willi2
17.02.06, 17:41
Temat Robin Hooda jest namiętnie eksploatowany przez X Muzę. Jednak jego
'kariera' rozpoczęła się w literaturze - w legendzie i w romancach
średniowiecznych, które powstawały równolegle do czasów, w których Banita z
Sherwood mógł działać. W kinie począwszy od Erolla Flynna a na Kevinie
Costnerze skończywszy Robin Hood jest istnym "samograjem", mimo że nie
wszystkie realizacje były najszcześliwsze [vide wspomniany 'Książę Złodziei'
Costnera]. Mam dość ostrożne nastawienie do seriali. Mają one pewną cechę,
która jest wyjątkowo irytująca - albo ciągną się niemiłosiernie, na czym traci
zarówno fabuła jak i efekt artystyczny, albo są za krótkie i pozostawiają
niedosyt. Są jeszcze takie, które w połowie tracą rozpęd, a spowijająca je
magia nagle gdzieś znika. Robin z Sherwood chyba należy do tej trzeciej
kategorii.
W 1986 roku serial trafił do polskiej telewizji, a historia, którą
przedstawili Ian Sharp i Richard Carpenter zawojowała serca widzów.
Fantastyczna muzyka CLANNAD, rewelacyjna rola młodego Michaela Praeda i reszty
aktorów, z których właściwie tylko Raya Winstona (Will Szkarłatny) do dzisiaj
można oglądać na dużym ekranie. Rola Robin Hooda – Robina z Locksley,
została powierzona 23-letniemu Anglikowi, Michaelowi Praedowi. Ciemnowłosy
banita o chmurnym spojrzeniu – tak go najczęściej opisywano w
recenzjach. Postać banity z Sherwood została wzbogacona o celtycki mistycyzm
– Syn Herne'a, Pana Drzew, ma do dyspozycji miecz Albion, jeden z
siedmiu mieczy kowala bogów Waylanda (Wolanda, Wotana, Wulkana). Ma prorocze
sny i przeczucia, które pomagają przetrwać jemu i jego ludziom w Sherwood i
walczyć z Szeryfem z Nottingham. Wraz z nim w lesie pozostaje piękna Marion,
córka krzyżowca sir Richarda z Leaford. Marion to zwiewna, rudowłosa nimfa o
twarzy Judi Trott – rola trudna, bo mogła pozostać tylko piękną ozdobą,
dodatkiem do serialu. Jednak Marion także ma swoją rolę w leśnej bandzie
– walczy, strzela z łuku, jest partnerem Robina, a nie uciążliwym
bagażem. W pamięć zapada milczący Saracen Nasir (Mark Ryan), walczący dwoma
mieczami. Co ciekawe, jest to postać, która pojawia się po raz pierwszy
właśnie w 'Robin of Sherwood'. Bez wątpienia, najciekawszą postacią jest
porywczy Will Szkarłatny – były żołnierz, ktoś, kto nie waha się
zabijać, ciągle pozostający w cichym konflikcie z Robinem z Locksley i
Robertem z Huntington. Motyw zamordowanej przez najemników żony Willa pojawia
się kilka razy w serialu. W trzeciej serii Elena pojawia się wreszcie ciałem i
duchem, w wiosce Cromm Cruac. Jednak okazuje się być tylko złudzeniem i
efektem czarnej magii. Patrzymy na ożywienie legendy - Mały John rzeczywiście
góruje wzrostem nad resztą wesołych banitów, brat Tuck jest opasłym mnichem.
Szeryf (Nickolas Grace) jest kwintesencją złośliwości i obłudy, a jego brat
– hipokryzji Kościoła. Trzeci z tej ”nieświętej Trójcy” -
Guy of Gisbourne (ś. p. Robert Addie) jest chłopcem do bicia, kimś, kto mimo
wszystko wzbudza sympatię. Cała obsada jest trafiona w 10. O sukcesie filmu z
pewnością zadecydowały właśnie brak gwiazdorstwa i inne podejście do
popkulturowej legendy.
Film oczarował magią i mieczem, celtyckim duchem i mitologią, a przede
wszystkim całkiem innym przestawieniem średniowiecza - soczystym, brudnym,
bliższym historii niż tym, pokazywanym dajmy na to w serialu 'Nowe przygody
Robin Hooda'. Wszechobecna mgła, kaptur w przydomku, który ma rację bytu,
pierwotne wierzenia i wyjątkowa dbałość o szczegóły historyczne sprawiły, że
serial zyskał rzesze fanów. Kolejne przygody (motyw Małego Johna, spotkanie z
templariuszami, historia Alana z Doliny,wizyta Ryszarda Lwie Serce w
Nottingham) z jednej strony nawiązywały zarówno do warunków historycznych, w
jakich miała miejsce akcja serialu (lata 1180-1199) jak i do spisanych pieśni
średniowiecznych, w których pojawiały się motywy związane z Robin Hoodem.
Do dziś kasety czy płyty z tym serialem są na wagę złota. 'Robin of Sherwood'
jest dowodem na to, że nie potrzeba fajerwerków czy F/X z Industrial Light &
Magic, by stworzyć nasycony niesamowitością film. Serial jednak stracił z
rozpędu, jakiego nabierał przez dwa sezony. W trzecim sezonie Michaela Praeda
zastąpił Jason Connery (nota bene jego ojciec, Sean, również grał kiedyś Robin
Hooda...) i magia prysła. Było więcej ciekawych przygód, ale... to już nie
było to. Ale przesłanie serialu 'nothing's forgotten' (nic nie zostało
zapomniane) wciąż powraca jak echo średniowiecznej legendy.