szwager_z_laband
23.04.06, 11:10
Stare i nowe pytania
Kazimierz Kutz 21-04-2006 , ostatnia aktualizacja 21-04-2006 11:46
Pan G.G. z Katowic po przeczytaniu w Zeszycie 4. "Niezbędnika Śląskiego"
artykułu dr. Jerzego Gorzelika pt. "Śląski Wersal" zwraca się do mnie ("który
też zadeklarował "narodowość śląską" - jak pisze G.G.) z zapytaniem, czy
popieram sformułowanie "górnośląska wojna domowa w 1921 r.", którym pan
Gorzelik posłużył się w swoim artykule, bo jego ten termin bardzo dziwi. To
dobrze, że pana G.G. ten termin zdziwił, bo zdolność do dziwienia się może
być punktem wyjścia do refleksji nad prawdą, prowadzić może do dewaluacji
utrwalonego stereotypu i służyć rozwojowi umysłowemu, dzięki czemu możemy
uczyć się pojmowania istoty rzeczy przez całe życie. To mi się w panu G.G.
podoba, że użycie tego terminu przez pana Gorzelika go poruszyło, a może i
wstrząsnęło jego skorupką patriotycznego myślenia, bo pyta: "Czy podobną
terminologię "GW" chce zaproponować dla innych polskich powstań narodowych,
np. listopadowego, styczniowego czy też wielkopolskiego?".
Nim zabiorę się do odpowiedzi na pytania pana G.G., muszę najpierw
powiedzieć, że o wiele mniej podoba mi się jego postulat, by "pan dr Jerzy
Gorzelik publikował swoje poglądy w niskonakładowych czasopismach RAŚ (tzn.
za pieniądze organizacji, w której działa) i jeżeli mają taki kaprys władze
Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach - także w niskonakładowych artykułach i
książkach finansowanych z budżetu państwa polskiego. "GW" może nawet
przytoczyć jego poglądy ("że takie są"), ale nie można pisać tak, jakby
redakcja "GW" identyfikowała się z tymi poglądami. Wysokonakładowe
czasopismo - nawet w swoich dodatkach lokalnych czy też dodatkach do tych
dodatków - nie może schlebiać poglądom marginalnym, może je najwyżej
tolerować, a jak przytacza, to z własnym komentarzem".
Te wywody pana G.G. dowodzą, że "marginalne poglądy" pana Gorzelika obudziły
w nim cenzora, jakby nigdy nie zajrzał do Pierwszej Ustawy i nie zaznajomił
się z zawartymi w niej gwarancjami wolności słowa i poglądów, i jakby nie
wiedział, że "Gazeta Wyborcza" jest organem prywatnej spółki, a nie jakimś
organem partyjnym, który wymsknął się spod kontroli państwa narodowego.
Tak źle jeszcze nie jest, zwłaszcza że "poglądy marginalne" pana Gorzelika
wcale takimi nie są, w przeciwieństwie np. do antysemickich poglądów pana
Michalkiewicza, głoszonych nie tak dawno w Telewizji Trwam (notabene mogą być
z urzędu ścigane jako przestępcze z litery prawa), czy szeroko komentowanego
(swego czasu) rekordu świata naszej rodaczki w konkursie przyjęcia liczby
chłopów na pół doby. Wyszło jej półtorej kompanii! To są sprawy marginalne, a
nie wielkie wydarzenie w historii Górnego Śląska sprzed 85 lat, choć jest
ono - jak cała historia Śląska - dla polskich historyków sprawą drugorzędną.
Ale dla rodowitych Ślązaków powstania śląskie są piękną i najbardziej
dramatyczną sprawą w ich wielowiekowej tułaczce! I można dziś, a nawet
należy - dla swojej tożsamości - stawiać wiele pytań.
Dlatego nie widzę w użyciu przez pana Gorzelika terminu "górnośląska wojna
domowa w 1921 r." najmniejszej zdrożności. Sam go już nieraz użyłem w swojej
felietonistyce, bo upoważnia do tego ówczesny stan faktyczny. Bo przecież
plebiscyt wygrali Niemcy, a nie Polacy, zaś powstania śląskie dlatego
niewiele miały wspólnego z powstaniami polskimi, że ich główną przyczyną
sprawczą był kapitalistyczny wyzysk, a nie szlachecki mit niepodległościowy.
Drugą przyczyną była nachalna germanizacja Ślązaków. Inaczej mówiąc, Ślązacy
marzyli o sprawiedliwszym i mniej uciążliwym dla swojej odmienności państwie.
W trzecim powstaniu uczestniczyło co najmniej 30 tysięcy Ślązaków i byli to
wyłącznie proletariusze oraz chłopi. Ale po stronie niemieckiej, obok
formacji wojskowych, walczyli tacy sami Ślązacy, którzy chcieli, by Górny
Śląsk był nadal częścią Niemiec. Ich organizacja - o Boże! - nazywała się
Samoobrona. Nie mam pod ręką danych i nie wiem, ile tysięcy ludzi walczyło po
tamtej stronie, ale taka jest prawda. Toteż używanie terminu "wojna domowa"
jest zasadne.
Panie G.G., na koniec powiedzmy sobie szczerze: marzenia Ślązaków nigdy się
nie ziściły. Górny Śląsk i przez państwo niemieckie, i państwo polskie był
traktowany jak kolonia i historyczny fant, a jego mieszkańcy jak obywatele
drugiej kategorii. Jako woły robocze i mięso armatnie. Nie sięgając w czasy
odleglejsze, proszę zauważyć, że tym, którym zawdzięczamy niepodległość,
wolność i demokrację, a więc robotnikom i chłopom zorganizowanym w związkach
zawodowych "Solidarność", stała się największa krzywda. Zostały pomniki ich
chwały. Powiem więcej, aby polski kapitalizm mógł rozwinąć swoje zachłanne
skrzydła, musiała zostać zniwelowana siła związków zawodowych. Musiała
paść "Solidarność". To się udało. Na Górnym Śląsku w latach 1990-2005
zamknięto ponad 20 kopalń i zwolniono 250 tys. ludzi. Jeśli przyjąć, że mieli
oni żony i po dwóch potomków, dotkliwość bezrobocia ogarnęła milion osób.
Jest to rekord Europy - a może i świata - w tzw. transformacjach ustrojowych.
Czy zatem ta niewinna cyfra 172 tys. osób przyznających się do "narodowości
śląskiej" nie wydaje się aby liczbą nader skromną? Zwłaszcza że już wcześniej
co najmniej milion Ślązaków opuścił swoją ziemię.
Ba! Panie G.G., rozmyślając nad paskudną historią, pozwoliłem sobie nawet na
podważenie sensu działalności Wojciecha Korfantego, jego płomiennego
namawiania Ślązaków na polskość, bo była jeszcze droga całkiem inna i wtedy
realna, a mianowicie możliwość zaistnienia śląskiego państwa. Były takie
projekty i plebiscyt mógł o tym zadecydować. Zresztą przedwojenna autonomia
była jego namiastką, ale trwała tylko cztery lata, do zamachu majowego, i
zwiędła z ledwo odzyskaną demokracją II RP.
Cóż więc dziś stoi na drodze w rozmyślaniach nad rozległym pejzażem, który
zwie się Polską? Nic nie stoi na przeszkodzie, nawet jego marginalność, którą
Stanisław Lem nazwał "zadupiem Europy". Najlepsze, co dziś można i należy
robić, to ćwiczyć się w empatii. Warto starać się zobaczyć rzeczy z punktu
widzenia innych ludzi i tym sposobem nauczyć się myślenia w duchu
republikańskim i obywatelskim. To najtańsza recepta na doganianie Europy.
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35068,3296978.html