
potrafi i robi to dobrze.
A zdanie: "Żal Federera, który chyba zbyt dużo czasu spędza na
korcie, a zbyt mało na siłowni" jest już tak żenujące, że nie ma
sensu się nad nim zbyt długo pastwić. Szczyt dziennikarskiej
impotencji - tak bym to określił.
Nadal będzie oczywiście liderem, po Wimbledonie stało się oczywiste,
że nie czy będzie, tylko kiedy będzie.
Sądzę jednak, ze Federer w przynajmniej jednym z najbliższych dwóch
dużych turniejów (igrzyska, US OPEN) wypadnie bardzo dobrze (stawiam
na igrzyska, bo to jego ostatnia szansa chyba, a trzecie podejście).
Tak czy inaczej Federer ma teraz wyraźnie pod górkę i to jest
bardziej niż ciekawe, a nie wypisywanie jakichś płaczliwych bredni,
ze Federer grał i przegrał, a Karlovic rzucał młotem i wygrał.