Może już było, ale jako moher starej daty czuję się upoważniona do poruszenia topicu

Czytam te kryminały i prawie w każdym jest molestowanie nieletnich, zabawy sadomaso i inne, a bohaterowie wymieniają się partnerami jak Forresterowie w „Modzie na sukces”. Myślałam, że to znak firmowy Szwedów, ale po lekturze Miniera okazuje się, że nie tylko. S/W i Mankell jeszcze dość „pruderyjni” byli, a teraz widzę, że im dalej, tym gorzej. Od wczoraj się np. zastanawiam, jakie znaczenie dla rozwoju akcji ma informacja, że policjant się onanizował, czekając na żonę. I w związku z tym moje pytanie – czy ktoś po Mankellu pisze jeszcze kryminały nieociekające perwersyjnym seksem, czy też zwykła, nudna zbrodnia już się nie sprzedaje bez ostrzejszej przyprawy?