Dodaj do ulubionych

Stary wierszyk o śląskich miastach

26.05.08, 09:57
Miasta śląskie.

W połowie zeszłego stulecia, gdy szkoły na Górnym Śląsku po wielkiej części były polskie, ułożył sobie ktoś z mapą pod ręką wiersz o miastach śląskich. Dzisiaj już tru­dno kogo znaleść, coby tę geografię wierszo­waną, kiedyś wszędzie rozpowszechnioną, jeszcze umiał na pamięć; urywki tylko tu i owdzie słychać. Szczęśliwym przypadkiem dowiedzieliśmy się tyle, co następuje:

STO pięćdziesiąt siedem miastów
W naszym śląskim kraju są;
Nie ze siebie, lecz z landkarty
Jam je tak złożone mom:
Pszczyna, Żory, Mikołów,
Racibórz i Wodzisłow,
Mysłowice przy wodzie,
Stary Bieruń też tamże.

Rybnik, potem Katowice,
Tam robotne strony są;
O Królewskiej Hucie wiecie,
Piękne miasto jest Bytom.
Kto chce mieć zielazny piec,
To se poń do Gliwic jedź,
Choć miasteczko małe jest,
Ale kupisz, czego chcesz.

Chwalić trza Tarnowskie Góry,
I Miasteczko, Woźniki;
Tam się jedzie szukać żony,
Nie daleko to z drogi.
A Lubliniec, Olesno,
Także dziochy piękne mo;
W Dobrodzieniu, Gorzowie,
Tam mnie chciały aże dwie.


O Kluczborku i Byczynie
I o Pokoju także
Wielka sława w świecie słynie,
Niech to wierzy, kto tam chce.
Wołczyn, potem Namysłów,
Oleśnica, Dyhernfurt,
Dalej Wrocław wspaniały,
Jest tam biskup, to wiemy.

Rychtal, Syców i Psiepole,
Twardagóra, Juljusburg;
Bernstadt leży bardzo w dole,
Tam, bratowie, kupa łąk.
Międzybórz i Milica,
Już poznańska granica;
Trachenberg i tu Trebnic,
Tam se jedźcie łąki siec.

Strzelin, Grotków, Brzeg i Lewin,
Szurgoszcz, Prusków, Opole,
Strzelce Małe i Niemodlin,
W Koźlu stoją żołnierze;
Strzelce Wielkie, Głogówek,
Krapkowice i Toszek,
Pyskowice, Leźnica;
Ujazd też ma książęcia,

Kietrz, Hulczyn i Sudzice,
Jak Baborów i Biała,
Prudnik, Ziegenhals, Głubczyce,
W Nysie mi się nie zdało.
Steinau, Fyrląd, Odmuchów,
Zobten, Borau i Paczków,
Warta, Niemcz i Münsterberg,
Jako też i Friedeberg.

Dalsze zwrotki wyliczają miasta i mia­steczka dolnośląskie; dokładnego tekstu nie było można wydostać z ludu; widocznie za­pomniany.

(„Głosy z nad Odry” IV: 1921, nr 2 - lipiec, s. 52)

lexicographus.blogspot.com/2008/05/miasta-lskie-schlesische-stdte.html
PS. Komentarz z epoki.
Obserwuj wątek
    • szwager_z_laband Re: Stary wierszyk o śląskich miastach 26.05.08, 17:04
      pora lot tymu pytouech sie juz o ta zwrotka o glywicach, ale
      niystety bez rezultatu:(

      Kto chce miec zielazny piec,
      To se pon do Gliwic jedz,
      choc miasteczko male jest,
      Ale kupisz , czego chcesz


      ps
      szkoda ize niy ma tam tego z Dolnego Slonska

      ps2

      jak to czytom to mom ale take podejzynie ze to ktos niyporadnie
      tuplikowou ze ziymieckyj szprachy ...(?)
    • dialektolog Następny wierszyk: Oberschlesische National-Hymne 04.06.08, 19:38
      Zdaje się, że niezbyt się autor z szacunkiem odnosi do Górnego Śląska.

      ----------------------------------------
      Oberschlesische National-Hymne.

      Schwien- Schwien- Schwientochlowitz,
      Königshütte, Kattowitz,
      Ruda, Zabrze, Morgenrot
      Da soff sich schon mancher tot.

      Mies- Mies- Mies- Myslowitz,
      Laurahütte, Schoppinitz,
      Groß-Piekar, Michalkowitz,
      Dort trank mancher sich 'nen Spitz.

      In Beuthen, Naclo, Borsigwerk,
      Domb, Lipine, Redenberg,
      Friedenshütte, Bobrek, Karf,
      Niemand nüchtern bleiben darf.

      Wer in Ruda sich noch hält,
      Wird in Zabrze bald gefällt,
      Bismarckhütte ist 'ne Pfütz,
      Schlimmer noch als Sosnowitz.

      Bogutschütz, das edle Nest,
      Gibt dem Menschen noch den Rest
      Wer nicht früher schon kam um,
      Kriegt hier das Delirium.

      Jast, Wessolla, Brenskowitz,
      Brzezinka, Slupna, Dzietzkowitz,
      Krossow, Kastrow, Bialy-Brzek,
      Ach was gibt es dort für Dreck.

      Kop- Kop- Kop- Kopain,
      Koprziowitz und Imielin,
      Zabrzeg, Chelm und Neuberun,
      Liegen fast in Kamerun.

      Po- Po- Porembaschacht,
      Ein Gedanke glücklich macht,
      In chaotischem Gelump,
      Steht Alldeutschlands größte Pump.

      Ueberall im Bergrevier,
      Fließen Ströme, Wein und Bier,
      Von Tarnowitz bis Ratibor
      Kommt mir keiner nüchtern vor.

      Drum preiset dieses Land,
      Das so manchmal wird verkannt,
      Hier lebt man in Saus und Braus
      Doch das hält kein Teufel aus.

      Felix Kondziolka, Schnurre in Oberschlesischem Dialekt, H. V, Breslau 1913, S. 5-6
      • hanys_hans Re: Następny wierszyk: Oberschlesische National-H 04.06.08, 20:14
        dialektolog napisał:

        > Zdaje się, że niezbyt się autor z szacunkiem odnosi do Górnego Śląska.

        W kerym miejscu ci sie to zdowo?
        • dialektolog Re: Następny wierszyk: Oberschlesische National-H 04.06.08, 20:27
          hanys_hans napisał:

          > dialektolog napisał:
          >
          > > Zdaje się, że niezbyt się autor z szacunkiem odnosi do Górnego Śląska.
          >
          > W kerym miejscu ci sie to zdowo?
          >

          Na kóńcach zwrotków, ale przeca jo sie nie znom.
          • szwager_z_laband Re: Następny wierszyk: Oberschlesische National-H 04.06.08, 22:28
            ja, jak tyn wontek piyrszy roz czytouech tysz zaro o tym tekscie se
            spomniouech:)

            tyn tekst kedys kozdy bajtel znou ...

            jedne godajom ze to je tekst ponizajoncy a druge ze ino do szpasu -
            jak wy myslicie to je u kozdego chyba inaczyj
            • dialektolog tyn tekst kedys kozdy bajtel znou? 05.06.08, 11:28
              szwager_z_laband napisał:

              > ja, jak tyn wontek piyrszy roz czytouech tysz zaro o tym tekscie se
              > spomniouech:)
              >
              > tyn tekst kedys kozdy bajtel znou ...

              To niech będzie, że ja jestem naiwny prostaczek.
              Czemu w takim razie jest tak, że ja taki tekst wygrzebuję w graficznych zasobach
              bibliotek cyfrowych wśród słabo opisanych źródeł, a nie ma tego tekstu i jemu
              pokrewnych w kompendiach dotyczących folkloru górnośląskiego, popularnych i
              naukowych?
              Coś tu nie gra.
              Czyżby powojenna nauka polska programowo omijała tego rodzaju fenomeny?
              A może to jednak nie było tak, że na każdym placu tego typu teksty były znane?
              Pytam bez uprzedzeń, po prostu.
              • szwager_z_laband Re: tyn tekst kedys kozdy bajtel znou? 05.06.08, 12:41
                jo mom niymiecke ksionzki kaj tyn tekst je cytowany/drukowany. Sam
                nikt niy je naiwny abo co tam jeszcze, faktym je ze w Polsce take
                rzecy bouy i jeszcze som omijane ze strachym w oczach. Dialektologu,
                tyn tekst wedug mie idzie nawionzac do znanyj ci ze chocby persony
                farorza Ficka(chyba tak to piszecie) ze Piekar i odniego
                dziaualnosci w swoim czasie na polu zwalczania alkohlizmu. abo?
                • szwager_z_laband Re: tyn tekst kedys kozdy bajtel znou? 05.06.08, 12:48
                  jak bys kuknou choby na naszo (od Hanysa i moja) zajta
                  www.elwry.de.tf/
                  to bys nawet niy ino suowa ale i nuty tyj piesnczki znod na swojego
                  czasu popularnyj kartce/widokowce ze OS.

                  ;)
                  • szwager_z_laband ps 05.06.08, 12:50
                    Schalscha to je wies pod Glywicami.
                  • dialektolog Re: tyn tekst kedys kozdy bajtel znou? 06.06.08, 14:37
                    Dzięki. Teraz wierzę dużo bardziej.
                    To mały przykład tego, jaka wielka jest wyrwa w polskiej wiedzy o kulturze śląskiej.
              • jaborygyn Re: tyn tekst kedys kozdy bajtel znou? 06.06.08, 11:49

                Doprowdy ńy wjyće?
                Cy yno śe "żurym" kidoće?

                Wy`śće przeca tyż mocno "nauki polski" ... podpora?! :-)
              • hermann5 Re: tyn tekst kedys kozdy bajtel znou? 15.06.08, 15:50
                dialektolog napisał:

                > Czemu w takim razie jest tak, że ja taki tekst wygrzebuję w graficznych zasobac
                > h
                > bibliotek cyfrowych wśród słabo opisanych źródeł, a nie ma tego tekstu i jemu
                > pokrewnych w kompendiach dotyczących folkloru górnośląskiego, popularnych i
                > naukowych?
                > Coś tu nie gra.

                Tekst, wbrew pozorom, jest znany i był publikowany, nawet z melodią. Nieco zmienioną wersję z tym samym tytułem można znaleźć w "Śląskich pieśniach ludowych ze zbiorów rękopiśmiennych Stanisława Wallisa" (oprac. Krystyna Turek, Katowice 2000). Wersję tę zapisał ojciec Stanisława, Łukasz Wallis, w Bytomiu i widnieje przy niej dopisek, że została ułożona ok. 1900 r. przez niejakiego Rajmana. Ten sam Rajman jest też autorem następnej pieśni w tym zbiorze "Słuchaj, o czym bydzie mowa", która ma podobny charakter, ale węższy zasięg geograficzny (wymienione są w niej liczne miejscowości z okolic Bytomia, Tarnowskich Gór, Zabrza, Rudy, Królewskiej Huty, Siemianowic i Katowic).

                Pozdrowienia dla Dialektologa i Szwagra.
                • szwager_z_laband Re: tyn tekst kedys kozdy bajtel znou? 15.06.08, 19:18
                  pozdrowiom i jo, no i mom maue dopytanie
                  • hermann5 Re: tyn tekst kedys kozdy bajtel znou? 15.06.08, 22:55
                    Mům ta kśůnżka i jak żech to przeczytoł, co sam Djalektolog naszkryfloł, to mi śe spůmńoł zarozki tyn tekst uod Rajmana. Jak byda mjoł trocha czasu, to go sam we cołkości lo porůwnańo przepisza. A przi przileżytośći, to we "Głosach z nad Odry" żech mocka roztomajtych fajnych tekstůw wysznupoł. Werći śe tam kuknyć.

                    Trzimej śe, Szwager!
    • szwager_z_laband przi okazji 06.06.08, 13:15
      Piesn o strasznem nieszczesciu przez pozar
      miasta i koscioua farnego w Lesnicy
      dnia 24go Kwietnia roku panskiego 1843

      W miesiacu Kwietnia cztery dwudziestego
      Coz sie niestalo juz miesiaca tego?
      Prawie osmy dzien po wielkanocy;
      Nieskoro wieczor bo i dokna w nocy.

      Wielkie nieszczescie i straszna nowina,
      Gdy jedenasta uderza godzina.
      Ludzie poszli spac i juz sa na swobodzie
      i zaden niemysli o takowej szkodzie.

      Nim sie pokladli, jeszcze wszystko majoa.
      A tu w krotkiej chwili wszystko utracaja.
      Domy, bogactwa, cale swoje mienie
      utracili to to wnet w kilku godzinie.


      Pewnie Pan Steiner do spania sie bierze,
      Gdy wieczorne odmawia pacierze.
      I tak do snu szykuje sumienie,
      A tu w tem widzi jak wybuchly plomienie.

      Wyskoczy predko, niewie co ma czynic,
      Czy na ludzi wolac, czy w dzwony dzwonic.
      Biezal co tchu do swego sasiada przekniony,
      kszyczec niemogl dokna,
      Tylko piesciami powybijal okna.

      Sasiad sie przelakl, co za znak dziwacki?
      Predko wyskoczyl pan Josef Glowacki.
      Biegna w predzej do brata swego
      I wielkim glosem krzyczy na niego.

      Bracie Francku, wstan i nielez w piezynie!
      Predko wybiegaj, bo juz miasta ginie!
      Tam panienka imie Filipina,
      Ktora to byla corka jego jedyna.


      Wola na ojca: Wstancie, bo krzycza na dworze!
      Podobno ze miasto goreje, moj Boze!
      I ten w tem tak przelekniety
      wybiegl w strachu nic nieobleczony.

      Dopadl swa trabe i trabi po miescie!
      Ludzie wstawajcie, nielezcie a co macie wynoscie!
      I gdy tak alarmuje ten to pan Glowacki,
      Budza sie ludzie i zandarm pan Spatzke.


      Ten nietwardo spi o dobsze zawsze czuje,
      Wyskoczy co predzej i strasznie alarmuje.
      Na boku rynku w tej drugiej ulicy
      Pani w pologu i dziecie jej krzyczy.

      Ta utrapiona, gdy jeszcze niespala,
      Rychlo na meza swego zawolala:
      Patsz jeno, cos zlego sie dzieje!
      Slysze, ze ktos krzyczy i w izbie jasnieje.


      Tak mnie strach zdjol i tak mnie sie zdaje,
      Jak gdyby to w bliskosci goreje.
      Maciej Piwowarski, imie meza tego,
      Wybiega na dwor i juz widzac cos zlego.

      Mowi do zony: wstan a nielekaj sie!
      Bierz nasze dziecie a umykaj znim!
      Zlekla sie pani, gdy to uslyszala,
      Od wielkiego strachuaz zaraz zemdlala.

      A on od zalu az uplakuje;
      Biezy do dzwonow, gwaltownie szturmuje.
      Gdy ludzie slysza, ze tak sturmuja,
      Od wielkiego strachu z schodow spadaja.

      Ten ogien wyszedl u pewnego pana,
      U jednego farbierza Thielmana.
      Tam plomien bije, bronic nieporada,
      Predko sie chwyta u jego sasiada.


      Lud z wszystkich stron tu biezy,
      Bo juz sie topia i dzwony na wiezy.
      Ci co sa pszelozeni od Kosciola
      leca nan, zaledwie wlezli w polowe.

      Juz musza na dol, ledwo ze uciekli,
      Bo by sie byli nieomal w ogniu upiekli.
      I majster kominiarz ten sie wybil na dach,
      Gdy dzwony spadly, w tem go ogarnal strach.


      Juz odkryl sobie ogien miejsce do spadnienia
      I pszepada z dachu az do sklepienia.
      Smutni kaplani kosciola sie lituja;
      z wielkiego zalu rece zalamuja.

      Do kosciola spiesza obaj w parze,
      Prosza dla Boga, wynoscie oltarze!
      Spieszy pospolstwo, spiesza rozny pany,
      Bronia co moga, targaja organy.


      Mowi ksiadz faraz: Spieszcie sie dzieci!
      A uciekajcie, bo juz wieza leci!
      Zmartwiony ksiadz faraz juz od zalu mdleje,
      Bo co jest do fary ze wszystkim goreje.

      Mowi: Ach Boze, juzem nieszczesliwy,
      Juz fara gore i spichrze i hlewy.
      Juz sie zas chwyta i farska stodola
      I w bok kosciola juz sie pali szkola.



      Tam pan Rektor w strachu niepodobnym,
      Gdyz jego zona w czasie niesposobnym.
      Ta smutna zona wielce lamentuje
      I rozespale dziatki z lozek wytarguje.

      Ci to ludzie co do fary wpadli,
      Jedni wiernie bronili, inni zas kradli.
      Ci co szerego serca, to wiernie bronili.
      Ci zas zlodzieje, to kradli i roznosili.


      I tak pan baron Jegomosc z dworu lesnickiego,
      Gdy ujrzal ogien, odbiegl on wszystkiego.
      Z calem swem dworem pobiegl bronic
      I ksiedza fa<raza w niedoli pocieszyc.

      Mowi: Wielebny ksieze farazu!
      Gdyscie dozyli tak smutnego razu,
      Niesmuccie sie, Bog wam zas pomoze!
      Tymczasem bedziemy obaj mieszkac w moim dworze.

      W tem wielkim nieszczesciu i tak wielkiej biedzie
      Hwytaja sie domy, ogien dalej idzie.
      Wiatr pedzi ogien i pozary spore,
      Wtem to momencie juz i folwark gore.

      Wracaj sie do domu: Mosci panie baronie!
      Bo gore owczarnia, hlewy i sypanie!
      Juz pelno ognia wszedzie do kola
      I nic nie zostalo tylko jedna stodola.
      Gdy ten pan z pania sa w takiem frasunku,
      Ani tez niemaja zadnego ratunku,
      Biegaja obaj i placza rzewliwie,
      Gdy im wszystko gore i bydlo we hlewie.

      Tu jest do placzu, do politowania.
      Lud zewszad biezy od pierwszego spania.
      Kszyca ojcowie, placza Matki
      I wywlocza z lozek rozspale dziatki.
      U Mokrauera wielkie dziwa byly.
      W posrodku ognia jego dom szczesliwy,
      Ten nic nie utracil, ten ma pokoj wszedzie
      Az we dworze, w placu i arendzie.

      Tam na tysiac talarow szkody sie zrobilo,
      W arendzie, w dworze wiele sie spalilo.
      I nikt nie powetuje tej tak wielkiej szkody,
      Czego w dlugie lata zostana dowody.
      Smutna zona pani Mokrauerka,
      Takze jej szekara dobra pszyjaciolka,
      Szukaja w nocy wszedzie pana swego,
      myslac - czy nie wpadl do ognia takiego.

      Pan Kowolik imieniem Ignacy,
      Rowniez pan Steiner, obaj nieboracy,
      Co innych domow tak dzielnie bronili,
      Pszy tem swe domy obaj utracili.

      Po wszystkich gminach nocni stroze
      Kszyca do okien i burza na drzwierze.
      Ludzie wstawajcie! bo sie strasznie dzieje!
      Najblisze miasto Lesnica goreje!

      Gminy, panstwa bez wszelkiej wymowki
      I wszedzie gdzie maja ogniowe sikawki,
      Tak tego jada, tak sie spiechaja,
      Ze az konie na drodze padaja.
      Gdy zabraklo juz wody strumienie,
      Zucaja w ogien bloto i drobne kamienie.
      Ci pszy sikawkach ciagna i ciezko pracuja,
      Od wielkiego gwaltu sikawki sie psuja.

      Dla kogoz teraz ciezej w miescie,
      Gdy sie oto dzieje tak wielkie nieszczescie,
      Jak dla pana Burmistrza, ktory tak zwatpiony,
      Nie wie, co ma czynic, do ktoryby strony?

      Lud najpierwiej komenderowac?
      Jezeliby w przod miasta bronic
      czyli kosciola i fary,
      czyliby Ksiezejwsi, ktorej polowa gore?

      Ale tu wszyscy hlopy i mieszczanie
      Tobie dziejuja, ty najwyzszy panie,
      Zes ich tak dalece uratowal,
      Hociaz w nocy w ogniu byli, zaden z nich niezgoral!
      Tobie tez dzieki, ty strozu aniele,
      Zes ich zachowal zdrowemi na ciele!
      Ze hociaz i prawie w ogniu byli,
      Wszyscy zostali zdrow, zaden niezgineli.

      Niech sobie kazdy z tego przyklad wezmie,
      Jak tszeba postepowac z ogniem ostroznie.
      Ze to potem zbyt wiele kosztuje,
      Slawna zwierzchnosc tez ma surbacye.

      Miasta, wsi tez to upatruja
      I najjasniejszemu krolowi dziekuja,
      Ze tak madrze ludem swym kieruje,
      Za kazdy moze byc wspomagan s ogniowej bonifikacji.

      Tych ktorych spotka ogniowe nieszczescie,
      Sa wspomagani jak w wsi tak i w miescie,
      Byle tylko wszyscy na to wczesnie dbaja,
      Ze sie pszed szkoda ognia zabezpieczyc daja.

      Koniec

    • lopiqq Po co piszecie vszędzie to w 15.06.08, 21:52
      piszcie v - dużo tuszu zaoszczędzicie.

      Przepisz ten viersz jeszcze raz z popravną ortografią!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka