ewa553
11.02.07, 09:41
Czy ktoras z Was naciela sie na przyjazni tak jak ja? Przezywam akurat
wscieklosc pomieszana z rozczarowaniem. Jak zostalam 7 lat temu sama,
musialam totalnie zmienic swoje zycie, bo z Mezem bylismy bardzo zgrani
i wlasciwie tylko z soba lubielismy spedzac czas. No wiec zrobilam rozne
doswiadczenia z klubami singli, z wedrownikami itd. 5 lat temu bedac w gorach
(Wlochy), gdzie co roku jezdzilam, poznalam fantastyczna facetke. Tylko 3
lata starsza ode mnie, lubiaca nature, jezdzaca w gory z psem itd.
Zaprzyjaznilysmy sie i zaczelysmy sie co roku tam spotykac (ona jest z innego
miasta jak ja). Robilysmy wspolne wycieczki, chodzilysmy wieczorami do
restauracji, bylo fajnie. Mamy podobne zainteresowania, czytamy podobne
ksiazki, te same filmy nas interesuja. Ale rok temu zaczela mi wlazic na
glowe. Zapraszalam ja do siebie, wiec przyjechala w maju. Potem przyjechala
we wrzesniu. Mnie nie zaprosila, choc mieszka w Berlinie, ktory jest bardzo
atrakcyjny. Kiedys na poczatku wspomniala, ze MOGE do niej wpasc, ale bylo to
malo zachecajace. Teraz zadzwonila w styczniu i jak sie dowiedziala, ze w
lutym bede miala odwiedziny rodzinne, to zrobila cierpka uwage o tym, ze mam
za czesto odwiedziny rodzinne i ZAKOMUNIKOWALA, ze chce przyjechac w marcu.
Teraz zadzwonila i nie pytajac kiedy by mi to pasowalo, powiedziala, ze
przyjedzie w Wielki Tydzien. Zamurowalo mnie. Wielki Tydzien ma dla mnie
ogromne znaczenie i nie czas to na kolezanki. Wiec powiedzialam, ze mi to nie
pasuje. Bardzo byla niezadowolona. W koncu zaproponowala, ze przyjedzie 21.
marca. Powiedzialam, ze 21 marca to ja wieczorem dopiero wracam z Polski. No
to 22. marca. Az krzyknelam. Powiedzialam, ze moze by mi zostawila choc jeden
dzien na posprzatanie i zakupy po dwutygodniowym wyjezdzie do Polski. Bardzo
niezadowolona powiedziala, ze w takim razie przyjedzie 23. Mruczala jeszcze
pod nosem jakies niezadowolone uwagi, ale nawet nie zapytalam, co mowi.
Coz za brak ambicji, jaki brak wychowania. Jestem wsciekla, ze nie
powiedzialam zeby wogole nie przyjezdzala. W czerwcu jedziemy znowu w gory,
ale potem jak bedzie chciala przyjechac to powiem, ze moze sobie zrobimy
przerwe. Mam nadzieje, ze bede miala dosc sil na tak stanowcze powiedzenie.
Jestem na siebie zla, a nie na nia. Ze nie mam dosc silnej woli. W gorach
jest nam znakomicie, ale gdzies sa granice, prawda?
Dziekuje Wam, ze moglam sie troche wyladowac i Wam to opowiedziec.