sloneczko1
25.01.07, 09:27
Miłość z samym sobą
Doświadczenia masturbacyjne mają za sobą niemal wszyscy
mężczyźni /INTERIA.PLZ badań seksuologów na całym świecie wynika, że
doświadczenia z masturbacją ma ponad połowa kobiet i niemal wszyscy
mężczyźni. Zatem już sama powszechność tych praktyk każe widzieć w nich
czynności absolutnie naturalne.
A jednak etymologia słowa "masturbacja" stawia samozaspokajanie w fatalnym
kontekście. Bo "manustupare" (z hiszp.) znaczy tyle samo, co "plugawić za
pomocą ręki"...
To zresztą nie jedyne negatywnie cechujące narzędzie dostarczane nam przez
język. Jeszcze dziś, w rozmaitych leksykonach i encyklopediach, synonimem
masturbacji jest przerażająco brzmiący "samogwałt".
Odnoszący się do męskich praktyk autoseksualnych "onanizm" zdaje się już nie
nieść tak wiele emocjonalnego ładunku. Do czasu, kiedy nie poznamy historii
biblijnego Onana, od którego imienia pochodzi owo określenie. Onan
mianowicie, po śmierci brata, musiał poślubić jego żonę - tak nakazywało
bezwzględne prawo lewiratu. To samo prawo uznawało, że spłodzone z małżeństwa
z wdową dzieci, będą przypisane zmarłemu mężczyźnie. Onan więc, choć nie
unikał zbliżeń z poślubioną kobietą, starał się jej nie zapłodnić. "Tracił z
siebie nasienie na ziemię" - podaje Wulgata, łaciński przekład Biblii,
dodając, że tym samym naraził się na śmiertelny w skutkach gniew Boga...
Definicyjny błąd
Dziś powiedzielibyśmy, że Onan uprawiał stosunki przerywane, zatem to one
powinny być określane mianem onanizmu. Można się na ów definicyjny błąd
zżymać, jest on jednak kolejnym przykładem tego, jak wiele nieporozumień i
mitów narosło wokół masturbacji.
- Masturbacja była powszechnie praktykowana przez plemiona pierwotne, ale
zazwyczaj traktowano ją jako coś humorystycznego i wskazującego na
nieudolność w normalnym współżyciu - twierdzi Desmond Morris, znakomity
brytyjski zoolog, autor "Zachowań intymnych", poświęconych ludzkiej
seksualności.
Później jednak było już znacznie gorzej... Starożytni Żydzi uznawali onanizm
za grzech, a wytrysk gdzie indziej niż do kobiecej pochwy uchodził za czyn
porównywalny z zabójstwem. Z kolei antyczni Grecy podeszli do sprawy z
typowym dla siebie, medycznym zacięciem. I uznali, że nadmierne pozbywanie
się nasienia jest powodem wielu schorzeń, m.in. złych humorów i... chorób
wenerycznych.
"Nie" dla... podmywania
Twoim zdaniem masturbacja to:
dobre, seksualne przedszkole, wyłącznie dla małolatów
element wzbogacający życie seksualne, bez względu na wiek i status cywilny
zastępczy sposób na rozładowanie napięcia
jedyny sposób, gwarantujący całkowite seksualne zaspokojenie
Nie mam zdania
głosuj »
Masturbacja była na cenzurowanym także w średniowieczu - podobnie jak cała
sfera ludzkiej seksualności niezwiązana z prokreacją, uchodziła za grzeszną i
oddalającą od wiecznego szczęścia w niebie.
Kolejne wieki, choć upływały pod znakiem stopniowego zrzucania ascetycznego
gorsetu, dla praktyk autoseksualnych łaskawe nie były. - W XVIII w.
masturbacja została potępiona jako "ohydny grzech samoplugawienia się" -
pisze Morros. - W XIX w. stała się "potwornym i wyniszczającym nałogiem
samogwałtu", a w czasach wiktoriańskich młodym damom nie wolno było się
podmywać, gdyż wymagało to pocierania genitaliów, co, wykonywane regularnie,
mogłoby "wywoływać nieczyste myśli".
- W pierwszych latach XX w. masturbacja przestała budzić grozę, otrzymując
tylko miano "brzydkiego nałogu", ale autorytety religijne były poważnie
zaniepokojone tym, że mógł on dostarczać onaniście satysfakcji zmysłowej -
dodaje Morris.
Bezgraniczna pomysłowość
Podobne strachy nieobce były również obłąkanym ideologom. W latach 30.
onanizm wybijano z głów adeptom elitarnych szkół SS i Hitlerjugend, traktując
masturbację - jednoznaczną z "marnowaniem dobrego, aryjskiego materiału" -
jako poważne wykroczenie. Dziś, słysząc takie argumenty, pukamy się w czoło,
jednak od lat 30. XX w. musiały upłynąć jeszcze ponad dwie dekady, by
masturbację uznano za normalną i nieszkodliwą.
Ci, którym nie dane było doczekać tych czasów, cierpieli czasami potworne
katusze. Morris wspomina na przykład o srebrnej obrączce na specjalnie
przekłuty w tym celu napletek. Albo o kolczastej opasce, straszliwie
uwierającej, gdy tylko członek ulegał wzwodowi... Zresztą ludzka pomysłowość
w tej materii nie miała granic - z jednej strony zalecano maść rtęciową
(wywoływała owrzodzenie) jako lekarstwo do wcierania w członek, z drugiej
pętanie rąk przed snem. W wielu społecznościach sposobem na
ukrócenie "niecnych praktyk" było obrzezanie i wycięcie (lub wypalenie)
łechtaczki...
Straszenie złapanego na gorącym uczynku chłopca, że wyrosną mu włosy między
palcami dłoni, to przy tym prawdziwy pikuś...
Marcin Ogdowski