adasieczek
04.02.03, 22:16
Drodzy Krośnianie, Szanowni Bliźni!
Mieszkam w Rzeszowie, jednak stąd pochodzę, więc często odwiedzam ten „mały
Kraków”.
Nie posiadam samochodu co zmusza mnie do podróży autobusami. Chciałbym tu
przedstawić moje,
bądź co bądź subiektywne wrażenia na temat infrastruktury krośnieńskiej,
jednak, jak przypuszczam w wielu momentach słuszne.
Wysiadam wpierw na przystanku 0 na dworcu PKS. Dworzec spory, autobusy mają
dużo miejsca na manewry,
w porównaniu np. z tym, co robił mój autokar w Rzeszowie. Wysiadam i zbliżam
się do stanowisk przydworcowych MKS-u. Myślałem, gdy je wybudowano, że
nareszcie w moim Krośnie autobusy jeżdżą często
i zrobiono kilka zatoczek, bo nie mogą pomieścić się w jednym miejscu. Ależ
skąd! Autobusy w dalszym ciągu jeżdżą co pół godziny jakikolwiek, w dalszym
ciągu nieśmiertelne autosany i w dodatku bilety kupuje się
tylko u kierowcy. A po obejściu pięciu przystanków i owocnej próbie
doczytania się, kiedy będzie jechało
cokolwiek do miasta czekam pół godziny w zawieji i zamieci. Nareszcie - jest!
Po rundkach na osiedlu WSK i Guzikówce jestem u krewnych. Nareszcie! Może
sprawdzę sobie pocztę? Moi kuzyni oczywiście internet mają przez modem, bo
kto by w Krośnie pomyślał o kablówce w Śródmieściu? Prędkość 10x mniejsza od
możliwości
komputera ale jest! Idę spać spokojnie. Mam zrobić nazajutrz zakupy. Wchodzę
do osławionego S gdzie ceny są wyższe, niż w rzeszowskich PSSach. Do tego
maly wybór asortymentu. I gazety również niedostępne.
Nie!!! Ja w takich warunkach nie kupuję. Zawziąłem się! Macie tu jakiś
hipermarket? „Miał być, ale prawica znowu wygrała i nie ma”. Jakbym był u
siebie. No to dawaj do największego - Alberta na Krakowskiej.
Ulica Lwowska - główna, na takich w Rzeszowie autobusy jeżdżą co dziesięć
minut. Po wielu bluzgach
pruję na rondo, skąd autobusy jeździć powinny. Nie, w ciągu najbliższej
godziny tylko na dworzec. No to na dworzec, potem z dworca. Szybciej
doszedłbym na piechty. Minąłem moje ulubione skrzyżowanie - Sienkiewicza-
Legionów-Okrzei. Chyba jedno z niewielu w Polsce, gdzie spotyka się pięć
równorzędnych ulic.
W Albercie robię zakupy kulturalnie, chociaż budżet mocno nadszarpnięty. Z
siatami jeszcze pozostała mi wizyta na cmentarzu. Czekam na „przystanku” przy
wyjeździe z Polanki, nie dostrzegając na horyzoncie
chodnika na żadnym odcinku obwodnicy.Przyjemnie, zwłaszcza w taką pogodę. Po
rundkach dojeżdżam na cmentarz. Oczywiście po błocie. Po lampki też muszę iść
przez pół Suchodolskiej. I z powrotem. Świeć nad ich duszą, zazdroszczę im.
No to czas na powrót. Hmmmm. Autobus jedzie za dwie godziny. Piechotka!
W kolejny dzień wybieram się na Starówkę. Pięknie odnowiona, jestem pod
wrażeniem. Wieczorem wygląda równie pięknie. Ale niestety, czas już na powrót
do miasta, w którym koło jeżdzi co 7 minut.
Zdecydowałem się napisać ten liścik, bo po prostu ja tego miasta nie potrafię
zrozumieć. Piękne miasto,
dosyć spore z, jak wyczytałem, jednym z najmniejszych wskaźników bezrobocia w
kraju. Krosno ma wspaniałe możliwości, ale ich nie wykorzystuje. W dalszym
ciągu na wielu ulicach nie ma chodników, komunikacja miejska nie obsługuje
większości miasta a jedyne źródło zaopatrzenia to sklepiki i markety z 200%
marżą.
Dworzec PKS niby spory, ale przy powrocie zauważyłem znowu przerost ilości
prowizorycznych stanowisj nad ilością autobusów. Dlaczego jak dotąd jedyną
inwestycją w tym mieście jest remont wiaduktu na obwodnicy i pomnik Papieża?
Nie chcę bynajmniej tutaj opluwać tego miasta ani dokuczać jego mieszkańcom -
czuję się z tym miastem bardzo związany i chciałbym poznać powody, dla
których nie chce ono stać się dobrze funkcjonującą aglomeracją.
Pozdrawiam
Adasieczek