Dodaj do ulubionych

"Moja znajoma była świadkiem, jak..."

20.08.04, 19:50
Na forach, a zwłaszcza Humorach, krążą opowieści, ktore zapodawane są
jako "autentyk", a przydarzyły się czasem opowiadającym, częściej
nieokreślonym znajomym :) Łączy je jedno - zdarzyły się w różnych miejscach,
w różnym czasie, różnym ludziom, ale zawsze są autentykami ;) Proponuję
stworzyć wątek "se non e vero, e ben' trovato" czyli "nawet jeśli to
nieprawdziwe, to dobrze wymyślone" - czyli opowieści o wychowaniu
bezstresowym lub kurczaku na taśmie w markecie :)
Zaczynam historyjką, która bardzo mi się podobała, ale słyszałam ją z ust
trzech różnych osób publicznych (każda, oczywiście, była świadkiem), więc
trudno mi uwierzyć w ich prawdziwość: gospodyni wywaliła na śmietnik wiśnie
(agrest, porzeczki) pozostałe w tzw. gąsiorze po pędzeniu domowego wina.
Wałęsające się po podwórzu kury (gęsi, kaczki) dobrały się do niego i naćpały
na amen, po czym zwyczajnie się urżnęły. Gospodyni na widok padłego na
podwórku drobiu wszczęła lament, po czym zdecydowała, że skoro jej zwierzyna
padła na nieznaną chorobę, to przynajmniej trzeba pierze ocalić!! No to
oskubała padło.. A potem padło wytrzeźwiało. Od tego momentu wersje są
dwie: ".. wytrzeźwiało i łyse chodziło" i "wytrzeźwiało, ale trzeba było je
zarżnąć, bo bez piór męczyły się strasznie na słońcu". Skłaniam się, jeśli
już, ku tej drugiej wersji.
I czekam na kolejne historie. Se non e vero, e ben' trovato!!!!
Obserwuj wątek
    • grail Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 20.08.04, 20:07
      Klasyczna Urban Legend
      Facet poszedł na imprezę do klubu, bawił się super bo poznał fajną laskę, która
      w pewnym momencie zaproponowała, żeby udali się do motelu. Gostek sie zgodził i
      poszli...
      Na miejscu wypili jeszcze po drinku, a rano facet obudził się w wannie z lodem
      a obok leżał telefon. Chciał się zerwać ale zobaczył jak na lustrze napisane
      jest szminką "Wycieliśmy ci nerkę... zadzwoń na pogotowie i nie ruszaj się z
      wanny"
      • Gość: Denis Dzidka, coś bliskiego Twemu sercu... IP: 195.136.112.* 20.08.04, 20:21
        ... bo dotyczy Poznania. Wieki temu pojechali do tego miasta pracownicy PGR w
        Gozdowie pod Wrześnią (były też wersje z inną miejscowością). Program wycieczki
        obejmował spektakl w teatrze. Panowie robotnicy rolni wcześniej popili i
        spóźnili się do teatru. Wchodzą, a aktor akurat krzyczy do partnerów: skąd
        przybywacie, mężni rycerze? Nasi bohaterowie na to: PGR Gozdowo!
        • pauli7 Re: Dzidka, coś bliskiego Twemu sercu... 20.08.04, 21:39
          a'propos pijanych kur (kaczek, gesi) to o ile dobrze pamietam, to historyjka
          pojawila sie w ksiazce Chmielewskiej, a konkretniej w autobiorafii... trzeba by
          zapytac na forum fanow Chmielewskiej (bo ja nie pamietam) komu sie to
          przytrafilo-czy jakiejs rodzinie autorki czy to tez historyjka przez nia
          zaslyszana...
          pozdrowionka
          • Gość: Szeliga Re: Dzidka, coś bliskiego Twemu sercu... IP: *.dip.t-dialin.net 11.11.04, 00:11
            O pijanych gesiach pisal juz Morcinek w autobiograficznej "Czarnej Julce" i
            dzialo sie to na Slasku na poczatku ubieglego (XX-go) wieku.
        • Gość: jagienka Re: Dzidka, coś bliskiego Twemu sercu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.08.04, 21:57
          Gość portalu: Denis napisał(a):

          > ... bo dotyczy Poznania. Wieki temu pojechali do tego miasta pracownicy PGR w
          > Gozdowie pod Wrześnią (były też wersje z inną miejscowością). Program
          wycieczki
          >
          > obejmował spektakl w teatrze. Panowie robotnicy rolni wcześniej popili i
          > spóźnili się do teatru. Wchodzą, a aktor akurat krzyczy do partnerów: skąd
          > przybywacie, mężni rycerze? Nasi bohaterowie na to: PGR Gozdowo!

          Jest coś na rzeczy, bo ja to słyszałam w wersji "SKR Jabłonka..."
        • Gość: Village legends !! Re: Dzidka, coś bliskiego Twemu sercu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.04, 22:04
          Gość portalu: Denis napisał(a):

          > ... bo dotyczy Poznania. Wieki temu pojechali do tego miasta pracownicy PGR w
          > Gozdowie pod Wrześnią (były też wersje z inną miejscowością).

          Zgadza się:
          - Skąd przybywacie mężni rycerze?
          - Z Krzynowłogi Małej.
          Tu przydałyby się linki do wszystkich wątków na FH o nazwach miejscowości :-)
        • Gość: synek Re: Dzidka, coś bliskiego Twemu sercu... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.04, 19:15
          To był SKR Krzynowłoga Mała . Mója tata był tam dyrektorem. serio serio !
    • conena Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 20.08.04, 22:00
      poczytaj najnowszy numer z życia wzięte, tam też się ta historyjka przewija:)
      nie pytajcie mnie dlaczego czytałam z życia wzięte :D
      • grail Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 20.08.04, 22:28
        Ważne, że się przyznałaś, to pierwszy krok...
      • the_dzidka Conena/Pauli 21.08.04, 10:33
        Conena- ja też czytałam wczoraj "Z życia wzięte", i to mnie natchnęło do
        stworzenia tego wątku :-) A czytam, bo to taka moja słabostka ;) Jedni czytają
        harlequiny, a ja "z życia wzięte".
        Pauli - historyjka pojawiła się m.in. w "Bocznych drogach" Ch. (drób był
        prababci), ponadto pisała o tym pewna gruzińska pisarka, osiadła na stałe w
        Polsce (niestety nie pamietam nazwiska). NB ciekawostka: twierdziła, że mięso
        kurze przesycone aromatem wina ma niepowtarzalny smak :-)
      • quba Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 01.09.04, 08:56
        conena napisała:

        > poczytaj najnowszy numer z życia wzięte, tam też się ta historyjka przewija:)
        > nie pytajcie mnie dlaczego czytałam z życia wzięte :D
        >

        Conenco - (qurde) ja tez czasem czytam w pociagu do pracy

        okropnie mnie to wstydzi
        zawstydza wrecz

        na dodatek patrza na mnie pogardliwie studenci z wyzszosica

        ale maja potem miny kiedy przychodza do mnie na wyklady

        he he

        a najlepsze jest skad ja biore " Z życia wziete"
        otoz przynosi mi kolezanka z pracy, ktorej maz rzekomo to kupuje, i czyta kiedy
        jedzie na delegacje, smieszne jest w tym wszystkim ze on jezdzi na delegacje
        samochodem, ktory SAM PROWADZI

        no to NIECH ZYJA CZYTELNICY GLUPICH GAZET
        pozdrowka serdeczne
        :-)))))))))))))
    • myslenie-szkodzi Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 20.08.04, 23:53
      no więc dwa kultowe autentyczne autentyki :)

      1. żarówka w ustach
      już od tylu ludzi to słyszałam lub czytałam na różnych forach że mogłabym
      podejrzewać istnienie jakiejś zorganizowanej grupy :> do której należy
      Musierowicz, w końcu w Języku Trolli ta historia też się przytrafia, nie tylko
      jednemu bohaterowi, ba, nie tylko nie taksówkarzowi który odwoził bohatera z
      żarówką w ustach do szpitala. Żarówką, którą po włożeniu w usta nie da się
      potem wyjąć. Taksówkarza widywano zawsze jak szedł ku okolicznej izbie przyjęć
      z żarówką większą niż bohater :)

      2. z cyklu "w autobusie"
      Świadkiem tego zdarzenia był nawet mój dziadek ;)
      Mały chłopczyk/mała dziewczynka w autobusie próbuje wymóc na tacie kupno
      zabawki/słodyczy/etc. Gdy tata się nie zgadza dziewczynka/chłopczyk odpowiada
      sprytnie i na cały autobus: "...bo jak nie to powiem mamie że sikałeś do
      zlewu". Oczywiście tatuś z ślicznym buraczkiem na twarzy opuszcza autobus na
      następnym przystanku.

      pozdrawiam i przepraszam że tak chaotycznie napisane :)
      • Gość: Kropka Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: 195.136.126.* 21.08.04, 00:24
        Co do autentyku w autobusie: znam wersję, że dziecko jedzie z mamusią i jak
        mamusia nie chce sie na coś tam zgodzić, to dziecko mówi na cały autobus: "...
        bo jak nie, to powiem babci, ze całowałaś tatę w siusiaka" :)
        --
        "The best is yet to come"
    • maciejpoczta Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 21.08.04, 22:29
      Moja znajoma - jakże by inaczej - pojechała na kilka dni do matki, a jej mąż
      (zwany Yeti z powodu niespotykanie owłosionego ciała) został w domu, ponieważ
      zaplanował cyklinowanie i lakierowanie podłogi (oczywiście drewnianej). Jak to w
      takich sytuacjach bywa, szybko znaleźli się koledzy z pracy, chętni pomóc, a
      przy okazji opróżnić kilka butelek. Najpierw pierwsza "połówka", druga, szybkie
      cyklinowanie, trzecia "połówka", jeszcze szybsze lakierowanie (od razu grubiej,
      żeby nie tracić czasu na kładzenie drugiej warstwy) i juuużżż, pełny luz.
      Impreza zakończyła się nad ranem. Dobrze wstawiony pan domu pożegnał gości i
      udał się na zasłużony odpoczynek. Rozebrał się do slipek, ale postanowił jeszcze
      raz spojrzeć na swoje dzieło. Stanął w progu pokoju z polakierowaną podłogą,
      popatrzył na wysychający lakier myśląc w duchu "będzie moja żabka zadowolona"
      i... urwał mu się film.
      Kiedy rano nie pojawił się w pracy, koledzy pomyśleli, że zaspał. Gdy nie
      przyszedł też później zaczęli się martwić (facet był wyjątkowo sumiennym
      pracownikiem). Kiedy do końca dnia nawet nie zadzwonił nie wytrzymali i
      pojechali wieczorem do niego do domu. Drzwi były zamknięte, ale z mieszkania
      dochodziły jakieś jęki, które się nasiliły gdy zaczęli walić w drzwi i wołać
      gospodarza. To juz nie były żarty. Wyważyli drzwi, wpadli do mieszkania i...
      padli. Ze śmiechu. Yeti leżał w slipkach, krzyżem na już wyschniętej,
      polakierowanej podłodze, do której najdokładniej jak można to sobie wyobrazić
      przykleiły się jego włosy. Pierwsze co udało mu się powiedzieć, kiedy zobaczył
      kolegów to woooody...
      To jeszcze nie koniec historii. Yeti'ego nie dało się tak po prostu oderwać od
      podłoża. Kumple powolutku odcięli go żyletkami, ale na deskach został mało
      gustowny dywanik w kształcie humanoida, który zobaczyła po powrocie żona. Za
      cholerę nie mogła zrozumieć co tam się stało.
      • e-milia44 Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 22.08.04, 00:50
        Zajebisty pomysl :)))
      • yasny Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 23.08.04, 23:57
        maciejpoczta napisał:
        <ciach>
        Pierwsze co udało mu się powiedzieć, kiedy zobaczył
        > kolegów to woooody...
        </ciach>
        Nie żebym miał jakieś skrzywienie, ale w pierwszej chwili pomyślałem sobie po cholere on woła Woody (Allena) ;)
    • Gość: barnaba Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: *.lodz.msk.pl / *.lodz.msk.pl 22.08.04, 14:54
      Kolega kolegi w stanie upojenia alkoholowego (na wycieczce, wyjeździe
      integracyjnym, wczasach) wymknął się z pokoju. Po godzinie aresztowała go
      policja, gdyż próbował kierować ruchem na największym skrzyżowaniu w mieście.

      Znajomi znajomych w czssach PRL otrzymywali paczki od rodziny z zagranicy.
      Pewnego dnia otrzymali ładnie ozdobiony blaszany pojemnik z jakimś szarym
      proszkiem. Po zastanowieniu uznali, że jest to jakiś preparat witaminowy, i
      codziennie spożywali po łyżeczce tego proszku do kolacji. Po miesiącu otrzymali
      list "zgodnie z życzeniem naszej niedawno zmarłej kochanej cioci, jej prochy po
      kremacji przesyłamy do kraju, by pochować je w rodzinnym grobowcu"...

      W McDonaldzie w Kaliforni podają hamburgery z dżdżownic, a w chińskich
      restauracjach w większych miastach Polski gulasz z kotów.

      Policjant otrzymał polecenie wysłania przechwyconych fałszywych banknotów do
      laboratorium w Warszawie. Niewiele myśląc udał się na pocztę i nadał je
      przelewem...

      Ktoś inny wyszedł z domu do sklepu i zaginął. Po kilku latach pogrążona w
      żałobie rodzina słyszy pukanie do drzwi, otwiera i widzi ojca/ syna/ brata/
      męża stojącego z tą samą torbą na zakupy w ręce.

      Kilkakrotnie słyszałem dramatyczne opowieści o szczurach wielkości kotów,
      toczących wyrównane boje z owczarkami niemieckimi.
      W tym samym stylu utrzymane są też opowieści o żyjących w kanałach Nowego
      Jorku, Chicago i innych amerykańskich miast aligatorach, żółwiach i waranach,
      które mają dokuczać pracującym tam robotnikom.

      Inne "urban legends" to znajdujące się "na pewno" w większości miast tunele i
      stare lochy. W Warszawie podobno miał łączyć Pałac Kultury z gmachem KC PZPR, w
      pobliżu Łodzi- opactwo w Sulejowie z Piotrkowem.

      pozdrawiam
      • blinski Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 22.08.04, 17:04
        z tym policjantem to autentyk - pamiętam jak czytałem o tym w gazecie:)
        ale brzmi rzeczywiście jak urban legend.
        • e-milia44 Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 22.08.04, 17:19
          Ale to zajebiste - brzmi jak najprawdziwsza sciema... :)
        • the_dzidka Z policjantem to NIE autentyk! 22.08.04, 20:11
          W gazecie, która o tym napisała, ukazało się sprostowanie i przeprosiny!
          Posterunek policji padł ofiarą "urban legend" właśnie.
          • blinski Re: Z policjantem to NIE autentyk! 22.08.04, 20:30
            nie, nie podała sprostowania - to tylko komendant się tłumaczył i rzucał gromy
            w kierunku dziennikarzy:)
            a może sprostowanie było jeszcze później i ja to przegapiłem..?
            • the_dzidka Re: Z policjantem to NIE autentyk! 22.08.04, 20:38
              > a może sprostowanie było jeszcze później i ja to przegapiłem..?

              Z tego, co wiem, to było - piecyk gazowy swojego czasu o tym zapodawał.
              • kamaoka Re: Z policjantem to NIE autentyk! 22.08.04, 22:16
                tak, tak, bylo sprostowanie, w pobliskim gizycku czy goldapi to sie dzuialo
                nawet:P
      • tomek854 Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 23.08.04, 03:02
        Jezeli chodzi o szczury - w 2001 roku jechalem ulica Gornicza ( albo hutnicza) we wroclawiu ( nigdy nie wiem ktora jest ktora). Tam od powiedzi ciagna sie takie opuszczone kamienice do wyburzenia. No i kiedys cos stoi na drodze. Stanalem, dalem dlugie - kot ciagnal szczura, juz martwego chyba, ale ten szczur byl niewiele mniejszy od kota. Tak wiec akurat w to moge uwierzyc bo widzialem na wlasne oczy

        Z opowiesci: jedzie facet autobusem, tlok straszny, trzesie i nie moze ponad glowa jakiejs matrony wepchnac biletu do kasownika. Steka, sapie i nie moze trafic. Autobus zatrzymal sie na przejezdzie zgasil silnik, cisza. Rozlega sie glos matrony "niech pan pcha poki stoi!"
        • yellow1 Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 23.08.04, 11:20
          Klasyk: znajomy jechal autobusem, wsiadla starsza pani i zapytala jak nalezy
          skasowac bilet. Na to znajomy odpowiedzial, ze trzeba wlozyc bilet do kasownika
          i podac nazwe przystanku, na ktorym chce sie wysiasc.

          Klasyk nr 2: koledzy zrobili znajomemu bardzo brzydki dowcip- mianowicie
          posmarowali deske sedesowa klejem typu super glue. Znajomy siadl i sie
          przykleil, a jego koledzy zawiezli go do chirurga autobusem...

          I klasyk nr 3: znajomy ziewal tak poteznie, ze mu cos przeskoczylo podczas
          ziewniecie i nie mogl zamknac ust. Do lekarza tez jechal autobusem pelnym
          ludzkosci. Nie wiem czemu w tych opowiesciach ZAWSZE brakuje taksowek,
          znajomuch z samochodami, sa wylacznie autobusy i to z reguly zapchane do granic
          mozliwosci.
          • anuteczek Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 23.08.04, 21:07
            Jeśli chodzi o Klasyk pierwszy. Moi kumple wykorzystali go w rzeczywistości.
            Gdy w Warszawie pojawił się nowy typ kasowników chłopcy używali sobie na
            starszych paniach i przyjezdnych:) Wtórne, bo wtórne, ale cieszyło
            Co do klasyka 2 - to jest stary kolonijny numer, tylko że dzieciaki nie używaja
            superglue, tylko czegoś wolniej schnącego - biedny wychowawca, który
            podpadnie... Potem nie trzeba chirurga, tylko dobrego kolegi i duuużo ciepłej
            wody, ale zabawa przednia :)

            andzia
          • Gość: barnaba Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: *.lodz.msk.pl / *.lodz.msk.pl 23.08.04, 21:12
            > I klasyk nr 3: znajomy ziewal tak poteznie, ze mu cos przeskoczylo podczas
            > ziewniecie i nie mogl zamknac ust.

            To akurat się zdarza i to dość często. To tzw. zwichnięcie żuchwy.

            pozdrawiam
            • frred Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 15.10.04, 15:33
              A mi się kilka razy zdarzyło naciągnąć w ten sposób jakiś mięsień czy coś
              innego na szyi. Bolało jak diabli.
          • p-iotr Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 24.08.04, 14:00
            yellow1 napisała:

            > I klasyk nr 3: znajomy ziewal tak poteznie, ze mu cos przeskoczylo podczas
            > ziewniecie i nie mogl zamknac ust. Do lekarza tez jechal autobusem pelnym
            > ludzkosci. Nie wiem czemu w tych opowiesciach ZAWSZE brakuje taksowek,
            > znajomuch z samochodami, sa wylacznie autobusy i to z reguly zapchane do
            > granic mozliwosci.

            Sprobuj zamowic taksowke (tudziez zadzwonic do znajomego) ze zwichnieta zuchwa..
            ;-)

            pzdr
          • Gość: Vp Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: 195.117.30.* 22.09.04, 17:31
            > I klasyk nr 3: znajomy ziewal tak poteznie, ze mu cos przeskoczylo podczas
            > ziewniecie i nie mogl zamknac ust. Do lekarza tez jechal autobusem pelnym
            > ludzkosci. Nie wiem czemu w tych opowiesciach ZAWSZE brakuje taksowek,
            > znajomuch z samochodami, sa wylacznie autobusy

            W tym nie widzę niczego dziwnego. Przy zbyt szerokim otwriu ust może nastąpić
            zwichnięcie żuchwy, sytuacja jest jak najbardziej prawdopodobna, mogła się
            zdarzyć wielu osobom. I ktoś, komu się przytrafiło, na pewno ma swoich
            znajomych...
          • niunka20 Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 11.11.04, 15:20
            _@/"
        • Gość: wcaleniepink Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.10.04, 09:56
          Już te budynki wyburzyli, firma, w której pracuję, będzie budować tam nowe - to
          nie jest historia zasłyszana, informuję kolegę, to może się już nie
          zgubi :))))))))
      • Gość: Vp Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: 195.117.30.* 22.09.04, 17:38
        > W tym samym stylu utrzymane są też opowieści o żyjących w kanałach Nowego
        > Jorku, Chicago i innych amerykańskich miast aligatorach, żółwiach i waranach,
        > które mają dokuczać pracującym tam robotnikom.

        To autentyk. Te stworzenia naprawdę w kanałach żyją i są przedmiotem badań
        etologów (nie mylić z ekologami). A skąd się wzięły? Otóż stąd, że małe gadziny
        można normalnie kupić w sklepie zoologicznym i trzymać w domowym terrarium, ale
        niektóre gatunki jak aligatory, po prostu rosną i zaczynają przeszkadzać
        właścicielom, toteż ci spuszczają je w kibelku i problem z głowy. A w kanale
        taki aligator może przeżyć żywiąc się szczurami i różnymi śmieciami, które tam
        znajdzie. Można o tym przeczytać w naukowych książkach, to nie żden wymysł.
    • iskierka5 Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 23.08.04, 13:20
      w programie telewizyjnym "Od przedszkola do Opola" zapytano dziecko, czy ma
      jakieś zwierzątko.
      - Tak, mam kotka
      - A jak na niego mówisz?
      - Kotek. Ale tylko ja tak na niego mówię.
      - A jak mówi na niego tata?
      - Ty sierściuchu jebany
      • Gość: baba Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: *.acn.waw.pl 23.08.04, 14:17

        A czarna Wolge porywajaca dzieci ktos pamieta ?
        • quba Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 01.09.04, 09:25
          Gość portalu: baba napisał(a):

          >
          > A czarna Wolge porywajaca dzieci ktos pamieta ?



          tak tak panmietamy
          jezdzila wieczorami (po calej Polsce) i porywala dzieci na narzady do
          przesczepow

          o Jezu ! ale to byla plota niemozliwa

          potem sie dopiero przyznali ze CBOP rozpuscilo taka plotke zeby zobaczyc kiedy
          i jak zmieniona powroci do nich
          pozdrowka
      • Gość: Venne Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: *.murator.com.pl 01.09.04, 10:58
        Pamiętam!!! Całą rodziną wtedy oglądaliśmy, kulaliśmy się ze smiechu. A jak
        parę tygodni później przygarneliśmy kociaka i chciałam go nazwać Sierściuch, to
        mi reszta rodzinki nie pozwoliła...
        • truscaveczka Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 15.10.04, 10:39
          Mój pies rodzinny, o wdzięcznym imieniu Toffi, ma dwie ksywy - Breżniew (ach,
          te brwi) i Sierściuch właśnie :D
    • kawa.kawowa Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 23.08.04, 14:55
      Cześć, moja "znajoma" miała "znajomą", która umówiła się na wizytę u
      ginekologa. Do lekarza jechała po pracy, a że bliżej miała do mieszkania mojej
      znajomej, to tam pojechała odświeżyć sie przed badaniem. Umyła się, przebrała,
      a że na półeczce w łazience stał dezodorant intymny, to niewiele myśląc go
      użyła.
      Po badaniu dzwoni zbulwersowana do mojej znajomej i ralacjonuje, że ginelkolog
      okazał się chamem pierwszej wody, że rozmawiał z nią jakoś dziwnie, ciągle się
      uśmiechał, przyglądał i komentował: O... ależ się Pani wystroiła, Naprawdę, tak
      eleganckiej pacjentki, to w życiu jeszcze nie miałem - a i pewnie nieprędko się
      zdarzy... itp. Tyle wysiłku włożyć... no no... jestem pod wrażeniem...
      -Ty, no ale dlaczego? napawdę jakoś specjalnie się stroiłaś?
      - Nie... pojechałam do Ciebie, wykąpałam się, popsikałam dezodorantem
      intymnym... to wszystko...
      -Ty, ale ja nie mam dezodorantu intymnego... O jezuu... Ty głupia, to był
      BROKAT:-)))

      Mojemu "znajomemu" wciąż kradziono radio z samochodu, wybijając szyby i
      narażając na dodatkowe koszty. W końcu wściekły wymontował radio, a na szybie
      nakleił kartkę: "Nie wybijajcie szyb - nie mam radia"
      Następnego dnia rano zobaczył wybitą szybę w samochodzie, a na siedzeniu pośród
      szkła stare zdezelowane radio i kartka: "Teraz już masz"
      • anuteczek Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 23.08.04, 21:09
        A o tym to pisała Fiolka Najdenowicz w jednym ze swoich felietonów. Specjalnie
        dla niej Cosmo kupowałam :)
        a.
      • asica23 Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 01.09.04, 14:23
        kawa.kawowa napisała:

        > Cześć, moja "znajoma" miała "znajomą", która umówiła się na wizytę u
        > ginekologa. Do lekarza jechała po pracy, a że bliżej miała do mieszkania
        mojej
        > znajomej, to tam pojechała odświeżyć sie przed badaniem. Umyła się,
        przebrała,
        >
        > a że na półeczce w łazience stał dezodorant intymny, to niewiele myśląc go
        > użyła.
        > Po badaniu dzwoni zbulwersowana do mojej znajomej i ralacjonuje, że
        ginelkolog
        > okazał się chamem pierwszej wody, że rozmawiał z nią jakoś dziwnie, ciągle
        się
        > uśmiechał, przyglądał i komentował: O... ależ się Pani wystroiła, Naprawdę,
        tak
        >
        > eleganckiej pacjentki, to w życiu jeszcze nie miałem - a i pewnie nieprędko
        się
        >
        > zdarzy... itp. Tyle wysiłku włożyć... no no... jestem pod wrażeniem...
        > -Ty, no ale dlaczego? napawdę jakoś specjalnie się stroiłaś?
        > - Nie... pojechałam do Ciebie, wykąpałam się, popsikałam dezodorantem
        > intymnym... to wszystko...
        > -Ty, ale ja nie mam dezodorantu intymnego... O jezuu... Ty głupia, to był
        > BROKAT:-)))

        Ha! Dobre :))
        • sasanka21 Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 22.09.04, 15:16
          ha, a ja to łyknęłam jako opowieść koleżanki, ze jej koleżanka ....

      • sallmon Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 15.10.04, 11:07
        inna historia brokatowa: kolega pojechał na wielce utytułowaną konferencję,
        która była połączona z jakimiś targami. Na owych targach jedna z firm postawiła
        na swoim stoisku hostessy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie tłumy,
        które okupowały stoisko, bo hostessy były piękne, a na dodatek ubrane tylko w
        mikroskopijnych rozmarów stringi, a w całości wysmarowane brokatem. Podobno
        wyglądały nieziemsko - stąd tłumy. Oczywiście - hostessy jako śmiertelniczki
        musiały korzystać z toalet, do których również zachodzili goście konferencyjni.
        Jakież zdziwienie (i jakie myśli!) musiała mieć żona kolegi, która dołączyła do
        niego po paru dniach, gdy ten wieczorem, po zdjęciu ciuszków miał całe uda i
        pupę w brokacie... (żona jest niepozbawiona poczucia humoru i kolega przeżył:)
        • Gość: ceci_ Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.04, 19:06
          A to tam były integracyjne toalety ? dla panów i pań? bo jak nie.. to ja bym
          miała pewne podejrzenia względem tego pana... hehe .. a Co on robił w damskiej
          toalecie??<aaaa>?:D
    • Gość: barnaba lotnicze i morskie IP: *.lodz.msk.pl / *.lodz.msk.pl 23.08.04, 21:19
      1. Wśród skoczków spadochronowych krążyła swego czasu opowieść, jak to jednemu
      ze spadochroniarzy w czasie skoku nie otworzył się spadochron. Pechowiec
      uratował się, gdyż trafił prosto w stóg siana. Podobno wyszedł bez szwanku.

      Inna wersja tej opowieści mówi, że owszem, skoczek trafił prosto w stóg siana
      ale na... pozostawione przez roztargnionego rolnika widły.

      2. Starą legendą opowiadaną przez marynarzy okrętów podwodnych jest
      stuprocentowo pewny sposób na uratowanie się z zatopionego okrętu. Należy
      otóż... wystrzelić się z wyrzutni torpedowej. Wśród starych wilków morskich
      niemal każdy zna kogoś, kogo kolega znajomego uratował się właśnie w ten sposób.

      pozdrawiam
      • frred Re: lotnicze i morskie 15.10.04, 16:03
        Gość portalu: barnaba napisał(a):

        > 1. Wśród skoczków spadochronowych krążyła swego czasu opowieść, jak to
        jednemu
        > ze spadochroniarzy w czasie skoku nie otworzył się spadochron. Pechowiec
        > uratował się, gdyż trafił prosto w stóg siana. Podobno wyszedł bez szwanku.

        Kiedyś w prasie podano, że gość w ogóle nie trafił w stóg, tylko wyluzował
        mięśnie i stawy i odbił się od ziemi. Połamany, ale przeżył.:)

        > 2. Starą legendą opowiadaną przez marynarzy okrętów podwodnych jest
        > stuprocentowo pewny sposób na uratowanie się z zatopionego okrętu. Należy
        > otóż... wystrzelić się z wyrzutni torpedowej. Wśród starych wilków morskich
        > niemal każdy zna kogoś, kogo kolega znajomego uratował się właśnie w ten
        sposób

        To jest podobno możliwe (nie tyle wystrzelenie, co ewakuacja w ten sposób, o
        ile marynarz się zmieści, bo średnica wyrzutni wynosi zwykle 21 cali, czyli
        533,4 mm). Tylko, że:

        1) W całej historii Polskiej Marynarki Wojennej zatonęły 2 polskie okręty
        podwodne, oba w czasie II WŚ, z czego 1 ("Orzeł" - ten wsławiony ucieczką z
        Tallina) zatonął w nieznanych okolicznościach z całą załogą, a drugi
        ("Jastrząb"), omyłkowo zaatakowany i uszkodzony przez okręty sojusznicze,
        zdołał się wynurzyć, a po ewakuacji załogi został posłany na dno, bo był już
        starym gratem i naprawa była nieopłacalna, o ile w ogóle możliwa. Tak więc nie
        jest możliwym, by spotkało to któregokolwiek marynarza PMW (zakładam, że flot
        państw zaborczych nie bierzemy pod uwagę?:).
        2) Nawet, jeśli marynarz zdoła się w ten sposób ewakuować, to jego szanse na
        przeżycie zależą od tego, jak głęboko jest w miejscu zatonięcia. Jeżeli jest
        zbyt głęboko, to zabije go albo ciśnienie wody (w morzu co około 8,5 m w głąb
        ciśnienie rośnie o 1 atmosferę), albo przeciwnie - dekompresja po wynurzeniu,
        albo po prostu nie zdąży dopłynąć do powierzchni z braku tlenu). Co to
        znaczy "zbyt głęboko"? Podobno rekordowo uzdolnieni nurkowie umieją zejśc bez
        sprzętu na około 100 m, ale po zejściu ze sprzętem na 200m trzeba się
        dekompresować przez tydzień (? - fachowców proszę o uwagi). Jeśli tak jest
        rzeczywiście, to granica, przy której przeciętny marynarz miałby szansę na
        uratowanie, wynosiłaby jakieś 30-60 m (jaki procent powierzchni mórz i oceanów
        ma taką albo mniejszą głębokość? 5%?) i to też pod warunkiem, że woda nie jest
        lodowata i nie zamrozi gościa w parę minut po wynurzeniu.
    • anka9009 Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 23.08.04, 22:58
      no a nietkore historie czytalam juz na forum tyle razy.... z czasem je sobie
      przyswoje i tez bede opowiadac ;D
    • Gość: czytelnik Re: "Moja znajoma była" - to nie urban legend IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 09:37
      ta historia o gęsiach to nie urban legend, tylko fragment jednej z ksiażek
      Joanny Chmielewskiej, chyba "Bocznych Dróg"
      • Gość: Ruda Re: "Moja znajoma była" - to nie urban legend IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 10:12
        Pracowałam kiedyś z dziweczynami z prowincji oto co opowiedziały
        Pewna rodzina poszła na grzybobranie. nazbierali pełne wiadra i urządzili
        ucztę .
        Okazało się ze zebrali też sromotnika
        no i na pytanie ; i co dalej ....no i rano wstają niebochy.

        Albo nastepne
        Mąz wracając z pracy zastaje kartkę ; na kuchni stoi zupa i kluski.Zagrzej
        sobie i zjedz
        Wieczorem na wracajaca z pracy żonę mąż patrzy z wyrzutem i mówi;
        coś Ty nagotowała, jakieś gówno ale dodałem przyprawy i nawet zjadłem bo byłem
        głodny
        żona
        zwariowałes przecież to pomidorówka
        Zagląda do gara i ....słuchaj ty wyżarłeś krochmal
        Stał w garze obok zupy

        Mąz wracając pijany dopada w ciemności bańki na mleko i łapczywie pije
        przestał dopiero jak mu się ścierka przykleiła do mordy
        wyżłopał pomyje dla świń



        Dygająca grzecznie Ruda
    • Gość: gora Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: *.chello.pl 24.08.04, 17:24
      I. dwaj studenci postanowili uczcić pomyślnie zaliczoną sesję czerwcową, w
      domu jednego z nich urządzili sobie popijanko. gdy już mieli dobrze w czubie
      ułańska fantazja nakazała im zrobić coś oryginalnego. doszli do wniosku, że
      jeszcze nigdy nie zjeżdżali na nartach schodami i postanowili to uczynić.
      niestety już na półpiętrze narciarz najechał na wracającą z nocnej zmiany
      sąsiadkę i mocno ją poturbował. chłopakom na szczęście wystarczyło
      przyzwoitości, aby zadzwonić na pogotowie, a nazajutrz, co prawda jeszcze mocno
      cierpiący, ale już jednak trzeźwi postanowili dowiedzieć się o stan zdrowia
      poszkodowanej. w jej domu okazało się, że zatrzymano ją w szpitalu, ale w
      szpitalu na chirurgii nie mogli znaleźć nikogo, kto byłby w stanie cokolwiek
      powiedzieć, nawet samej pacjentki nie można było namierzyć. wreszcie po długich
      a ciężkich poszukiwaniach okazało się, że owszem, jest taka, ale zawieźli ją na
      psychiatrię, bo plotła jakieś bzdury, że jej tę rękę i nogą złamał narciarz na
      klatce schodowej.

      II. dawne czasy remontu akademika "babilon" w wawie przy Kopińskiej:
      robotnicy wyburzali ściany działowe i znosili wiadrami gruz na dół. w pewnym
      momencie wpadli na rewelwcyjny pomysł - sklecili olbrzymią skrzynię, o
      pojemności kilkunastu wiader, przyczepili linę do skrzyni, przerzucili linę
      przez bloczek i zaczęli załadunek. po załadowaniu gość stojący na dole miał
      popuszczać linę. ekipa na górze zepchnęła skrzynię, ale gość na dole nie zdążył
      poluzować liny, bo skrzynia, jako znacznie cięższa podciągnęła go do góry,
      następnie z hukiem rąbnęła o glebę, odpadło dno i wtedy okazało się, że
      człowiek jest cięższy od pustego pudła i odbył się ruch, zgodnie z prawami
      grawitacji, w przeciwną stronę. biedny gość upadł na kupę gruzu, z wrażenia i
      bólu puścił linę, i znowu zadziałała grawitacja - lina była lżejsza niż
      skrzynia, a więc na koniec pusta skrzynia bez dna przykryła biedaka.

      Swoją drogą remont tego akademika trwał tak długo, że nie dane mi było tam się
      zadomowić, a przez cały czas mojego studiowania i jeszcze jakiś czas potem
      jakaś część budynku była w stanie remontu.
      • blinski Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 26.08.04, 16:15
        to drugie to urban - ale nie legend tylko reality:)
        nie było powiedziane kiedy i gdzie to się zdarzyło konkretnie, ale historia
        miała szanse (lub nawet to się stało) do wpisania jej do księgi darwina. tylko
        że tam był tylko jeden robol, który jeszcze do tego jadąc w górę przygrzmocił
        głową w opadającą skrzynię czy też beczkę, a podjeżdżając na samą górę palce
        wkęciły mu się w bloczek. ogólnie do księgi darwina dostają się na ogół ci
        którzy niestety nie mają szansy się już o tym dowiedzieć, ale biorąc pod uwagę
        ilość i różnorodność obrażeń (wstrząśnienie mózgu, połamane kończyny i żebra,
        zmiażdżenie palców, rozcięta czaszka etc.) miał nie małe szanse:)
        swojego czasu (chyba rok temu) pisały o tym wszystkie gazety i mówili o tym w
        tvn-owskiej 'uwadze':)
        • Gość: Rob Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: *.crowley.pl 31.08.04, 20:00
          a oto dokladny opis, lecz czy to zdarzyło sie naprwawdę nie jestem pewien
          www.joemonster.org/article.php?sid=667
        • asica23 Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 01.09.04, 14:33
          Ta historia - z nieco dokładniejszym opisem wszelkich złamań biedaka - dostała
          chyba wyróżnienie, a nie nagrodę Darwina (bo facet przeżył). Pozdr :)
    • kawka74 Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 24.08.04, 19:02
      tę historyjkę można znaleźć w powieści CHmielewskiej 'studnie przodków' (albo 'boczne drogi') :)))
    • nauma Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 25.08.04, 13:38
      Ja ciągle natrafiam na historyjkę o panience, co to przyuczyła psa do
      zlizywania nutelli z cipuszki i wpadła, gdy znajomi chcieli jej zrobić
      niespodziankę i ukryli się u niej w domu robiąc przyjęcie imieninowe...
      Poza tym sam robiłem numer stary jak świat, powtarzany bodaj wszystkim
      kursantom na patent żeglarza, polegający na poleceniu "wybierz wodę ze skrzynki
      mieczowej" :)
    • orvokki Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 26.08.04, 15:25
      A moi znajomi (chachacha) po spopieleniu zielska wpadli na pomysł jeżdzenia
      TYŁEM maluchem po rondzie. Za którymś okrążeniem niestety przyrżnęli w faceta
      wjeżdzającego na rondo. Przyjechała policja, goście byli mocno przerażeni, bo
      samochód oczywiście należał do tatusia, po czym po chwili podszedł do nich
      policjant i powiedział, że mogą jechać... bo ten drugi facet nie dość, że ma
      1,7 promila we krwi to jeszcze na dodatek twierdzi, że oni jeździli po rondzie
      tyłem.
      :D
      • Gość: wcaleniepink Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.10.04, 10:32
        orvokki napisała:

        > A moi znajomi (chachacha) po spopieleniu zielska wpadli na pomysł jeżdzenia
        > TYŁEM maluchem po rondzie. Za którymś okrążeniem niestety przyrżnęli w faceta
        > wjeżdzającego na rondo. Przyjechała policja, goście byli mocno przerażeni, bo
        > samochód oczywiście należał do tatusia, po czym po chwili podszedł do nich
        > policjant i powiedział, że mogą jechać... bo ten drugi facet nie dość, że ma
        > 1,7 promila we krwi to jeszcze na dodatek twierdzi, że oni jeździli po
        rondzie
        > tyłem.
        > :D
        >



        Ten frakt jako autentyk podany był w gazecie jako zdarzenie z Opolskiego
        ronda, ludzie z Opola kojarzyli nawet okolicę, może Ci Tweoi znajomi są z
        Opola??
    • pan_maro Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 26.08.04, 23:47
      A moja znajoma to mi mówiła że spotkała Kapitana Kirka z USS Enterprise. Z
      początku nie wierzyłem, ale po kilku godzinach spędzonych pod gołym niebem w 34
      stopniowym upale nie byłem już do końca pewien czy była to prawda czy też nie.
      Nie miałem jednak ochoty, zamiaru i możliwości sprawdzać czy rzeczywiście
      Kapitan Kirk odwiedził naszą kochaną planete. Mówiła mi (owa znajoma) że
      Kapitan Kirk stoczył sie do granic zepsucia. Podobno pił z najgorszymi żulami
      spod sklepu nocnego, którzy chełpią sie wypiciem wina jabłkowego marki Mocna
      Żołądkowa Karafka (nazwa autentycza) w mniej niż 2 minuty. Dla wszystkich
      którzy zainteresowali sie losem mojej znajomej powiadam, że czuje sie dobrze,
      nie leczy sie i żyje w dobrych układach z męzem Jabbą the Huttem.
    • Gość: spray Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: *.vline.pl 27.08.04, 22:56
      a ja słyszałam coś takiego:
      Znajomy znajomego ma znajomego (hihi) który ponoć wyszedł wieczorem z amstafem
      na spacer i spotkał kumpli, którzy jechali na jakąś imprezę w domku na
      przedmieściach. Zgarnęli go oczywiście ze sobą, argumentując, ze dom ma ogród i
      pies się wybiega przez noc a on będzie miał spokój.
      No i faktycznie, psa puścili, niech sobie hasa, a sami balangowali do rana. No
      i jak przyszło do powrotu koleś woła swojego psa, ten przybiega, ale cały jest
      w błocie, sierść zmierżwiona, oczy mi się dziwnie błyszczą i ewidentnie coś
      chce swemu panu pokazać. Koleś idzie za psem, staje, przerażony patrzy a tam
      podkop pod ogrodzeniem a u sąsiadów na trawniku leży martwy pudel.. Facet się
      nieżle przestraszył, ze jego amstaff zagryzł psa i że będzie afera. Bał się
      odpowiedzialności, więc niewiele myśląc zawołał kumpli, obgadali plan, jeden
      przeskoczył ogrodzenie i zabrał psie truchło, całe w błocie umazane.
      zaciągneli je do wanny, wymyli, wyszczotkowali, wysuszyli suszarką i takiego
      odnowionego zdechlaka odstawili sąsiadom pod drzwi, że niby ducha wyzionął bez
      niczyjej pomocy na pańskiej wycieraczce.
      Potem się zaczaili i czekali aż sąsiad wstanie i znajdzie psa. ten faktycznie
      niedługo potem otworzył drzwi, zobaczył trupa i krzyknął przerażony:
      BOŻE ŚWIĘTY!! PRZECIEŻ JA CIĘ, PIKUŚ TRZY DNI TEMU ZAKOPAŁEM!!!
      • Gość: Krisyo Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.08.04, 13:26
        Na ćwiczeniach terenowych profesor opowiedział nam pewną historię. Znajoma
        profesora z Wrocławia pochowała męża. Po pogrzebie okazało się, że pochowała go
        w marynarce w której zaszyte było kilka ładnych tysięcy dolarów (a było to za
        komuny). Trudna sprawa, ale postarała się o pozwolenie na ekshumację. Grabarze
        odkopują grób otwierają trumnę a tam same ciuchy, nieboszczyk znikł. Nie
        wiadomo co myśleć, oczywiście są hieny cmentarne które odzierają zmarłych z
        przyodziewku, ale w tej sytuacji było zupełnie na odwrót.
        Sprawa była dość poważna, więc zgłoszono ja na milicję. Milicjanci
        profesjonalnie postanowili urządzić zasadzkę na kogoś lub coś co kradnie ciała
        z grobów. Zaczaili się w krzakach na cmentarzu. Mija północ. Nagle na cmentarz
        wjeżdża Nyska na zgaszonych światłach. Z nyski wyskakują faceci i biorą się
        dziarsko do rozkopywania świeżego grobu. Odkładają kwiaty, znicze i wieńce na
        bok, kopią i wyciągają trumnę. Następnie otwierają ja wyciągają ciało i
        rozbierają sztywniaka do rosołu. Zwłoki pakują do nyski, ubranie do trumny,
        trumna do dołu. Elegancko zasypują pustą trumnę i układają z grubsza na miejsce
        wszystkie pogrzebowe rekwizyty. Nyska rusza a milicja po cichutku za nimi
        ciekawa po co zwyrodnialcom ciało? Nyska jedzie i dojeżdża do miejsca gdzie
        otwiera się brama. Dzielni milicjanci odkrywają straszną prawdę. Miejscem
        docelowym tej nocnej wycieczki jest ferma lisów….
    • Gość: Hania Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: *.ska01.telsat.wroc.pl 27.08.04, 23:11
      Legenda ludowa z trudnych lat 80. Podobno wydarzyła się we Wrocławiu...

      Pewien człowiek wybrał się na obiad do baru mlecznego. Zajął miejsce przy
      stoliku, zostawił teczkę, po czym podszedł do lady, wybrał zupę (powiedzmy:
      pomidorową), drugie danie (na przykład: pierogi), zaniósł pełne talerze do
      swego stolika i jeszcze wrócił po sztućce i kompot. Podchodząc do stolika z
      wielkim zdziwieniem spostrzegł, że przy stole siedzi jakiś młody Murzyn i wcina
      jego pomidorówkę. Facet zastygł ze zdumienia, ale potem ogarnęła go złość.
      Pomyślał, że być może w Afryce jest istotnie bieda, ale to nie upoważnia tego
      tu gbura do zjadania jego obiadu. Przysiadł się więc do stolika i zabrał się
      szybko za zjadanie pierogów. Przy czym patrzył się wyzywająco i z politowaniem
      na Murzyna, który przyglądał mu się zagadkowym wzrokiem.
      Facet jadł z pośpiechem, bojąc się, czy Murzyn nie zacznie mu wyjadać pierogów
      z talerza. Ale nie. Po skonsumowaniu pierogów chwycił kompot, ale Murzyn, który
      skończył zupę zabierał się właśnie do wyjścia i nie łąkomił się na kompot.
      Odchodząc od stolika Murzyn powiedział: "Oj kryszysz, kryszysz" [kryzys,
      kryzys].
      Facet się zeźlił juz zupełnie: co tu mu będzie Murzyn, który zjadł jego zupę o
      kryzysie opowiadał.
      Po chwili człowiek dopił kompot i stwierdził, że już sobie pójdzie. Sięgnął pod
      stół po swoją teczkę. Zmartwiał: teczki nie było. Rozzłoszczony już zabierał
      się do krzyczenia: "złodziej, złodziej, ukradł mi teczkę i zupę", ale
      rozglądając się po sali dostrzegł parę stolików dalej swoją teczkę opartą o
      stolik, na którym stały niektknięte porcje: zupy pomidorowej i pierogów.

      Opowiadały mi to przynajmniej dwie osoby i każda zarzekała się, że to się
      przytrafiło jej znajomemu.

      Pozdrawiam Was wszystkich.
      Hania
      • tomek854 Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 31.08.04, 13:52
        Moj wujek opowiadal mi jak to jego znajomi byli na saksach w Anglii ( lata 70 czy wczesne 80te)
        Zarobili tam troche kasy i postanowili przywiezc sobie Duzego Fiata, ktore tam byly tanie jak barszcz, bo jak tylko angole zopbaczyli co to za shit zaraz sie ich pozbywali.

        No i jada sobie przez polske w czterech tym fiatem, wszyscy pijani jak bele. Zatrzymuje ich milicja, podchodzi jak zwykle do okienka i pada podejrzenie, ze prowadzi pijany. Wiec bioro go do radiowozu, dmucha i wyszlo mu 1.9 promila. Facet krzyczy Malo! Dmucha jeszcze raz, znowu 1.9. To nie moze byc zebym mial mniej niz 2.0! Jedziemy na pogotowie na badanie krwi. Zdumieni policjanci zawiezli go tam, wyszlo mu 2.1 Facet usatysfakcjonowany. Milicjanci grożą mu zabraniem prawa jazdy, a facet "A niby dlaczego? Przeciez ja jestem pasażerem. Nei prowadzę samochodu". Milicjanci skonsternowani, bo przecież zabrali go z lewego siedzenia "A panowie nie zauważyli, że ten samochód ma kierownicę z prawej strony?"
        Milicjanci z powrotem do Nyski i w te pędy do samochodu. Tymczasem jego koledzy
        zahaczyli jakąś przechodzącą dziewczynę i dali jej parę złotych za to, żeby siedziała za kierownicą i pokazała prawo jazdy, że to niby ona prowadziła...
        • Gość: widziane-z-okna Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.04, 16:12
          Pustą, szeroką ulicą w środku nocy jedzie zakosami "maluch", niezbyt szybko,
          ale wężykiem. Wbija się w słup latarni ulicznej.Zgrzyt metalu,potem cisza i
          bezruch.Wezwana przeze mnie pomoc nadjeżdża po chwili i cóż znajduje? Czterech
          barczystych panów bez żadnych obrażeń, lecz w stanie wyraznie wskazującym na
          nadmierne spożycie, stłoczonych na tylnym siedzeniu ....
    • brunosch Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 31.08.04, 14:16
      Nikt nie wspomniał o pacjencie, który schował się w toalecie, żeby zapalić...
      Koleś był tylko na badaniach kontrolnych, w zasadzie nic wielkiego mu nie
      dolegało. Usiadł na sedesie i pali. Jak skończył, wrzucił peta do muszli, a
      wtem jak nie pieprznęło! Okazało się, że salowe czyściły jakims koktajlem
      Mołotowa i resztkę wlały do klopa. Płomień taki, że gościowi opaliło nabiał.
      Wrzask straszny, pielęgniarze na noszach niosą faceta na chirurgię i pytają, co
      mu się stało, jak opowiedział, to ze śmiechu nie wytrzymali i wywalili nosze na
      schodach.
      W efekcie jeszcze mu rękę połamali.
    • maroon Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 31.08.04, 17:32
      A historie o skorpionach i wężach?
      1.Dziecko już miało usiąść na nocniku, gdy mamusia ujrzała w nim tarantulę.
      Nakryła nocnik gazetą i wezwała sanepid, który orzekł, że pająk przywędrował z
      mieszczącej się na parterze hurtownii cytrusów.
      2.Inna pani kupiła dużą jukkę w donicy, a po powrocie do domu okazało się, że w
      doniczce poza jukką jest też skorpion.
      3.I najlepsze:
      W tropikach, skąd pochodzą cytrusy, jadowity wąż ukąsił pomarańczę. W Polsce
      dziecko pomarańczkę zjadło i trafiło na tamten świat.
      Te wspaniałe historie opowiadała parę ładnych lat temu moja ciocia -
      specjalistka od opowieści niesamowitych (ostatnio doniosła, że lady Di jest
      pochowana na cmentarzu dla psów).
      • Gość: baba Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." IP: *.acn.waw.pl 31.08.04, 19:32

        A ja slyszalam, ze w Szwecji kobieta kupila w miescie portowym cala kisc bananow
        do swojego sklepu , a tam w srodku maly waz boa byl...
        • angel.28 Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 31.08.04, 20:48
          hehe al ubawily mnie Wasze historie, a zwlaszcza o zwichnietej zuchwie... ;-)))

          Ja slyszalam historie nominowana do nagrody Darwina: jak to na pogorzelisku,
          ktore kiedys bylo lasem, znaleziono zwloki nurka w pelnym aqalungu czy jak to
          sie tam pisze. No i okazalo sie ze helikopter, pobierajac wode z jeziora aby
          ugasic pozar, przy okazj zgarnal takze nurka...
          • blasphemy Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 01.09.04, 14:47
            angel.28 napisała:

            > hehe al ubawily mnie Wasze historie, a zwlaszcza o zwichnietej zuchwie... ;-
            )))
            >
            > Ja slyszalam historie nominowana do nagrody Darwina: jak to na pogorzelisku,
            > ktore kiedys bylo lasem, znaleziono zwloki nurka w pelnym aqalungu czy jak to
            > sie tam pisze. No i okazalo sie ze helikopter, pobierajac wode z jeziora aby
            > ugasic pozar, przy okazj zgarnal takze nurka...

            To akurat byla czysto teoretyczna, zagadka na logike, skad wzial sie trup w
            akawalungu na pogorzelisku.

            A teraz 'wiadomosc autentyczna' z przedwczorajszego wydania australijskiej
            szmaty "Daily Telegraph" - w jeziorze w Niemczech, przy granicy z Polska
            (sorry, nie zapisalem miejscowosci) grasuje od paru lat karp gigant. Ostatnio
            zjadl jamnika.
      • zieelona Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 22.09.04, 05:44
        A mnie koleżanki - panie nauczycielki (z doświadczeniem) opowiadały historię
        dziecka (znajomego!) co to umarło na skutek spożycia jogurtu z żywymi kulturami
        bakrerii. Bo uczulone było na którąś kulturę.
    • brunosch Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 01.09.04, 08:40
      Jeszcze jedna historia z początków lat '90, jak kwitł handel z Rosjanami.
      Wiele osób kupiło wtedy od nich ślicznego, białego kudłatego pieska, który
      potem wyrósł w wielkiego, groźnego, białego niedźwiedzia polarnego.
      Na nic się nie zdawały oficjalne dementi zoologów, że trudno psa z misiem
      pomylić - historyjka żyła długo i szczęśliwie.
    • quba Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 01.09.04, 09:14
      Lata 60 XX wieku.

      Pewnien znajomy Z jechal syrenka z miasta X do miasta N
      W polowie drogi mijam miasto Z w którym jest ciezkie wizienie
      Za rogatkami zatrzymal go tzw.”lebek” jednym slowem – autostopowicz

      Znajomy zaytrzymal się i zabral autostopowicza A.
      Kiedy ruszyli A zaczal się zwierzac Zetowi ze wlasnie wyszedl z tego wiezienia
      i chce dojechac do miasta N.
      Kierowce ogarnal strach – zaraz mnie zabije, albo okradnie, czy cos w tym stylu.
      I coz pan Z widzi na drodze? Drugi autostopowicz w milicyjnym mundurze.
      Zadowolony Z zatrzymal syrenke. Pasazer A przesiadl się do tylu (odcghylajac
      fotel) i pasazer P w mundurze wsiadl i zajal miejsce kolo kierowcy. On również
      chcial dojechac do miasta N.
      I tak sobie jada. Kierowca zadowolony, bo czuje się bezpieczny, milicja w
      tamtych czasach stanwoila widac sile i wladze.
      Jada, gadaja, na przedmiescaich N pasazer w mundurze mowi – no to ja już tutaj
      wysiadam, jednoczesnie wyciaga nowiutki bloczek mandatowy i mowi tak –
      „obserwowalem pana przez cala drog, tu pan przekroczyl szybkosc, tam [pan
      przejechal na czerwonym swietle, tu pan zrobil to, tam pan zrobil tamto – i w
      ten desen –
      razem mandat 1000 zlotych ( a to była kupa forsy)
      wiec kierowca go zaczyna prosić, panie wladzo, niech mi pan daruje, tralala
      tralala...
      ale gliniarz niewzruszony wypisal mu ten mandat w nowym bloczku, zabral kase i
      poszedl


      ruszyli
      Kierowca i pasazer kryminalista na tylnym siedzeniu

      Kierowca mysli – teraz tan bandyta już wie gdzie ja mam pieniadze i do reszty
      mnie ograbi

      Nagle pasazer się odzywa

      Panie Kierowco, niech pan się nie martwi, pan jast porzadnym czlowiekiem a ten
      glina to lachudra
      Proszę – ma pan te pieniadze z powrotem, ma pan ten bloczek z powrotem


      uklradl mu to, nie ruszajac sie z miejsca, mimo ze siedzial na tylnym
      siedzeniu syrenki za fotelem ktory sie tylko odchyla
      A podobno jak gliniarz zgubil bloczek mandatowy to musial zaplacic za puste
      blankiety sredni mandat za każdy

      No i ten mój znajomy bardzo podziekowal temu „bandycie” i opowiadal te historie
      ze slowami ze Pan Bog się cieszy, kiedy zlodziej zlodzieja okradnie

      Oczywiście dalej dojechali zdrowo i szczesliwie bez zadnych wiecej przygod

      Pozdrawiam serdecznie
    • lowca.masek Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 01.09.04, 10:02
      Aż mnie dziwi, że na żadnym forum nie znalazłem studenckiego "autentyka" z
      egzaminem i żarówkami, który był bardzo popularny kilkanaście lat temu. Może to
      faktycznie autentyk, ale słyszałem go w wersji o tylu uczelniach...
      Otóż: jakiś egzaminator miał zwyczaj zaliczania egzaminu na "jedno pytanie". I
      zadaje studentowi takie: "Ile w tej sali jest żarówek?". Pytany szybko patrzy
      na sufit, liczy i zadowolony odpala "10!". Na to egzaminator wyciąga żarówę z
      kieszeni i tryumfalnie oznajmia "a nie, bo 11".
      Na poprawce sytuacja się powtarza, to samo pytanie, tym razem pada
      odpowiedź "11". Profesor zdziwiony: "ale ja dzisiaj nie mam żarówki w
      kieszeni...". Student sięga więc do swojej i wyciąga żarówkę ze słowami "ale ja
      mam!". Podobno "autentycznie" zaliczył:-)
    • wana Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 01.09.04, 15:08
      Hej!
      A to akurat jest wzięte żywcem z książki Joanny Chmielewskiej, nie pamiętam
      tylko której.
      Pozdrawiam
      wana
    • cazioo Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 22.09.04, 17:19
      the_dzidka napisała:

      > Na forach, a zwłaszcza Humorach, krążą opowieści, ktore zapodawane są
      > jako "autentyk", a przydarzyły się czasem opowiadającym, częściej
      > nieokreślonym znajomym :) Łączy je jedno - zdarzyły się w różnych miejscach,
      > w różnym czasie, różnym ludziom, ale zawsze są autentykami ;) Proponuję
      > stworzyć wątek "se non e vero, e ben' trovato" czyli "nawet jeśli to
      > nieprawdziwe, to dobrze wymyślone" - czyli opowieści o wychowaniu
      > bezstresowym lub kurczaku na taśmie w markecie :)
      > Zaczynam historyjką, która bardzo mi się podobała, ale słyszałam ją z ust
      > trzech różnych osób publicznych (każda, oczywiście, była świadkiem), więc
      > trudno mi uwierzyć w ich prawdziwość: gospodyni wywaliła na śmietnik wiśnie
      > (agrest, porzeczki) pozostałe w tzw. gąsiorze po pędzeniu domowego wina.
      > Wałęsające się po podwórzu kury (gęsi, kaczki) dobrały się do niego i naćpały
      > na amen, po czym zwyczajnie się urżnęły. Gospodyni na widok padłego na
      > podwórku drobiu wszczęła lament, po czym zdecydowała, że skoro jej zwierzyna
      > padła na nieznaną chorobę, to przynajmniej trzeba pierze ocalić!! No to
      > oskubała padło.. A potem padło wytrzeźwiało. Od tego momentu wersje są
      > dwie: ".. wytrzeźwiało i łyse chodziło" i "wytrzeźwiało, ale trzeba było je
      > zarżnąć, bo bez piór męczyły się strasznie na słońcu". Skłaniam się, jeśli
      > już, ku tej drugiej wersji.
      > I czekam na kolejne historie. Se non e vero, e ben' trovato!!!!
      >


      Wiesz co Dzidka, wczoraj ten 'autentyczny autentyk' opowiedziała mi moja
      kolezanka. Dokładnie taki sam przypadek miała jej babcia:). Ciekawe skąd się
      biora takie autentyki. Jeżeli faktycznie miały miejsce to świadczy to o tym, że
      świat jest bardzo mały.
      *<:)<=<
      • cazioo Re: "Moja znajoma była świadkiem, jak..." 22.09.04, 17:23
        jeszce jedno: kiedys rozbawił mnie fakt, jak mój znajomy mi opowiadał o swoim
        egzaminie. Nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że była to sytuacja
        zerżnięta z dowcipów o studentach.
        *<:)<=<

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka