Dodaj do ulubionych

Nie wierzę..

26.09.08, 13:33
Czy sa takie rzeczy, w ktore po prostu nie mozecie uwierzyć w
Jezycjadzie - nib sa napisane, więc "się przydarzyły", ale mimo to
ma się pewność, ze przydarzyć sie po prostu nie mogłu
Ja nie wierze
-w to, ze mama Borejkowa byla dramaturgiem
-że Gabrysia mogla stracić z oczu na dłużej swojego ukochanego,
wypieszczonego Ignasia i nie zainteresowac się, co się z nim stało
-że ludzie mieszkający w suterynie przeznaczaja oszczędnosci na
cudze mieszkanie
-że przez całe dzieciństwo Róża ani razu nie pomyslala o ojcu
-ze przeintelektualizowani snobi mogli pozwolc na nazwanie
kogokolwiek Laurą Pyziak
Obserwuj wątek
      • marionela Re: Nie wierzę.. 11.06.11, 16:27
        Również, jak inni, w to, że nikt nie pobiegł za Ignasiem uciekającym przed szerszeniami- u mnie coś takiego byłoby nie do pomyślenia, szczególnie biorąc pod uwagę wiek Miągwy. I nawet gdyby to był zaradny, samodzielny Józinek- to i tak nieudzielenie mu pomocy czy beztroska mimo czegoś takiego- to po prostu brak wyobraźni. Też jestem przekonana że ktoś tu pomylił szerszenie z np. osami, a to naprawdę DUŻA różnica.
    • kaliope3 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 13:45
      Ja jakoś nie mogę uwierzyć w związek Natalii z Robrojkiem. Nie
      przekonuje mnie chęć odnalezienia spokoju i poczucia bezpieczeństwa
      u jego akurat boku przez Nutrię. No nijak mi to nie pasuje i wydaje
      się bardzo nieprawdopodobne. Autorka chyba też tego tak
      naprawdę nie czuje (Nutrię z Robrojkiem związała zdaje się na czyjąś
      sugestię) bo o tym małżeństwie jedynie wspomina z rzadka, nie
      widzimy tej pary w najnowszych tomach, w przeciwieństwie do innych
      sióstr B.
      • gku25 Re: Nie wierzę.. 15.07.11, 23:26
        E tam, jak miałam 18 lat to też bardzo chciałam się hajtnąć z moim ówczesnym, nawet się zaręczyliśmy. Ale ja głupia wtedy byłam, hehe. Minęło naście lat zanim naprawdę wyszłam za mąż.
      • jottka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 14:45
        ale bo z laptopem działa inna zasada:) tu nie chodzi o to, żeśmy ubodzy, gdyż
        zarabianie grosza nas nie ciekawi, a umysł i cnoty moralne ćwiczymy poprzez
        ascezę, tylko o to, że nie przywiązujemy wagi do dóbr doczesnych, gdyż forsę
        mamy na każde zawołanie, więc możemy sobie kupić drogiego naówczas laptopa, gdyż
        i tak nam on nie stanowi. w razie czego kupi sie coś innego:)

        a przynajmniej taki wiarygodny przekaz płynie z bodaj 'imienin'
        • anhes Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:10
          jottka ja cię nie rozumiem :-) no mnie się właśnie zawsze ( przynajmniej do
          córki Robrojka) wydawało że Borejkowie to takie typy których własnie zarabianie
          nie ciekawi :-)

          no chyba że coś się między CR a Kalamburką zmieniło w tym temacie.
          • jottka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:18
            anhes napisała:

            > jottka ja cię nie rozumiem :-)

            bolesny cios:( już sie poprawiam


            > no mnie się właśnie zawsze (przynajmniej do córki Robrojka) wydawało że
            Borejkowie to takie typy których własnie zarabianie nie ciekawi :-)


            to znaczy oni, ustami głównie ignaca, tak mówią, to sie zgadza:) co jednakowoż
            nie przeszkadza, że gdzieś tak bodaj od 'imienin' (bo to tam sie chyba laptop i
            rozmowy ze stanami przez komórkę czy jakoś tak pojawiają) pieniędzmi w sporej
            obfitości dysponują. tyle że świadczy o tym poziom ich życia, rodzaj i ilość
            zakupów itp., a nie nagłe deklaracje 'jezujakfajniemiećforsę':)

            zasadniczo ja też gardziłabym zarabianiem pieniędzy, gdyby mi jakaś okrągła
            sumka wpływała regularnie na konto:)

                • jottka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:31
                  nieee, ja nie pamiętam dokładnie, więc mogło mi sie nałożyć, ale jest gdzieś
                  mowa o rozmowach komórkowych prowadzonych towarzysko przez natalię - i to są
                  czasy, kiedy nie była to jednak rzecz codzienna, a już zwłaszcza dla ubogiego
                  ascety:) no ale szczegółów teraz nie podam, chlip
                      • szprota Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 23:47
                        Z komórką Natalii w ogóle jest kwestia niejasna, bo jak się dowiadujemy dostała
                        ją w prezencie na bodaj gwiazdkę. I tu się rodzi pytanie, czy dostała telefon
                        "za złotówkę" (w roku 1999 już się chyba pojawiały takie oferty, chociaż ja
                        osobiście raczej sobie przypominam boom tanich komórek dopiero w 2000r.), zatem
                        w co najmniej dwuletniej umowie, zobowiązującej ją do comiesięcznych rachunków,
                        czy też może w zestawie pre-paid, w którym wprawdzie tego zobowiązania nie ma,
                        lecz za to sam telefon był dość drogi, podejrzewam, że w granicach 400zł. No
                        więc albo Borejkowie wyświadczyli jej niedźwiedzią przysługę pakując ją w
                        abonament na dwa lata (nie musiał być drogi - najniższy w tym czasie na rynku
                        abonament kosztował niecałe 25 zł z VAT, za to nie miał żadnych minut w
                        abonamencie, a minuta poza sieć w godzinach szczytu kosztowała blisko 3 złote!),
                        albo sprawili jej jednak dość kosztowny prezent.
        • dakota77 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 14:49
          No nie wiem, znalam naorawde glupich nauczycieli. I robiacych bledy jezykowe, i
          merytoryczne w swojej dzialce. W polskiej oswiacie czesto jest dobor negatywny
          do zawodu, niestety.
        • senseeko Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 11:48
          jamniczysko napisała:

          > ...że nauczyciel mówi o "ekskrementach" z młodzieżą... :/

          A gdzie to było, bo mi uciekło?
          Ale jeśli taki passus był, to ja akurat wierzę. Widywałam różnych nauczycieli.
          Im wyżej na stanowisku tym... (nie w sensie stażysta, kontraktowy, mianowany,
          dypl... tylko np wizytator, kurator etc)
          • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 11:57
            > > ...że nauczyciel mówi o "ekskrementach" z młodzieżą... :/
            >
            > A gdzie to było, bo mi uciekło?

            Gwoli ścisłości to mówiła pani Sznytek do Aurelii, w obecności Żaby
            i Żeromskiego.
    • agawa79 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 15:50
      Że Ida wlazła Krzysiowi do pokoju i że nie było innej drogi ucieczki
      przed Klaudiuszem.
      Że Borejkowie siedzieli spokojnie na wakacjach (przez tydzień, o ile
      dobrze pamiętam), chociaż ich córka zwiała spod mokrego namiotu i
      nie było z nią kontaktu.
        • a_weasley Re: Nie wierzę.. 17.12.09, 12:09
          Agawa79 nie może uwierzyć:

          > że nikt nie spytał Pulpecji o to, jak jej
          > poszło na ustnej
          > maturze aż do późnego popołudnia.

          Ja mogę. Tłumacząc to sobie bardzo prosto: okologicznie było widać, że jest
          bardzo źle. Wszyscy mieli na końcu języka, ale nikt nie chciał być tym, który
          pierwszy ten temat poruszy.
          • the_dzidka Re: Nie wierzę.. 17.12.09, 12:46
            > Wszyscy mieli na końcu języka, ale nikt nie chciał być tym, który
            > pierwszy ten temat poruszy.

            E-e. Niemożliwe. Choćby dlatego, że Ida sobie o tej maturze NAGLE
            przypomniała ("Zaraz zaraz, a jak tam matura?").
            • paszczakowna1 Re: Nie wierzę.. 17.12.09, 15:10
              > E-e. Niemożliwe. Choćby dlatego, że Ida sobie o tej maturze NAGLE
              > przypomniała ("Zaraz zaraz, a jak tam matura?").

              Ale to Ida. Wcale się nie dziwię, że mogła sobie "nagle" przypomnieć o maturze
              Pulpy - była mocno zajęta, miała swoje życie, a ponadto Ida była po trochu
              egocentryczką (nie mylić z egoistką). Co do reszty rodziny Artur może mieć rację.
      • onion68 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 16:11
        CytatŻe Borejkowie siedzieli spokojnie na wakacjach (przez tydzień, o ile
        dobrze pamiętam), chociaż ich córka zwiała spod mokrego namiotu i
        nie było z nią kontaktu.


        O, to, to!
        Ja jeszcze nie wierzę, że kobiety z rodziny Borejków spoglądały na siebie
        znacząco przy każdym przejeździe karetki milicyjnej lub konwoju, w rok po
        wprowadzeniu stanu wojennego. W końcu minął rok i pewne sceny powinny im
        spowszednieć.
        Postaci w "Kolumbach" przykładowo nie robią tego, a trauma chyba jest w obu
        rzeczywistościach nieporównywalna.
        Ale może to na tym polega - jeśli sytuacja jest rzeczywiście straszna, człowiek
        aby przeżyć trzyma się temu wszystkiemu wbrew.
      • kkokos Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 20:12
        > Że Borejkowie siedzieli spokojnie na wakacjach (przez tydzień, o ile
        > dobrze pamiętam), chociaż ich córka zwiała spod mokrego namiotu i
        > nie było z nią kontaktu.

        ale tam zdaje się była mowa o w miarę szybkim kontakcie szwagierki ignacego
        (która przyuważyła idę na rynku z serduszkami) z borejkami pod namiotem, więc
        wiedzieli, co się z nią dzieje
        chyba że mi się coś myli
        • mama_kotula Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 21:46
          "- A nie za słodkie te konfitury? - już samo słowo "konfitury" spowodowało, że musiała przełknąć ślinę. Od trzech dni żywiła się suchym chlebem i topionymi serkami najpodlejszego gatunku."

          - na trzeci dzień (1 sierpnia) dopiero ciotka dowiedziała się o tym, że Ida jest w Poznaniu.
          3 sierpnia rodzice Idy wysmażyli do niej telegram, w którym poinformowali, iż "dzwonimy do Ciebie niemal co dzień - a zważ, że nie jest to łatwe na naszym polu namiotowym (...) - a tymczasem Ciebie nie ma w domu. Mama pogrąża się w czarnej rozpaczy, przekonując nas wszystkich, że z pewnością nie dotarłaś do Poznania (...) nie słucha zupełnie moich kontrargumentów, za pomocą których usiłuję jej wyjaśnić, że quae nocent, docent".

          Po czym następuje dalszy wywód, że ojciec Borejko jest spokojny, bo dotarcie PKS-em do domu nie jest zadaniem ponad siły. Widocznie nie wpadł na to, iż Ida mogła wcale nie wsiąść do PKS-u, tylko złapać stopa i razem z dwojgiem narkotyzujących się studentów przemierzać Polskę wzdłuż i wszerz (co się zdarza w najlepszych rodzinach, hmm - wierzcie ;)).
    • marajka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 16:38
      nie wierzę:
      -że Pyza poszła na astronomię będąc humanistką
      -że Pyza zaproponowała Januszowi herbatkę
      -że Laura chciała wyjść za mąż będąc najbardziej niezalezną kobietą
      w serii
      -że tyle licealnych par jest ze sobą po grób
      -że z Gabą stało się to, co się stało
      -że lekarskie małżeństwo, mając na dodatek prywatny gabinet mieszka
      w suterenie
      • mankencja Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 17:56
        > -że Pyza poszła na astronomię będąc humanistką
        w to jestem w stanie uwierzyc, jakow efekt (nota bene) zacmienia
        umyslowego. nie wierze, ze nie rzucila tego szybko w diably

        > -że lekarskie małżeństwo, mając na dodatek prywatny gabinet
        mieszka
        > w suterenie

        czy prywatny gabinet nie byl czescia przychodni prowadzonej przez
        kilku lekarzy?
        • marajka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 18:07
          > w to jestem w stanie uwierzyc, jakow efekt (nota bene) zacmienia
          > umyslowego. nie wierze, ze nie rzucila tego szybko w diably
          A ja dalej nie wierzę. Wierzę w to, co zrobiła Aniella. Ale Pyza i
          Frycek mieszkali i studiowali w jednym mieście!

          > czy prywatny gabinet nie byl czescia przychodni prowadzonej przez
          > kilku lekarzy?

          Było ich chyba kilku, co nie przeszkadzało Idzie zainkasować 50 zł.
          za wizytę.
          • mankencja Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 18:23
            > > czy prywatny gabinet nie byl czescia przychodni prowadzonej
            przez
            > > kilku lekarzy?
            >
            > Było ich chyba kilku, co nie przeszkadzało Idzie zainkasować 50
            zł.
            > za wizytę.
            a dlaczego mialoby przeszkodzic? poza tym praca w szpitalu i jednym
            tylko gabinecie szczegolnych kokosow dawac nie musi. po pierwsze, to
            zalezy, ile razy w tygodniu przyjmuje, po drugie, ilu ma pacjentow.
            • onion68 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 18:46
              No tak, ale skoro to była przychodnia kilku lekarzy, to powinna być ogólna kasa,
              przyjmująca pieniądze. W końcu taka przychodnia generuje koszty ogólne, które
              muszą być w częściach przez właścicieli ponoszone, a nie, że kto pierwszy, ten
              lepszy - czyli bierze wszystko, co się nadarzy.
                • marajka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 19:12
                  Tak czy inaczej- na pewno Ida ma z tego niezły dochód i mogłaby
                  kupić jakiś domek, albo porządne mieszkanie, a nie w suterenie
                  siedzieć, gdzie przez okna widać ludzkie nogi.
                  Mi się to kojarzy z nowelką pozytywistyczną- bieda, rodzina z
                  dziecmi żyje w podziemiach, brat wychowuje siostrę.
                  • mankencja Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 19:31
                    > Tak czy inaczej- na pewno Ida ma z tego niezły dochód
                    już pisałam, że bynajmniej nie jest to pewne.

                    i mogłaby
                    > kupić jakiś domek, albo porządne mieszkanie, a nie w suterenie
                    > siedzieć, gdzie przez okna widać ludzkie nogi.

                    fakt, w kontekscie pozyczki dla Róży i Frycka może to nieco dziwić
                    • marajka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 19:54
                      Dla mnie to jest niepojete! Rozumiałabym sytuację, gdzie młodym
                      grozi zamieszkanie w maluchu i odebranie dziecka. Ale oboje są
                      młodzi, zdrowi i mają ręce do pracy. Frycek to taki talent! I
                      widaćco człowiekowi po talencie, jak niezaradny. A wziąłby te swoje
                      kobiety do UK, tam by znalazł pracę! Ale nie, oni się muszą
                      rodzinnie kisić w Poznaniu. Ja wiem, że to ładne miasto, ale są też
                      inne miejsca na świecie.
                      • mankencja Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 20:08
                        a do tego Różyczka, która nic poza gadaniem o budce z kurczakami nie
                        robi... cudowna parka. ciekawe, czy rodzina będzie ich utrzymywać do
                        skończenia świata z tych pogardzanych pieniedzy
                        • marajka Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 20:14
                          Budka z kurczakami mnie rozwaliła na łopatki. Jasne, jak się mieszka
                          z rodzicami, to sobie można w budce pracować. I jeszcze te
                          słowa "dla mojego dziecka". Czy ona myślała o przyszłości tego
                          dziecka?
                          Nie wierzę, że ona w ogóle się nie bała! Oczywiście, miłość jest dla
                          dziecka najwazniejsza, ale przyzwoite warunki bytowe też! Ona pewnie
                          zakładała, że zostanie z rodzinką...Bo jakby inaczej! Ale o tym, co
                          będzie jak Mila podrośnie juz nie myślała. W to tez nie mogę
                          uwierzyć.
                          • mankencja Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 20:31
                            wydaje mi sie, ze nie myslenie bylo jej glownym zajeciem:
                            - o antykoncepcji: nie
                            - o jakiejkolwiek dalszej przyszlosci: tez niebardzo
                            - o tym, zeby studiowac, a potem zajmowac sie czyms, co w minimalnym
                            chociaz stopniu ja interesuje: nie. dlatego idzie za facetem na
                            astronomie i tam sie meczy
                    • ding_yun Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 01:24
                      E tam. Lekarz mający prywatny gabinet wcale nie musi dobrze
                      zarabiać. Zależy to po prostu od tego czy umie i chce zarabiać, wiem
                      co mówię. Natomiast pożyczka dla Frycków to rzecz dziwna ze wszech
                      miar.
                  • grzalka Re: Nie wierzę.. 31.03.17, 09:23
                    Nigdzie Idzie nie będzie tak wygodnie jak w suterenie, gdzie może w każdej chwili wysłużyć się rodziną i nie ma problemu z kim zostawić dzieci oraz co one zjadły. Więc nic dziwnego, że woli wydać na wakacje w Brazylii. Znam kilka przykładów małżeństw lekarskich mieszkających w starym bloku z wielkiej płyty, mimo, że stać ich na dom z ogrodem co najmniej. Kwestia priorytetów.
                    • iwoniaw Re: Nie wierzę.. 15.05.17, 16:01
                      Ja rozumiem priorytety inne niż wypaśna willa z ogrodem, ale każdy blok z wielkiej płyty, cokolwiek by o nim nie mówić, ma lokale mieszkalne powyżej poziomu gruntu - a Idusia mieszka w suterenie, której okienka umieszczone pod sufitem wychodzą na ruchliwą ulicę i przez które widać co najwyżej stopy przechodniów i śmieci rzucane na chodnik. To jednak różnica i to taka, że ten blok z wielkiej płyty zaczyna się jawić jako lokum luksusowe i o kilka klas bardziej higieniczne... I w czymś takim jak ta suterena mieszka małżeństwo lekarzy? W tym Idusi mającej obsesję na punkcie brudu i zarazków?
                        • tt-tka Re: Nie wierzę.. 16.05.17, 11:10
                          No ale jednak te 8 godzin snu jej dzieci spedzaja w suterenie. Tam trzymaja rzeczy, mi.in lachy. Tam Jozwa i Lusia odrabiaja lekcje (wcale nie na parterze), a Marek to juz w ogole albo w pracy, albo w tej piwnicznej izbie, na gorze od wiekow go nie widziano...
              • laura-gomez Re: Nie wierzę.. 08.11.08, 14:55
                onion68 napisała:

                > No tak, ale skoro to była przychodnia kilku lekarzy, to powinna być ogólna kasa
                > ,
                > przyjmująca pieniądze.

                No i była - przeciez Ida kazała Żabie zapłacić w recepcji, a co za tym idzie nasza pani doktor wcale nie inkasowała 50-ciu zł. za wizytę.
          • dakota77 Re: Nie wierzę.. 02.10.08, 11:56
            Moim zdaniem niania to nie bylaby wcale za duza cena za niezaleznosc i
            prywatnosc. A babcie i tak moglyby przyjezdzac czasem zajac sie dziecmi.
            Dla mnie to niepojete, ze mozna nie odczuwac potrzeby prywatnosci. ida to
            jeszcze, przynajmniej mieszkala na innej kondygnacji. Ale Gaba?
            • weronika753 Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 13:05
              > Ale Gaba?

              Mam wrażenie, że gdyby tylko mogła, to Gaba spałaby w jednym łóżku z rodzicami.
              "Przytulając się do kruchych staruszków swym silnym, ciepłym ramieniem i
              czerpiąc siłę z ich miłości".
              • ananke666 Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 23:20
                > Mam wrażenie, że gdyby tylko mogła, to Gaba spałaby w jednym łóżku z rodzicami.

                Miałaby problem, bo spali osobno.
                W ogóle to bez takich wizji proszę, bo mnie dręczy przy nich zażenowanie i lekkie obrzydzenie, yyyyyyyy...
        • ananke666 Re: Nie wierzę.. 11.11.08, 19:07
          Hm? I to lekarskie małżeństwo z sutereny ma tyle odłożonej forsy, że nie ma co z nią zrobić i zrzuca się na cudzy domek, samo nadal w suterenie z dwójką dzieci bytując? Dla mnie to zdziwko.
          • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 15.11.08, 01:25

            > Hm? I to lekarskie małżeństwo z sutereny ma tyle
            > odłożonej forsy, że nie ma co
            > z nią zrobić i zrzuca się na cudzy domek, samo
            > nadal w suterenie

            Mnie to raczej nie dziwi, sama znam takich, co wolą w marnych warunkach, ale na
            kupie :) i nie wyobrażają sobie wyprowadzki od rodziny nawet na odległość jednej
            ulicy.
      • sta-fraszka Re: Nie wierzę.. 07.12.09, 15:41
        marajka napisała:

        > nie wierzę:
        > -że Pyza poszła na astronomię będąc humanistką

        We wszystkich papierach szkolnych mam napisane, żem humanistka.
        Najniższe oceny miałam zawsze, programowo, z fizyki i matematyki.

        Za miesiąc kończę fizykę.

        Zdarza się.
        Tyle, że ja nie poszłam na nią za Fryckiem a dla czegoś, co wówczas wydawało się
        porażką życiową i kompletnym przypadkiem.

        > -że Pyza zaproponowała Januszowi herbatkę


        oj no dzielna jest

        > -że Laura chciała wyjść za mąż będąc najbardziej niezalezną kobietą
        > w serii


        No ale można mieć męża przecież i nadal być niezależnym człowiekiem.

        > -że tyle licealnych par jest ze sobą po grób
        > -że z Gabą stało się to, co się stało
        > -że lekarskie małżeństwo, mając na dodatek prywatny gabinet mieszka
        > w suterenie

        No, to to tak. :)
    • tygrys2112 Re: Nie wierzę.. 26.09.08, 21:58
      - w zachowanie Pyziaka w samochodzie.
      - w to że Robrojek akurat przypadkiem spotyka Laurę w Toruniu
      - w to że kobieta którą facet skuwa kajdankami zakochuje się w nim
      (ale może nie rozumiem mechanizmów psychologicznych)
      - w Natalię skaczącą po truskawkach jak 5 letnie dziecko
      - Że Laura i Wolfi mogliby wziąć ślub bez wszystkich wcześniejszych
      formalności, bo z tego co wiem jest ich sporo i trwają trochę.

      W chęć brania ślubu przez Laurę jestem w stanie uwierzyć w jednym
      kontekście - chęci wyrwania się z domu. Coś nie do końca przemyślany
      bunt młodzieńczy - uciekam z narzeczonym, zamieszkamy razem z dala
      od tej trzymającą mnie pod kluczem zgrai potworów. (Bo Borejkowie
      jawią mi się trochę jak taka mająca w swoich mackach wszystko
      ośmiornica, przepraszam wszystkich serdecznych fanów rodziny) Tyle
      że nie przyszło jej do głowy że muszą mieć jakąś pracę, mieszkanie.
      Ot - jedziemy sobie do kościoła i się pobieramy.

      • kkokos Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 19:56
        > - w zachowanie Pyziaka w samochodzie.

        zgadzam się, to dla mnie jedna z większych wpadek autorki w całym cyklu

        > - w to że Robrojek akurat przypadkiem spotyka Laurę w Toruniu
        a w to akurat wierzę, świat jest naprawdę mały, sama spotykałam
        znajomych/dalekich znajomych w absurdalnych miejscach/sytuacjach, nawet tak, że
        mieszkając na sąsiednim podwórku nie spotkałam koleżanki z podstawówki przez
        lata, aż na ulicy zagranicą
      • senseeko Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 12:04
        tygrys2112 napisała:

        > - w zachowanie Pyziaka w samochodzie.
        W tym wielkm korku zimową porą? Wierzę. Widywałam.

        > - w to że Robrojek akurat przypadkiem spotyka Laurę w Toruniu

        Wierzę. Mi się ciągle zdarzają najdziwniejsze spotkania w najdziwniejszych miejscach. Kiedyś przypadkiem wyskoczyłam do W-wy i przypadkiem spotkałam kolegę który na stałe mieszka w Bieszczadach, a tez akurat przypadkiem wyskoczył do W-wy. Mnie tego typu sceny nie dziwią. U mnie to normalka.

        > - w to że kobieta którą facet skuwa kajdankami zakochuje się w nim
        > (ale może nie rozumiem mechanizmów psychologicznych)

        Wierzę. Zdarzaja się jeszcze dziwniejsze powody zakochań. Słyszałam o przypadku kobiety, ktorą facet zrzucił z mostu, bo chciała z nim zerwać, po czym poszedł na (jeszcze wtedy) milicję i przyznał się do zabójstwa w afekcie.
        Tymczasem dziewczyna nie utonęła, bo poziom wody w Wiśle był akurat niski, wydostała się na jakąś łachę piaszczystą na srodku rzeki i stamtąd wzywała pomocy.
        No i najdziwniejszy był finał.
        Faceta przymknęli za usiłowanie zabójstwa (nie na bardzo długo, bo były okoliczności łagodzące) a dziewczyna stwierdziła, że będzie na niego czekać bo "teraz dopiero zrozumiała, że on ją naprawdę kocha"
        > - w Natalię skaczącą po truskawkach jak 5 letnie dziecko

        Wierzę. Mnie samej zdarzają sie zachowania irracjonalne zwłaszcza gdy jestem zmęczona, niewyspana, albo głodna. Dziewczyna po prostu wpadła w histerię. IMHO bardzo to pasuje do portretu psychologicznego Natalii.
        > - Że Laura i Wolfi mogliby wziąć ślub bez wszystkich wcześniejszych
        > formalności, bo z tego co wiem jest ich sporo i trwają trochę.

        Dlatego też nie wzięli. Oni tylko myśleli, że to będzie takie łatwe.
        >
        > W chęć brania ślubu przez Laurę jestem w stanie uwierzyć w jednym
        > kontekście - chęci wyrwania się z domu. Coś nie do końca przemyślany
        > bunt młodzieńczy /.../
        > Ot - jedziemy sobie do kościoła i się pobieramy.
        >
        Jak najbardziej pasuje to do osobowości Laury. Ona dość impulsywna jest.
        Ja też byłam o włos od wzięcia ślubu "dla jaj", żeby się ludzie dziwili, że wyjechałam panną a wracam mężatką.
      • yackandandah22 Re: Nie wierzę.. 05.06.14, 16:02
        Chec wyrwania się z domu nie rowna się slubowi - ja wyrwałam się z domu zaraz po studiach, bo znalazłam prace (z mieszkaniem) w Pradze. Natomiast nie uwierzę, ze osiemnastolatka 'planuje szybki slub' po pierwszym pocałunku z Wolfim (i, z tego co wnioskuje) w ogole pierwszym pocałunku w swoim zyciu. Mentalnosc dziewietnastowieczna
        • ciotka_scholastyka Re: Nie wierzę.. 23.06.14, 12:16
          > Natomiast nie uwierzę,
          > ze osiemnastolatka 'planuje szybki slub' po pierwszym pocałunku z Wolfim (i, z
          > tego co wnioskuje) w ogole pierwszym pocałunku w swoim zyciu. Mentalnosc dziew
          > ietnastowieczna

          Mam wrażenie, że te wszystkie dzikie pomysły Laury jak planowanie ślubu z Wolfim czy też sugerowanie Luckowi, że muszą się pobrać, bo jak ona skończy 19 lat, to już nikt na nią nie spojrzy - to nie tyle bzdura wymyślona przez panią MM, tylko celowe pokazanie, jaka ta Laura jest w rzeczywistości głupiutka i niedojrzała. Dopiero uborejkowienie jej z okazji ślubu z Adamem zmienia jej wizerunek, Laura już jest mądra, już żałuje, jak to krzywdziła matkę, przeżywa to, że się z nią rozstaje, cały czas ma na uwadze, że "była u spowiedzi" ;), deklaruje matce przez telefon "kochamy cię. Kochamy" itd.
          • emae Re: Nie wierzę.. 24.06.14, 06:37
            ciotka_scholastyka napisała:
            >
            > Mam wrażenie, że te wszystkie dzikie pomysły Laury jak planowanie ślubu z Wolfim
            > czy też sugerowanie Luckowi, że muszą się pobrać, bo jak ona skończy 19 lat,
            > to już nikt na nią nie spojrzy - to nie tyle bzdura wymyślona przez panią MM,
            > tylko celowe pokazanie, jaka ta Laura jest w rzeczywistości głupiutka i niedojrzała.

            Jestem przekonana, że o to chodzi. Słabość tego zamysłu polega na tym, że autorka najwyraźniej niestety nie umiała napisać mądrej i dojrzałej Laury. W rezultacie najnowsza Laura jest jeszcze bardziej niedojrzała, dziecinna i głupiutka niż kiedykolwiek, a do tego "urobiona", wystraszona i brnąca w jakiś chory związek.

            A jeszcze w "Sprężynie" to była taka fajna postać, wiedząca czego chce, umiejąca z klasą zakończyć związek...


            • hania_jk Re: Nie wierzę.. 31.07.14, 14:17
              Nie wierzę, że Sławek Lewandowski - jak sam twierdził - przeczekał był wszystkich poprzednich adoratorów Idy, a tym Kriysztofa i tego cholernego Klaudiusza (nie pamiętam, czy wspominał Waldka).

              Zawsze to wprowadzenie go "wstecz" wydawało mi się bardzo na siłę i podobne zresztą do wielu późniejszych "doszytych" rzeczy w Kalamburce. Przez całą poprzednią powieść Ida Borejko ryczała, że nikt jej nie chce, a tu myk, w następnej okazuje się, że rzekomo cały czas wzdychał do niej sąsiad. Kupy się nie trzyma. I co to znaczy "przeczekiwał"? Na co w zasadzie czekał? Bez sensu.
              • vi_san Re: Nie wierzę.. 31.07.14, 15:29
                Jak to na co czekał? Na to aż pani Ałtorka się zdecyduje zrobić z chudej, wygiętej w kabłąk Idusi o okrągłych oczkach seksownego wampa o skośnych, kocich ślepiach...
                A ja:
                - nie wierzę, że o "dorosłym" uczuciu można mówić [lub nawet myśleć] jak o złotej nici, tudzież nie pojmuję, jak, na Zeusa, o dorosłości ma świadczyć fakt, że pannica dostaje małpiego rozumu, bo jakiś pan wysłuchał koncertu.
                - nie wierzę w Gabę jako dzielną, dobrą, mądrą, niewzruszone centrum, grzywkę uśmiechniętą i co tam jeszcze.
                - nie wierze w to, że ta sama autorka, która napisała moją ukochaną "Szóstą Klepkę" to ta sama ałtorka, co sknociła "McCośtam"...
                • bupu Re: Nie wierzę.. 31.07.14, 18:08
                  vi_san napisała:

                  > A ja:
                  > - nie wierzę, że o "dorosłym" uczuciu można mówić [lub nawet myśleć] jak o złot
                  > ej nici

                  Zawsze miałam wrażenie, że dojrzałe uczucie jest rzeczą o wiele bardziej złożoną, wypracowującą się w miarę poznawania delikwenta i wspólnego z nim życia. A złoty nicień to może być co najwyżej radosne zadurzenie, bo z tego, że pan tak ładnie i w nabożnym skupieniu Mozarta słuchał, to się raczej fundamentu związku nie stworzy.

                  > tudzież nie pojmuję, jak, na Zeusa, o dorosłości ma świadczyć fakt, że
                  > pannica dostaje małpiego rozumu, bo jakiś pan wysłuchał koncertu.

                  Ależ. To elementarne przecież. Pannica skutkiem małpiego rozumu decyduje się żyć po bożemu, czyli spełniać się jako żona (czyt. podnóżek pana i wuatcy), jakieś kretyńskie mrzonki o niezależności ulatują jej z mózgu definitywnie (razem z całym mózgiem wprawdzie, ocalał tylko ośrodek mowy generujący stęki "Aaaaaadaaaammm"), nawraca się na Miłą Stronę Mocy - znaczy dojrzała!
                  • vi_san Re: Nie wierzę.. 31.07.14, 19:12
                    Jakoś dziwnie mam wrażenie, że mimo różnych idiotyzmów związek Laurki z Wolfim był "normalniejszy" niż z madamem deTektura. Bo i takie gwałtowne zakochanie pary małolatów, ten pęk forsycji rzucony przez balkon... To w ich wieku normalne. A potem, ni w pięć ni w dziewiętnaście Łałra poznaje złote nici i zaczyna latać za facetem, bo "przeżywał" Mozarta. I na tej, nieprawdaż, opoce buduje związek uwieńczony małżeństwem? No, faktycznie, dorosła jak nic.
                    Ostatnio odkryłam w sobie sadystyczne skłonności i namówiłam bratanicę [18 lat - dziewczyna rozczytana, lubiąca książki jako takie] do przeczytania McKoszmaru i wypowiedzi na temat. Bo pomyślałam, że może ja już jestem stara ciotka, co to siedzi na kanapie i ma za złe. No i jednak nie. Po zapoznaniu się panny z tym wiekopomnym "arcydziełem" usłyszałam, że to bzdury do potęgi nieskończonej [czytała przy mnie i uzupełniałam jej informacje o borejmafii], że nawet ona ma więcej rozumu, niż te kretynki - bohaterki, że gdyby nią jakiś ... próbował potrząsnąć jak czymkolwiek, to może by nie zabiła, bo to kłopot z ukryciem zwłok, ale byłoby blisko, a za Nadszympansa nie wyszłaby za Chiny Ludowe z Koreą na dodatek, bo ewidentnie facet ze skłonnością do sadyzmu psychicznego i ubezwłasnowolniania "partnerki". Czyli to nie my źle czytamy, tylko coś całkiem innego, niestety...
              • lululemon12 Re: Nie wierzę.. 01.08.14, 12:30
                hania_jk napisała:

                > Nie wierzę, że Sławek Lewandowski - jak sam twierdził - przeczekał był wszystki
                > ch poprzednich adoratorów Idy, a tym Kriysztofa i tego cholernego Klaudiusza (n
                > ie pamiętam, czy wspominał Waldka).

                Zawsze mi się wydawało, że Sławek na fali zauroczenia trochę modyfikuje sobie wspomnienia. Albo stara się wzmocnić efekt przemowy (i może nawet w tamtej chwili jest święcie przekonany, że mówi prawdę).
      • senseeko Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 12:07
        k_linka napisała:

        > ja nie wierze...
        > 1. w zareczyny Rozy i Frycka w stogu siana
        > 2. w dlugotrwaly zwiazek Anieli i Bernarda
        > 3. w prace Natalii na Cyprze

        A możesz uzasadnić? Bo same w sobie te historie są prawdopodobne. Zwłaszcza
        ostatnia - akurat w tym czasie Scan Holiday masowo poszukiwał pilotów
        rezydentów, których szkolił i wysyłał na rok. Sama się przymierzałam do takiego
        wyjazdu.
        • k_linka Re: Nie wierzę.. 13.11.08, 23:29
          1. Nie jestem sobie w stanie wyobrazic tzw "dzisiejszej mlodziezy" zaczynajacej
          pierwszy nastoletni zwiazek od zareczyn. Wybaczam ogolna kiczowatosc scenerii,
          siano, poezje, ulewe, ale nie ZARECZYNY. Z jezycjadowych "oswiadczyn" - bo tak
          sie zaczynaja wszystkie zwiazki (spotkal sie ktos z Was w zyciu z sytuacja,
          gdzie na pierwszej randce ktoras ze stron deklaruje zdecydowane plany
          malzenskie? Ja nie, ale gdyby sie zdarzylo uciekalabym od psychopaty bez
          ogladania sie za siebie) - najbardziej lubie te Kreski i Macka: z lekkim
          zaklopotaniem, niesmiale, bez zadecia.
          2. Wiele slow juz padlo na ten temat, a i ja sie chyba wypowiedzialam, moze
          niezbyt obszernie bo bardziej wylewna jestem w mowie niz w pismie. Ogolnie rzecz
          rozpatrujac - Aniela nie jest typem zony matkujacej partnerowi i nie widze jej
          odnajdujacej sie w takim ukladzie. Widze ja flirtujaca z kolegami z teatru,
          przyjmujaca holdy wielbicieli i znudzona kurem domowym - Bernardem.
          3. Wyjazd Natalii na Cypr mial byc - moim zdaniem - taka podroza, w jaka
          wysylano panny z dobrych domow, by zapomnialy o niodpowiednim konkurencie. A ze
          to malo wspolczesne, MM wymyslila jej prace na slonecznej wyspie. Prace
          nieodpowiadajaca charakterowi biernej, niezdecydowanej i rozlazlej Nutrii. Nie
          watpie ze Scanholiday zatrudnilby Natalie, nie wierze ze ona zdobyla sie na to,
          zeby starac sie o taka prace...




          senseeko napisała:

          > k_linka napisała:
          >
          > > ja nie wierze...
          > > 1. w zareczyny Rozy i Frycka w stogu siana
          > > 2. w dlugotrwaly zwiazek Anieli i Bernarda
          > > 3. w prace Natalii na Cyprze
          >
          > A możesz uzasadnić? Bo same w sobie te historie są prawdopodobne. Zwłaszcza
          > ostatnia - akurat w tym czasie Scan Holiday masowo poszukiwał pilotów
          > rezydentów, których szkolił i wysyłał na rok. Sama się przymierzałam do takiego
          > wyjazdu.
          • nessie-jp Re: Nie wierzę.. 15.11.08, 01:34
            k_linka napisała:

            > rozpatrujac - Aniela nie jest typem zony matkujacej
            > partnerowi i nie widze jej odnajdujacej sie
            > w takim ukladzie. Widze ja flirtujaca z kolegami z teatru,
            > przyjmujaca holdy wielbicieli i znudzona kurem
            > domowym - Bernardem.

            A dla mnie ta para właśnie dlatego jest tak wiarygodna, że każde z nich jest
            absolutnie zapatrzone w siebie i drugą stronę traktuje całkowicie abstrakcyjnie!
            Ot, spotkają się czasem w łożu, coś tam spłodzą, ona zje co on ugotuje
            (rozmyślając przy tym o teatrze i swej w nim misji), on ugotuje nie dla niej
            wszak, tylko rozmyślając przy tym o SOBIE, swej sztuce i ogólnie poznanych
            istotach kobiecych...

            Reasumując, kontakt obojga z rzeczywistością jest na tyle wątły, że łatwo
            uwierzyć, iż mogą się jednocześnie całkowicie ignorować i całkiem dobrze ze sobą
            żyć. Aniela nie dostrzega Bernarda, dopóki się o niego nie potknie, Bernard nie
            dostrzega Anieli, dopóki nie jest mu potrzebny chwilowy obiekt do
            komplementowania. Jako że oboje są doskonale egotyczni, żadne nie narusza
            przestrzeni osobistej drugiego i jest dobrze. :) Król i królowa, każde ze swoim
            dworem.

            Oczywiście są jednocześnie postaciami całkowicie nierealnymi w normalnej
            rzeczywistości, no ale Jeżycjada to raczej bajka, tylko czasem siląca się na
            realizm.
          • truscaveczka Re: Nie wierzę.. 17.02.10, 08:22
            k_linka napisała:

            > 1. Nie jestem sobie w stanie wyobrazic tzw "dzisiejszej mlodziezy"
            zaczynajacej
            > pierwszy nastoletni zwiazek od zareczyn. Wybaczam ogolna
            kiczowatosc scenerii,
            > siano, poezje, ulewe, ale nie ZARECZYNY. Z jezycjadowych
            "oswiadczyn" - bo tak
            > sie zaczynaja wszystkie zwiazki (spotkal sie ktos z Was w zyciu z
            sytuacja,
            > gdzie na pierwszej randce ktoras ze stron deklaruje zdecydowane
            plany
            > malzenskie?
            Mam co najmniej trzy takie osoby w rodzinie. Ja też się zaręczyłam -
            PRZED pierwszą randką :D
              • truscaveczka Re: Nie wierzę.. 17.02.10, 14:30
                No. Zaręczyłam się, nie wiedząc jak wygląda Ukochany :P Tzn wiedząc z
                opisu słownego. Korespondowaliśmy naukowo, potem trochę mniej
                naukowo, potem parę miesięcy deklaracji, potem spotkanie :) No i
                wyszłam za mąż. 9 lat temu. Nadal szczęśliwa jestem :)
                Oboje byliśmy nówki nieśmigane, więc razem uczyliśmy się dorosłości i
                bycia razem :)
        • baba67 Re: Nie wierzę.. 18.02.10, 07:41
          Jak sie ma z kims blizniaki,a samemu nie ma sie nabozenstwa do prac domowych za
          to wielka pasje tworcza to zwiazek jest wrecz idealny.
          Mnie tylko zawsze i nieodmiennie dziwi dlaczego tez zwiazek w ogole sie zaczal.
          Owszem jestem w stanie uwierzyc ze Aniela docenila Bernarda jako jednostke
          ludzka i oraz przyjazn jaka jej ofiarowal, ale jusz szalow zakonczonych
          blizniakami ni w zab. Aniela byla kobieta, ktorej trzeba bylo iMPONOWAC-dlatego
          Robrojkowi sie nie powiodlo-a tu szql cial z jakims nieporadnym misiem.
          Nie wierze.
          • marslo55 Re: Nie wierzę.. 19.02.10, 14:32
            baba67:
            "Owszem jestem w stanie uwierzyc ze Aniela docenila Bernarda jako
            jednostke ludzka i oraz przyjazn jaka jej ofiarowal, ale jusz szalow
            zakonczonych blizniakami ni w zab."
            Do skonstruowania blizniakow wystarczylo zaszalec raz. Pomysl o
            szalonym, namietnym Ignacu, ojcu czterech corek!
            • baba67 Re: Nie wierzę.. 19.02.10, 15:32
              Meli Ignac imponowal, zreszta ona nie byla nigdy kobieta ktorej trzeba
              imponowac. A Aniela zawsze byla.I obojetnie ile razy byly te szaly, niepomiernie
              mnie dziwi ze do nich doszlo w ogole. W przypadku tej pary. Jakby chodzilo o
              kogos w typie Cesi to dlaczego nie. Ale ona trafila akurat na prawdziwego FACETA.
              • yo-a-ko Re: Nie wierzę.. 19.02.10, 18:18
                No, właśnie, mnie też dziwi, że "do tych szałów w ogóle doszło", że Aniella
                związała się z Bernardem...
                Aniella wydaje mi się babką bardzo wrażliwą na taki "hollywoodzki" rodzaj
                męskiego sex-appealu... Jak sądzę, może się (nierzadko ;-))) zdarzyć, że kobieta
                z taką wrażliwością pozna faceta "niehollywoodzkiego", i zakocha się w nim
                głęboko i szczerze, bo znajdzie w nim coś, co ją zachwyci (mądrość życiowa,
                ciepło, inteligencja, wewnętrzna siła... i jeszcze trochę, co kto lubi ;-)))...
                A ja nie bardzo widzę, czym Aniella mogłaby się zachwycić w Bernardzie?
                Cóż, może się jednak NIE zachwyciła niczym, tylko uznała go za "wróbla w
                garści"... Ale - to mi też jakoś zupełnie do jej ognistego charakterku nie pasuje!
              • yo-a-ko Re: Nie wierzę.. 19.02.10, 18:24
                Mała errata do mego poprzedniego postu: (posta? :-)
                napisałam, że nie wiem, czym Aniella mogłaby się zachwycić w Bernardzie... Nie
                mam na myśli, ze w Bernardzie nie ma się czym zachwycać, pewnie znalazłyby się
                się osoby, dla których choćby owo dziecięce, "artystyczne" przezywanie świata
                mogłoby być tegoż zachwytu godne... Ale - nie widzę w B niczego, co mogłoby być
                własnie dla Anieli czymś budzącym podziw.
              • vi_san Re: Nie wierzę.. 31.07.14, 15:36
                Dawno to było, ale co tam. :D
                Może Aniella i Bernardo po prostu na jakiejś imprezce artystyczno - intelektualnej zupełnie nieintelektualnie nadużyli trunków i równie nieintelektualnie wylądowali w pościeli? A potem się nagle okazało, że bliźniaki w drodze, to tego, nie było co wybrzydzać, Aniela wzięła co było [czyli Bernarda] i w efekcie jest nawet zadowolona: ona ma pasję, gra, jeździ po Polsce, flirtuje, a dziećmi i codziennymi drobiazgami [jak rachunki za prąd czy zakupy spożywcze] zajmuje się on.
    • agnieszka_azj Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 13:58
      Nie mieści mi się w głowie praktycznie nic, co jest opisane
      w "Żabie" i "Czarnej polewce", więc się nie będę wdawać w szczegóły.

      Z rzeczy wcześniejszych:

      - nie wierzę w pracę Natalii jako rezydenta biura podróży
      gdziekolwiek ze wzgledu na jej charakter, a na Cyprze w
      szczególności - ze względu na karnację i niechęć do upałów

      - jestem w stanie uwierzyć w to, że Różyczka miłosnym amoku wybrała
      studia astronomiczne,
      z nieco większym trudem jestem w stanie uwierzyć, że się na nie
      dostała,
      ale nie uwierzę, że nie wyleciała z hukiem po pierwszym góra drugim
      roku - to są naprawdę trudne studia i osoba z zacięciem
      humanistycznym, dla której nauka w mat-fizie już była problemem na
      pewno nie ma tam czego szukać...
      ... chyba, że Fryderyk pisał za nią prace zaliczeniowe ;-)

      - nie wierzę, że Mila nie interesowała się maturą Pulpecji do tego
      stopnia, że nie zapytała jak jej poszło.
      Ja jestem jedynaczką, więc moja matura była tematem nr 1 w domu
      przez czały rok ;-), ale mam trzy córki i nie wierzę, ze można się
      czymś tak ważnym w życiu dziecka nie zainteresować.
      Jedyne wytłumaczenie to takie, że Pulpa coś pochachmęciła z
      terminami i nie przyznała się w domu, że zdaje tego dnia.
      Scena w "Pulpecji" byłaby bardziej prawdopodobna, gdyby po prostu
      wróciła ona do domu w trakcie spektaklu córeczek Gabrysi i wtedy
      pytania rodziny byłyby jak najbardziej na miejscu.
      • sowca Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 16:51
        No, ale w końcu Pyza oblała jakiś ważny egzamin, jak wspomina
        Józinek.
        Ja nie wierzę, że:
        - nieobecnego przez dwadzieścia parę lat ojca Pyza wita tekstem "
        Może herbatki?"
        - w kilkanaście lat po odejściu Janusza Gaba wciąz go rozpamiętuje,
        choć wyszła ponownie za mąż. Być może tak się zdarza. Ale ja w to
        uwierzyć nie mogę.
        • kkokos Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 19:58
          > Ja nie wierzę, że:
          > - nieobecnego przez dwadzieścia parę lat ojca Pyza wita tekstem "
          > Może herbatki?"

          ależ oczywiście, że tak. co się robi u borejków, gdy nie wiadomo, co robić?
          zaprasza się do kuchni i pije herbatkę. pyza musiała ten tekst słyszeć miliony
          razy, więc go powtórzyła

          > - w kilkanaście lat po odejściu Janusza Gaba wciąz go rozpamiętuje,
          > choć wyszła ponownie za mąż. Być może tak się zdarza. Ale ja w to
          > uwierzyć nie mogę.
          tak, to dla mnie też dmuchana trauma

          • meduza7 Re: Nie wierzę.. 08.10.08, 11:52
            > > Ja nie wierzę, że:
            > > - nieobecnego przez dwadzieścia parę lat ojca Pyza wita tekstem "
            > > Może herbatki?"

            Hm, jak dla mnie tekst o proponowaniu Januszowi herbatki był bardzo, bardzo
            ironiczny. Nie zacytuję dosłownie, ale było tam coś o tym, że Pyza kompletnie
            nie wiedziała, jak się zachować, aż w końcu w jej skołatanym umyśle mignęło
            magiczne zdanie, odpowiednie na każdą okazję... Jakoś tak.
    • filifionka-listopadowa Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 15:39
      - ,że oni wszyscy żyją się jeden na drugim w tych gumowych mieszkaniach i nikt
      nie odczuwa potrzeby samotności.
      - i ,że nikt poza "wyrodną" Laurą nie ma ochoty się wyprowadzić.
      - w postawę lekce sobie ważącą Borejków w stosunku do pieniędzy.
      - w noc poślubną Marka i Idy
      - ,że żadne dziecko (poza "podłą" Laurą) się nie buntowało , nie traktowało
      rówieśników jako większego autorytetu niż rodzina (przez jakiś czas), nie
      chodziło na koncerty, na imprezy do kawiarni i nie próbowało żyć po swojemu.
      (pomijam deklaracje Pulpy bo to tylko deklaracje).
      - w Gabę jaką wspaniałą matkę.
      - ,ze małżeństwa i pary się nie kłócą, nie zdradzają i nie rozstają.



      Jako komentarz do studiów Pyzy: w P-ń na astronomie może się ostać każdy jako
      ,ze jest tam jakieś 0,5 osoby na miejsce, co roku jest rekrutacja uzupełniająca
      itp. Ale utrzymać się tam to już inna historia.
      • a_weasley Re: Nie wierzę.. 17.12.09, 12:51
        Filifionka-listopadowa napisała:

        > że oni wszyscy żyją się jeden na drugim
        > w tych gumowych mieszkaniach i nikt
        > nie odczuwa potrzeby samotności.
        > - i ,że nikt poza "wyrodną" Laurą nie ma
        > ochoty się wyprowadzić.

        Ale jak się przyjrzeć, to w końcu wszyscy gdzieś, bliżej lub dalej, się
        wyprowadzają.

        > - w postawę lekce sobie ważącą Borejków
        > w stosunku do pieniędzy.

        Są tacy ludzie, dlaczego więc nie Borejkowie?

        > - w noc poślubną Marka i Idy

        Ja też nie.

        > - w Gabę jaką wspaniałą matkę.

        Ludzie się zmieniają. Po dziecku takze i zwłaszcza.

        > - ,ze małżeństwa i pary się nie kłócą,
        > nie zdradzają i nie rozstają.

        Choć może trudno w to uwierzyć, są małżeństwa, które się nie rozwodzą i nie
        zdradzają. O takim, które by się nie kłóciło, nie słyszałem.
    • mama_kotula Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 20:39
      verdana napisała:-że przez całe dzieciństwo Róża ani razu nie pomyslala o ojcu

      Ja w to jak najbardziej wierzę. To znaczy, nie tyle "nie myślała" - bo tego wiedzieć nie możemy, ale że w ogóle nie podejmowała tematu ojca.
      Ja temat ojca podjęłam w wieku lat ok. 19, z czystej ciekawości. I to był jedyny raz, kiedy rozmawiałam z mamą o moim ojcu. Przepraszam, pomyłka - rozmawiałam jeszcze jakoś na początku tego roku kiedy znalazłam ojca na naszej-klasie. Ale też na zasadzie "o, patrz, ojciec na naszej klasie". I tyle.
      Wcześniej kilka, dosłownie kilka razy przez myśl przemykała mi postać ojca, ale w sumie na zasadzie "no wiem, że ktoś taki jest i to by było na tyle".
      • verdana Re: Nie wierzę.. 27.09.08, 22:34
        Nie myślała własnie. Gdzieś tam jest wzmianka, ze Pyza własnie to
        sobie mysli w związku z wybrykiem Laury - że nigdy, przez całe zycie
        nie czula potrzeby zobaczenia fotografii ojca, ani dowiedenia sie o
        nim czegokolwiek. Tym bardziej, ze temat się przewijal w domu.
        I w to wlasnie nie wierzę!
        • sella_w Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 01:48
          Nie wierzę w to, że te wszystkie mądre babki z Jeżycjady (Róża, Pulpa) przy pierwszym kontakcie z facetem porzucają wszystkie swoje zainteresowania i aspiracje i dają się tym facetom jakoś zwyczajnie "przerobić". Zero własnego zdania, zero pomysłu na własne życie. Takie cielaczki.

          Pojawia się facet, podaje im rączkę, one się rumienią, a potem zmieniają światopogląd o 180 stopni. Tak na prawdę to MM jest strasznie szowinistyczna, bo zakłada, że kobieta bez faceta to kobieta niepełna.

          I po prostu nie wierzę, że to świadome przesłanie. Nie wierzę i już.
          • verdana Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 09:42
            I naprawde nigdy nie wiedzialas zdjecia swojego ojca? Bo ja
            rozumiem, ze dziecko zobaczy, pomysli "obcy facet', i przestaje się
            interesować. Ale zeby gdzieś do 17-tki nawet nie zainteresować się,
            jak ojciec wygląda?
            • jamniczysko Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 10:30
              Myślę, że Pyza mogła być zainteresowana tą kwestią, ale nade
              wszystko nie chciała robić przykrości mamie i babci. Ten temat mocno
              bolał je obie, a tylko one mogły służyć za źródło informacji.
                • jamniczysko Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 10:47
                  Hmmm... Ja tego nie odebrałam aż tak jednoznacznie. Zapamiętałam, że
                  zobaczyła znienacka ojca na zdjęciu i uświadomiła sobie, że do tej
                  pory nie miała potrzeby oglądać jego twarzy... Dla mnie to nie jest
                  to samo... Odświeżę sobie "TiR". Może to niezupełnie tak tam było.
                  • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 11:09
                    Dziwnym jest dla mnie to, ze Pyza mimo wyczuwalnej namacalnie traumy sw. Gaby
                    oraz "dyskrecji" swej rodziny (z Mila w roli wiodacej) ani razu nie odczuwa
                    chociazby tej krztyny ciekawosci poznania ojczaszka, co Laura.
                    Przeciez obie male nosza jego nazwisko, a Róze nawet przezywaja Pyzunia w rodzinie!
                    Niezrozumiale jest tez dla mnie wlasnie to, ze Gaba nie nadala córkom swego
                    panienskiego, prawdziwego, slusznie Borejkowskiego nazwiska, skoro Pyziaka tak
                    bardzo nienawidzi.

                    Ja sama mam tak jak Mama_Kotula - nigdy nie widzialam ani razu fotki ojca i nie
                    wiem w ogóle, jak wyglada. Na szczescie mama moja kochana byla tak fajnym
                    rodzicem w moim dziecinstwie, ze nigdy nie brakowalo mi tego obcego w sumie
                    dziada. Tak samo jak nie brakowaloby mi jakiegos dalekiego wujka lub kuzyna, o
                    którym nic nie wiem. Nigdy tez moja madra mama nie robila wielkiego halo ani
                    takiej chorej atmosfery jak Gaba w Jezycjadzie. Od malego wiedzialam o ojcu, ale
                    zwisal mi on obojetnym leszczem, tak jak i mamie ;p
                    W sumie ojciec to za duzo powiedziane - dla mnie ten pan to tylko "sponsor
                    plemnika" (wybaczcie te slowa szczere).
                    Dzisiaj chetnie sprawdzilabym tylko, jak on wyglada teraz i jak wygladal wtedy,
                    oraz jak wyglada reszta drzewa genealogicznego i czy sa w tej czesci mej rodziny
                    jakies ciekawe historie z zeszlych wieków :) Interesuje mnie tylko profil
                    genetyczny, za to nie chcialabym ze sponsorem utrzymywac kontaktów - o czymze to
                    mialabym z tym obcym w ogóle rozmawiac?
                    • jamniczysko Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 11:22
                      Lezbobimbo, rozumiem Twoją postawę w całej rozciągłości. Domyślam
                      się, że Twojej Mamie czasem nie było łatwo zachować taką postawę.

                      Ja słyszałam pytania o sponsora plemnika, odkąd mój syn zaczął
                      mówić. I mogę z czystym sumieniem wyznać, że odpowiedziałam prawdę
                      na każde z nich - niezależnie od tego, jak były niewygodne.

                      Pół roku temu zdecydowałam się złożyć pozew o pozbawienie władzy
                      rodzicielskiej. Wszystko poszło gładko i mam kwit, który na
                      przyszłośc zabezpieczy mojego syna na wypadek, gdyby sponsor
                      plemnika zechciał domagać się alimentów na przykład. Nie
                      przewidziałam jedynie składając pozew, że sąd będzie
                      musiał "przesłuchać małoletniego". Pani sędzia była pod wrażeniem.
                      Mój syn mianowicie oznajmił, że w pełni rozumie postępowanie
                      sponsora plemnika; że nie ma żalu itp.

                      Dlatego jestem w stanie zrozumieć, że i Laura jechała do Torunia
                      pełna nadziei...
                    • kkokos Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 19:53
                      > Niezrozumiale jest tez dla mnie wlasnie to, ze Gaba nie nadala córkom swego
                      > panienskiego, prawdziwego, slusznie Borejkowskiego nazwiska, skoro Pyziaka tak
                      > bardzo nienawidzi.

                      no nie, w tamtych czasach (to niedawno było, ale to naprawdę inne czasy) byłoby
                      to nie do pomyślenia - panieńskie nazwiska matek to dostawały dzieci z marginesu :)
                      • nikusz Re: Nie wierzę.. 09.11.08, 09:16
                        mogła im dać dwa - ja miałam dwa, a jestem mniej więcej w wieku Pyzy. a i tak
                        używałam tego po matce - pierwsze i wygodniejsze, a i mama też do niego wróciła.
                        a z okazji osiemnastki pozbyłam się już całkiem tego po ojcu.
              • dakota77 Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 10:50
                No i wlasnie to mnie przeraza. Raz, ze taka sprawa tyle lat pozniej mogla je az
                tak bolec, ze nie byly w stanie pokazac dzieciom zdjecia ojca, powiedziec o nim
                pare slow. Wiadomo, ze to byla trauma dla rodziny, ale traumy trzeba
                przepracowac. Nie mowiac o tym, ze sa rodziny, ktore zyja pomimo
                tragiczniejszych przejsc. Moim zdaniem mocno nie w porzadku wobec Pyzy i Laury
                bylo to, ze temat ojca w domu nie istnial.
                • jamniczysko Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 10:53
                  Myślę, że gdyby mama Borejko albo nawet Gabrysia usłyszała, że
                  jakąkolwiek traumę "trzeba przepracować", prychnęłaby tylko z
                  pogardą. I w tym sęk. One wiedzą lepiej. :(
                        • jamniczysko Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 11:03
                          Bo są przekonane o jedyniesłuszności takiej postawy.
                          I nie wpuszczają w swoje życie innych silnych postaci, które mogłyby
                          przynajmniej zachwiać leciutko ich wewnętrznymi głębokimi
                          przekonaniami. Laura miała trzeźwy osąd sytuacji, lub przynajmniej
                          czasem próbowała mieć, i proszę, jakie z niej było enfant terrible w
                          ocenie babci!
                        • senseeko Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 12:34
                          dakota77 napisała:

                          > Skoro one same to lubia, niech sie z tym mecza, ale czemu wciagaja w to kolejne
                          > pokolenie?

                          Bo tak po prostu jest. To zwykle dzieci płacą za rodziców a często błędy
                          rodziców ciągną się przez kilka pokoleń.
                          Miałam kolegę z pracy, który był dzieckiem porzuconym. Rodzice robili karierę a
                          jego wychowywała babcia.
                          Kiedy dorósł, ożenił się z przypadku - z koleżanką zony najlepszego przyjaciela,
                          bo się akurat nadarzyła. Oboje źle trafili - być może z innym człowiekiem coś by
                          każdemu z nich udało się zbudować, ale w tym układzie to była katastrofa. Ona w
                          końcu wyjechała do matki, on związał się z sąsiadką, kobietą "po przejściach" z
                          którą był do śmierci i której syna pokochał bardziej niż własne dzieci. Bo z
                          pierwszego małżeństwa zostawił dwie córki. Nie wierzę, że dla nich to nie była
                          trauma, i że to w żaden sposób nie rzutuje na ich życie. A wszystko przez to, że
                          z powodu nieodpowiedzialnych rodziców on sam miał nieco zwichrowany charakter.
                          Oraz nie umiał sobie dobrać partnerki, przez co nieco patologiczne cechy
                          wspomnianej partnerki jeszcze się pogłębiły zamiast wygasnąć (a nie uwierzę, że
                          to nie miało wpływu na córki) Czyli błąd rodziców rzutował na osobowość
                          wspomnianego człowieka i zaowocował traumą w życiu córeczek, co pewnie też jakoś
                          się odbije na ich dzieciach itd
                • onion68 Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 11:34
                  CytatNie mowiac o tym, ze sa rodziny, ktore zyja pomimo tragiczniejszych
                  przejsc.


                  Wygląda na to, że nie tylko Ida miała skłonności do dramatyzowania ;-)
                  • dakota77 Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 11:37
                    No u nich rozpad maleznstwa Gaby i Pyziaka urosl do rangi Rodzinnej Tragedii
                    nr.1 i Posepnej Tajemnicy Rodu. No ludzie, nie im jednym sie rozpadlo,
                    Pyziakowny nie sa jedynymi dziecmi wychowanymi przez ojca. Gdyby mozna o tym
                    bylo u nich w domu porozmawiac, atmosfera bylaby duzo zdrowsza.
              • kriss_de_valnorrr Re: Nie wierzę.. 01.12.08, 21:51
                jamniczysko napisała:

                > Myślę, że Pyza mogła być zainteresowana tą kwestią, ale nade
                > wszystko nie chciała robić przykrości mamie i babci. Ten temat
                mocno
                > bolał je obie, a tylko one mogły służyć za źródło informacji.

                Wcale, ze nie tylko one - Pyza mogla smialo zwrocic sie z pytaniami
                do ciotki Idy nie robiac w ten sposob nikomu przykrosci, wiadomo, ze
                Ida potraktowalaby sprawe bardzo rzeczowo i udzielila potrzebnych
                informacji nie bawiac sie w sentymenty. Dziwne, ze Pyzie nie
                przyszlo takie wyjscie do glowy.
            • mama_kotula Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 21:07
              verdana napisała:"
              I naprawde nigdy nie wiedzialas zdjecia swojego ojca? Bo ja
              rozumiem, ze dziecko zobaczy, pomysli "obcy facet', i przestaje się
              interesować. Ale zeby gdzieś do 17-tki nawet nie zainteresować się,
              jak ojciec wygląda?


              A po co mi to była wiedza, jak ojciec wygląda?
              Nie mam pojęcia, po co bym miała się interesować jak szanowny dawca nasienia wygląda. Do niczego mi to nie było potrzebne. W ogóle bym nie wpadła na to, aby się tym interesować.

              Tak, że sytuacja Pyzy jest możliwa imho.
              • jottka Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 22:38
                mama_kotula napisała:

                > Tak, że sytuacja Pyzy jest możliwa imho.


                a moim zdaniem nie - dlatego, że ma siostrę. i to siostrę, która jest od
                początku żywo nieobecnym ojcem zainteresowana, a wiemy skądinąd, że pyza jest w
                tym zestawie stroną podporządkowaną i w końcu zawsze robi to, czego laura sobie
                życzy. takie nagłe wybicie się pyzy na samodzielność jest mało realne,
                pominąwszy fakt, że musiałaby być ślepa i głucha, żeby nigdy nawet nie pomyśleć
                o ojcu, skoro tak bardzo zajmuje on laurę.
              • dakota77 Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 22:48
                Skoro sa takie przypadki, pewnie brak zainteresowania ojcem ze strony Pyzy nie
                jest taki nieprawdopodobny, ale jednak mnie wciaz dziwi. Chyba jednak wiekszosc
                ludzi chce znac swoje korzenie, wiedziec kim tak do konca jest. A ojcu, jaki by
                nie byl, zawdzieczamy polowe naszych genow i mase cech. Ja bym chciala wiedziec
                chociaz jak wyglada, uslyszec apre zdan o tym, kim byl.
                • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 12:44
                  Cytatdakota77 napisała:
                  > Skoro sa takie przypadki, pewnie brak zainteresowania ojcem ze
                  strony Pyzy nie> jest taki nieprawdopodobny, ale jednak mnie wciaz
                  dziwi. Chyba jednak wiekszosc> ludzi chce znac swoje korzenie,
                  wiedziec kim tak do konca jest. A ojcu, jaki by> nie byl,
                  zawdzieczamy polowe naszych genow i mase cech. Ja bym chciala
                  wiedziec> chociaz jak wyglada, uslyszec apre zdan o tym, kim byl


                  Ja tez bym chciala wiedziec jak wyglada i jaki byl/jest mój sponsor
                  plemnika - wlasnie ze wzgledu na korzenie genetyczne :)
                  Ale nie spedza mi to na codzien snu z powiek. Nie brakuje mi tez
                  jego jako osoby. Nie budze sie w srodku nocy z okrzykiem "tato" na
                  usciech, gdyz tatus jako osobnik w zyciu nie byl mi potrzebny
                  (dzieki dobrej mamie:)

                  Za to zgadzam sie, i samopowtarzam, ze to dosc bezsensowne, ze Pyza
                  nawet o Pyziaku nie pomyslala, majac aktywna siostre tak zadna tej
                  zakazanej wiedzy, nazwisko po ojcu, przezwisko wpodle nazwiska oraz
                  matke zachodzaca mgla rozpaczy przy kazdym napomknieciu. No nie
                  wytrzymalabym i poniuchalabym troche!
                  Wychodzi na to, ze dobra córka u MM to Potrójna Malpka (hear no
                  evil, see no evil, speak no evil).
                  Jeszcze bardziej zal mi przez to Laury, która za swoiscie naturalna
                  potrzebe dowiedzenia sie czegos o biologicznym ojcu, zwlaszcza w
                  rodzinie okazujacej jej niechec za samo podobienstwo fizyczne do
                  tegoz osobnika (ZBRODNIA!) zostaje okrzyknieta zlym potworem... Ach,
                  jakze ta upiorna, toksyczna rodzinka jest pelna dobra, ciepla, sily
                  oraz dyskrecji! Szkoda, ze ta sila to sila zlego na jednego :(
                  • dakota77 Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 12:48
                    No wlasnie,. mnie nie chodzi o to, by Pyza rozpaczala z tego powodu, by tesknila
                    za ojcem. Ale uwazam, ze pytanie, jaki byl, jak wygladal, byloby naturalne. Po
                    prostu z ciekawosci.
                    Kolejny raz czytam, ze przezwisko Pyza pochodzi od nazwiska. Pojawilo sie to
                    gdzies w ksiazce? Bo ja nigdy tak o tym nie pomyslalam. Zawsze uwazalam, ze Pyza
                    bo pulchna i pyzata. Przeciez rodzina raczej nie nadaje przezwisk od nazwiska,
                    tak robia koledzy z klasy:-)
                    • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 13:07
                      dakota77 napisała:
                      > No wlasnie,. mnie nie chodzi o to, by Pyza rozpaczala z tego
                      >powodu, by tesknila> za ojcem. Ale uwazam, ze pytanie, jaki byl,
                      >jak wygladal, byloby naturalne. Po> prostu z ciekawosci.

                      Si! Ja na przyklad wiem tylko, ze mój wapniowy mial jasne loki i
                      gral na perkusji ;P - mama nie miala niestety ani jednej jego fotki
                      (nie pomyslala o tym, kiedy sie rozchodzili) ale gdyby miala,
                      ochoczo by mi pokazala, wlasnie dla zaspokojenia mej dziececej
                      ciekawosci.

                      > Kolejny raz czytam, ze przezwisko Pyza pochodzi od nazwiska.
                      >Pojawilo sie to> gdzies w ksiazce? Bo ja nigdy tak o tym nie
                      >pomyslalam. Zawsze uwazalam, ze Pyza> bo pulchna i pyzata. Przeciez
                      >rodzina raczej nie nadaje przezwisk od nazwiska,
                      > tak robia koledzy z klasy:-)

                      Ja tak mysle ;P Nie wiem, czy to prawda, ale Pyza automatycznie mi
                      sie zawsze kojarzyla z Pyziakiem. Nie mówiac juz o tym, ze imiona
                      córki Gabrieli dostaly dopiero w Imieninach czy gdzies tam (moze to
                      z bierzmowania, a ich prawdziwych imion nie poznamy nigdy ;)
                      Nie wiem zaiste czym kierowala sie ciepla rodzinka Bominków przy
                      tworzeniu przezwisk.. vide Nutria bo zeby wystaja, Pulpa bo tlusta,
                      Motyl bo mu uszy stercza, grubaska Ania.. no to "Pyza bo pyzata"
                      moze pasuje do tego jednak?
                      • dakota77 Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 13:10
                        Ja jestem przekonana, ze Pyza dlatego ze pulchna i pyzata. Naprawde nie sadze,
                        by rodzina nadawala przydomek od nazwiska, i to od nazwiska tak negatywnie
                        naznaczonego, jak Pyziak. Przeciez im sie zle kojarzy wszystkmim. Swoja droga
                        rodzinka z takimi przezwiskami mogla malego czlowieka wpedzic w kompleksy;-).
                        Klasa juz nie musiala sie dokladac do przesladowania;-)
                      • anutek115 Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 13:15
                        Ze skruchą przyznam, że ja mówię czasem "Pyza" do mojego młodszego syna, właśnie
                        dlatego, że jest taki okrąglutki na buzi. Ale nie jest to jego stałe przezwisko.
                        Stałego nie posiada - w najróżniejszy sposób przerabiamy całą rodzina jego
                        niezdrabnialne imię. Ale Pyza też mi się zawsze Pyzą zdawała z racji krągłości
                        różnorakich, a nie z racji nazwiska.
                        Dopiero ty, Lezbobimbo, zwróciłaś moją uwagę na to, że córki Gabrysi tak późno
                        zyskują imiona!!!
                      • lutecja4 Re: Nie wierzę.. 04.10.08, 20:49
                        Kolejny raz czytam, ze przezwisko Pyza pochodzi od nazwiska.
                        >Pojawilo sie to> gdzies w ksiazce? Bo ja nigdy tak o tym nie
                        >pomyslalam. Zawsze uwazalam, ze Pyza> bo pulchna i pyzata. Przeciez
                        >rodzina raczej nie nadaje przezwisk od nazwiska,
                        > tak robia koledzy z klasy:-)
                        a ja mysle,ze to jednak od nazwiska-w koncu w KK mama Borejko myli kilka razy
                        nazwisko Janusza,bo chyba je zle uslyszala za pierwszym razem i wlasnie mowi na
                        niego Pyza
                        a przeciez Janusz na poczatku wyjechal tylko "na zarobek" dopiero pozniej
                        okazalo sie,ze rzucil Gabe,potem wrocil, a potem znow ja porzucil
                        nie mniej jednak tuz po urodzeniu przezwisko Pyza nie mialo zlego wydzwieku, a
                        potem juz przylgnelo i zostalo
                        • dakota77 Re: Nie wierzę.. 04.10.08, 20:55
                          No ale zapytam po raz kolejny, kto nadaje dziecku w rodzinie przezwisko od
                          nazwiska? Gdyby Róża nazywała się Łysińska, wołaliby na nią w domu Łysol? Ja
                          pozostanę przy swojej wersji, że to dlatego, że od dziecka była pulchna. Poza
                          tym nie wierzę, że przezwisko od nazwiska nie miałoby złego wydźwięku, skoro
                          Borejkom wszystko co związane z Pyziakiem źle się kojarzy, nawet stalowe oczy
                          biednej Laury.
                          • lutecja4 Re: Nie wierzę.. 05.10.08, 07:18
                            ale nawet jesli przezwisko pochodzilo od pyzatej buzi, to czy inteligentni
                            Borejkowie nie zauwazli tego,ze "Pyza" i "Pyziak" brzmia podobnie?czy mama
                            Borejko nie pamietala swoich pomylek(nawet Ignacy pisal jej na ten temat cos w
                            liscie)
                            jesli wszystko zwiazane z Pyziakiem zle sie Borejkom kojarzylo to czemu nie
                            kojarzylo sie z nim im to przezwisko?
                            gdyby nazywala sie Łysinska i byla pyzata przezwisko Pyza na pewno kojarzylo by
                            sie tylko z wygladem
                            gdyby nazywala sie Pyziak a urodzila sie bez wloskow i wloski te roslyby bardzo
                            wolno(sa przeciez takie niemowleta) przezwisko Łysolek tez byloby na miejscu{w
                            sumie :))
                            ale Pyziak i Pyza?no cos tu nie gra
                          • senseeko Re: Nie wierzę.. 06.10.08, 12:49
                            dakota77 napisała:

                            > No ale zapytam po raz kolejny, kto nadaje dziecku w rodzinie przezwisko od
                            > nazwiska?

                            Na przykład w mojej rodzinie to funkcjonuje. Różne formuy zdrobnień
                            "odnazwistnych' zwłaszcza wśród męskich potomków. A o moim ojcu mama w pewnych
                            okolicznosciach (gdy chce podkreślić jego odrębnośc genetyczną przejawiającą się
                            w określonych cechach charakteru, których ona nie ma a które ją albo złoszczą
                            albo smieszą) nie mówi inaczej jak uzywając nazwiska bądź w formie pełnej, badź
                            pieszczotliwie przekształconej. Ja to przejęlam i stosuję tak samo w odniesieniu
                            do męża i syna.
                            Uprzedzajac pytania tato nadal mieszka z mamą i myślę, że są dobrym małżeństwem.
                            Jeśli się ma odpowiednie nazwisko, to przydomek "odnazwistny" sam się narzuca.
                            Co nie znaczy, że trzeba to naśladować mając nazwisko powiedzmy Łysińska.

                            > tym nie wierzę, że przezwisko od nazwiska nie miałoby złego wydźwięku, skoro
                            > Borejkom wszystko co związane z Pyziakiem źle się kojarzy, nawet stalowe oczy
                            > biednej Laury.

                            Ale z poczatku kojarzylo się dobrze. Gaba była mężatką, zmieniła nazwisko i się
                            o jej rodzinie mówiło idą Pyziakowie, czy Pyziakowny. To normalne i wiele rodzin
                            tak ma, ze określa nową rodzinę córki czy kogoś znajomego albo od nazwiska albo
                            od imienia jednej z osób (Przyszli Kowalscy, jedziemy do Janków, zaprosiłam
                            Milów, Gabów czy Grzegorzów na niedzielę - nie zawsze jest to od imienia meża,
                            czasem od żony, spotkałam się też z określeniem rodziny przez panieńskie
                            nazwisko pani domu, bo to ona była przyjaciółką osoby określającej, a mąż sie
                            tylko w tę przyjaźń "wżenił")
            • truscaveczka Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 18:23
              Ja nie Kotula ale pozwolę sobie odpowiedzieć ;)
              Najpierw znajduje się niesamowitą grafikę - Kotulka ma .gif
              potem wstawia się w sygnaturkę znaczniki [img*]adres obrazka[/img*], wywala
              gwiazdki i jest :)
            • mama_kotula Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 21:10
              femme-fatale napisała:
              mamo_kotula, skąd bierze się taką sygnaturkę?


              Ja dostałam od stumble upon, topic: cats ;)))
              Znaczy, grafikę dostałam i sie w niej zakochałam. Co mnie napawa zdziwieniem, bo ja nie cierpię szczerze sygnaturek ze zdjęciami, grafikami itp.
              A reszta, jak napisała wyżej Trus:
              [i m g]adres obrazka[/i m g]

              tyle, że bez spacji w img.
              • femme-fatale Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 12:36
                Dziękuję, i przepraszam za OT.
                Co do tematu, to nie chce mi się wierzyć, mimo zapewnień autorki, że Borejkowie
                mieli tyyyylu przyjaciół i ciągle ktoś na Roosvelta przesiadywał gościnnie
                • anutek115 Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 12:47
                  Jako żywo, nie jest to forum, na którym należy przpraszać za off topiki :-).
                  Ja zaś nie wierzę w Ignacego Grzegorza in toto. Nie wierzę, że z uroczego
                  niemolęcia i sympatycznego chłopczyka z niezłymi w sumie genami i nie najgorszym
                  wychowaniem wyrosło coś tak dziwacznego, nigdzie nie pasującego i zmuszajacego
                  nas do dokonywania co i rusz analiz jego osobowosci na forum :-).
                • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 29.09.08, 12:56
                  femme-fatale napisała:
                  > Dziękuję, i przepraszam za OT.

                  Kochana nie przepraszaj tylko oftopuj razem z nami! Tutaj OT to
                  nasza ukochana dyscyplina olimpijska wszak! :)

                  > Co do tematu, to nie chce mi się wierzyć, mimo zapewnień autorki,
                  >że Borejkowie> mieli tyyyylu przyjaciół i ciągle ktoś na Roosvelta
                  >przesiadywał gościnnie

                  Tez trudno w to uwierzyc w nowszych tomach.
                  W KK czy w IS jeszcze bylo tetniace tancem i rozpusta ESD,
                  przyjmowanie Pyziaka oraz jedno huczne zgromadzenie doroslych, gdzie
                  dyskutowano o wychowywaniu dzieci (Pulpa i Nutria male nie wiedzialy
                  az, gdzie podsluchiwac).
                  W OwR przychodzilo pól podwórza - ale glównie po to, aby sie najesc.
                  Ale wpadala tez Kreska, co tez uskuteczniala do DP. W DP wpada tez
                  Geniusia-firana z Koziem i Maciek Ogorzalka z Kasia i ktos jeszcze
                  chyba? W Imieninach Bernard na pewno... czy nie?
                  Elka wpadla raz w Noelce i Ewa w OwR ale to bylo poszukiwanie osób
                  postronnych w obu przypadkach.
                  Za to potem grób i mogila raczej. Lelujki raz czy nieraz zostaja
                  zmuszone do prezentacji.. a Ocarabessowie w koncu przestapili te
                  wysokie progi? (nie pamietam juz).
                  Mimo deklaracji goscinnosci, malo kto tam pózniej wpada i to nawet z
                  rozrosnietej rodziny! - Elka z Tomkiem, Cyryl z Metodym,
                  spowinowaceni przez Pulpecje Zakowie, dalej nieco spowinowaceni
                  Kowalikowie (czyz nie byloby naturalne dla Tosi i Mili wymieniac sie
                  przepisami na domowe ciasto?) - a co dopiero przyjaciele! Z
                  docentami i kolezankami to sie tam rozprawia przez telefon..
    • lezbobimbo Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 19:53
      Zgadzam sie z Wami w niewierze!
      Tak samo jak i Wy nie wierze w:

      - dramaturgie Mili Borejko, po kryjomu - i z jej brakiem inteligencji emocjonalnej
      - w Nutrie z psychopata, i do tego bratem eksa
      - w Nutrie z Rojkiem
      - w Nutrie na Cyprze jako pilot wycieczek i do tego opalona na zloto
      - w Aniele z niehigienicznym Bernardem, na którego nie leciala przeciez w ogóle
      - w Bernarda jako kucharke renesansowa
      - w Idusie takze opalona na zloto
      • kkokos Re: Nie wierzę.. 28.09.08, 20:07
        > - dramaturgie Mili Borejko, po kryjomu - i z jej brakiem inteligencji emocjonal
        > nej

        zgadzam się, pomysł sztuczny i wydumany, ewidentnie pani MM chciała ubarwić
        postać albo ją dowartościwać, ale to nie była właściwa metoda, jeden z najmniej
        wiarygodnych pomysłów w całym cyklu

        > - w Nutrie z psychopata, i do tego bratem eksa
        a ja wierzę, ona taka "bluszczowa" jest, to się mogła poddać

        > - w Nutrie z Rojkiem
        w to wierzę i bardzo mi się ten pomysł podoba!! to jedna z najbardziej
        zaskakujących rzeczy w cyklu i bardzo fajna, przełamująca stereotyp małżeństw w
        identycznym wieku, bo wychodzących niemal z jednej klasy w liceum

        > - w Nutrie na Cyprze jako pilot wycieczek i do tego opalona na zloto
        no właśnie, do bycia rezydentem (bo ona była rezydentem biura tam, nie pilotem
        wycieczek stąd-tam) trzeba mieć niezłe jaja, energię i odporność na stres

        > - w Aniele z niehigienicznym Bernardem, na którego nie leciala przeciez w ogóle
        a w to wierzę, dla mnie jakoś do siebie pasują

        > - w Bernarda jako kucharke renesansowa
        a tak, pretensjonalny jest ogólnie, oryginalny na siłę, więc czemu nie miałby
        pretensjonalnie renesansowo kucharzyć? miał lat 20 w latach 80., wtedy faceci
        masowo nie kucharzyli (bo nie było z czego:), więc mógł to robić w ramach
        swoistej egzotyki