irini
18.12.04, 11:57
18 maja Rada Unii Europejskiej wstępnie zatwierdziła dyrektywę, dopuszczającą
patenty na oprogramowanie w krajach Unii.
Podczas majowego głosowania zabrakło trzech głosów do odrzucenia dyrektywy,
która ma być rozważona ponownie.
Jeśli przy drugim podejściu Rady Unii Europejskiej do głosowania Polska i
Niemcy zagłosują przeciw patentom, lub jeśli uda się pozyskać głosy
wstrzymujące się z Austrii, Włoszech i Belgii, wówczas nadal będziemy cieszyć
się Mozillą, Firefoksem, darmowym programem biurowym Open Office lub Gimp.
Istnieją obawy, że wprowadzenie patentów na oprogramowanie powstrzyma
swobodny rozwój myśli technicznej, w tym Linuksa. Z drugiej strony są także
obawy związane z kradzieżą nieopatentowanych pomysłów oraz zagrożeniem
bezpieczeństwa użytkownika przez nieautoryzowanych twórców oprpogramowania
powiązanych na przykład z terroryzmem.
Obawy o kradzież pomysłów wydają się bezpodstawne, jako że w Polsce
oprogramowanie chronione jest od dawna przez prawo autorskie.
Strachy związane z terroryzmem postaram się omówić poniżej.
Osoby zainteresowane problematyką patentów mogą dowiedzieć się więcej na
stronach Fundacji na rzecz Wolnej Infrastruktury Informacyjnej
(www.FFII.org.pl), Internet Society (ISOC) Poland (http://www.isoc.org.pl/),
Ruchu na rzecz Wolnego Oprogramowania (http://www.rwo.pl/), który obecnie
działa jako sekcja ISOC.
Na stronie innego projektu open source, darmowej encyklopedii Wikipedia
(http://pl.wikipedia.org/wiki), w której można edytować i dodawać hasła,
znajdują się hasła poświęcone Linuksowi, można dowiedzieć się, czym jest
wolne oprogramowanie, co to znaczy open source, licencja GNU i poznać
sylwetki jego twórców.
Na stronie RWO znajduje się lista zamienników dla
oprogramowania "zamkniętego", gdzie można zobaczyć, jak wiele ich powstało.
Oprogramowanie "zamknięte" może być też darmowe, lecz w przeciwieństwie
do "otwartego" użytkownikom nie wolno modyfikować kodu źródłowego, czyli na
własną rękę wprowadzać poprawek.
To właśnie ten aspekt "otwartego" oprogramowania sprawia, że jest ono
ulepszane przez wiele osób. Nie jest to podobne do ulepszeń wprowadzanych w
warunkach laboratoryjnych przez grupę zatrudnionych w tym celu ludzi.
Przypuszczam, że przepływ myśli i pomysłów setek, tysięcy osób z całego
świata generuje lepsze rezultaty, niż współpraca w wąskim gronie wewnątrz
jednej firmy.
Wprawdzie każde duże przedsiębiorstwo prowadzi badania rynkowe i otrzymuje od
swoich klientów listy z reklamacjami i propozycjami ulepszeń, jednakże nie
obserwuję widocznych skutków. Być może powodem jest fakt, że "z niewolnika
nie ma robotnika", innymi słowy, zatrudnione przez nie osoby nie są
pasjonatami swojej pracy.
Być może w tym przypadku ilość obserwatorów i współtwórców przechodzi w
jakość produktu?
Prawo twórcy Linuksa, Linusa Torvaldsa, podstawa modelu open source,
zainspirowane przez Linusa, a ukute przez Erica S. Raymonda, brzmi:
"Przy dostatecznie dużej liczbie patrzących oczu, każdy błąd (w programie
komputerowym) jest niegroźny"
(http://pl.wikipedia.org/wiki/Linus_Torvalds)
Dystrybucji Linuksa oraz programów linuksowych, działających pod Windows jest
bardzo wiele. Osobiście od kilku lat korzystam z Open Office i Gimpa,
ponieważ sprawdzają się w praktyce i ponieważ nie muszę za nie płacić.
Ciężko wyobrazić sobie sytuację, w której musiałabym wyrzucić te dwa programy.
Ostatnio pojawiła się na płycie CD bardzo funkcjonalna dystrybucja Linuksa
zwana Knoppix. Nie wymaga instalacji na dysku, a uruchamia się wprost z
płyty. Zawiera wszelkie niezbędne programy i instaluje się praktycznie
samoistnie. W porównaniu z Wiondows XP wypada niestety gorzej na procesorze
Intel 234 MHz. Po prostu chodzi za wolno. Drugi problem to kompatybilnośc
sprzętu peryferyjnego. Najgorzej jest z bezprzewodowymi kartami sieciowymi,
gdyż nadal nie wszystkie typy będą działać. Podobnie może być z drukarką i
skanerem, które bez problemu pracowały pod Windows.
Problemy z kompatybilnością sprzętu wciąż jeszcze sprawiają, że kupując
komputer musimy wiedzieć, jaki system operacyjny będzie używany i jaki sprzęt
jest dla niego odpowiedni. Przed firmami oferującymi sprzęt komputerowy
otwiera się tutaj spore pole do działania. Wielu sprzedawców nadal nie
orientuje się w zagadnieniu i nie potrafi doradzić klientom decydującym się
na Linuksa.
Nadal dużo jest osób oraz instytucji, które nie zdają sobie sprawy, że mogą
swobodnie korzystać z Linuksa i wielu programów open source, zamiast
ukradkiem z komercyjnych pirackich wersji MSOffice oraz drogich programów
graficznych.
Nie sądzę, żeby na przykład szkoły orientowały się, że zamiast kupować
MSOffice na jeden - dwa komputery, mogą zainstalować na wszystkich Open
Office z jednej płyty Niezbędnika Komputer Świata. Nie wspomnę o tym, że mogą
także ściągnąć program z sieci, ponieważ ten sposób jest mniej pewny ze
względu na ryzyko zawirusowania lub wizytę nieproszonego gościa - trojana.
To prawda, że Open Office i Gimpa jeszcze wciąż mają swoje niedociągnięcia w
porównaniu z ich komercyjnymi odpowiednikami, jednakże stale są udoskonalane
inadganiają braki.
Wydaje mi się, że obecność Linuksa oraz programów typu open source na rynku
jest zjawiskiem korzystnie wpływającym także na rozwój oprogramowania
komercyjnego.
Po pierwsze, twórcy komercyjnego oprogramowania mają bodziec do wprowadzania
dalszych innowacji i ulepszeń.
Po drugie, obecność darmowego lub znacznie tańszego oprogramowania open
source na rynku powinna z czasem wpłynąć na obniżenie cen oprogramowania
komercyjnego, z pożytkiem zarówno dla klienta, jak i dla sprzedawcy.
Jestem przekonana, że duże firmy niepotrzebnie obawiają się konkurencji ze
strony twórców Linuksa. Przede wszystkim, produkty linuksowe adresowane są do
tych użytkowników, którzy i tak nie mogą sobie pozwolić na droższe komercyjne
rozwiązania.
Część z nich używa wyłącznie wersji pirackich i nie odczuwa z tego powodu
wyrzutów sumienia, gdyż albo nie mają świadomości popełnienia wykroczenia czy
przestępstwa, albo z pełną świadomością decyduje się na to, wiedząc, że na
zakup legalnego oprogramowania ich po prostu nie stać.
W ten sposób, twórcy Linuksa, skądinąd zapaleńcy i pasjonaci, wypełniają na
rynku niszę, której twórcy drogiego oprogramowania komercyjnego i tak nie są
w stanie zdobyć.
Ponadto część twórców oprogramowania open source, zarówno w Polsce jak i za
granicą, już teraz poszła w kierunku komercji. Dystrybucje Linuksa można
zakupić w sklepach, tak samo jak polską wersję Open Office, a sprzedający
oferuje pomoc w instalacji, przeszkolenie pod kątem użytkowania oraz serwis.
Prościej też jest zakupić płytę z Knoppiksem wraz z czasopismem, poświęconym
Linuksowi, którego początkujący użytkownik i tak nie przeczyta, bo nie
zrozumie, o co chodzi, niż mozolnie ściągać z internetu setki megabajtów, nie
mając pewności co do ostatecznego efektu. Vide trojany. Czasopismo można
zużyć na podpałkę, ponieważ jest zimno.
Linux zmierza i będzie zmierzać ku komercjalizacji. Przypuszczam, że swobodna
konkurencja Linuksa i Windows doprowadzi do obniżenia i wyrównania poziomu
cen, a obie grupy produktów mogą swobodnie współistnieć na rynku.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa Linux jest znacznie mniej podatny na wirusy,
być może dlatego, że większość wirusów pisana jest pod Windows. Z czasem i to
się może zmienić, w miarę jak Linux się upowszechni. Oba systemy mają luki
bezpieczeństwa, to samo dotyczy ich oprogramowania. Nie ma jak dotąd systemu
operacyjnego, który gwarantowałby całkowite bezpieczeństwo użytkownikowi.
W książce "Bezpieczeństwo w sieci - kurs podstawowy", Eric Maiwald stwierdził
z przekąsem, iż jedynym skutecznym sposobem zabezpieczenia informacji i
systemu komputerowego byłoby umieszczenie ich w dziurze o głębokości 10
metrów