Pamiętacie jak parę lat temu walczyłam z karaluchami?

No to teraz toczę wojnę z molami (karaluchów brak, szorowanie
mieszkania im wyraźnie szkodzi

).
Mole wyniosły się już z szafy. Zżarte kożuchy, ukryte tam jeszcze
przez moją babcię, wylądowały na śmietniku. Ciuchy poprane,
zawieszki z antymolem zawieszone. Moli w szafie brak.
Niestety w weekend w trakcie porządków wykryłam, że mole zżerają mi
teraz przedwojenne książki. Zżarte ciuchy mogę przeżyć, zawsze można
kupić nowe. Ale 6-tomowe wydanie "Potopu" z ilustracjami
Uniechowskiego? Albo program polityczny Polskiej Partii
Socjalistycznej z 1915? Jestem załamana
Czym wytruć mole z książek? Wyłożyłam kolejne antymole, ale przecież
żarłocznych larw lawenda nie wytruje. A "Wicehrabiego de Bragelone"
z 1924 nie wypiorę przecież!