hanys_hans
23.11.06, 18:27
www.racjonalista.pl/kk.php/s,2032
Jezus, brat Jakuba
Author of this text: Krzysztof Sykta
Parę dni temu świat obiegła sensacyjna informacja — odkryto grób „Jakuba, syna
Józefa, brata Jezusa". Tak w każdym razie głosił aramejski napis. Dla
chrześcijan wniosek był tylko jeden, oto mamy pierwszy namacalny dowód
historycznego istnienia Jezusa.
Zadziwiająca jest przy tym powściągliwość uczonych katolickich — ich
sceptycyzm jest wprost proporcjonalny do niechęci jaką darzona jest sama
postać Jakuba. Bo a nuż owieczki zaczną się zastanawiać skąd Jezus mógł mieć
brata, skoro przenajświętsza panienka była dziewicą? Na szczęście dla kościoła
większość rodaków nie cierpi na chorobę zwaną myśleniem.
Oto we Wprost (od jakiegoś czasu sympatyzującym z Opus Dei, podobnie jak
Polityka czy Rzeczpospolita), w numerze z 10 listopada 2002 zamieszczono
artykuł o obiecującym tytule: „Czy Jezus miał brata?" Jednakże sama treść z
akapitu na akapit zaczęła przybierać formę cokolwiek nienaukowej groteski.
Oto bowiem, jakby przy okazji, stwierdzono, iż Całun Turyński „pochodził z
czasów Chrystusa", czego dowodzić mają jakieś „dokumenty z I i II wieku".
Zapewne autorzy mieli na myśli ewangelie, które akurat nic na ten temat nie
mówią a miejscami wręcz przeczą możliwości istnienia całunu (wg ew. Jana ciało
obwiązywano płótnami a twarz chustą — podobnie pochowano również Łazarza).
Jeśli chodzi o całun — to wręcz zadziwiająca jest ilość wymyślanych
pseudodowodów mających potwierdzać jego autentyczność. Autentyczność czegoś co
prawdziwe być nie może, co nie ma nic wspólnego z trójwymiarowym odwzorowaniem
ludzkiego ciała. Każdy z czytelników może sam przeprowadzić eksperyment —
wystarczy zaprosić jakiegoś długowłosego przyjaciela bądź przyjaciółkę (w
przypadku braku ochotników możemy zawsze zrobić to sami z sobą), przykryć mu
twarz kawałkiem płótna, następnie odmalować pędzlem lub czymkolwiek podobnym
(uważając na oczy) zarysy brwi, nosa, ust, policzków, włosów, uszu, brody itd.
Po zakończeniu zdejmujemy chustę i rozwijamy uzyskując własny, domowej roboty
wizerunek, który jak się okaże będzie około dwukrotnie szerszy. Wniosek jest
oczywisty — tzw. całun turyński stanowi odbicie płaskie, mogące powstać albo
przy użyciu płaskorzeźby (przypalanie) albo urządzenia typu camera obscura
(prymitywne zdjęcie), odbicie nie mające wiele wspólnego z rzeczywistym
odciskiem jaki by powstał, gdyby modelem był rzeczywisty człowiek.
Redaktorzy „Wprost" posunęli się jednak dalej — otóż wg nich badania DNA
dowiodły, iż ciało spoczywające w kościele w Padwie może należeć do św.
Łukasza Ewangelisty. Być może za niedługo usłyszymy jeszcze o autentyczności
kopytka osiołka na którym podróżowała Maryja, gwoździ z krzyża pańskiego czy
też przenajświętszego napletka. (Tej samej maści „uczeni" odnaleźli również
Arkę Noego).
Przejdźmy teraz do drugiej notki prasowej autorstwa znanego nam już kaznodziei
A.J. Palli, „biblisty" o zacięciu zielonoświątkowym lub świadkowojehowym. Wg
niego „napis na odkrytym ossuarium świadczy, że znajdowały się w nim kości
Jakuba, syna Józefa, a brata Pana Jezusa, co stanowi archeologiczne
potwierdzenie historyczności Jezusa i wiarygodności Nowego Testamentu".
O ile sobie przypominam napis brzmiał „brat Jezusa" a nie „Pana Jezusa" czy
„Pana Tadeusza", ale darując sobie złośliwości, napis ten niczego nie dowodzi,
bo chociaż dla przeciętnego krystianina imiona Jezus, Józef czy Jakub kojarzą
się jednoznacznie to w tamtych latach były one równie popularne co obecnie
„Piotrek syn Tomasza a brat Marcina".
Dalej — zadajmy sobie pytanie: czy przywódca nazorejczyków mógł zostać
pochowany z tak nic nie mówiącym epitafium? Być może, ale w takim przypadku
sarkofag ów może być jedynie „prawdopodobnym" miejscem spoczynku kości „brata
pańskiego" a nie stuprocentowo-rzeczywistym. Co innego gdyby napis brzmiał:
„Jakub Sprawiedliwy, brat Jezusa Nazorejczyka". Wtedy nie byłoby najmniejszych
wątpliwości o kogo chodzi.
Jeśli więc tak nieprecyzyjny zwrot bierze się na poważnie, to pragnę
przypomnieć, że kilkanaście lat temu odkryto ossuarium ze szczątkami „Jezusa,
syna Józefa", które nie potraktowano już z tak należyta uwagą a to z tego
względu, iż przecież wg NT Jezus zmartwychwstał, nie mogąc więc zostawić swych
kości na ziemskim padole.
Weźmy jednakże kolejny element napisu: „syn Józefa". Józef Flawiusz nie wie
nic o tym by Jakub Sprawiedliwy był synem Józefa, być może nawet zwrot „brat
Jezusa, zwanego Chrystusem" jest zwykłą wstawką a przynajmniej jego druga
część, Orygenes bowiem i inni autorzy cytujący Flawiusza przed Euzebiuszem nic
nie wiedzą na ten temat. O Józefie nic nie wie również autor ewangelii Marka,
który nazywa Jezusa „cieślą" (Mk 6.3) a nie synem cieśli czy synem Józefa.
Dalej, jest wysoce prawdopodobne, iż Jezusa oraz Jakuba określano przydomkiem
Barabbasz (a nie bar Yosef) Werset Mt 27.16. (I mieli wtedy więźnia znacznego,
zwanego „Jezusem Barabbaszem".) mógł dotyczyć początkowo samego Jezusa,
podobnie zauważmy, że na miejsce po Judaszu kandyduje "Józef (bądź Jozes lub
Judas) Barsabbasz Sprawiedliwy", który jednakże przegrywa z „Mateuszem" (imię
przekręcane na „Maciej" po to by w składzie Dwunastu nie było dwóch Mattatiaszy).
Wróćmy jeszcze na chwilę do analizy pana Palli. Otóż za wszelką cenę (i wbrew
samym ewangeliom kanonicznym) próbuje on podtrzymać dogmat o dziewictwie Maryi
forsując teorię o tym, iż Jakub był w istocie synem Józefa z poprzedniego
małżeństwa, czego dowodzić mają rzekomo źródła wczesnochrześcijańskie. Chodzi
tutaj przede wszystkim o Protoewangelię Jakuba, która wg Palli jest
„dokumentem (sic!) pochodzącym z II wieku, który opowiada o narodzinach
Jezusa" i w którym czytamy, że Jakub „był najstarszym synem Józefa z jego
pierwszego małżeństwa i ostrożnie prowadził za uzdę osiołka, na którym w
drodze do Betlejem siedziała ciężarna Maria". Koniec cytatu. Dowód zaiste
pierwszej rangi. Pora więc wytłumaczyć naszemu bibliście i naukowcowi, że
Protoewangelia Jakuba nie jest żadnym „dokumentem", lecz prymitywnym,
propagandowym, katolickim dziełkiem (zwanym obecnie apokryfem, lecz w
pierwszych wiekach z oczywistych względów uważanym za natchnione), którego
autorzy postawili sobie za cel udowodnienie na wszelkie możliwe sposoby
dziewictwa Boskiej Matki.
Pierwszym niewygodnym elementem był Józef - w Protoewangelii Jakuba jest więc
on ukazany jako ledwo żyjący starzec, którego niemal zmuszono by zaopiekował
się maleńkim, kilkunastoletnim dzieckiem. Jako że był stary to nawet gdyby
chciał to i tak by nie mógł — taki sielankowy obrazek przetrwał po dziś dzień
w katolickiej ikonografii przedstawiającej Józefa jako starca, którego jedyną
rozrywką pozostało rżnięcie drewna.
Całkowicie innego zdania był jednak kanoniczny Mateusz, który na złość
wszystkim późniejszym tłumaczom ośmielił się stwierdzić, iż Józef „nie
zaznawał jej [tzn. Marii], aż ta porodziła swego syna".
Inaczej mówiąc — nie współżył nie dlatego, że nie był w stanie, ale dlatego,
że jego małżonka była w ciąży. Dodajmy przy tym, że najnowsze przekłady
kaleczą ten werset niemiłosiernie pisząc: „I chociaż żył z nią w dziewictwie,
porodziła mu syna..." (BWP Mt 1.25).
Kolejny problem stanowili bracia pańscy zamieszkujący Nazaret. I problem ów
rozwiązano zamieniając ich w synów Józefa z poprzedniego małżeństwa.
Zapomniano jednakże o siostrach Jezusa oraz o tym, że synowie z poprzedniego
związku nie byliby już braćmi Jezusa, lecz krewnymi (suggenis).
I wreszcie — autorom Pr. Jakuba zawdzięczamy katolicki dogmat o wiecznym
dziewictwie Marii. Oto bowiem położna przyjmując poród zawołała: Oto