speedy13
08.10.15, 09:10
Wczoraj, w sądzie rejonowym przy Terespolskiej w Warszawie. Siedzimy czekając na naszą sprawę. W ciszy, pustym prawie korytarzem, echo niesie odgłos takiego jakby turlania, turkotanie, jakby coś gdzieś jechało na kółeczkach. Turkot narasta i narasta, a ja rzucam do braciszka:
- Postępowanie się toczy...
I dostajemy wszyscy takiej śmiechawki, że z wielkim trudem opanowujemy się przed wejściem na salę.
(A już po rozprawie i wyroku mama opowiedziała to jeszcze sędziemu :) i sędzia i protokólantka dostali śmiechawki, a ja ze wstydu uciekłem :) )