socer-schlesier 04.11.06, 22:25 wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3718886.html Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ballest Re: Coś takiego! 04.11.06, 22:27 Ale jak by tak Niemcy napisali, to by bylo LARMO! Odpowiedz Link
rita100 Re: Coś takiego! 04.11.06, 22:32 To jest fajne ;) "Spytałem polskiego sklepikarza, czy słyszał o Polaku, który chciał zatankować samochód jadąc na wstecznym biegu. Sklepikarz nie usłyszał pytania, gdyż tego ranka przypadkowo założył sobie majtki na głowę i guma zatkała mu uszy"- napisał autor kontrowersyjnego tekstu." ech , studenci, studenci... wszędzie problemy Odpowiedz Link
socer-schlesier Re: Coś takiego! 04.11.06, 22:36 Coś te "satyry" stają się ostatnio modne w tych gazetach. Odpowiedz Link
rita100 Re: Coś takiego! 04.11.06, 22:42 No więc co się tak denerwują. Jak zaczną rozgłasniać to własnie o to im chodzi. Odpowiedz Link
olandi1 Coś takiego! I już w larmo w NY 05.11.06, 09:20 I już sie odezwały w NY protesty. Nawet gubernator sie w to wmiyszoł. Odpowiedz Link
dede99 Re: Coś takiego! I już w larmo w NY 05.11.06, 09:47 Rzecznik Departamentu ds. Parków stwierdził, że tekst Langlieba jest wyrazem jego prywatnych poglądów. Z kolei rzecznik Haverford College, John Van Ness stwierdził, że tekst był napisany niezręcznie i wymagane jest powołanie doradczego komitetu redakcyjnego pisma. Ness poinformował, że uczelnia nie będzie przepraszać za kontrowersyjny tekst. Odpowiedz Link
dede99 Re: Coś takiego! I już w larmo w NY 05.11.06, 09:55 A tutaj polskie tlumaczenie tego skandalicznego tekstu Davida Langlieba: Tłumaczenie artykułu z „Haverford College“ Czym się różni wykształcenie odebrane na Haverford College od tego z Yale lub Phoenix? Tym, że daje potrzebę działania społecznego i obywatelskiego. Dlatego po skończeniu Haverford w 2005 zdecydowałem się zamieszkać na Greenpoincie, dzielnicy, którą znam i w której można coś zmienić. Greenpoint to zwarta społeczność robotnicza, pół-miejska, zamieszkana przez imigrantów z Polski, pierwszego i drugiego pokolenia. To miejsce, gdzie starsze panie kupują owoce w osiedlowym sklepiku Gus Fruit Stand zamiast w Wal- -Marcie, a rodzice zabierają w niedzielę dzieci do parku, by pograć w piłkę i wypić lemoniadę. Społeczności takie jak Greenpoint są w Ameryce wymierającym gatunkiem i dzięki Bogu. Niech ktoś spróbuje zamówić tam venti caramel macchiato w „kawiarni“ na Franklin Street, to przekona się co mam na myśli. Greenpoint ma wiele problemów, ale większość sprowadza się do wielkiego zagęszczenia Polaków gnieżdżących się w szeregowych domkach. Kpiny z Polaków jako głupich to zapewne mało wymyślna forma uprzedzenia niepoprawnego politycznie, ale wyjątkowo słuszna. Spytałem polskiego sklepikarza czy słyszał o Polaku, który chciał zatankować samochód wrzucając bieg wsteczny, ale sklepikarz nie słyszał, bo włożył rano przez pomyłkę majtki na głowę i guma uciskała mu uszy. Oczywiście żartuję, ale problemy Greenpointu są nie do śmiechu i nie da się ich rozwiązać ucząc mieszkańców jak nosić bieliznę. Dzielnica handlowa Greenpointu jest brzydsza niż durnie, którzy tam pracują. Tandetne reklamy domowej roboty zanieczyszczają estetykę, większość nie jest nawet po angielsku. Wystarczyłoby tam umieści jakieś znane logo i sprawa z głowy. Dobra wiadomość - na Calyer Street otwierają Blimpie w miejscu, gdzie kiedyś było Ula’s Deli. Nie wiem co się stało z Ulą, ale jeśli obiecała, że będzie od czasu do czasu myć uszy to może zatrudnią ją w kasie. Wśród zmian na lepsze zachowały się jeszcze pewne uroki staroświeckiego Nowego Jorku. Przyznaję, że byłem początkowo zaintrygowany pewnym brodatym i bezdomnym alkoholikiem, koczującym przy stacji metra. Ale ten urok zniknął po paru minutach. Bezdomny dalej wykrzykiwał swoje niezrozumiałe brednie... daj sobie spokój kolego. Dlaczego więc mieszkam na Greenponcie? Bo gdybym mieszkał gdzie indziej, wcale nie byłoby mi lepiej. Jasne, mógłbym zamieszkać na So- Ho czy na Upper East Side, jak wielu moich kolegów z Haverford myślących tylko osobie. Ale tamte miejsca zostały już poprawione i ocalone i nie potrzebują mojej pomocy. Jeśli szkolą mnie czegoś nauczyła, to tego, że zmiany społecznie nie zachodzą z dnia na dzień. Jeśli zajdzie konieczność, to trzeba będzie wytrwać kilka miesięcy bez Lord&Taylor pod ręką. Nie chcę dmuchać za bardzo we własną trąbę, ale zdziałałem już coś dla społeczności. Moja białość pozbawiona widocznej etniczności, higiena osobista powyżej przeciętnej i stały dochód, przyciągnęły już nowe inwestycje. Deweloperzy za chwilę zaczną budowę wielkiego kondominium nad rzeką. Będzie tam basen na dachu, centrum rekreacji i wspaniały widok Manhattanu. Nie wszystko będzie doskonale - trochę mieszkań trzeba będzie oddać ubogim, ale dziewięć dziesiątych tortu jest lepsze niż nic. Martwię się tylko, że Greenpoint zmieni się w złym kierunku. Tak się stało w sąsiednim Williamsburgu, gdzie chasydzi zostali wyparci przez młody i modny tłum. Rodzice dają im dość pieniędzy, by ich dzielnica wyglądała przyzwoicie, ale nowi mieszkańcy są prawie tak samo denerwujący jak starzy. Tak, noszą czasem garnitury i krawaty, ale tylko dla kpiny. Nie chcę, by to samo stało się z Greenpointem, bo jest tam duży potencjał. Chciałbym tam wychowywać swoje dzieci - o rzut beretem od Manhattanu, wśród bankierów i prawników i jak najdalej od społeczeństwa obywatelskiego. Marzę o Greenpoincie, gdzie Banana Reublic będzie czynna przez całą dobę, gdzie zakupy spożywcze robi się przez Internet, a kościoły zmieniono wreszcie na parkingi. To jest mój Greenpoint przyszłości, reagujący na potrzeby mieszkańców, którzy najbardziej potrzebują krytych kortów tenisowych koło domu. I tak będzie jak ta padlina wreszcie się stąd wyprowadzi. Więc działajcie ze mną, drodzy greenpoincianie. To znaczy jeśli jesteście dość rozgarnięci, by zrozumieć to, co napisałem. Tłumaczenie: Adam Jagusiak Odpowiedz Link
ballest Re: Coś takiego! I już w larmo w NY 05.11.06, 11:42 "Kpiny z Polaków jako głupich to zapewne mało wymyślna forma uprzedzenia niepoprawnego politycznie, ale wyjątkowo słuszna." Oj to musi ich bolec, to bylo za ostro! Odpowiedz Link