Dodaj do ulubionych

Żyd od Jezusa

IP: 80.51.243.* 27.05.03, 21:07

- Niech pani ratuje to niemowlę w imię tego Żyda, w którego pani wierzy
Żyd od Jezusa

Nie wie, kiedy się urodził. Żartuje, że pewna będzie tylko data śmierci. Nie
pamięta złego czasu wojny w Święcianach. Zapamiętał tylko dzieciństwo
otoczone miłością ojca i matki.

Ksiądz Romuald Jakub Weksler-Waszkinel z Lublina. Do lat 90. tylko ks.
Romuald Waszkinel. Uratowany "za pięć dwunasta".
Waszkinelowie przyjechali z Wileńszczyzny do Białegostoku. Stare
Święciany, gdzie mieszkali podczas wojny, pojechały dalej, do Lidzbarka
Warmińskiego. Rodzice zgubili "samych swoich", którzy mogli wiedzieć za dużo.
Później trafili do Pasłęka. Zamieszkali w jednorodzinnym domku na kolonii
robotniczej za miastem. Zapamiętał ten pierwszy raz, kiedy przezwano
go "Żyd".
Antysemityzm po raz pierwszy
Pasłęk. Do 1952 roku Romuś był jedynakiem. Bawił się z innymi dziećmi.
Do domu musiał wracać wieczorem razem z krowami idącymi z pastwiska.
Waszkinelowie dostali krowę "Ryżutę" z UNRRY. Tuż przed domem usłyszał
złośliwy rechot: "żyd, żydziak, żydowski bajstruk". Bajstruk, to w gwarze
jaszuńskiej "podrzutek". Dziecko, które nie ma rodziców. Dwóch zapijaczonych
facetów ryczało ze śmiechu na jego widok. Nie miał wątpliwości, że to było do
niego.
- Potwornie jąkałem się w dzieciństwie. Wbiegłem przestraszony do domu,
płaczący, ledwie wyjąkałem, co się stało. Mama przytuliła mnie. Zapytałem, co
to jest "Żyd". Nie wiedziałem wtedy, co to znaczy, ale czułem, że to jest coś
brzydkiego. Mama była mądrą kobietą. Nie tłumaczyła, kto to jest Żyd, ale
zapytała, czy najbliżsi sąsiedzi tak do mnie mówią. Wymieniała kolejne
nazwiska. Nikt z nich nigdy tak mnie nie nazwał - wspomina ks. Weksler-
Waszkinel. - Dobrzy ludzie nigdy tak o tobie nie powiedzą - głaskała mnie
matka. - A głupi pijacy nie kochają ani swoich dzieci, ani siebie. Tylko
wódkę.
Szukanie podobieństw
Pasłęk, kilka lat później. Nigdy nie był podobny do rodziców i bardzo to
przeżywał. W szkole podstawowej dzieci pytały: do kogo jesteś podobny? A on
nie był podobny ani do ojca, ani do matki. Ojciec pocieszał: - Jesteś podobny
do siebie samego.
W piątej albo szóstej klasie Romek stoi przed lustrem, czesze bujną
czuprynę. Na moment spostrzega coś w swoich rysach z twarzy ojca. Z radością
krzyczy: - Mamo! Jestem podobny do tatusia, prawda?! Z całą nachalnością
oczekuje potwierdzenia. Matka spuszcza głowę, zaczyna płakać. On wrzeszczy: -
Bo, jak jestem Żydem, to zobaczycie, co sobie zrobię!
- Wyrastałem w atmosferze wielkiej miłości moich rodziców i dziwnego
zderzania się z moją "innością" - opowiada ks. Weksler-Waszkinel. -
Byłem "brzydkim kaczątkiem". Nawet, jak zacząłem się czegoś domyślać, to
bardzo nie chciałem być Żydem. Przykro mi to powiedzieć, ale miałem dobre,
chrześcijańskie wychowanie. Niestety - też lekcje religii: Żydzi zamordowali
pana Jezusa, są hardzi, prześladowali Kościół. To było straszne.
Powołanie
Jako dziecko bardzo chciał być księdzem. Lubił chodzić do kościoła. Z
jednej strony dłoń taty, z drugiej mamy. Tak nauczył się pobożności.
W szkole średniej króluje na potańcówkach, gra na instrumentach, tańczy
z dziewczynami. W jedenastej klasie ma kryzys wiary. Wstrząsnęła nim teoria
Oparina, że świat wystarcza sobie w zupełności. W 1960 roku robił maturę.
Wtedy powiedział księdzu: jak zdam, to pójdę do seminarium. I od razu
przestraszył się tego, co powiedział. Jak powtórzy to rodzicom?
Tata od razu zaczął kpić: - Ty? Do seminarium? Nie nadajesz się na
księdza. Za bardzo lubisz ludzi. Idź lepiej na medycynę. Jak ojciec mówi nie,
to siedemnastoletni chłopak robi wszystko na "tak". Wstąpił do Olsztyńskiego
Seminarium Duchownego. Po miesiącu ojciec nagle zmarł.
Zabiłem ojca
- Tata zachowywał się bardzo dziwnie. Koniecznie chciał mnie zobaczyć, a
jak już przyjechał, to był bardzo poważny. W seminaryjnej kaplicy modlił się
przed obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej. Zaczął płakać. Myślałem, Boże,
czy ja zrobiłem ojcu jakąś krzywdę? Zapytałem o to, a ojciec: to już nie
można sobie popłakać? Twoje życie, twój los. Pamiętaj, co ci mówiłem:
będziesz miał ciężko. I pojechał. To była niedziela. W czwartek wieczorem -
telefon: ojciec nie żyje.
Po pogrzebie powiedział mamie: - Nie wracam do seminarium. Zabiłem ojca.
Matka w płacz. Mówię: - Przecież ojciec nie chciał, żebym został księdzem.
Mama płacze. - Ty nic nie rozumiesz... Wypytuję: - Czego nie rozumiem? Nie
powiedziała...
Rektorowi seminarium wyznał: - Chyba nie powinienem tutaj być, bo mam
ojca na sumieniu. Usłyszał: - To poważna sprawa, ale poczekaj miesiąc, aż
minie szok. Przez ten czas uprzytomnił sobie, że to już jest nie tylko jego
sprawa. Pomyślał: tato, bałeś się, że będę złym księdzem, a ja ci pokażę, że
będę dobrym.
W czasie seminarium nie było nigdy nawet śladu kwestii żydowskiej. -
Wtedy Żyd we mnie był na urlopie.
Czy ja ciebie nie kocham?
- Wtedy nie wierzyłem, że jestem żydowskim dzieckiem. Dzięki wielkiej
miłości rodziców już nie bałem się Żydów. Wiedziałem, że to nie oni zabili
Jezusa. To był czas Soboru Watykańskiego II. Wszystkie ciężkie uderzenia,
które szły w Żydów były w nauczaniu przedsoborowym. Sobór to wszystko
wyrzucił. Czasami nawet myślałem sobie, jak byłoby cudownie, gdybym naprawdę
był Żydem.
W 1966 zostaje wyświęcony na księdza. Po roku zostaje skierowany na
studia filozoficzne, w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. (Dziś jest
starszym wykładowcą na wydziale filozofii). W 1975 roku sprowadził mamę do
lubelskiego mieszkania. Wątpliwości powracały: kiedy właściwie się urodził,
dlaczego nie jest podobny do nikogo ze swojej rodziny? Przy różnych okazjach
czytał mamie książki żydowskie. Przy dziennikach Czerniakowa zaczęła płakać.
Przerwał i zapytał: - Mamo, dlaczego płaczesz? Czy dlatego, że ja jestem
Żydem? Wtedy rozpłakała się jeszcze bardziej - A czy ja ciebie nie kocham? -
odpowiedziała pytaniem. To były wyraźne znaki. W 1978 roku raz jeszcze
sprowokował rozmowę. Wtedy usłyszał od matki całą prawdę.
Syn żydowskiego krawca
- Twoi rodzice byli Żydami. Urodziłeś się w getcie. Oni zostali
zamordowani. Uratowałam ciebie od śmierci. Gdy zapytał, dlaczego mówi mu o
tym dopiero teraz, przypomniała mu scenę przed lustrem. - Bałam się, że
możesz sobie coś zrobić... Miałeś wspaniałą, mądrą matkę. Nie zapamiętałam
twojego nazwiska (- Bardzo mnie to zabolało). Baliśmy się nie tylko Niemców,
ale i sąsiadów, szmalcowników. Urodziłeś się na początku 1943 roku w rodzinie
żydowskiego krawca ze Święcian.
Noc ponownych narodzin
- Moja rodzona mama mówiła do polskiej: pani kilkakrotnie podkreślała,
że jest chrześcijanką i wierzy w Jezusa. Przecież On był Żydem. Niech pani
ratuje to żydowskie niemowlę w imię tego Żyda, w którego pani wierzy. Jak on
dorośnie, to będzie księdzem. Będzie nauczał ludzi - zapewniła. Usłyszał tę
historię w wieku 35 lat, od 12 lat był księdzem. Przeraził się, rozpłakał.
- Tak to wszystko pan Bóg ułożył, że nie miałem wyjścia. Moje żydostwo i
kapłaństwo spięło się ze sobą. Powtarzam teraz: jestem Żydem od Jezusa. To
On, Syn żydowskiej matki uratował mi życie. To była noc ponownych narodzin.
Rok 1978. Wiedział już wszystko i nie wiedział niczego. Nie znał
żydowskiego nazwiska. Nie miał rozterek religijnych. Po prostu był Żydem.
Gdy przeprowadzał się z Pasłęka do Lublina nie chciał zabrać starego
samowara i mosiężnej wagi, którą przywieźli jeszcze ze Święcian. Teraz
dowiedział się, że to jedyny kawałek rodzinnego, żydowskiego domu. Dziś stoją
w jego mieszkaniu na eksponowanym miejscu, jak relikwie.
W 1979 roku napisał list do papieża. - Komuś chciałem o tym powiedzieć.
Miałem ojca, matkę. Ale jak znaleźć ich ślad? Jak w 6-milionowej masie
zamordowanych znaleźć krawca
Obserwuj wątek
    • Gość: Tom XX Re: Żyd od Jezusa IP: *.tvswiecie.com.pl 01.09.03, 22:41
      ministrancie odezwij się!
      • Gość: Ministrant Re: Żyd od Jezusa IP: 80.51.243.* 21.11.03, 22:42
        Odzywam się?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka