iksis
10.10.17, 18:25
ksiazki.onet.pl/luksus-specjalnego-znaczenia-slaskie-powiekszenie-fragment-ksiazki/x6n9sj
A potem w 1981 roku wprowadzili sklepy górnicze, mówili na to gieweksy. Mieliśmy książeczki G, tam gromadziły się kwoty za godziny przepracowane w weekendy i tylko z taką książeczką można było iść na zakupy. Wie pani, co tam było? Pralki, lodówki, kafelki, firanki. Dla chłopów żadna atrakcja, na co chłopu firanki? Ale wyobrazi sobie pani taką sytuację w bloku: stoją dwie panie, jedna ma nowe firanki i pralkę, a druga nie ma. Czemu nie ma? Bo jej chłop nie chce iść w sobotę na kopalnię. Wraca więc do domu i mówi: "Idźże, bo ja też chcę mieć nowe firanki".
W kraju mówiono, że na Śląsku żyje się lepiej. Z Wybrzeża wracały puste węglarki z napisami: "Masz zabić świniaka, lepiej zabij Ślązaka" albo "Ślązacy to chuje, nie Polacy". Bo mieli żal, że nic nie zrobiliśmy w 1970 roku, a w 1980 późno włączyliśmy się do strajków. Bodaj w Świdniku, kiedy zaczęły się protesty, robotnicy postulowali, że chcą mieć zaopatrzenie takie jak na Śląsku.