jak już jesteśmy przy klasykach - to teraz Van Dine. Jak dla mnie mocno
skomplikowana intryga, wiele jakiś wstawek "kulturalnych", ale zawsze kończy
się wywodem o żelaznej logice
i tak na marginesie - nie wiem czy to jest jakiś zabieg literacki czy coś w
tym stylu, ale narratorem jest pomocnik (sekretarz?) Philo Vance'a, którego
właściwie w ogóle nie ma. Tzn. jest jakby niewidzialny, z nikim nie gada,
nikt go nie zauważa. Specjalnie zwróciłem na to uwagę (Skarabeusz i śmierć),
nie pamiętam jak było w innych książkach, ale pewnie podobnie.