Dodaj do ulubionych

Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami,

07.06.09, 11:45
Obecnosc Wikingow w Polsce polskou historiagrafia tlumaczy, ze byli najemnymi
wojokami wynajetymi przez Mieszka i Chrobrego!
- ale przed Wikingami sie trzeba bylo chronic, a wynajac ich
mogli tylko wielkie panstwa, ktore w razie ich buntu mieli do
dyspozycji Armie, ktora im czola stawic mogua.
Taka konstelacja dysponowalo Bizancjum, ale w zadnym wypadku MIESZKO!
Moze mi ktos podac, czym by mial Mesico tych najemnikow placic, zlotem?
Jesli tak, to skad je mial miec, byly wtedy polanskie plemiona takie
bogate?
Prowadzili Polanie wtedy handel z Europa? zna polska historiografia jakis
bogatych kupcow polanskich?
Jesli Mieszko Slowianskie korzenie mial, to skad by sie jego
bogactwo wzielo?
Inaczej wyglada sprawa , jesli Mieszko, czytaj Dago Ksieciem
normanskim byl, wtedy mial swoja druzyne i tu mozna tez wytlumaczyc
jego powiazania rodzinne do Skandynawii i fakt, ze jego, badz
Boleslawa, czytaj Burisleifa w normanskich sagach wspominano.
Obserwuj wątek
    • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 07.06.09, 12:52
      Kim są Polacy?

      Nigdzie indziej nie spotkałem tylu fascynujących typów twarzy" - stwierdził
      niedawno David Lynch, amerykański reżyser. Dlatego casting do jednego ze
      swoich nowych filmów postanowił zrobić w Polsce. Lynch zauważył to, co
      kaznodzieja Jakub Olszewski w połowie XVII stulecia. Olszewski
      pisał: "Rzeczpospolita jest jak ptak pstry, wszytek farbowany". Kim tak
      naprawdę są Polacy? Geny jakich jeszcze narodów nosimy w sobie? Badania
      przeprowadzone na Akademii Medycznej w Warszawie dowodzą, że współcześni
      Polacy mają bardzo ujednolicony bagaż genetyczny: jest on dość równomierną
      mieszanką genów wielu nacji. - Stanowimy zupełne przeciwieństwo takich
      narodów jak Włosi, Francuzi czy Hiszpanie. Ich mapa genetyczna pokazuje, że w
      jednym społeczeństwie żyją obok siebie grupy genetycznie odmienne. W Polsce
      większość społeczeństwa ma tymczasem ten sam koktajl genów - mówi dr Rafał
      Płoski, jeden z autorów badań.

      Polacy po łagodnej selekcji
      O ile mniej więcej wiadomo, jak wyglądają przeciętny Skandynaw albo Włoch,
      Niemiec czy Rosjanin, o tyle stworzenie obrazu przeciętnego Polaka wydaje się
      kwadraturą koła. Polak może mieć bowiem zarówno płowe włosy i niebieskie
      oczy, jak i ciemną karnację oraz piwne oczy (niczym Cygan), czy być rudym
      niczym Irlandczyk bądź garbatonosym brunetem z ostrymi rysami w typie
      semickim. Z badań przeprowadzonych na warszawskiej akademii medycznej wynika,
      że jesteśmy Słowianami, ale z domieszką wpływów germańskich i nordyckich, a
      także litewskich, semickich, ormiańskich, węgierskich, ruskich, włoskich i
      żydowskich. I wszystkie te genetyczne zapożyczenia są mniej więcej równo
      rozłożone.
      Bogusław Pawłowski, antropolog, uważa, że choć określenie homogeniczna (czyli
      jednorodna) różnorodność jest oksymoronem, to doskonale oddaje genetyczny
      profil Polaków. Tę pozorną sprzeczność wyjaśnia znana w antropologii teoria
      klina. Mówi ona, że w warunkach ostrej selekcji premiowane są określone
      cechy. To taka ostra selekcja sprawiła, że większość mieszkańców Skandynawii
      jest do siebie podobna, tak samo jak ludzie żyjący w ciepłych krajach basenu
      Morza Śródziemnego. W klinie leżącym pomiędzy tymi strefami, czyli w
      umiarkowanej strefie klimatu umiarkowanego, selekcja jest znacznie
      łagodniejsza. W Europie ten klin rozciąga się mniej więcej od Francji na
      zachodzie, po Rosję na wschodzie, od Morza Bałtyckiego na północy, po
      Półwysep Bałkański na południu. Polska leży w samym środku tego klina,
      dlatego mieszkańcy tych terenów równomiernie absorbowali zewnętrzne wpływy. I
      to nie tylko genetyczne, ale i kulturowe.

      Czy Mieszko I był Wikingiem?
      Pod koniec PRL przestano nachalnie rozpowszechniać naciągane teorie, mówiące
      o tym, że nad Odrą, Wartą i Wisłą Polacy żyli od czasów prehistorycznych.
      Pojawiliśmy się na terenach dzisiejszej Polski najwcześniej w V lub VI wieku
      naszej ery. Praojczyzną Słowian były tereny między Bugiem a środkowym
      dorzeczem Dniepru. Nasi przodkowie żyli tam spokojnie, aż doszły ich wieści o
      tym, że ludy ruszyły na południe, do dawnego Cesarstwa Rzymskiego. Jeżeli
      Lech, Czech i Rus istnieli, to rozdzielili się właśnie wtedy.
      Już w drugiej połowie X wieku pojawia się na naszych ziemiach spora liczba
      grobów skandynawskich wojowników. Naukowcy dowiedli, że Mieszko I zbudował
      swoje państwo dzięki sile swojej trzytysięcznej drużyny, złożonej głównie z
      pochodzących z północy Waregów, najdzielniejszych wówczas wojowników. - To
      oni głównie tworzyli taką ówczesną Legię Cudzoziemską - mówi prof. Henryk
      Samsonowicz, historyk. Część polskich historyków twierdzi wręcz, że Mieszko I
      sam był Waregiem, a państwo polskie powstało w wyniku najazdu z północy.
      Tego, że skandynawskie wpływy są faktem, dowiódł m.in. antropolog Maurycy
      Stanaszek. Przebadał on kilka tysięcy szkieletów z X wieku z Wielkopolski,
      Małopolski i północno-środkowej Ukrainy. - Już wtedy zdecydowanie różniliśmy
      się od naszych pobratymców ze wschodu. Widać wyraźny wpływ ludności
      skandynawskiej na nasz wygląd - mówi Stanaszek. Potwierdzają to także
      odkrycia - m.in. odnalezione przed kilkoma laty na Mazowszu groby wareskich
      wojowników z XI wieku. Ziemię nadano im w zamian za obronę naszych granic
      przed najazdami Prusów. Skandynawski komponent genetyczny wzmocniły szwedzkie
      najazdy. Chodzi nie tylko o powszechność gwałtów, ale też o to, że wielu
      Szwedów osiadło wtedy na terenach Rzeczypospolitej. Na przykład legenda
      rodziny Jana "Rudego" Bytnara, bohaterskiego żołnierza AK głosi, że ich
      przodkiem był żołnierz armii Gustawa Adolfa, która najechała Polskę.

      Von Baysen, czyli Bażyński
      Z badań przeprowadzonych na warszawskiej akademii medycznej wynika, że od
      Niemców różni nas tzw. marker R1a1 w męskim chromosomie Y. U naszych sąsiadów
      z zachodu ten marker występuje rzadziej. Oznacza to, że jesteśmy znacznie
      mniej wymieszani z Niemcami niż na przykład Czesi. Zdaniem Płoskiego,
      genetycznie stoją oni pośrodku między nami a Niemcami. Z tymi ostatnimi
      mieszaliśmy się od XIII w., kiedy zaczęli przybywać na polskie ziemie. -
      Związki mieszane już wtedy były masowe. Dystans pomiędzy Polakami a Niemcami
      wcale nie był tak wielki, bo ówczesne miasta w większości przypominały wsie -
      mówi prof. Samsonowicz.
      Niemieckie ślady genetyczne to też pozostałość po polonizowaniu się
      niemieckiej szlachty wchodzącej z Polakami w rodowe alianse. Wedlowie-
      Tuczyńscy opisani w "Potopie" Sienkiewicza jako ród potężny, władający ziemią
      wałecką, w istocie byli brandenburskimi rycerzami, którzy nazwisko wzięli od
      rodowej siedziby. Spolonizowali się w jednym pokoleniu za panowania
      Władysława Jagiełły. Aby to podkreślić, do nazwiska dodali końcówkę "-ski"
      (Wedelski). Jako lennicy polskiego króla najeżdżali kuzynów z Recza i
      Choszczna, uznających zwierzchnictwo Brandenburgii.
      Asymilowanym w Polsce Niemcem był Johann von Baysen, przywódca pomorskiego
      rycerstwa, walczącego po stronie Kazimierza Jagiellończyka przeciw Krzyżakom.
      W Polsce stał się Janem Bażyńskim. Szlachta niemieckiego pochodzenia robiła u
      nas państwowe kariery - jak Dohnhoffowie i Wejcherowie, którzy sprawowali
      urząd wojewody. Począwszy od XVI wieku, asymilowali się niemieccy mieszczanie
      w takich ośrodkach jak Kraków czy Poznań. Szczególnie łatwo przychodziło to
      niemieckim katolikom. Dobrym tego przykładem są bambrzy sprowadzeni do
      Poznania i Wielkopolski z katolickiej Bawarii.

      Litwinopolacy
      Mieszanie genów przebiegało na większą skalę między narodami, które
      dobrowolnie się federowały. Tak było po zawarciu unii polsko-litewskiej. Z
      badań polskich genetyków wynika, iż genetycznie najbardziej są do nas podobni
      Litwini (a także Łotysze). To podobieństwo genów można też tłumaczyć tym, że
      Bałtowie i Słowianie mieli wspólnych przodków.
      Po zawarciu unii polsko-litewskiej na wschód szeroko promieniowała nie tylko
      polska kultura, ale też nasze geny. Radziwiłłowie np. szybko weszli w związki
      krwi z najlepszymi rodami Korony i zostali uznani za "esencję polskiej
      magnaterii". Przedstawiciele ruskich rodów posyłali swoich synów do polskich
      jezuickich kolegiów, co ułatwiało ich polonizację. Sportretowany przez
      Henryka Sienkiewicza jako okrutny polski magnat Jeremi Wiśniowiecki wywodził
      się z prawosławnej ruskiej rodziny. Był on pierwszym z rodu, który ożenił się
      z polską szlachcianką Gryzeldą Zamoyską. Ich syn, Michał Korybut
      Wiśniowiecki, zasiadł na tronie polskim. Jak zauważa historyk Michał
      Kopczyński, choćby ten fakt pokazuje, jak otwarta na obce nacje była dawna
      Rzeczpospolita.
      W czasach Rzeczypospolitej wielu narodów zasymilowało się u nas niemało
      Czechów, Ormian, Wołochów, a także Madziarów. W końcu XVI w. żyło na naszych
      ziemiach aż 100 tys. Szkotów! Jako lokalne mocarstwo Rzeczpospolita
      przyciągała najaktywniejszy żywioł z krajów ościennych. Tamte wędrówki ludów
      widać choćby w genach Roberta Makłowicza. W jego żyłach płynie krew
      węgierska, ukraińska
      • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 07.06.09, 12:53
        W czasach Rzeczypospolitej wielu narodów zasymilowało się u nas niemało
        Czechów, Ormian, Wołochów, a także Madziarów. W końcu XVI w. żyło na naszych
        ziemiach aż 100 tys. Szkotów! Jako lokalne mocarstwo Rzeczpospolita przyciągała
        najaktywniejszy żywioł z krajów ościennych. Tamte wędrówki ludów widać choćby w
        genach Roberta Makłowicza. W jego żyłach płynie krew węgierska, ukraińska i
        ormiańska. - Polonizacja różnych innych nacji jest fenomenem na skalę światową.
        Można zrozumieć, że stawali się Polakami ci, którym nadawano w zamian za to
        przywileje. Jednak polonizowało się tysiące cudzoziemców w XIX wieku, kiedy nie
        mieliśmy państwa. Polska kultura ma ogromną siłę przyciągania - podkreśla
        Samsonowicz.

        Żydopolacy
        Najtrudniej postępowała asymilacja Żydów, największej ich diaspory w ówczesnym
        świecie. Mimo że Żydzi mieszkali w Polsce od czasów średniowiecza, do połowy
        XIX wieku ogromna większość żyła w odosobnieniu i zachowywała kulturową
        odrębność. Wieść gminna wiązała wprawdzie niektórych wielmożów (w tym króla
        Kazimierza Wielkiego) z żydowskimi kochankami, ale nie prowadziło to do
        znaczącej wymiany genów. Zmieniło się to za sprawą mieszkających na terenach
        Polski zwolenników haskali, czyli Żydów postulujących kulturową
        asymilację. "Być Żydem w domu, a człowiekiem na ulicy" - głosiło ich
        najbardziej znane hasło.
        Zasymilowani Żydzi szybko się laicyzowali i polonizowali - najczęściej przez
        małżeństwa. Proces ten świetnie opisuje Joanna Olczak-Ronikier w głośnej
        książce "W ogrodzie pamięci". Przodkiem pisarki był Jakub Mortkowicz, wydawca i
        przyjaciel najwybitniejszych poetów. Gdy popełnił samobójstwo, w pożegnalnym
        liście napisał: "Nie byłem kupcem i nie umieram jak kupiec". W ten sposób
        Mortkowicz podkreślał, że należał już do innej kultury. Jedną z najbardziej
        znanych zasymilowanych rodzin żydowskich byli Słonimscy. Doktor Chaim Słonimski
        wydawał najważniejsze pismo zwolenników asymilacji - "Ha-cfira", a jego wnuk,
        wybitny poeta Antoni, jeszcze w latach 20. napisał tekst wzywający pobratymców
        do porzucenia gett.

        Sarmaci i Europejczycy
        Wiele o nas mówi nie tylko to, skąd pochodzimy (genetycznie), ale i to, skąd
        swoje pochodzenie wywodzimy w sensie kulturowym. Na początku XIV wieku
        kronikarz Dzierzwa napisał, że jesteśmy potomkami Wandalów - ludu, który w 455
        r. złupił Rzym, a potem w północnej Afryce stworzył własne państwo. Współcześni
        Mieszkowi I dostojnicy Kościoła kilkakrotnie określają go w dokumentach jako
        dux Vandalorum, czyli książę Wandali. Kronikarz Wincenty Kadłubek wywodzi
        Polaków od Wandali, twierdząc nawet, że od nich pochodzi imię Wanda. Kazimierz
        Wielki uważał, że Polacy pochodzą od Gotów. Dlatego na grobowcu Bolesława
        Chrobrego kazał wyryć napis "Rex Gothorum et Polonarum" ("Król Gotów i Polaków".
        W XV i XVI w. pojawiły się rzekomo starożytne mapy, na których na terenach
        Polski i Ukrainy widniały plemiona Sarmatów. Mit sarmacki stał się wtedy
        oficjalną ideologią szlachty. Dowody na jego prawdziwość są wątłe, ale, jak
        zauważa historyk prof. Jacek Banaszkiewicz, był on nam potrzebny do
        uzasadnienia ekspansji na wschód. Odwołując się do sarmackiego mitu, szlachta
        utwierdzała swój etos wojownika mającego w pogardzie handel i pracę na roli.
        Mit o sarmackim pochodzeniu szlachty podważył Joachim Lelewel na początku XIX
        wieku, dowodząc naszej słowiańskości.
        • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 07.06.09, 12:55
          Skąd się wzięła Polska - czyli o Słowianach, koczownikach i prawach historii,
          oraz dlaczego powinien u nas stanąć Pomnik Czyngis-Chana

          Zagadkowy Lud Słowianie

          Skąd się wzięła Polska? Większość Rodaków, (również ci, którzy pamiętają ze
          szkoły historię), z pewnością uzna to pytanie za dziwne. Jak to? Przecież
          byliśmy tu zawsze... Jakoś słabo się u nas upowszechniła świadomość faktu, że
          nasi przodkowie przybyli na nadwiślańskie ziemie jakieś (bez mała) tysiąc
          pięćset lat temu, i podbili resztki miejscowej ludności, które przetrwały zamęt
          Wielkiej Wędrówki Ludów, wywołanej najazdem Hunów. Ale taka jest reguła:
          większość ludów zamieszkuje swoje obecne ojczyzny dzięki podbojom, których
          dokonali ich przodkowie. Dotyczy to tak samo dzisiejszych Włochów (którzy są
          echem rzymskich podbojów w Italii) jak i Amerykanów, którzy gwałtem przecież
          zajęli północnoamerykański kontynent. Jedne narody zachowały pamięć swojego
          Zajęcia Ojczyzny (na przykład Węgrzy), inne (przykładem my i Słowianie w ogóle)
          zdążyły o tym zapomnieć. Na marginesie zauważę, że są też narody, które właśnie
          w naszych czasach przeżywają swój heroiczny etap historii - na przykład Tutsi...

          W starożytności Słowianie nie byli w ogóle znani! - To znaczy, rzymsko-grecki
          świat o nich nie słyszał, przeciwnie niż o Germanach, z którymi walczył i o
          których zebrał nader dokładne wiadomości. Słowianie na historycznej scenie
          pojawiają się dopiero po 500 roku i są postrzegani jako lud "nowy" i wcześniej
          nie znany. Lubomir Czupkiewicz, autor cienkiej, ale bardzo treściwej książeczki
          o genezie Słowian, przypuszcza, iż przywędrowali oni spod Uralu, znad Kamy (z
          obecnej Baszkirii), zajmując najpierw ziemie nad Dnieprem, potem Wołyń, i stąd
          rozeszli się po całej środkowo-wschodniej Europie. Tak więc nasi przodkowie
          przeszliby podobną drogę, jak 400 lat po nich Madziarowie, z tą różnicą, że
          przodkowie Węgrów, jako koczownicy-stepowcy szli przez Dzikie Pola, a
          Prasłowianie, mieszkańcy wilgotnych lasów, zapewne przenosili się wodą, wzdłuż
          Wołgi, Oki, Dniepru i Prypeci.

          Wiele faktów, głównie archeologicznych, świadczy o tym, że Słowianie nie są
          tubylcami na ziemiach dzisiejszej Polski. O tym samym świadczą nazwy naszych
          rzek. Żadna znaczniejsza rzeka w Polsce nie nosi nazwy, która by się dała
          objaśnić po słowiańsku! Przyzwyczailiśmy się do nazw Wisły, Odry, Narwi, Bugu,
          Bzury, Warty, Dunajca, Sanu... i mało kto widzi, że te słowa ani po polsku, ani
          w dawniejszych wariantach słowiańszczyzny, nie znaczą nic! Są swojskie, ale
          równie nie znaczące, co Mississippi albo Limpopo. A do tego nazwy Wisła i Odra
          (Vistula, Viadrus) były znane rzymskiej starożytności, czyli używane były
          jeszcze przez ówczesną ludność naszych ziem, głównie Germanów.

          Przeciwnie, nazwy miast w ogromnej większości (jeśli nie wszystkie) dają się
          wyprowadzić od słowiańskich rdzeni, a większość z nich znaczyła pierwotnie:
          "gród takiego-to-a-takiego" - Kraków, gród Kraka, Wrocław, gród Wrócisława,
          Radom, gród Radoma, Wolbórz, gród Wolibora. Można stąd wnioskować, że
          napływający na nasze ziemie Słowianie uczyli się nazw rzek od podbitej ludności,
          ale miasta zakładali sami i nazywali je po swojemu, od imion wodzów, którzy
          twierdzami zarządzali.

          Słowianie, przybysze z terenów oddalonych od starych centrów starożytnej
          cywilizacji, a więc przez to zapóźnieni w rozwoju, mogli odnieść swój sukces,
          jakim było zajęcie połowy Europy, tylko dlatego, że środek kontynentu był
          ogarnięty w owym czasie przez chaos i kryzys. Przyczyną tego kryzysu, którego
          przejawem była Wielka Wędrówka Ludów oraz wyludnienie ziem nad Wisłą, Dunajem,
          Odrą i Łabą, byli Hunowie, którzy przybyli do Europy aż spod Chińskiego Muru. W
          ten sposób natrafiamy na wątek, który długo się odtąd będzie przewijał w
          historii, mianowicie wzajemne stosunki i oddziaływania Słowian (i innych
          rolników) - i stepowych koczowników.
          • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 07.06.09, 12:56
            Cywilizacja Wielkiego Stepu

            Aż zdumiewa, jak cicho i bez śladu potrafią znikać z mapy świata cywilizacyjne
            formacje, które przez stulecia trzęsły dosłownie całym światem. Dzisiejsi nędzni
            i żyjący na marginesie swoich społeczeństw Beduini oraz mongolscy i kazachscy
            pasterze, to wszystko, co pozostało z potężnych koczowniczych, stepowych kultur,
            które jeszcze trzysta lat temu z okładem zdolne były do budowania imperiów. Tyle
            właśnie lat temu groźni byli nadal w Europie Tatarzy, zaś ich pobratymcy z
            przeciwległego krańca Wielkiego Stepu, Mandżurowie, podbijali właśnie
            przeogromne i przebogate Chiny. (Wyglądało to tak, jakby dziś Czeczeni zbrojnie
            utworzyli swoje państwo na miejscu Rosji!)

            Na Wielki Step, na obszar trawiastych równin rozciągających się miedzy 40-tym i
            55-tym stopniem szerokości geograficznej północnej, oraz od Karpat i Dunaju po
            Rzekę Żółtą i Amur, możemy patrzeć jak na wielki generator etnicznych prądów. Tu
            właśnie istniał, przez tysiąclecia, gorący ludzki kocioł, z którego niemal co
            stulecie wyrajały się masy gotowych na wszystko wojowników, którzy łączyli się w
            nowe narody, łamali opór sąsiadów i kolonizowali Azję i Europę. Stąd wyszli
            Ariowie, którzy zasiedlili Iran i Indie, Hetyci, zdobywcy Azji Mniejszej,
            przodkowie Greków, Italików, Celtów, Germanów. Po Indoeuropejczykach, kolejną
            falą były plemiona mówiące językami tureckimi i mongolskimi. W tym samym
            obszarze Wielkiego Stepu mają swoje korzenie Turcy, Tatarzy, Bułgarzy, Jakuci,
            Mandżurowie, nie licząc tych ludów, które na tej ziemi do dziś pozostały. Wir
            stepowych wędrówek wciągnął również syberyjskich myśliwych, przodków
            późniejszych Madziarów, a dzisiejszych Węgrów.

            Centra cywilizacji leżały dalej na południe: w Mezopotamii, Egipcie, Iranie,
            Indiach, Chinach i na Morzem Śródziemnym. Tam powstawały techniczne,
            organizacyjne i religijne wynalazki, tam wynajdywano pismo, uprawę roli, obróbkę
            metali. Tam prorocy objawiali Słowo Boże. Na tle tych kultur stepowy koczownik
            pozostawał prymitywem. Pisma się nie uczył i nie ufał księgom, kowali sprowadzał
            z południa. W życiu duchowym długo wystarczał mu szamanizm. Jedynym, co step
            miał do zaoferowania światu, była ludzka energia - ta energia, która rodzi się z
            wolności. Sąsiedzi stepowców doświadczali przewagi tej energii co parę pokoleń,
            gdy od Dzikich Pól nadciągali amatorzy dorobku ich życia.

            Rolnika trudno było przekwalifikować w wojownika. W rolniczych społeczeństwach
            obroną i wojaczką zajmowali się specjaliści, i było ich względnie niewielu. Oni
            także, jako klasa społeczna, sprawowali tu władzę. W społeczeństwach stepowych
            producent-hodowca był jednocześnie wojownikiem. Sztuka wypasu bydła i owiec była
            zawsze nieodłączna od sztuki złodziejstwa oraz obrony stad przed sąsiadem konio-
            i bydłokradem. Konni pasterze nie musieli być specjalnie szkoleni, organizowani,
            odżywiani. Wojenny potencjał Stepu był stale pod bronią! Potrzeba było tylko
            dostatecznie zdolnej jednostki, która by potrafiła te masy, mówiące różnymi
            językami, ale żyjące na jedną modłę, skrzyknąć i poprowadzić w określonym kierunku.

            Przewagę rolników i miejskiej cywilizacji, którą ci żywili, nad Stepem,
            zgotowała dopiero nowożytna rewolucja naukowo-techniczna. Koczownik,
            przemieszczający się konno i uzbrojony w łuk rewersyjny, długo miał przewagę nad
            państwowym żołnierzem. Nawet prymitywna broń palna nie pozbawiła go jego atutów.
            Stopniowo jednak słabł, aby przegrać dopiero z armatami, koleją i telegrafem.

            My sami jesteśmy potomkami jednej z fal osadniczych, jakie wyłoniły się z
            Wielkiego Stepu. Było to jednak dawno, z pewnością dawniej niż trzy tysiąclecia
            wstecz. Słowianie, kiedy pod koniec Wędrówki Ludów u schyłku Starożytności
            przybyli na nasze ziemie, nie byli już koczowniczymi pasterzami, lecz rolnikami,
            którzy ponadto swój byt wiązali z wodą, i osiedlali się nad rzekami i jeziorami.
            Gdyby tradycje Stepu były wśród nich żywe, zasiedliliby w pierwszej kolejności
            równiny nad Morzem Czarnym i Panonię, tymczasem właśnie te stepowe ziemie
            ominęli lub (znad Dunaju) dali się łatwo wyprzeć Madziarom, co świadczy tylko o
            tym, że na stepach czuli się nieswojo i do tego środowiska nie byli dobrze
            przystosowani. Step czyli strefę czarnoziemu Rosjanie i Ukraińcy zaczęli
            uprawiać dopiero w dziewiętnastym wieku, już w innej epoce technologicznej.
            Niechęć europejskich rolników do stepów przeniosła się zresztą za Ocean: uprawa
            ziemi na amerykańskich preriach liczy zaledwie sto lat, a wcześniej ta strefa
            była pospiesznie mijana przez osadników zmierzających nad Ocean Spokojny.

            W piątym wieku najazd typowych Stepowców - Hunów - wytworzył cywilizacyjną
            pustkę w środku Europy, w którą następnie wniknęli Słowianie. Dlaczego oni?
            Dlaczego ówczesna fala ruchu ogarnęła tylko ich, a pokrewni i po sąsiedzku
            stojący Bałtowie pozostali nie poruszeni? Dlaczego Germanów nie interesowały
            ziemie, które pokolenie wcześniej opuścili? Tego zapewne nigdy się nie
            dowiemy... Nie znamy przyczyn, które pobudziły do ruchu właśnie Słowian - lecz
            całe to zjawisko, proces nagłego poruszenia pewnego ludu, daje się ująć we wzory
            i porównać z innymi podobnymi procesami w historii.
            • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 07.06.09, 12:56
              Etnogeneza czyli Wyrojenie Ludu

              Przez kilka tygodni krążyłem w księgarniach wokół książki Lwa Gumilowa "Od Rusi
              do Rosji" Z jednej strony cenię jej Autora; jego wcześniejsze książki, o
              Mongołach i Turkach, przeczytałem kilkakrotnie od deski do deski, ale ten temat
              wydawał mi się aż nadto dobrze znany: o historii Rosji parę grubych ksiąg stało
              już na moich półkach... Tymczasem okazało się, że książka rosyjskiego historyka,
              z pozoru poświęcona dawnej Rusi, naprawdę opowiada o czymś więcej.... Ta książka
              zawiera oryginalną wizję dziejów! Uderzyło mnie, że ten niedawno zmarły rosyjski
              profesor prezentuje coś, co jest wielkim darem u autorów ośmielających się pisać
              o historii ludzkości, mianowicie zdolność panoramicznego widzenia i talent do
              wielkiej syntezy.

              Książka Gumilowa mówi o "etnogenezie" Rosji. Sztywny i muzealny jakby termin
              "etnogeneza" oznacza, w jego kodzie, właśnie to zjawisko, o którym powyżej
              wspomniałem: poruszenie się narodu do historycznego zrywu. Zazwyczaj losem
              ludów, "etnosów", jak je nazywa Gumilow, jest homeostaza. Czyli stan stabilnego
              (przy danym poziomie sił wytwórczych) przystosowania do potencjału środowiska
              geograficznego. Co jakiś jednak czas przez ludzi żyjących "z dziada pradziada",
              "jak Bóg przykazał" (lub: duchy przodków) - przebiega prąd. Pojawia się wśród
              nich nadmiar energicznych jednostek, które nie mieszczą się w zastanym świecie,
              którym za ciasno jest w rodzimych opłotkach. Ci kłócą się miedzy sobą, skrzykują
              podobnych sobie ryzykantów, toczą wojny, wyprawiają się na sąsiadów, często
              szukają szczęścia w odległych krajach. Pozostawiają po sobie potomstwo, które
              dziedziczy ich geny (być może korzystnie zmutowane!) i pragnie dorównać i
              przewyższyć swoich sławnych i zbuntowanych ojców. Takich ludzi Gumilow nazywa
              "pasjonariuszami" ,a ów prąd, który ich stawia na nogi: "impulsem pasjonarnym".

              Według Gumilowa historia jego kraju notuje dwa takie wielkie impulsy pasjonarne,
              bodźce etnogenezy: pierwszy z tych impulsów stworzył Słowian, a właściwie kazał
              zagubionemu w bagnach prymitywnemu plemieniu ruszyć na podbój Europy (nie
              zapominajmy, że dawni Słowianie osiedlali się pod dzisiejszym Hamburgiem, w
              Bawarii, na Peloponezie, a nieliczni dotarli jakoby nawet do Syrii...).

              Drugi impuls postawił na nogi (a raczej posadził na końskich siodłach...)
              mieszkańców północno-wschodniej rubieży Rusi, zasiedlających okolice Riazania,
              Tweru, a przede wszystkim Moskwy. Tam, w wiekach trzynastym i czternastym, pod
              twardym, mongolskim protektoratem, rodziła się nowożytna Rosja, naród (w
              terminologii Gumilowa: etnos) należący wcale nie do Zachodniej Europy, lecz do
              szerokiej strefy, która zaczyna się od Karpat i ciągnie na wschód aż po Pacyfik,
              od południa odgrodzona łańcuchem kosmicznych gór centralnej Azji. Gumilow czuje
              się patriotą tej strefy, którą wcześniej już dwukrotnie jednoczyły różne ludy,
              najpierw Staro-Turcy, a później Mongołowie, poddani Czyngis-Chana. Ich
              współczesnym spadkobiercą w dziele jednoczenia przestrzeni miedzy Europą a
              Chinami jest - według Gumilowa - Rosja.

              Spomiędzy wierszy książki "Od Rusi do Rosji" dają się wyczytać osobiste (a może
              też kulturowe) sympatie i antypatie jej Autora. Gumilowowi Zachód wydaje się
              obcym żywiołem, który zagraża oryginalnemu rozwojowi Rosji i całej tej
              euro-azjatyckiej strefy, której osią jest Wielki Step. Zachodnich Europejczyków
              postrzega on jako zwarty etnos, który swoją heroiczną, "pasjonarną" epokę
              przeżył pięć stuleci wcześniej niż Moskwa, a zatem jest starszy i dalej
              posunięty w rozwoju. W rozwoju, który nieuchronnie - według rosyjskiego
              historyka - prowadzi do zaniku twórczych, pasjonarnych sił i do pogrążenia się
              na powrót w biernej, jałowej egzystencji homeostazy. (Gdy się bez uprzedzeń
              przyjrzeć dziejom Zachodu w ostatnim stuleciu, nie sposób nie przyznać mu
              racji!). Kopiowanie europejskich wzorców przez Rosję przypomina mu zabiegi
              dziewczynki, która maluje usta i patrząc w lustro wydaje się sobie dorosłą
              kobietą. Oczywiście Gumilow nie ma wątpliwości, że Polska jest częścią
              zachodnioeuropejskiego etnosu, i miedzy nami a Rosją przebiega od wieków
              cywilizacyjna granica.

              Warto wnikliwie przestudiować książkę Gumilowa, ponieważ mogą z niej wypływać
              praktyczne i polityczne wnioski. Dziś Rosja wraz ze swymi satelitami przeżywa
              okres "smuty", czyli (po rosyjsku): zamętu, chaosu. Najsłynniejsza rosyjska
              "smuta" miała miejsce z początkiem siedemnastego wieku, kiedy wygasła stara
              dynastia Rurykowiczów (jej ostatnim wybitnym - na swój sposób - przedstawicielem
              był Iwan Groźny), a władzę w Rosji usiłowali przechwycić Samozwańcy, wspierani
              przez polską interwencję. Rosjanie do dziś nie potrafią nam wybaczyć polskich
              wojsk okupujących Kreml w świętej Moskwie! Współczesna "smuta", upokorzenie
              mocarstwowych ambicji Rosji, to czas przejściowy. Po załamaniu się
              marksizmu-leninizmu i proletariackiego internacjonalizmu, czyli tej wiary, która
              dotąd usprawiedliwiała potęgę imperium nad Wołgą i Amurem, Rosjanie będą
              gwałtownie poszukiwać nowych ideologii. Książka Gumilowa pozwala wejrzeć w stan
              ducha najwybitniejszych przedstawicieli tego narodu. Nauka o pasjonarnych
              impulsach nie jest akademicką teorią: gdy się czyta tę książkę, emanuje z jej
              kart ładunek duchowej siły, która, włożona w usta zdolnego przywódcy, jest
              wstanie poderwać "etnos" do państwowotwórczych czynów...

              Gumilow do swojej wizji historii doszedł w czasie, kiedy był więźniem łagrów.
              Jego również nie ominęła stalinowska pajdeja. Rosyjska cywilizacja tak jest
              zaprojektowana, że stale zmusza własnych ludzi do wyrzeczeń, poświęceń, cierpień
              i męczeństwa. Rosjanie płacą daninę krwi i głodu nie tyle obcym najeźdźcom, co
              własnym tyranom i własnym, "natchnionym" społecznym eksperymentatorom. My, obcy
              temu światu, widzimy, że ów haracz jest absurdalny, i cierpienia zesłańców i
              gierojów domowych wojen nie służyły żadnej wyższej sprawie. (Bo jakież to
              ponadczasowe wartości dała światu Rosja? Czy okupi swoje okrucieństwa
              powieściami Dostojewskiego?) My możemy na nich patrzeć z dystansu... (Też nie
              zawsze. Zarówno mój ojciec, jak i dziad zwiedzili kopalnie Uralu jako niewolnicy
              komunizmu...) Ale Rosjanie muszą wierzyć w wyższy sens swoich cierpień i ofiar.
              Chyba nie popełniam błędu, gdy sądzę, że Rosja czeka na przyjęcie nowych,
              historiozoficznych wizji. Że właśnie tam potrzeba intelektualnego i mentalnego
              oswojenia żywiołu historii musi być najbardziej paląca...
              • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 07.06.09, 12:57
                Polski Archaik, Paleozoik, Kenozoik

                Ale oddaliliśmy się od tematu "Czyngis-Chan a sprawa polska". Jak zauważył
                Gumilow, tajemniczy w swojej istocie impuls pasjonarny nie jest udziałem tylko
                pojedynczych narodów (etnosów). Zwykle obejmuje pewien rozleglejszy pas ekumeny.
                W trzynastym stuleciu Autor "Od Rusi do Rosji" dostrzega jeszcze, podobne jak na
                Rusi Za Lasami, narodotwórcze prądy u jej sąsiadów: w tym samym czasie bowiem
                aktywizuje się Litwa pod wodzą księcia Mendoga; później, pod jej wpływem, zaczną
                się procesy, które nakażą osobną drogą iść Białorusi i Ukrainie. Dalej na
                południe z masy tureckich stepowych ludów uformują się Krymscy Tatarzy, a
                jeszcze dalej, niezależnie od nich - choć też w tym samym stuleciu - powstanie
                prężny, młody etnos Turków Osmańskich, którzy już wkrótce zjednoczą krąg
                cywilizacji Bliskiego Wschodu i zagrożą Europie.

                W tym momencie warto wrócić do naszej, polskiej historii. Wystarczy szkolna
                wiedza, aby zauważyć, że historia Polski ma wiele wspólnego z geologicznymi
                dziejami skorupy ziemskiej. Polska ma swój archaik, paleozoik, mezozoik (epokę
                dinozaurów) i wreszcie kenozoik, czyli historyczną współczesność. Archaik, to
                pierwsza cywilizacja słowiańska. Ta, po której pozostały nam jedynie nazwy (i
                lokalizacje) miast, męskie imiona wzywające do dzielności, gościnności i
                heroizmu (Zbygniew, Wojciech, Radosław, Włodzimierz... jest ich około trzech
                tysięcy, w większości niemodnych i niezrozumiałych), oraz jakieś 50 procent
                naszego języka: jego najstarsza, ale wciąż płodna i soczysta warstwa.

                Polska epoka paleozoiczna, to Polska Piastów. Ta historyczna formacja ma swój
                wyrazisty początek - zjednoczeniowy wysiłek Polan pod wodzą Mieszka, uwieńczony
                przyjęciem chrztu, czyli przyłączeniem się, z ciałem i duszą, do cywilizacji
                zachodniego chrześcijaństwa. Nie była to wymuszona konieczność. Wybór był wolny
                - nasi wschodni sąsiedzi, tacy sami Słowianie jak my, zapisali się przecież do
                innego klubu narodów. Polska Piastowska miała swój wyraźnie określony teatr
                działań. Obejmowała Śląsk, Wielką i Małą Polonię, Mazowsze, oraz - z
                zastrzeżeniami - Pomorze. Interesy miała w Czechach, Morawach, w słowiańskich i
                niemieckich krajach nad Łabą. Wchodziła w stosunki z sąsiadami ruskimi,
                pruskimi, węgierskimi. Nie miała (oprócz zakusów maniakalnie ambitnego Bolesława
                Chrobrego) dążeń imperialnych, sił ledwie wystarczało (a częściej nie
                wystarczało...) aby utrzymać w całości dziedzictwo Mieszka. Była tamta Polska
                jednolita etnicznie, jednej wiary i przywiązana do monarchicznego modelu
                państwa. Oprócz nieco późniejszego startu i peryferyjnego położenia, nic jej nie
                różniło od reszty cywilizacyjnego kręgu Zachodu. Z Polską następnej epoki będzie
                już inaczej.

                Wiek Trzynasty nie tylko na Rusi, ale i w naszej części Europy zmienia
                dotychczasowe pole sił. Nad Bałtykiem pojawia się, jakby powiedział Gumilow,
                nowy etnos (a może tylko "subetnos"), mianowicie ramię organizacji, która
                powstała pod pustynnym niebem Jerozolimy - Zakon Krzyżacki. W błyskawicznym
                tempie zakonni rycerze budują swoje imperium. Odtąd, przez czas jakiś, na
                naszych ziemiach istnieją dwa ośrodki państwowotwórcze: stary, rodzimy, nad
                górną Wisłą w Krakowie, oraz konkurencyjny, nowy i kolonialny nad Wisłą dolną, w
                Malborku. Gdyby Łokietek działał z mniejszą determinacją, moglibyśmy dziś żyć w
                kraju niemieckim, ze stolicą nad Bałtykiem, i uczyć się, że nasza historia
                zaczyna się od wypraw krzyżowych.

                Władysław Łokietek odbudował Polskę Piastowską, choć tylko na części jej
                terytorium, i zapewne dałoby się wykazać, że jego pokolenie doświadczyło
                pasjonarnego zrywu. Za to na panowanie jego syna Kazimierza przypada wydarzenie,
                które można uznać za symboliczną datę kończącą polski piastowski paleozoik. Był
                to rok 1349, rok zbrojnego opanowania Lwowa. Polska zmienia wtedy swoją
                polityczną orientację. Wchodzi na drogę, która doprowadzi do unii z Litwą.
                Zaczyna się formowanie organizmu państwowego, który niewiele będzie przypominał
                starą Polskę Piastów.

                I w tym miejscu nasze dzieje krzyżują się jeszcze raz z losami Mongołów, Turków
                i całego Wielkiego Stepu. Najazdów Stepu na Europę było od czasu Hunów kilka;
                jeden z nich doprowadził do powstania sąsiedniego etnosu - Węgrów, ale dopiero
                najazd mongolski w pierwszej połowie trzynastego wieku pozostawił po sobie - jak
                tamten huński - polityczną i cywilizacyjną próżnię na wschodzie kontynentu. Pod
                ciosem Mongołów załamała się dawna Ruś. Zanikły ośrodki władzy, i ruscy
                wieśniacy oraz drobni książęta stali się łupem dla nowych protektorów. Nad
                Dnieprem powstała wolna przestrzeń zachęcająca do ekspansji. W tej luce
                utworzyły się nowe organizmy państwowe, a właściwie coś więcej: używając terminu
                Gumilowa - nowe etnosy. Jednym z nich była Rosja, rozrastające się państwo
                moskiewskie. Drugim była odnowiona i wyrwana z homeostatycznego letargu Litwa.
                Trzeci amator wschodnioeuropejskiego tortu przybył aż z Ziemi Świętej - to byli
                Krzyżacy. Kolejne etnosy powstały w procesie rozpadu mongolskiego imperium:
                nadwołżańska Złota Orda, a z niej Tatarzy Krymscy i Kazańscy. Na marginesie
                zauważmy, że teoria etnogenezy Gumilowa nie wyjaśnia, dlaczego w całej tej
                strefie pozostał jeden etnos, który pochłonął wszystkie sąsiednie. Dlaczego w
                wyniku omawianego procesu powstało w końcu jedno imperium, moskiewskie, i
                dlaczego pasjonarny impuls właśnie w Rosji okazał się najsilniejszy. Mógłby
                przecież utrwalić się tam stan równowagi wielu politycznych ośrodków, jak na
                Zachodzie Europy.

                Zarówno Rosja Moskiewska, jak i nasza Rzeczpospolita Obojga Narodów, mogły
                powstać tylko dlatego, że utworzyła się wolna przestrzeń dla ekspansji nowych
                społecznych organizmów. Tę przestrzeń wytworzył najazd wnuków Czyngis-Chana, i
                dlatego okrutny wódz Mongołów zasłużył sobie (w historycznym sensie) na okazały
                pomnik od wdzięcznych Polaków. Polska, czy raczej jagiellońskie państwo
                polsko-litewskie zawdzięcza swoją karierę ludzkiemu prądowi, który narodził się
                gdzieś na zabajkalskich pustkowiach. Dokładnie tak samo Słowianie otrzymali
                wolną drogę, przestrzeń do swojej ekspansji, jakieś osiemset lat wcześniej,
                kiedy mogli ruszyć na zachód śladem pogorzelisk po Hunach.

                Polska "mezozoiczna", czyli konfederacyjne państwo Litwy i Korony, była
                najwyraźniej nowym etnosem, który powstał na obszarze Polski (nie całej, gdyż
                bez Pomorza i Śląska), Litwy, oraz zachodnich ziem ruskich. Polsko-Litwa (tworzę
                ten neologizm na wzór Austro-Węgier) zajmowała inny i dużo większy obszar niż
                Polska piastowska, częściowo tylko pokrywając się z terytorium swojej
                poprzedniczki. Nowa formacja wchłonęła tradycje nie tylko Krakowa i Gniezna, ale
                też Wilna, Lwowa, Kijowa i Witebska. Aspirowała do tego, aby objąć ponadto
                Królewiec i Rygę. Nowe państwo nie było już językowo i kulturowo jednolite.
                Przeciwnie, stanowiło mozaikę języków i dzieliło się na dwie części z dwiema
                odmianami chrześcijaństwa, zawierając też w pewnym okresie silną domieszkę
                nadbałtyckiej protestanckiej schizmy. Nowy etnos nie objął całej ludności:
                uformował się jako naród szlachecki. Zauważmy znowu, że nie była pod tym
                względem osamotniona: na wschodzie Europy tworzyły się wówczas właśnie takie
                państwa, gdzie inna była szlachecka głowa, inne chłopskie ciało. Tak
                skonstruowane były Inflanty (niemiecki szlachcic, bałtyjski lub fiński chłop),
                Węgry, państwo Habsburgów, Prusy, czy też wschodnia połowa Szwecji - Finlandia.
                • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 07.06.09, 12:58
                  Polsko-Litwa nie była monarchią. Powstał w niej ustrój szlacheckiej demokracji,
                  z królem faktycznie będącym dożywotnio wybieranym prezydentem. Wreszcie,
                  Rzeczpospolita nie całkiem przystawała do zachodniej cywilizacji, stojąc w niej
                  jakby tylko jedną nogą, wiele zapożyczając od Bliskiego Wschodu. Spójrzmy na
                  szlacheckie kontusze! Takiemu etnosowi potrzebna była własna ideologia, i taka
                  powstała, jako sarmatyzm.

                  Na marginesie zauważmy, że z dwóch członów Litwa była młodsza i dłużej pozostała
                  kulturowo twórcza. Nie przypadkiem z Litwy pochodzili, już w następnej epoce,
                  Mickiewicz i Słowacki, Sienkiewicz i Piłsudski.
                  • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 07.06.09, 12:58
                    Naród Wstecz Obrócony

                    Polska Piastów jest dziś muzealnym zabytkiem. Trudno znaleźć w niej oryginalne
                    kulturowe dziedzictwo, które by było żywe do dziś. Średniowiecze nie wzbudza w
                    Polsce żadnych emocji, inaczej niż we Francji, Anglii czy we Włoszech. W
                    przeciwieństwie do tego, Polsko-Litwa sarmacka trwa nadal w naszej świadomości.
                    Dlaczego tak się dzieje, w sytuacji, kiedy tamto państwo padło dwieście lat temu
                    i nie odrodziło się - bo Polska dwudziestowieczna jest jednak czymś innym? W
                    myśl koncepcji Gumilowa widzimy przyczynę: mianowicie od heroicznych czasów
                    Łokietka, Kazimierza, Jagiełły i unii polsko-litewskiej nie poruszył naszych
                    ziem dostatecznie silny pasjonarny prąd. Szczyt potęgi Polsko-Litwy przypadł na
                    czasy między Zygmuntem Starym a Władysławem Czwartym. Potem były okresy
                    odrodzeń, husarskich szarży, narodowych powstań, tworzenia takich czy innych
                    kadłubowych tworów w miejsce dawnej Rzeczypospolitej (zaliczam tu zarówno
                    Księstwo Warszawskie, jak i Polskę międzywojenną i pojałtańską), ale postępowało
                    gubienie ziem i ludzkiej substancji, konfiskaty majątków, wysiedlenia i
                    przesiedlenia (wraz z ostatnim znad Ikwy nad Odrę), a przede wszystkim utrata
                    tej części dawnego kulturowego kręgu, który poszedł ścieżką litewską, białoruską
                    i ukraińską, a nam, Polakom, nie udało się utrzymać tamtych "szczepów" pod
                    wspólną koroną.

                    Polska współczesna, polski kenozoik, liczy się od ostatniego rozbioru, a raczej
                    wcześniej, od reform Sejmu Czteroletniego. Wtedy odrzucono sarmatyzm i dawny
                    porządek szlacheckiej demokracji, zaczęto w zamian kopiować wzory francuskiego
                    Oświecenia, z jego wiarą w arbitralne, urzędowe rozwiązania. Rzeczpospolita była
                    Unią - nowa Polska zaczęła się organizować jako formacja jednego narodu, według
                    wzorów nowoczesnego, europejskiego nacjonalizmu.

                    Polska Nowoczesna (czyli od roku 1791, od Konstytucji Majowej) jawi się przy tym
                    jako twór wtórny, obrócony w przeszłość (nie przypadkiem nasza Pieśń Narodowa
                    zaczyna się od jakże znaczących słów "Jeszcze Polska Nie Zginęła..."), jako
                    świat nostalgiczny i zapatrzony w cudze wzorce i mody. Polska Nowoczesna swoje
                    siły zużywa w walce o przetrwanie, lecz luksus własnego państwa dany był jej
                    przez ledwo 27 lat na całe jej dwustulecie (z tego sześć lat to te ostatnie...).
                    Ta Polska wędruje po mapie, aby w końcu, ubocznym skutkiem działań potężnych
                    sąsiadów, zamknąć się znowu w granicach pierwszych Piastów. Pasjonarny zryw,
                    który stworzył "polski kenozoik", był widoczne zbyt słaby i zużył się w
                    powstaniach. Jeżeli oceniać to z perspektywy stuleci, dwa ostatnie wieki
                    wyglądają jak powrót do homeostazy. Możemy się pocieszyć, że naród w tym stanie
                    może trwać bardzo długo... Baskom udaje się ta sztuka od chyba trzech tysiącleci.
                    • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 07.06.09, 13:00
                      Palec Boży nad Bostonem

                      Impuls pasjonarny nie powstaje na poziomie jednostek. Nie może być zadeklarowany
                      przez żadną władzę, ani puszczony w ruch przez pojedynczego, nawet genialnego
                      człowieka. Chociaż zdarza się, że jeden człowiek staje na czele nowego ruchu i
                      firmuje go swoim imieniem, jak to było choćby z Prorokiem Mahometem.

                      Ostatnim wielkim impulsem, który przeobraził cały kontynent i doprowadził do
                      powstania nowego, wielkiego i do dziś twórczo aktywnego etnosu, był ten, który
                      wypromieniował z osady Plymouth, dziś w aglomeracji Bostonu. Mówię o Amerykanach.

                      Tak właśnie działa impuls etnogenezy: jedno miasto, jak Rzym, jeden peryferyjny
                      gródek, jak Moskwa, jeden natchniony mąż (plus jego rodzina, jak Mahomet), jedna
                      osada założona przez imigrantów na obcym lądzie. Ta społeczna formacja następnie
                      puchnie w oczach, wydaje ludzi, którzy górują nad innymi osobistą energią i
                      zdolnością do poświęceń, i wyżej cenią ideały niż własne życie. Proces
                      etnogenezy ma więc swój wyrazisty aspekt moralny... Powstaje nowa społeczność,
                      która bije sąsiadów umiejętnością skutecznego współdziałania i narzucania sobie
                      ponadjednostkowych celów. Przeciwieństwem jest społeczność w stanie homeostazy,
                      która współdziałać nie chce i nie umie, tych, którzy się wyróżniają, zwalcza, i
                      w jedną stronę pójdzie tylko przypadkiem.

                      W dalszym etapie rozwoju etnosu pojawia się wielkie zapotrzebowanie na ludzi,
                      tak wielkie, że nie wystarczają podboje ani wysoki zazwyczaj w owej fazie
                      przyrost naturalny. Nowy etnos działa jak potężna pompa, wciągająca ludzi z
                      zewnątrz. Masowa emigracja do Północnej Ameryki była tu przykładem na największą
                      dotychczas skalę, ale jest to zjawisko typowe: podobnie przyciągała przybyszów i
                      rosnąca Moskwa, i ekspandujące państwo Turków-Osmanów, gdzie roiło się od
                      zarówno dobrowolnych, jak również przymusowych poturczeńców. Dlatego Turcja była
                      takim rynkiem zbytu na jasyr! Ale i Ameryka w czasie swego rozrostu sprowadzała
                      jasyr afrykański. Po okresie dynamicznego rozrostu połączonym z największymi
                      heroicznymi czynami: wojennymi, handlowymi, osadniczymi (Gumilow nazywa tę fazę:
                      "akmatyczną", od greckiego słowa oznaczającego szczyt rozwoju albo wiek męski),
                      przychodzi okres "przełomu", kiedy etnos rezygnuje z ekspansji i przechodzi do
                      bardziej stabilnej formy istnienia. Jego państwo osiąga wtedy zazwyczaj swoje
                      "naturalne" granice. Tak stało się z Ameryką około roku 1880, a z Rosją mniej
                      więcej sto lat wcześniej. Dla nas ten moment nastąpił wkrótce po bitwie
                      grunwaldzkiej. Potem mogą nastąpić długie wieki, kiedy energia etnosu odwraca
                      się od twórczości politycznej, i wyładowuje się w dziedzinie literatury,
                      budownictwa i sztuk pięknych. Faza "akmatyczna" własnej etnogenezy, czyli epoka
                      heroiczna, pozostaje przecież stałym źródłem natchnienia dla artystów, a także
                      tradycją, wokół której skupia się etniczna świadomość wspólnoty. Taką epoką
                      bohaterską dla Zachodu Europy długo było rycerskie średniowiecze, zaś
                      współczesna Ameryka wciąż powraca do odpowiednich własnych epopei: do Wojny
                      Secesyjnej i westernu.

                      Rozważając te sprawy miejmy jednak na uwadze, że procesy etnogenezy dzieją się
                      na wyższym poziomie, niż ten, w którym działa ludzka wola, a nawet moc całych
                      państwowych organizacji. W losach narodów każdy z nas uczestniczy i nasze
                      indywidualne życiorysy zależą od nich, ale są to prądy, które przenoszą się
                      gdzieś ponad naszymi głowami. Jeżeli ktoś dopatrzy się w następstwie narodów i
                      cywilizacji jakiegoś wyższego porządku, to będzie to i tak porządek ponadludzki.
                      Ktoś mógłby się w tych procesach dopatrywać śladów Bożego Palca na ziemi.

                      Artykuł oprócz fragmentów zamieszczony był w tygodniku "Najwyższy Czas!" wiosną
                      1997.

                      Książki wspomniane:
                      Czupkiewicz, Lubomir, "Pochodzenie i rasa Słowian", wyd. Nortom, Wrocław 1996.
                      Gumilow, Lew, "Od Rusi do Rosji", tłum. E. Rojewska-Olejarczuk, wyd. PIW,
                      Warszawa 1996.
                      • ballest Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 07.06.09, 19:18
                        Hanys, tys wielkou robota zrobiou !
                        Tera trocha o Dubrawie, kerou boua wdowom po Markgrafie Gunterze von Merseburg!
                        "Dubrawka von Böhmen (tschechisch Doubravka, polnisch Dąbrówka oder Dobrawa
                        Przemyślidka; * um 925; † 977) war die Tochter des böhmischen Herzogs Boleslav
                        und der Biagota. Sie entstammte der Dynastie der Přemysliden und war ab 965 als
                        Ehegattin Herzogs Mieszko von Polen, durch Heirat Herzogin von Polen.




                        Dubrawka war angeblich zunächst mit Günther von Merseburg verheiratet und hatte
                        mit ihm einen Sohn, Ekkehard von Meißen, den späteren Herzog von Thüringen.

                        Sie heiratete danach den polnischen Herzog Mieszko, der im Rahmen der Hochzeit
                        erst seinem heidnischen Glauben abschwören musste und anschließend den
                        christlichen Glauben annahm.

                        Diese Ehe band die beiden slawischen Herzogtümer Böhmen und Polen politisch
                        enger aneinander. Ihr größter Verdienst war, dass ihr polnischer Mann sich dem
                        Christentum zuwandte und sich später taufen ließ.

                        Ihrem polnischen Mann gebar sie einen Sohn, den späteren König Boleslaw den
                        Tapferen und eine Tochter, die schwedische und dänische Königin Świętosława.
                        Vermutet wird, dass auch der spätere böhmische Herzog, Vladivoj, aus dieser Ehe
                        stammte."

                        Dodom, ze Polska nigdy nie przejela Chrztu od Czech jak w Polsce pisza, bo w tym
                        czasie w Pradze nawet biskupstwa nie bylo.
                        • sloneczko1 Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 07.06.09, 20:03
                          z my momy co z wikingow?
                          • ballest Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 08.06.09, 12:07
                            Suoneczko, momy tela, ze se prouwdy dowiadujemy, a yno uo prouwda
                            nom chodzi!
                            • alladyn15 Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 08.06.09, 13:50
                              Tacy Wikingowie,na ten przyklad.To mlodzi historycy z
                              Bialorusi,staraja sie wykazac,ze to wlasnie oni byli pierwszymi na
                              ich ziemi.Czy dziwne...nie wiem,chca sie odciac od azjatyckiego
                              pochodzenia.
                              Lecmy dalej z tymi sprawami,mam troche czasu.Pierwszymi osadnikami
                              na pieknej wyspie Albion(GBR)byli Saxoni.Nikt o to kopii nie kruszy
                              tutaj.Wioske gdzie zamieszkuje,zalozyl pewien saxsofonistyczny
                              wojownik.Malo o tym wiadomo,ale na pewno byla jakas polanka w lesie
                              ze strumyczkiem leniwie plynacym(dalej jest),skad wode mozna
                              pobierac,lub sie do niego wysrywac regularnie a woda,choc leniwa
                              wszystko zabierze.Czasami moze i cos sie przyhaczylo do potokowych
                              kamieni lub tez nadbrzeznych zarosli,ale kto o to dbal w tamtych
                              latach,badzmy szczrzy ze soba tez.
                              A tacy na przyklad Rzymianie,wyslali kiedys 3 Legiony za Dunaj
                              (Ren),aby powiekszyc swoje Cesarstwo.Tam byl taki prymityw wsrod
                              tych germanskich plemion,ze nikt nie wrocil.Wielu
                              dzielnych,cywilizowanych Rzymskich zolnierzy poprzybijano do drzew.
                              • ballest Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 08.06.09, 17:31
                                To wiemy, ze pierwszymi byli Celtowie, Sasi, Angle (Angeln krajina w Niemcach
                                na pograniczu do Danii) i Jutowie,
                                -przeciez se godou Anglosasi;)

                                Angosasi ale o tym wiedzom a Poloki niy!
                          • 1fatum Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 08.06.09, 18:56
                            sloneczko1 napisała:

                            > z my momy co z wikingow?
                            ***********************************

                            Jak to co?
                            Rogi. Rogi, kochane słoneczko. Oj nejeden i niejedna posiada (choć o tym nie
                            wie) piękne poroże.
                            • ballest Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 09.06.09, 13:06
                              Kiedys uech czytou, ze Markgraf Gero Mieszka do przyjecia Chrztu
                              zmusiou!
                              Co najmni jedno jest pewne, juz ani jeden polski historyk sie nie
                              odpowazou pedziec, ze Polska Chrzest od Czechow przyjoua, bo
                              wiedzom, ze to najwiekszou BZDURA
                              • sloneczko1 Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 09.06.09, 20:29
                                a jo tak sie myśla,że mogli być słowianami:)
                                wojynki im w głowie i na ekonomii sie niy znajom :)
                                • ballest Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 10.06.09, 05:55
                                  Suoneczko jesli myslisz, ze tych ludzi ludzi Polanin Mieszko
                                  ujarzmiou? To mysl tak dali!

                                  "Pierwsze najazdy Normanów na Europę Zachodnią miały miejsce w II
                                  połowie VIII w.
                                  a kierowały się na Anglię (od 789 roku), Irlandię ( Normanowie
                                  dotarli tu w 874
                                  roku) oraz Szkocję. Sprzyjało temu w tym czasie opanowanie
                                  Szetlandów. W 793r.
                                  miał miejsce pierwszy napad wikingów, który wywołał " głośne echo" w
                                  Europie.
                                  Normanowie zrabowali i doszczętnie zniszczyli klasztor Lindisfarne w
                                  Nortumbrii.
                                  Z czasem bardzo aktywni Normanowie duńscy uzależnili od siebie
                                  Anglię. Duńczycy
                                  zajęli krainę nizin, obejmującą wschodnie tereny oraz część
                                  środkowych i
                                  północnych terenów wyspy. W 878 roku zawarli umowę z angielskim
                                  królem-
                                  Alfredem, co umożliwiło Normanom stworzyć swoje własne państewko-
                                  Danelaw. W
                                  następnych latach Normanowie powoli powiększali jego granice. W 1013
                                  roku
                                  panujący Swen I Widlobrody został uznany przez część ludu za władcę
                                  całej
                                  Anglii. Jego syn- Kanut I Wielki kontynuował podboje swojego ojca i
                                  w 1017 roku
                                  opanował całą wyspę, którą przyłączył do swojego wielkiego,
                                  potężnego władztwa
                                  duńskiego. Po jego śmierci sytuacja nieco się zmieniła. Panowanie
                                  Duńczyków
                                  załamało się, jednak w II połowie XI w. Wilhelm Zdobywca- książę
                                  Normandii
                                  odnosi spektakularne zwycięstwo w bitwie pod Hastings w 1066 roku i
                                  tym samym
                                  królem zostaje królem Anglii. W IX wieku wyprawy normańskie nieco
                                  zmieniły
                                  charakter. Nie były to jednorazowe wypady, Normanowie zaczęli
                                  zakładać bazy, w
                                  których spędzali zimę. Przy długich wyprawach zdarzało się, że
                                  wojownicy
                                  zabierali ze sobą w podróż rodzinę. W tym samym czasie Normanowie
                                  zaczęli
                                  opanowywać wybrzeża Irlandii, gdzie założyli królestwa w Dublinie,
                                  Corku i
                                  Limericku. Świetną karierę zrobili synowie normandzkiego rycerza
                                  Tankreda
                                  d'Hauteville. Jeden z nich- Robert Guiscard, zjednoczył większość
                                  księstw
                                  południowo- włoskich i wyparł z Włoch zarówno Arabów , jak i
                                  Bizantyjczyków.
                                  Inny, Roger od 1061 roku rozpoczął podbój Sycylii. Syn Rogera, Roger
                                  II,
                                  połączył pod swoim panowaniem posiadłości normańskie na Sycylii i w
                                  południowych
                                  Włoszech a w 1130 roku przyjął tytuł królewski. Władcy normańscy
                                  południowych
                                  Włoch rozwijali ekspansję na Grecję, próbójąc zająć Epir, podczas
                                  pierwszej
                                  krucjaty w 1098 roku założyli w Syrii księstwo ze stolicą w
                                  Antiochii. Zaś inni
                                  Normanowie udawali się na wschód, penetrując wszystkie przebyte
                                  tereny wzdłóż
                                  rzek Wołchow, Dźwiny i Dniepru, aż po Morze Czarne, gdzie okradali
                                  przybrzeżne
                                  miasta Cesarstwa Bizantyjsiego. Bogacili się nie tylko łupieniem,
                                  ale także
                                  handlem. W 843 roku Normanowie pod wodzą Rollona dotarli do Francji.
                                  Następnie
                                  płynąc Sekwaną dotarli do Paryża, skąd w późniejszych latach
                                  podejmowali
                                  następne najazdy łupieżcze w głąb Francji. Król Francji, aby temu
                                  zapobiec,
                                  zdecydował się zawrzeć pewien układ z nowymi przybyszami. W 911 roku
                                  wódz
                                  normański Rollon przejął w lenno podbitą przez siebie północno-
                                  zachodnią część
                                  Francji ( Normandię) w zamian za to wikingowie mięli stać się
                                  obrońcami Francji.
                                  Początek X wieku wiąże się z tym, że Normanowie przyjęli chrzest i z
                                  czasem
                                  ulegli szybkiej romanizacji, a to ułatwiło im utworzenie królestwa.
                                  Książe
                                  Edwadr Wyznawca, który uciekał przed Kanutem I Wielkim znalazł na
                                  dworze
                                  Normandzkim schronienie. Obiecał on, że w razie swej bezpotomnej
                                  śmierci
                                  przekaże swój tron władcom Normandii. Normanom spodobał się ten
                                  pomysł i dlatego
                                  bardzo chętnie wspierali oni jego powrót na wyspę w 1035 roku.
                                  Jednak nie
                                  wszyscy patrzyli ze spokojem na obecność Normanów na angielskim
                                  dworze. Po
                                  bezpotomnej śmierci Wyznawcy w styczniu 1066 roku miejscowi
                                  feudałowie wnieśli
                                  na tron Harolda II- najpotężniejszego wśród nich, ale zapoczątkowało
                                  to wiele walk. "
                                  • kubiss Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 10.06.09, 06:05
                                    Ty Ballest masz naprawde powazne zaburzenia na tle narodowosciowym .
                                    Mnie juz sie nawet nie chce na forum toczyc jakichkolwiek potyczek a ty wciaz
                                    walkujesz tematy o jakichs Wikingach o ktorych gowno wiadomo .
                                    I co ?
                                    Kogo to obchodzi czy Wikingi to Poloki czy Germanie ?
                                    Powiem ci w stylu fatum ze Sram na to kto byl moim pra pra pra ....
                                    Wazne jest kim ja jestem teraz ..... KubiSS
                                    • 1fatum Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 10.06.09, 07:59
                                      kubiss napisał:

                                      > Powiem ci w stylu fatum ze Sram na to kto byl moim pra pra pra ....
                                      > Wazne jest kim ja jestem teraz ..... KubiSS
                                      ************************************************

                                      Siostro!, Siostro!

                                      Kubiss się zesrał. Trzeba mu rozwiązać kaftan bezpieczeństwa i umyć, bo od
                                      własnego smrodu zgłupieje jeszcze bardziej.


                                      ************

                                      Tak na marginesie, tylko świr czyta wszystko, co zostanie napisane. Normalni
                                      ludzie sami dobierają sobie literaturę i nie marudzą. Nie interesuje kogoś dany
                                      watek, to przechodzi do innego. Przecież nie oglądamy wszystkich programów w TV,
                                      mimo, że są nadawane.

                                      Osobiście uważam, że poruszony przez Ballesta temat jest nie tylko interesujący
                                      i dogłębnie opracowany, ale niesie ze sobą znaczny ładunek nieznanej szerszemu
                                      ogółowi wiedzy historycznej.
                                      Przyznaję, że wcześniej coś tam na ten temat słyszałem, ale posiadana wiedza
                                      była niezwykle powierzchowna i nie poparta żadnymi szczegółami historycznymi o
                                      randze dowodów lub mocnych poszlak.

                                      Komu nie podobają się podobne tematy?

                                      Głupim szowinistycznym prymitywom, które wierzą, że nie ma ani prawdy, ani
                                      miniowych wydarzeń, jeżeli się o nich nie mówi, albo przekłamuje fakty.

                                      Ballest, pisz i to szczegółowo, bo przecież tylko dzięki systematycznemu
                                      publicznemu ujawnianiu szczegółów i faktów oraz powtarzaniu ich do znudzenia,
                                      prawa o Katyniu ujrzała światło dzienne i trzeba było dokonać zmian na kartach
                                      historii. Kto wie, może jeszcze za naszego życia dzieciaki w szkołach będą się
                                      uczyły tego, co Ballest wbrew oportunistom publicznie głosi.

                                      Przyznaję, że niektóre fragmenty nie czyta się lekko, ale w końcu to nie
                                      kryminalna powieść, a coś w rodzaju lekcji historii.
                                      Nie przejmuj się, że nie każdy uczeń lubi historię i jest w stanie przyswoić
                                      wiedzę.
                                      Tak było, jest i będzie, że oprócz dobrych i średnich uczniów istnieją gamonie.
                                      • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 10.06.09, 08:17
                                        1fatum napisał:

                                        > kubiss napisał:
                                        >
                                        > > Powiem ci w stylu fatum ze Sram na to kto byl moim pra pra pra ....
                                        > > Wazne jest kim ja jestem teraz ..... KubiSS
                                        > ************************************************
                                        >
                                        > Siostro!, Siostro!
                                        >
                                        > Kubiss się zesrał. Trzeba mu rozwiązać kaftan bezpieczeństwa i umyć, bo od
                                        > własnego smrodu zgłupieje jeszcze bardziej.

                                        >
                                        > ************

                                        Chyba niyma z nim arz tak z´le, ostatnio nawet dostowo corosto czynsci
                                        pszepustka do doom...
                                        • ballest Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 10.06.09, 10:23
                                          a tu natemat powiazan Piastow do Wikingow:
                                          "MATKA KRÓLÓW
                                          Z mroków polskiego średniowiecza wyłania się postać niezwykłej
                                          kobiety, z którą
                                          związana jest historia Szwecji, Danii, Anglii i Norwegii. Była nią
                                          Świętosława,
                                          córka Mieszka I i siostra Bolesława Chrobrego, znana także pod
                                          imieniem Sygrydy
                                          lub Storrady. Ze względów politycznych ojciec przeznaczył ją na żonę
                                          dla króla
                                          Szwecji Eryka. Mieszko szukał sprzymierzeńców w wojnie przeciwko
                                          Danii i liczył,
                                          iż poprzez małżeństwo córki znajdzie ich w Szwedach.

                                          Przyszły małżonek Świętosławy był wprawdzie w wieku jej ojca i
                                          cieszył się
                                          opinią człowieka szalonego, ale takie drobiazgi nie miały w polityce
                                          żadnego
                                          znaczenia. Nie miał także znaczenia fakt, że Świętosława kochała się
                                          w młodym
                                          Norwegu, który podawał się za Olafa Tryggvasona, syna Tryggvy, króla
                                          Viku.
                                          Pochodzenie jego nie było jednak jednoznaczne, gdyż odnaleziono go
                                          jako
                                          niewolnika na statku estońskiego kupca. Wyróżniał się wprawdzie
                                          wypalonym na
                                          plecach znakiem runicznym Haralda Pięknowłosego, ale równie dobrze
                                          Harald mógł
                                          nim znaczyć królewskie dzieci, jak i królewską służbę. Olaf uważał
                                          się jednak za
                                          spadkobiercę tronu norweskiego i usiłował dla swej sprawy pozyskać
                                          możnych
                                          protektorów. Bawił między innymi w Nowogrodzie, gdzie panowała
                                          skandynawska
                                          dynastia Rurykowiczów, a także zawitał do Poznania na dwór Mieszka
                                          I. Wówczas
                                          też poznała go Świętosława. Być może książę Polski wiązał z nim
                                          pewne nadzieje
                                          polityczne, niemniej małżeństwo córki z królem szwedzkim wydawało mu
                                          się
                                          inwestycją z całą pewnością bardziej korzystną.

                                          Świętosława wyjechała zatem do Szwecji i poślubiła szalonego Eryka.
                                          Urodziła mu
                                          syna Olafa i córkę Holmfrydę i zgodnie z życzeniami ojca nakłoniła
                                          go do wyprawy
                                          przeciwko Duńczykom. W wojnie tej Eryk odniósł zwycięstwo i uzyskał
                                          przydomek
                                          Zawsze Zwycięski. Zwycięstwo to nie wyszło mu jednak na dobre,
                                          ponieważ
                                          zaostrzyły się u niego objawy obłędu. Twierdził, iż nordycki bóg
                                          Odyn wymaga od
                                          niego, aby złożył mu w ofierze swego syna Olafa. Ochrzczona
                                          Świętosława nie
                                          wierzyła jednak w nordyckich bogów i chroniąc syna, kazała otruć
                                          jego ojca. Aby
                                          nadać temu morderstwu boski charakter, podpaliła dwór i świątynię w
                                          Uppsali.
                                          Opowiadano zatem, iż doszło do rozgrywki pomiędzy bogiem Thorem a
                                          bogiem Odynem,
                                          z których pierwszy zabił Eryka, drugi zaś w odwecie spalił świątynię
                                          rywala.

                                          Zostawszy wdową, Świętosława przypomniała sobie o Olafie
                                          Tryggvasonie. Uważany
                                          niegdyś za samozwańca, w ciągu kilku lat zyskał on nie tylko sławę
                                          nieustraszonego żeglarza, ale także przy pomocy swoich wikingów
                                          zagarnął dla
                                          siebie tron norweski. Nic zatem nie stało na przeszkodzie, aby
                                          owdowiała królowa
                                          Szwecji poślubiła króla Norwegii.

                                          Olaf zmienił się wszakże nie do poznania. Owładnięty był ambicjami
                                          politycznymi
                                          i zażądał tronu szwedzkiego, co było równoznaczne z odsunięciem
                                          młodego Olafa od
                                          dziedziczenia. Kiedy spotkał się z odmową, usiłował porwać regentkę
                                          i oprzeć się
                                          na faktach dokonanych. Przecenił wszakże swoje siły. Najazd Norwegów
                                          został
                                          odparty, a Świętosława pośpiesznie poślubiła owdowiałego właśnie
                                          króla Danii
                                          Swena Widłobrodego i poczęła montować koalicję przeciw
                                          Tryggvasonowi. Weszli do
                                          niej Szwedzi, Duńczycy i Polacy.

                                          W roku 1000 na wodach Oresundu doszło do bitwy zwanej Bitwą Trzech
                                          Królów.
                                          Przeciwko jedenastu okrętom norweskim wypłynęło siedemdziesiąt
                                          okrętów
                                          sprzymierzonych. Wynik tego starcia był oczywiście z góry
                                          przesądzony. Flotę
                                          Tryggvasona rozgromiono, a on sam poniósł śmierć w bitwie.
                                          Wikingowie, którzy
                                          nie mogli pogodzić się ze śmiercią swojego przywódcy, opowiadali
                                          wprawdzie, iż
                                          uszedł on z pola bitwy, schronił się za granicą i poślubił tam
                                          księżniczkę Tyrę.
                                          Wierzono, iż powróci, aby pomścić swoją klęskę.

                                          Olaf nie pojawił się już jednak na historycznej scenie, ale
                                          odniesione
                                          zwycięstwo nie przyniosło Świętosławie radości. Zrozumiała, iż
                                          przegrała swoją
                                          jedyną miłość. Swena nie darzyła żadnym uczuciem i chociaż urodziła
                                          mu synów
                                          Haralda i Kanuta, myślami była zawsze na wodach Oresundu.

                                          Obojętność żony rozwścieczyła do tego stopnia króla Danii, iż
                                          postanowił wygnać
                                          ją ze swego królestwa. Według słów Thietmara „wygnana przez męża na
                                          długi okres
                                          czasu, wiele musiała znosić wraz z innymi przykrości”. Najpierw
                                          pojechała do
                                          swego syna, króla Szwecji Olafa, później zaś pojawiła się na dworze
                                          brata,
                                          Bolesława Chrobrego. To z jej inicjatywy Chrobry wysłał do Szwecji
                                          misję
                                          chrystianizacyjną Brunona z Kwerfurtu, która ochrzciła Olafa i jego
                                          najbliższą
                                          drużynę.

                                          W kilka lat później Swen Widłobrody umarł i w Polsce pojawili się
                                          duńscy synowie
                                          Świętosławy, aby ją zabrać do siebie. Starszy, Harald, objął w tym
                                          czasie tron
                                          Danii, młodszy zaś, Kanut, panował w podbitej niedawno Anglii.
                                          Świętosława wraz
                                          z młodszym synem udała się do jego nowego królestwa.

                                          Kanut był człowiekiem bezwzględnym i okrutnym. Poróżniwszy się na
                                          przykład ze
                                          swoim przyjacielem Eadrikiem z Mercji, któremu zawdzięczał między
                                          innymi
                                          angielską koronę, kazał go bez wahania ściąć. Dzieci podbitego króla
                                          Anglosasów
                                          wysłał do Polski z poleceniem, aby tam zostały zabite. Bolesław
                                          Chrobry nie miał
                                          wszakże w sobie normańskiego okrucieństwa i prośby tej nie wypełnił.

                                          W Anglii Kanut związał się z Aelgifą, byłą kochanką pokonanego króla
                                          Ethelreda,
                                          matką jego dziewięciorga nieślubnych dzieci. Chociaż Aelgifa
                                          urodziła mu synów
                                          Svenda i Harolda Zająconogiego, oddalił ją, być może za namową
                                          Świętosławy, i
                                          zaślubił wdowę po Ethelredzie - Emmę. Małżeństwo z Emmą spowodowało,
                                          iż w
                                          Kanucie zaszła zasadnicza zmiana. Poczuł się nagle Anglikiem i
                                          zaczął utożsamiać
                                          się z podbitym narodem. Odesłał do domu swoją drużynę i postanowił
                                          zostać w
                                          Anglii na stałe. Pozwolił nawet na uroczyste przeniesienie zwłok
                                          arcybiskupa
                                          Aelfheaha do katedry w Canterbury, chociaż biskup zaliczał się za
                                          życia do jego
                                          najzagorzalszych przeciwników.

                                          Świętosława nie pojawiła się już więcej na arenie historii. Umarła
                                          prawdopodobnie w latach dwudziestych XI wieku i pochowano ją zapewne
                                          w Londynie.
                                          Być może, iż dosięgła jej jeszcze wiadomość o śmierci jej synów:
                                          króla Danii
                                          Haralda w 1018 roku i króla Szwecji Olafa w 1022. Może była jeszcze
                                          świadkiem
                                          objęcia przez Kanuta po bracie tronu duńskiego, a także podbicia
                                          przezeń Sambii,
                                          Norwegii i Marchii Szlezwickiej, co czyniło go najpotężniejszym
                                          władcą północnej
                                          Europy.

                                          Nie dożyła jednak z pewnością radosnego momentu, kiedy jej wnuczka
                                          Gunhilda
                                          zaślubiła cesarskiego syna. Nie danym jej było także widzieć, jak
                                          mąż wnuczki
                                          Henryk III podporządkowuje sobie papiestwo ani też jak jej prawnuk
                                          Henryk IV
                                          korzy się w Canossie przed Grzegorzem VII. Nie przypuszczała także
                                          zapewne, iż
                                          praprawnuk Henryk V rozpocznie krwawe wojny z jej stryjecznym
                                          praprawnukiem,
                                          księciem Polski Bolesławem Krzywoustym."

                                          Prosze tylko wlasciwie interpretowac .
                                          • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 10.06.09, 10:54
                                            hakynkrojc i Dagobert

                                            https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/2b/Denar_rys_mieszko1.png
                                            • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 10.06.09, 10:56
                                              hakynkrojc i Dagobert

                                              https://www.stampsandcoinswaldrab.de/ebay/Siam120207113012005163659/Auction_Image2_002_02071.jpg
                                              • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 10.06.09, 11:01
                                                www.wikingowie.info/content/view/42/40/
                                                https://www.wikingowie.info/images/stories/lachy/lachy.gif

                                                Po raz pierwszy od prawie 150 lat można bez problemu kupić książkę wybitnego polskiego historyka Karola Szajnochy pt. „Lechicki początek Polski”. Przedstawia w niej hipotezę, że pierwsi polscy władcy i polska szlachta byli normańskiego pochodzenia.

                                                Od czasu jej publikacji pojawiło się znacznie więcej dowodów potwierdzających tę hipotezę. Warto jednak zacząć od argumentów Karola Szajnochy.
                                                • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 10.06.09, 11:03
                                                  www.wikingowie.info/download/Lachy%20(fragment).zip
                                                  • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 10.06.09, 11:05
                                                    www.kolohistoryczne2.neostrada.pl/swastyka.html
                                                  • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 10.06.09, 11:06
                                                    bigosnamadagaskarze.blogspot.com/2008/05/swastyka-grekw-ydw-polakw.html
                                                  • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 10.06.09, 11:08
                                                    zywioly.blog.onet.pl/2,ID132037218,index.html
                                              • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 10.06.09, 11:11
                                                hakynkrojc i Dagobert

                                                https://www.ulvborg.pl/images/mid50.JPG
                                                • ballest Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 10.06.09, 12:10
                                                  Tu kolejny dowod:
                                                  gniazdo.rodzimowiercy.pl/tekst.php?tekstid=78
                                                  Tak samo bylo z Chelmem tam ale Polska jak sie dowiedziala, ze sa
                                                  groby Wikingow to wycofala datki na wykopaliska, ale niemiacka
                                                  Allianz wskoczyla i te wykopaliska dalej finansowala.
                                                  • ballest Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 10.06.09, 12:18
                                                    Tu to jest:
                                                    ""Wystawa z wykopalisk w Kałdusie w Muzeum Archeologicznym
                                                    dmk2005-02-14, ostatnia aktualizacja 2005-02-14 00:00
                                                    Jakie tajemnice kryje góra św. Wawrzyńca koło Chełmna? Niezwykłe i
                                                    warte poznania. Od dziś w poznańskim Muzeum Archeologicznym można
                                                    oglądać wystawę urządzoną... w cieniu tejże właśnie góry
                                                    Wystawa dotyczy wykopalisk z okolic Chełmna. Archeolodzy z
                                                    Uniwersytetu im Mikołaja Kopernika w Toruniu prezentują na niej
                                                    wyniki swoich kilkuletnich prac wykopaliskowych prowadzonych w
                                                    miejscu dawnej osady średniowiecznej w Kałdusie, właśnie w
                                                    sąsiedztwie wzgórza św. Wawrzyńca. Obrazuje je sztuczny kopiec
                                                    usypany na dziedzińcu muzeum.

                                                    Góra św. Wawrzyńca na tle doliny Wisły musiała robić duże wrażenie
                                                    na ludności zamieszkującej okolicę: nie tylko stanowiła
                                                    centrum "świata", ale również, jako wyobrażenie religijne,
                                                    zapewniała łączność między niebem a ziemią. Dlatego archeolodzy
                                                    postanowili "przenieść" ją do Poznania.



                                                    Obok, w gablotach, zaprezentowano ponad tysiąc unikatowych zabytków,
                                                    m.in. przedmioty z bogatego wyposażenia grobów wikingów, mieszek ze
                                                    srebrnymi monetami, ozdoby, narzędzia i przedmioty o charakterze
                                                    kultowym. Poza tym wyeksponowano plansze ze zdjęciami oraz opisami
                                                    prac archeologicznych.

                                                    Odkrycia dokonane w ostatnich latach w Kałdusie potwierdzają rangę
                                                    tego ośrodka w dziejach wczesnopiastowskiego państwa polskiego. Miał
                                                    on szczególne znaczenie strategiczne i polityczne, bo położony był
                                                    na skrzyżowaniu dwóch głównych szlaków przechodzących przez tę część
                                                    Pomorza: nadwiślańskiego i rusko-bałtyckiego. "

                                                    miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35611,2646805.html
                                      • kubiss Re: Do infantylnego Fatum 10.06.09, 15:45
                                        Dzieki ballestowi nasz nowy Gorol Fatum byc moze bedzie mogl pozbierac materialy
                                        i zrobic z tego jakas ciekawa prace magisterska :-)
                                        A jak tam pupa ?
                                        Juz lepiej ?
                                        • ballest do Kubusia pantofelka 10.06.09, 17:03
                                          Kubusiu, Fatum juz je od downa Dochtorem a Ty tu uo magistrze skryslosz
                                          • kubiss Re: do Kubusia pantofelka 10.06.09, 17:15
                                            Nasz doktor ma powazne zaburzenia zwiazane z przemiana materii ;-)
                                            A tak na marinesie powiedz mi balciu od kiedy to sie kumplujesz z Gorolami ?
                                            • ballest Re: do Kubusia pantofelka 10.06.09, 21:55
                                              Od zawsze se z Gorolami kumplujam, ale Gorol a Gorol to je roznica, jeden jest w
                                              porzadku, drugi jest polski nacjonalista a tych ostatnich nienawidzam!
                                              • 1fatum Do Ballesta 10.06.09, 23:01
                                                W swoim życiu wymieniłem kilka paszportów, bo brakowało w nich miejsca na wpisy. Bywałem tu i tam, ale nigdy nie spotkałem się z takim brakiem życzliwości jak w Polsce.
                                                Kiedy nie wiedziałem jak się zachować, zachowywałem się przyzwoicie. Będąc gościem w innym kraju zachowywałem się jak gość. Dając innym szacunek nie spotkałem się z brakiem szacunku.
                                                Owszem, wszędzie są kanalie i źli ludzie, jednak tylko w Polsce mają otwarte drzwi do salonów władzy, a nasi rodacy (nie wszyscy) wyglądają, jakby wyszli z szamba.

                                                Jakby ktoś mnie zapytał, kogo szanuję, to bez wahania odpowiem, że ludzi uczciwych, pracowitych i życzliwych.
                                                Jak na złość dla "geniusza" tacy właśnie ludzie są na Śląsku.

                                                Śląskie tematy znalazły się w kręgu mojego zainteresowania. Od 2005 roku tkwię w tych zagadnieniach.
                                                Przyznaję, że spotkałem się z różnym przyjęciem. Jednak wraz z upływem czasu i wzajemnym poznaniem się doznałem czegoś, co u nas w centrum nigdy bym się nie doczekał.

                                                Starszy człowiek przeprosił mnie za brak zaufania i za to że źle o mnie myślał i źle oceniał. Jednak wieloletnie przykre doświadczenia sprawiły, że już nie ufa ludziom.

                                                Objąłem starca, wziąłem jego dłoń w swoje ręce i ucałowałem. Był lepszy niż ja, skoro przyznał się do swojej słabości i chciał się uwolnić od złych skojarzeń. Jakby kto nie wiedział, to był Ślązak, który polskiej mowy uczył się po 1945r., a do tej pory (nibypolacy) plują na Niego jako na Niemca.

                                                Widać z tego, że aby zyskać miano człowieka nie trzeba się niczym szczególnym zasłużyć. Wystarczy być człowiekiem. Trzeba dostrzegać w innych kogoś bliskiego i być jemu życzliwym.
                                                Niby takie proste, ale z Polsce niemal niewykonalne.

                                                Największym dla mnie powodem do dumy jest fakt, że pokochała mnie Ślązaczka i dopiero przy niej zrozumiałem znaczenie słowa "rodzina" i to czego mężczyzna może oczekiwać od kobiety.
                                                Gdyby przyjaciel zapytał, mnie jaka sobie wybrać partnerkę - odpowiedziałbym mu - tylko Ślązaczkę, ale pamiętaj, nie wolno ci jej zawieść!
                                                • ballest Do Fatuma 10.06.09, 23:07
                                                  Richtig fajnie ues to skryslou!
                                                  Cieszy mnie bardzo, ze mosz zaufanie do Slonzokow, bo Slonzoki to narod godny
                                                  zaufania , wierz mi!
                                                  Zreszta tys je i tak mu nos dobrze na forum schowany, czytej blyszczysz jak
                                                  gwiazda a to nos cieszy, bo my som bardzo zyczliwy narod !
                                                  • alladyn15 Re: Do Fatuma 10.06.09, 23:23
                                                    Najblizsza gwiazda do Ziemi,to Proxima Centauri.Oddalona od nas 4 i
                                                    1/2 lat swietlnych.
                                                    Ciekawe gdzie fatum zyje.
                                                  • 1fatum Re: Do Fatuma 10.06.09, 23:37
                                                    Dobre pytanie? Gdzie żyję?
                                                    Będąc na Śląsku w sobotę, jadąc autem widziałem sprzątanie wiejskiej drogi.
                                                    Zapytałem mojej ukochanej, dlaczego mieszkańcy to robią?
                                                    - Odpowiedziała, że to normalne, bo jutro niedziela i musi być ordnung.
                                                    U nas w centrum, gdyby na drodze było gówno, to inni by jeszcze przyklepali.
                                                    Żyję w miejscu, w którym auto musi by ć doskonale zabezpieczone inaczej odjedzie
                                                    ze złodziejem. Żyje w miejscu, w którym sąsiad ma dwa stany: zassał" albo go
                                                    "ssie" i szuka frajera, który da mu kasę aby kupił procenty do zassania.

                                                    Gdybym nie bywał na Śląsku, to nie widziałbym różnicy. Jednak różnica jest i to
                                                    ogromna. Na korzyść Śląska.
                                                  • ballest Re: Do Fatuma 10.06.09, 23:47
                                                    Fatum, besten Dank, za ta ocena Danke,
                                                  • 1fatum Re: Do Fatuma 10.06.09, 23:49
                                                    Nie dziękuj, bo nie wiem jak się zachować.
                                                    To o czym napisałem to szczera prawda.
                                                  • kubiss Re: Do starszego pana Ballesta 11.06.09, 05:36
                                                    Gratuluje ci Balciu gorolskiego kuolegi :-)
                                                    Wzajemnie sie uzupelniacie .

                                                    Ja ze swej strony powiem ci Balciu ze twoje wywody dot. Wikingow maja dac dowod
                                                    na to ze Polska jako panstwo stworzyla jakas banda ktora wykradla te ziemie
                                                    Niemcom i stworzyla zlodziejskie podwaliny pod budowe Polski jako odrebnego
                                                    panstwa . Skroce troche twoje wywody :-) Wszystko co ma zwiazek z Polska jest
                                                    ukradzione Niemcom .
                                                    Tym postem na pewno sie podniecil Fatum .
                                                    Nasz Gorol nie wie o co w tym wszystkim chodzi dlatego daje mi duzo fanu :-) .
                                                    Tylko mam jedna prosbe .
                                                    Nie ublizaj mi znowu poniewaz sie "Oczyscilem" i moja dusza jest teraz czysta
                                                    ..... :-)
                                                  • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 11.06.09, 13:10
                                                    www.youtube.com/watch?v=CczLwlCuAqg
                                                  • ballest Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 13.06.09, 09:09
                                                    Dziisej wiemy, ze Polska zalozyli Normanie, bo ziemia prawde wydala, a
                                                    wykopaliska nie klamia!
                                                  • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 13.06.09, 09:34
                                                    ballest napisał:

                                                    > Dziisej wiemy, ze Polska zalozyli Normanie, bo ziemia prawde wydala, a
                                                    > wykopaliska nie klamia!

                                                    Byda musiou jutro juzajs´ do SATZVEY zakarowac´ Tym razym na
                                                    "Wikinger-Wochenende mit spektakulärer Reitershow" mono Dagoberta tysz mi
                                                    pokorzoom...


                                                    www.burgsatzvey.de/engine.php?aktuelle_seite=veranstaltungdetail&art=ritterspiele&ID=436&PHPSESSID=ae5bc2e4b8491888d8f26dcc2f18d739
                                                  • ballest Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 13.06.09, 09:36

                                                    www.relativegenetics.com/genomics/images/haploMaps/originals/R1a_large_RG.jpgNo
                                                    to Hanys zrob to!
                                                  • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 13.06.09, 09:41
                                                    ballest napisał:

                                                    >
                                                    > www.relativegenetics.com/genomics/images/haploMaps/originals/R1a_large_RG.jpg

                                                    Co to je za landkarta bo opisu dooni niy widza

                                                    https://www.relativegenetics.com/genomics/images/haploMaps/originals/R1a_large_RG.jpg
                                                  • ballest Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 13.06.09, 21:58
                                                    Hanys to jet mapa genow wikingowskich, to co niebieskie to koncentracja
                                                    wikingowskich genow. Skandynawia jest niebieskou ale Kijow Praga i Polnocnou
                                                    Polska jest najbardzi niebieskou!
                                                  • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 13.06.09, 23:19
                                                    ballest napisał:

                                                    > Hanys to jet mapa genow wikingowskich, to co niebieskie to koncentracja
                                                    > wikingowskich genow. Skandynawia jest niebieskou ale Kijow Praga i Polnocnou
                                                    > Polska jest najbardzi niebieskou!

                                                    Noo to je richtich tymat dlo Rity i Gajowego
                                                    Na Warniji tam je tak modro arze czorno uod tych Wikingoow
                                                  • ballest Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 13.06.09, 23:24
                                                    Gynau, ale tam mieli najblizy;)
                                                  • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 14.06.09, 07:47
                                                    Pochodzenie Słowian jako mit polityczny

                                                    Pochodzenie i najstarsze dzieje Słowian są problemem, który, choć na pozór oderwany od życia, niespodziewanie ujawnia pewne polityczne mity: myślowe ciągi subtelne i mgliste, przez nikogo chyba nie wypowiedziane do końca, ale może właśnie z tego powodu wciąż wywierające wpływy na myślenie o naszym polskim miejscu w świecie.

                                                    Każdego, kto usiłował dowiedzieć się czegoś o słowiańskich starożytnościach, musi uderzyć i zirytować brak ładu, brak wyraźnych linii u autorów interpretujących archeologiczne i pisane zabytki; tak jakby na rzeczywiste ubóstwo źródeł dotyczących naszych narodowych, polskich i słowiańskich początków, nakładały się jeszcze uporczywe, a może wręcz złośliwe tendencje, aby zrozumienie owych szczupłych źródeł zagmatwać.

                                                    Źródłem tego zamętu jest mit autochtoniczności Słowian, a Polaków w szczególności. (Słowa "mit" używam oczywiście w sensie fałszywej i wygodnej zbitki pojęciowej, a nie w sensie religijnej opowieści.) Mit ów został stworzony w okresie międzywojennym z jasnych pobudek patriotycznych, czy jak kto woli, nacjonalistycznych, i chodziło w nim o to, aby dać odpór niemieckiej propagandzie, która wszelkie źródła archeologiczne interpretowała jako świadectwa odwiecznego pobytu na ziemiach nadodrzańskich i nadwiślańskich - ich własnych pobratymców, Germanów. Oczywiście, ów pogląd miał wyraziste ostrze polityczne: podbudowywał ideologiczne prawa nazistowskich Niemiec do ziem obecnie należących do Polski, które wówczas były wschodnimi kresami państwa niemieckiego albo strefą planowanej hitlerowskiej ekspansji na wschód.

                                                    Pogląd o autochtoniczności Słowian sprowadzał się do tezy, iż osadnictwo w dorzeczu Odry i Wisły (obszar ten bywał przedłużany na wschód aż do Dniepru) ma w dającej się stwierdzić przeszłości charakter ciągły, nie było zaburzane poważniejszymi najazdami, a ewentualni przybysze byli tylko przejściowymi gośćmi. Mimo tych sporadycznych wizyt sąsiadów, przez cały czas - przynajmniej 1700 lat przed Mieszkiem I - miał trwać na obecnych polskich ziemiach "prasłowiański" substrat etniczny. Owi Prasłowianie mieli w końcu przeobrazić się w Słowian, którzy stąd, znad Odry i Wisły rozeszli się w okresie Wędrówek Ludów (w wiekach IV-VI n.e.) w trzy strony świata - na zachód nad Łabę, na południe: do Czech, nad Dunaj i na Bałkany, oraz na wschód ku późniejszej Rusi.

                                                    My, Polacy, mielibyśmy być w prostej linii potomstwem i spadkobiercami rdzennej, autochtonicznej ludności dorzecza Odry i Wisły, a także tymi spośród Słowian, którzy w przeciwieństwie do reszty swoich pobratymców, dochowali wierności swojej starej ziemi i nie dali się skusić "obczyźnie" nad Dunajem, Wełtawą czy Oką.

                                                    Owa wizja - a raczej mit właśnie - była uporczywie podtrzymywana i propagowana przez cały okres PRL i dopiero pod koniec tej formacji, w latach 80-tych, zaczęły się pojawiać pierwsze publikacje, stawiające naszą prehistorię z głowy na nogi.

                                                    Tylko skrótowo naszkicuję stan rzeczy, który wydaje się najbardziej prawdopodobny (i który zapewne jest po prostu prawdą...) - Słowianie na większości swoich obecnych siedzib, w tym także nad Odrą i Wisłą są stosunkowo późnymi przybyszami i zajęli te ziemie w ciągu V wieku n.e., a więc w końcowej fazie Wędrówki Ludów. W starożytności Brązu i rzymskiej ich tu po prostu nie było; i co więcej nie wchodzili w styczność z cywilizacją klasyczną (rzymsko-grecką). Najstarsze uchwytne archeologicznie ślady Słowian pochodzą z Wołynia i Podola z wieku IV n.e.; co do wcześniejszej epoki poszlakami są pokrewieństwa i zapożyczenia językowe, wskazujące ma dorzecze środkowego Dniepru jako na wcześniejszą siedzibę. Nasze ziemie w rzymskiej starożytności zamieszkiwali Germanowie - na Pomorzu Goci, a na południe od nich ludy określane zbiorową nazwą najpierw Lugiów a później Wandalów, których ślady określa się mianem archeologicznej Kultury Przeworskiej. Jedynie Pojezierze Mazurskie zasiedlali Bałtowie. Germanowie sięgali zresztą dużo dalej na wschód: Goci i Gepidowie, którzy przewędrowali nasze (później) ziemie, szerokim łukiem okrążając Wandalów, jako że oba te plemiona szczerze się nie lubiły, stworzyły krótkotrwałe państwo nad Morzem Czarnym i Dnieprem. Germańskim narzeczem mówiono na Krymie jeszcze czterysta lat temu! Przed Germanami południe Polski było kolonizowane przez Celtów. Wcześniejsza od nich Kultura Łużycka, której dziełem był około roku 737 p.n.e. Biskupin, także po słowiańsku (czy prasłowiańsku) nie mówiła.

                                                    Jak powiedzieliśmy, mit polskiego autochtonizmu (którego początkowo głównym orędownikiem był prof. Józef Kostrzewski, poznański archeolog i odkrywca Biskupina) od samego powstania miał wyraźne ostrze patriotyczne i antyniemieckie. Okazało się wkrótce, że znakomicie służy także innym politycznym opcjom czy stylom myślenia.

                                                    Ale wcześniej należy zauważyć, iż ów mit wzbogacił się o pewien ważny aspekt. Wydawałoby się bowiem, iż jeżeli pewien lud nieprzerwanie zamieszkuje przez półtora tysiąca lat, a może dłużej, to samo terytorium, utrzymując się w dodatku z rolnictwa, nie koczując i nie wędrując, to powinien stworzyć jakąś trwałą kulturę materialną i duchową. A więc grody, miasta, ośrodki rzemieślnicze; zapewne także powinien dorobić się własnego pisma (tym bardziej, że miał piśmiennych sąsiadów), kultu bogów, tytulatury władców, a może nawet spisanej historii. Oczywiście Słowianie żadnym takim dorobkiem pochwalić się nie mogli. Historycy owładnięci mitem autochtonizmu mogli naginać fakty, i wykopaliska w rodzaju Biskupina przypisywać Słowianom. W większości przypadków jednak tego czynić się nie dało, czego skutek był taki, iż przybywało wstydliwych faktów (że odkopano groby książąt ewidentnie germańskich, groty strzał z runicznymi napisami, albo że wygasłych w V wieku dymarek świętokrzyskich nie było komu rozpalić na nowo) - a wraz z nimi rosła nieśmiałość w dziele naukowego, ale także np. literackiego penetrowania własnej narodowej przeszłości. Prehistoria Polski zaczęła przypominać szafę pełną trupów!

                                                    Jakby w odpowiedzi na takie krytyki (których, jak się wydaje, nikt jawnie nie wytaczał) utrwalił się niejasny pogląd, iż tak rekonstruowani Słowianie (czy Prasłowianie) byli przez całą swoją historię ludem pokojowo nastawionym, łagodnym i poczciwym, godzącym się na koegzystencję na tym samym terytorium z obcymi przybyszami, a w razie zagrożenia uciekającym zapewne w leśne głębiny... W przeciwieństwie do wojowniczych i nieźle zorganizowanych, wykazujących państwowotwórczy instynkt Germanów, Scytów, Hunów czy Awarów, Słowianie zdawali się ludem bez historii i bez państwa. Jednakże te dwa jawne defekty okazały się ich wielkim atutem w oczach dwóch dominujących nurtów politycznego myślenia w Polsce lat niedawnych.

                                                    Słowianie bez historii, a w szczególności bez rozwiniętej religii, pozbawieni wyższej kultury, nie tknięci kultem "pogańskich" bóstw, czynili wrażenie ludu, który trwał przez tysiąclecia w dziecięcej niewinności, czekając na chrzest - bo dopiero ów sakrament miał go wyrwać z prehistorycznego niebytu, a raczej na-wpół-bytu. Ten aspekt mitu autochtonizmu był więc szczególnie miły katolickiej opcji. Było to również w pełnej zgodzie z podręcznikową zbitką pojęciową, iż historia Polski zaczęła się w roku 966 od chrztu Mieszka. A co było wcześniej? Jakaś nieokreśloność, którą wprawił w polskie dzieje już pierwszy historyk, Gall Anonim, pisząc te jakże ważkie słowa: "Lecz dajmy pokój rozpamiętywaniu dziejów ludzi, których wspomnienie zaginęło w niepamięci wieków i których skaziły błędy bałwochwalstwa (...)". Oczywiste jest, że Kościołowi bardzo pomocna była wizja Polski "stworzonej przez Kościół" - takiej, która od początku jest chrześcijańska, która nie zaznała wcześniejszych, rdzennych a więc "pogańskich" alternatyw kulturowych, i dosłownie wszystko zawdzięcza ideom przybyłym z Rzymu albo za jego pośrednictwem.
                                                  • hanys_hans Re: Czymu Wikigowie nie mogli byc Slowianami, 14.06.09, 07:48
                                                    Wizja ta była równie - a może nawet bardziej - miła stronie przeciwnej,
                                                    komunistom. Słowianie bez historii, a przede wszystkim bez państwa, nie znający
                                                    "ustrojów klasowych" oraz "wyzysku", w oczach marksistów wyglądali z kolei na
                                                    lud, który tak długo jak się dało przechowywał rajski stan niezróżnicowanego
                                                    "komunizmu pierwotnego", zwany również ustrojem "wspólnoty pierwotnej". Nie
                                                    muszę dodawać, że również te pojęcia liczą się pomiedzy polityczne mity, dalekie
                                                    antropologicznej rzetelności. A skoro Słowianie tak byli przywiązani do
                                                    "wspólnoty pierwotnej", to można było wnosić, iż fakt ów predestynuje ich do
                                                    podjęcia się roli pionierów w dziele krzewienia komunizmu prawdziwego, tego od
                                                    Marksa i Lenina. Logiczne, prawda?

                                                    W okresie PRL masowo wydawano (dla szkół głównie) mapy, przedstawiające owe
                                                    rzekome granice pierwotnego zasięgu Słowian. Malowano je przy tym ciepłym,
                                                    różowym, macierzyńskim kolorem, tak jak Ojczyznę na innych mapach. Mapy te,
                                                    lokalizujące na naszych ziemiach "prakolebkę" Słowian, miały znowu wyraźny acz
                                                    subtelny wydźwięk propagandowy, były kolejnym narzędziem z arsenału politycznej
                                                    mitologii stosowanej: dyskretnie przypominały Starszym Braciom z Moskwy, że tak
                                                    naprawdę, w porządku historycznym, to my, Polacy, jesteśmy ich starszymi braćmi,
                                                    i z tego tytułu należą się nam szczególne względy. Polska, zamalowana na różowy
                                                    prasłowiański kolor, awansowana była w ten sposób do rangi centralnego punktu
                                                    Słowiańszczyzny - a przecież Imperium Sowieckie i areał narodów słowiańskich
                                                    mało się od siebie różniły. Niemal wszyscy Słowianie w pewnym momencie żyli w
                                                    socjalizmie, a mapy czyniące Polskę centrum tego obszaru były argumentem na
                                                    rzecz specjalnych praw do stosowania "polskiej drogi do socjalizmu".

                                                    Skoro więc mit o autochtonizmie Słowian, a Polaków w szczególności, był wygodny
                                                    dla (primo) patriotów, (secundo) katolików oraz (tertio) komunistów, któż miałby
                                                    go podważać w imię naukowej obiektywności? Trwał więc wśród specjalistów aż do
                                                    lat 80-tych, a w podręcznikach, w literaturze popularnej i w potocznej
                                                    świadomości pokutuje, jak się wydaje, do dziś.

                                                    Ale dziś również, wobec perspektywy "wejścia do Europy", prawda o słowiańskich
                                                    początkach może wydać się mało atrakcyjna dla zwolenników europejskiej
                                                    integracji. Bo jakimże partnerem dla dziedziców Karola Wielkiego mogą być
                                                    potomkowie plemienia, które wynurzyło się gdzieś z poleskich bagien? Najstarsze
                                                    ślady wskazują, że w początkach swojej ewolucji Słowianie pozostawali w kręgu
                                                    oddziaływania kultury Irańczyków - takiego bowiem właśnie, wschodniego i
                                                    irańskiego pochodzenia jest nasza najstarsza terminologia religijna oraz
                                                    zachowane w folklorze pozostałości mitów. A Iran się politycznie kojarzy jak
                                                    najgorzej. Można też zaobserwować, że dziś najchętniej podnoszone są nasze
                                                    rzekome starożytne koneksje z Celtami, choć ich ślady w naszej tradycji są bez
                                                    porównania mniej widoczne niż irańskie, i przodkowie Słowian najprawdopodobniej
                                                    z Celtami się nie kontaktowali. Polityczny, choć zapewne nieuświadamiany,
                                                    podtekst celtyckiej orientacji jest również jasny: Celtami przecież byli
                                                    przodkowie najbardziej zachodnich Europejczyków, czyli Brytyjczyków i Francuzów,
                                                    do celtyckich korzeni poczuwa się znaczny procent Amerykanów, a dziś celtyckie
                                                    tradycje przeżywają tam renesans, który z kolei ma wyraźny rys antyrzymski z
                                                    antychrześcijańskim odcieniem.

                                                    Wypadałoby zakończyć ten temat wnioskami.

                                                    Pierwszy i oczywisty jest taki, że pozwalając hasać mitom, odcinamy się od
                                                    prawdziwej wiedzy o naszych korzeniach. A wobec nadciągającej ogólnoświatowej
                                                    urawniłowki narodów i kultur, praktyka to mocno niebezpieczna.

                                                    Drugi, że warto byłoby tę wiedzę szerzej rozpowszechnić. Bo żal doprawdy, że ten
                                                    obszar historii, który nas - w masie - coś obchodzi, zaczyna się dopiero od
                                                    epoki wojen kozacko-szwedzkich z "Trylogii" Sienkiewicza.

                                                    Trzeci, że prawda o początkach Słowian i Polski każe inaczej patrzeć na własną
                                                    tradycję. Widzimy wtedy, że mamy nie pojedyncze, a potrójne dziedzictwo: nazwę
                                                    je, trochę górnolotnie, dziedzictwem ziemi, krwi i myśli. Dziedzictwo ziemi to
                                                    poczuwanie się do solidarności z wszystkimi plemionami, które poprzedziły nas na
                                                    naszej ziemi, jadły chleb z tej samej roli i walczyły o tę samą ojcowiznę - a ta
                                                    solidarność, dotycząca najpierw germańskich Wandalów, Gotów, Sylingów i
                                                    Hasdingów, oraz Celtów i niewiadomego języka "Łużyczan" (tych z Biskupina), może
                                                    tym łatwiej być rozszerzona na późniejszych i dzisiejszych naszych
                                                    "współziemców" - Prusów, Litwinów, Niemców, Białorusinów, Ukraińców, Żydów i
                                                    Cyganów. Polska widziana z tej perspektywy staje się zupełnie inną jakością niż
                                                    nacjonalistyczna klatka, w której jakoby mieliśmy w pojedynkę siedzieć od trzech
                                                    tysięcy lat.

                                                    Dziedzictwo krwi, to solidarność z tymi, którzy byli naszymi językowymi i po
                                                    części biologicznymi przodkami - zagadkowym ludem, który przyszedł ze wschodu,
                                                    zajął opustoszałą po Wędrówkach Ludów środkową Europę - i który w tamtej epoce
                                                    wykazał zadziwiającą odmienność politycznych zachowań, gdyż w przeciwieństwie do
                                                    wszystkich sąsiadów i poprzedników, którzy ulegli powszechnemu wówczas rojeniu o
                                                    budowaniu imperiów na gruzach Rzymu, skierował swoje siły na rolniczą
                                                    kolonizację ziem, które zajmował. A ta strategia okazała się skuteczna: po
                                                    Wandalach, Gotach, Hunach i Awarach słuch zaginął, Słowianie się rozmnożyli i
                                                    rozrośli... Być może od nich moglibyśmy się i dziś czegoś nauczyć.

                                                    Wreszcie dziedzictwo myśli, które każe nam szukać trzecich i najmocniejszych
                                                    korzeni - w Rzymie, Atenach i Jerozolimie.

                                                    Poruszona tu sprawa autochtonicznego mitu sama w sobie wydaje mi się ciekawym
                                                    tematem dla badań historyków, oczywiście tych od czasów najnowszych. Żyją
                                                    przecież świadkowie kształtowania się tego mitu, a może i jego współtwórcy -
                                                    autorzy odpowiednio "wyważanych" podręczników i map. Archeologowie, fałszujący
                                                    lub przemilczający dane z wykopalisk. Cenzorzy kierujący myśl badaczy w
                                                    odpowiednim kierunku. A najciekawsze byłoby zbadanie, jak ów mit oddziałał -
                                                    zapewne poprzez doradców zaznajomionych z polskimi kompleksami - na Józefa
                                                    Stalina, który wyrysował mapy powojennej Polski tak, aby były dziwnie zgodne z
                                                    różowymi siedzibami Prasłowian.

                                                    20 stycznia 1998. Artykuł zamieszczony był w tygodniku "Najwyższy Czas!".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka