dagu75
24.06.06, 21:58
Wczoraj po południu byliśmy jak zwykle w Słupnie. Mama wzięła młodego na
spacer, ale szybko wróciła, bo w lesie mrówki były szybsze od niej i ją
oblazły. Młody zasnał, zostawiłam go przed domemi i zajęłam sie robotą.
Obudził się, a potem zaczął wrzeszczeć. Mama chciała złożyć wózek z młodym
jakoś tak niefortunnie, że gdzieś tam go przytrzasnęła. Dopiero w domu w
Płocku zobaczyłam, że jest pogryziony na nóżkach. Weronika bardzo źle
przyjmowała ukąszenia, ale on to tragedia.Na udkach wielkie czerwone i
rozpalone place, wewnątrz jakby ropny ślad.W dodatku coś go wysypało na
tułowiu - jakaś alergiczna wysypka. więc w nocy pobudki, noszenie wyjca na
rękach, co nie było łatwe, bo wywijał się jak wąż. Ale dziś rano to
koszmar.Stópka napuchnięta, paluszki się nie zginają, ucho czerwone od
ciągnięcia, napuchnięte dookoło. Na karku wielki plac.Wcześniej nie wylazło.
Więc samochód i na pogotowie. Pani potwierdziła, że to tylko ugryzienia. Bo
były całkiem sine, jakieś pręgi szły. Kazała dalej dawać wapno, zyrtec,
fenistil, eurespal ( pisałam o kaszlu?). Biedny maluch. Teraz zasnął, widać
zaczęło działać wszystko. Ciężkie, oj ciężkie życie matki alergika. On weźmie
lekarstwa i zaśnie a mnie serce boli jak....
No, już mi lepiej jak się pożaliłam.