Dodaj do ulubionych

Śmieszne sytuacje przy nauce języków...

21.12.04, 23:43
Rozpoczyna dowcipem, starym jak świat, ale może już o nim zapomnieliście
Kowalska mówi do Malinowskiej:
- słyszałam że uczysz się francuskiego?
- tak to prawda - mówi Malinowska
- a powiedz mi co to znaczy RIEN
- nic - odpowiada Malinowska
a Kowalska zdziwiona: - jakto nic, przecież musi coś znaczyć
Dla wyjaśnienia słowo "rien" po francusku znaczy "nic"
A teraz z mojego własnego doświadczenia.
Uczyłam się w liceum francuskiego, nie pamietam czy to kartkówka jakaś była,
czy praca samodzielna... W pewnej chwili koleżanka z ławki za mną puka mnie
palcem i pyta: "co to znaczy attends", a ja się odwracam i mówię: "poczekaj".
Mija 5 minut, ona znów mnie puka i pyta: "co to znaczy attends", a ja na to
lekko zdziwiona: "poczekaj". Mija kolejne 5 minut, koleżanka puka mnie w
ramię i znów pyta: "hej, no co to znaczy attends", a ja sobie myślę, no co
ona jakaś?? chyba głupia!! i odpowiadam zniecierpliwiona " no: poczekaj",a
ona poirytowana na to: " no qrczę!!! Ile mogęczekać???
Jak się nietrudno domyślić attends tłumaczymy jako poczekaj.
Jak sobie jeszcze coś przypomnę, to dopiszę... :D
Obserwuj wątek
    • jorn Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 22.12.04, 12:28
      Mój nauczyciel angielskiego opowiadał kiedyś angdotkę, jak to prowadził lekcję
      w jakiejś innej grupie (poziom dość początkujący) i dał im jakieś zadanie,
      którego efektem miało być wypowiedzenie zdania "she is sitting at the tree"
      ("ona siedzi przy drzewie"), ale kursant miał problemy z wypowiadaniem
      głoski 's' i wyszło mu "she is shitting at the tree" ("ona sra przy drzewie").

      Pozdrawiam
      • folkatka Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 22.12.04, 12:36

        Nasza pani, jeszcze w liceum,urządziła nam dyktando. Tekst był o jakiejs
        rodzince, i padało w nim zdanie: " She is very careful about us" (o mamie, ze
        tak bardzo o nas dba). Napisałam "She is very careful about ass" czyli ze ona
        bardzo dba o d...
        Swego czasu ogromnie bawiło mnie słowo "probably". Do tej pory nie wiem
        czemu, ale gdy tylk je słyszałam, rżałam dobrych kilka minut.
        • Gość: Chłopiec z gitarą Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.04, 13:29
          na rosyjskim w ksiazce byl dialog, ktory brzmial mniej wiecej jak:
          Dawaj, pójdziem w miasto :)
          ale mielismy polewki z tego, i powtarzalismy to: Dawaj, pojdziem w miasto :)
          A to znaczylo naprawde po polsku "Chodz, pojdziemy razem" :)
        • frred Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 08.02.05, 08:03
          Nie przy nauce, ale przy okazji wykorzystywania języka obcego.

          Wygłaszałem kiedyś referat po angielsku i nagle zauważam, że sala się śmieje
          nie wiadomo z czego. Zachodziła uzasadniona obawa, że ze mnie.

          Okazało się, że jest to śmiech pozytywny, ponieważ nieświadomie ułożyłem i
          prawidłowo wymówiłem typowego "łamiszczęka" (ang. jawbreaker), czyli zdanie w
          rodzaju "stół z powyłamywanymi nogami".

          Chodziło o podzielność i niepodzielność czegoś tam, która w pewnej sprawie była
          wyraźnie widoczna, co zabrzmiało:

          "The indivisibility is easily visible".
    • konim691 Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 22.12.04, 13:52
      Chodziłam przed maturą na korki z francuskiego,ale na ferie wyjechalam do pracy
      do hotelu,gdzie przyjezdzali tylko Niemcy.Szprechalam łamanym niemieckim 2
      tygodnie, i zaraz po przyjezdzie poszlam na korki z fr. Kobieta pyta sie mnie o
      coś i zamiast odpowiedziec francuskie"tak",z typowo "alpejskim" akcentem,jak
      jodłujaca maturzystka z Tyrolu powiedziałam "joa!"
    • Gość: MojoJojo Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.04, 15:32
      Koleś na pytanie nauczycielki po angielsku "Kto u ciebie w domu sprząta?"
      chciał pewnie odpowiedzieć " my all family clean ....", jednak powiedział "
      holly family clean my house..." :-)
      • kicior99 Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 22.12.04, 15:43
        Pewien Fin (Esko Karppanen, niektorym to cos powie), uczacy sie polskiego w
        Polsce, po dwoch tycodniach nauki poszedl do sklepu i poprosil o... pol kotka.
        (zamiast pol kurczaka)
    • Gość: karolcii Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.man.polbox.pl 22.12.04, 16:38
      historia podobno autentyczna:
      recepcjonistka w hotelu zwraca sie do goscia hotelowego stojacego nieopodal ze
      swoja zona:
      - Sir, may I please you?
      - (odpowiedz pana zerkajacego na zone) Does that come separate on my bill?
      • the_dzidka Zapalniczka i Elvis 22.12.04, 20:46
        Ja (też już o tym pisałam) poprosiłam o gaśnicę zamiast o zapalniczkę w sklepie
        w Berlinie (i tak dobrze, bo mogłam poprosić o straż pożarną na przykład).
        Ostatnio jednak rozwaliły mnie "Rozmowy w Toku", gdzie występował facet
        utożsamiający się z Elvisem Presleyem. On się nawet jako Elvis przedstawiał.
        Zaczęłam jeść dywan, kiedy usłyszałam, co sobie nagrał na automatycznej
        sekretarce:
        "Hallo, this is Elvis Presley, listen? Please talking?"
        Zaiste, mało ma szacunku dla języka ojczystego swojego guru.... ;)
        • xxx131 Re: Zapalniczka i Elvis 22.12.04, 21:13
          ale jeszcze jak to wymawial;) nie moglem sie powstrzymac ze smiechu...
      • Gość: annika Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.ae.wroc.pl 28.12.04, 10:48
        Sytuacja jest jak najbardziej autentyczna (nausznie i naocznie zarejestrowana
        przeze mnie):
        W telewizji pan Zygmunt Chajzer (nie przekręciłam nazwiska?) na jakimś
        konkursie Miss Polonii lub Twarz Roku cy cóś wzywa na scenę jurora
        zagramanicznego jurora: Mister Jakiśtam may I please you here?

        Wpadłam pod stół bo sobie wyobraziłam Zygę w akcji :D
    • kohol Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 22.12.04, 17:09
      Kiedyś pewien mój były szef uczył się polskiego (był pół-Anglikiem, pół-
      Polakiem). Miał sekretarkę i w ogóle pracował na jakims poważanym stanowisku. I
      przyszedł do niego jakiś kontrahent i pyta:
      - A gdzie jest dzisiaj pańska sekretarka?
      - A, była w górach na nartach i nadwerężyła sobie łechtaczkę.
      - Co???
      - Łechtaczkę.
      Gość zrobił duże oczy i zamilkł.
      Potem się okazało, że chodziło o łękotkę.

      A inna historia jest moja, jak uczyła nas angielskiego pewna Amerykanka i
      cośtam rozmawialiśmy. I ja powiedziałam, że My aunt killed a cock. Amerykanka
      pękała ze śmiechu, a ja jej udowadniałam, ze w każdym słowniku cock to znaczy
      kogut. Oczywiście wiedzialam też, co to znaczy gwarowo, ale ona pierwszy raz w
      życiu słyszała, ze cock to kogut (raczej mówi się rooster).
      • Gość: zoskaanka Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.04, 17:17
        kiedyś na lekcji angielskiego czytany był tekścik, w którym wspomniano o
        plemieniu Cherokee Indian, no i jeden uczeń zapytał, co to znaczy, na co inny
        odpowiedział bez wahania "szeroki indianin"


        pewien zaprzyjaźniony cudzoziemiec, któy troszkę znał polski, chciał kupić w
        sklepie różne przyprawy, a znał tylko słowo "sól", więc poprosił o "sól i jego
        kolegi" :))
        • frred Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 08.02.05, 08:15
          Zięć mojej znajomej jest Amerykaniniem. Świetnie mówi po polsku, ale czasem,
          jak to w języku obcym, ma problemy z idiomami.

          Kiedyś przejechał do przyszłej żony i przyszłych teściów (czyli do tej mojej
          znajomej, jej męża i przede wszystkim ich córki) akurat w okresie
          okołoświątecznym, no i trafił na kolendę i księdza.

          Ksiądz się z nim zintegrował, pogadali sobie i na pożegnanie ksiądz mówi:
          - No to z Panem Bogiem! -

          A John nie znał tego zwrotu, nie wiedział, co odpowiedzieć, ale zrozumiał
          intencję i spontanicznie odpowiedział:

          - Z panem też! -
    • klymenystra Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 22.12.04, 17:52
      :)
      juz raz to opisywalam, ale co tam...
      lekcja francuskiego, kumpela ma opisac faceta, ktorego poznala w pociagu. mowi
      wiec "il etait grand, blond... il avait de grands oeufs bleus..." (byl wysokim
      blondynem. mial duze niebieskie jajka). zamiast yeux powiedzialo jej sie
      oeufs :] dobrze, ze poza mna i nauczycielka nikt z grupy nie zauwazyl, bo
      Gosienka nie mialaby spokoju :)
      co nie zmienia faktu, ze jadra potocznie nazywane sa "noisettes" czyli
      orzeszki ;)
    • Gość: Syla Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.12.04, 20:11
      na poczatku nauki niemieckiego chcialam zablysnac podczas miedzynarodowej
      kolacji i juz po posilku powiedzialam do wszystkich, ze jestem pelna jak
      zelazko - ludzie przy stole oczy w slup - a mnie sie zelazko z odkurzaczem
      pomylilo :(

    • kochanica-francuza Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 22.12.04, 21:57
      ćwiczenia z zamawiania potraw:
      -ich bin ein schnitzel (jestem sznyclem)
      -bitte eine schnauze (poproszę pysk/mordę)
      -bitte einen schnauzer (poproszę sznaucera)

      wszystko zamiast: bitte einen schnitzel

      ich wasche mir die Haare (zamiast Haende) vor dem Essen - myję włosy
      (zamiast:ręce)przed jedzeniem
    • Gość: tatanka_iotanka Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.12.04, 19:58
      wyczytane 100 lat temu w Newsweeku :) :

      Anglik miał objąć jakieś stanowisko w filii swojej firmy w Polsce, więc musiał
      nauczyć się języka. Przyjechał do nas znając zaledwie kilka słów. Kolejne
      miesiące spędził na szkoleniu i obserwacji 'tubylców'. Zauważył, iż w Polsce
      jest bardzo dużo czworonogów. Zachwyciła go również nasza troska o
      bezpieczeństwo psów. Szczególnie na drodze. Jeżdżąc samochodem widział wiele
      znaków ostrzegających kierowców o tym, że pies może wybiec na jezdnię i w
      związku z tym należy zachować szczególną ostrożność.
      Jaki to znak?
      Oczywiśćie: uwaga piesi na drodze
      :)))
    • skakanka Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 23.12.04, 23:13
      Na angielskim (he, he, na filologii nawet...) mieliśmy na konwersacji wymyśleć
      jakąś historyjkę, bajkę, czy coś i koleżanka snuła zmyślona opowieść o jakiejś
      dziewczynie i w pewnym momencie padło zdanie: ... and she was dancing on her
      balls... znaczy na bale chodziła i tańczyła. Nauczyciel Irlandczyk z krzesła
      prawie spadł... (balls = no te... męskie... jaja!)
      :)
      • Gość: agulha sliwki IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.12.04, 02:17
        Scena z lekcji języka rosyjskiego; I klasa liceum, rok...ech...1987 chyba...
        Tematyka kulinarna. Poznajemy rosyjskie określenia rozmaitych potraw, napojów
        itepe.
        Pani: KOFIE SO SLIWKAMI
        Kolega (Robert B.) - łooo Jezuuuu....

        Kolega zrozumiał, że Rosjanie piją kawę ze śliwkami. A chodziło oczywiście o
        śmietankę (sliwki, w odróżnieniu od kwaśnej śmietany, która nazywa się smietana
        czy smiotana, czyli tak samo, jak po naszemu...)
    • Gość: aga Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.chello.pl 24.12.04, 12:21
      moja koleżanka zamówiła w restauracji pieczonego ku.tas.a "polla asada"
      zamiast "pollo asado" pieczonego kurczaka, ja natomiast poprosiłam człowieka na
      ulicy żeby mnie urodził zamiast zeby dał mi ognia
      • Gość: Aurelius Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.chello.pl 24.12.04, 14:51
        Z kolei mój kumpel w swym wypracowaniu miast "(...) "and we go on beer" ( poszliśmy na piwo ) napisał " (...) and we go on bear" ( poszliśmy na niedźwiedzia ) :)
        • novaque Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 24.12.04, 16:19
          obecny maz mojej przyjaciolki (z pochodzenia anglik) na poczatku nauki
          polskiego kupil (oczywiscie z pomoca) rekawice. na drugi dzien poszedl sam do
          sklepu i chcial kupic nogawice (czyli skarpetki). a w telefonie zamiast "nowak"
          zapisal mnie "NoFuck"
          lekcja anglika w ogolniaku, temat: kosmos. zadana praca: napisac kilka zdan o
          kosmosie. kolezanka napisala o pojazdach poruszajacych sie po "space sh.it"
          • steinbock Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 28.12.04, 02:34
            > lekcja anglika w ogolniaku, temat: kosmos. zadana praca: napisac kilka zdan o
            > kosmosie. kolezanka napisala o pojazdach poruszajacych sie po "space sh.it"

            w przypadku pojazdów amerykańskich to nawet ma sens :P
        • Gość: arainne Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.bmj.net.pl / *.bmj.net.pl 28.12.04, 22:34
          Za to mój znajomy z grupy angielskiego miał powiedziec zdanie "Chodźmy do kina".
          Powiedział" We lets go to the cinema". Inny kumpel podpowiada mu, ze bez "łi".
          wieęc znajomy poprawia się: "Bez łi lets go to the cinema" ...
      • xelka Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 25.12.04, 21:02
        A mnie się przypomniało, jak to kiedyś na obozie UNESCO, gdzie po raz pierwszy
        miała okazję rozmawiać z rodowitymi Francuzami, szukałam pomysły na przebranie
        na bal i poszłam do Francuzki z zapytaniem; "As-tu une idee pour me vendre?"
        Chodziło mi o jakiś pomysł, który mogłaby mi sprzedać. Powtórzyłam to ze trzy
        razy, zastanawiając się, dlaczego jest taka zszokowana.... Okazało się, że
        zapytałam, czy ma jakiś pomysł, żeby MNIE sprzedać.
    • kochanica-francuza wieczna pomyłka przy nauce języka francuskiego 24.12.04, 22:52
      mylenie "poisson" - ryba z "poison" - trucizna

      i teksty w rodzaju:jak przyjdą moi przyjaciele,to podejmę ich trucizną
    • szwedzka Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 25.12.04, 00:09
      Na kolokwium z niemieckiego do uzupełnienia mieliśmy zdanie:
      Er hat mehr Glück als ...
      Lektorowi chodziło oczywiście o sprawdzenie, czy znamy zwrot "on ma więcej
      szczęścia niż rozumu", więc poprawne było uzupełnienie o słówko "Verstand".
      Tymczasem koleżanka wpisała "ich" i wyszło: "On ma więcej szczęścia niż ja."
      Polecenie brzmiało tylko "Uzupełnij", a że powstało zdanie poprawne pod
      względem logicznym i gramatycznym, lektor musiał taką odpowiedź uznać. I
      uznał. :-)

      Paweł
      • Gość: lalique Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.04, 22:13
        Pamiętam, że wpadłam pod ławke, gdy nasza anglistka zaczęła czytać co ciekawsze
        kwiatki z testu. Polegam on na uzupełnianiu w zdaniach luk jednym wyrazem
        wzietym z tabelki. I po przetłumaczeniu na polski "Jej ..... była podkreślona
        czarnym strojem" moja kupmela zamiast słowa "beauty" napisała "hole".

        ---
        zobacz groszki www.lalique.blox.pl dody mensody
    • Gość: Iv Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.12.04, 22:52
      Kolega na angielskim chciał powiedzieć, że mieszkał ze znajomym w namiocie: I
      slept with my friend in a tent. Lektor (Anglik) tylko się spytał o płeć
      znajomego...
      /po angielsku sleep with tłumaczy się jak po polsku, powinno być: I slept in
      the same tent/
      • Gość: Kropka Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: 195.136.16.* 27.12.04, 00:07
        moja koleżanka na angielskim tłumaczyła zwrot "drive sb mad" (doprowadzać kogoś
        do wściekłości) i wyszło jej "wściekły kierowca" (mad driver)
        --
        The best is yet to come
    • xelka Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 28.12.04, 00:45
      Jeszcze mi się przypomniało jedno zdarzenie, co prawda nie z lekcji języka, ale
      z nim związane. Podróżowałyśmy z koleżanką autostopem. Wyruszyłyśmy dość późno,
      bo koło 10 z Augustowa i miałyśmy rzadki niefart, jeśli chodzi o ilość
      zatrzymanych amochodów. o godzinie 15 byłyśmy u wrót Łomży, a tam wieeelki
      korek. Rozpacz zajrzała nam w oczy. Nie pomogły wypalane przez koleżankę, raz
      za razem papierosy (na ogół samochód zjawiał sie znikąd jak tylko zapaliła).
      Nagle patrzę: hamuje furgonetka, rymsnęłam plecakiem o ziemię wrzeszcząc do
      kolezanki: "pilnuj" i popędziłam do furgonetki. W środku facet gadający po
      rosyjsku. "No da w Warszawu" zapytałam czy na pewno możemy jechać z nim,
      możemy....CUD, tylko trochę mało miejsca w szoferce było na nas dwie i plecaki.
      Pytam, czy możemy pelcaki dac do tyłu na pakę, a on na to "niet, tam bomba".
      Ciemno mi sie zrobiło przed oczami, to były czasy gdy na targu można było od
      Ruskich kupić np uran, co prawda, wiadomości z trzecej ręki to były, bo ja nie
      kupowałam tego nigdy. Myślę sobie, tyle czasu łapiemy i nic, ten się zatrzymał,
      ale z bombą, co robić, postanowiłam nic nie mówic koleżnace, wsiadłyśmy, a ja
      zastanawiałam się kiedy wyłysieję i wypadną mi wszystkie zęby, od
      promieniowania, "bo to wiadomo, jak oni to przechowują?" W drodze
      konwersowałyśmy sobie trochę z panem kierowcą, który okazał sie Łotyszem i był
      bardzo sympatyczny. W toku rozmowy wyszło, że jedzie tranzytem do Niemiec i
      ta "bomba", to nie jest "bomba", tylko "płomba" i dlatego nie mógł otworzyć nam
      drzwi na pakę.
      Nie wiem czy nie zmieniłam koncepcji wątku, ale jakoś mi to tutaj pasowało. Na
      marginesie dodam, że to była moja najdłuższa trasa przejechana autostopem z
      jednym kierowcą, dojechałyśmy do Lubina, po 12 godzinach jazdy, mogłyśmy jechać
      do samego Drezna, ale nie miałyśmy paszportów.
    • emusia Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 28.12.04, 09:25
      identyczne niemal :-)
      w czytance było "I forget", pytam się więc do kolezanki "A. Co znaczy 'I
      forget?'", koleżanka "zapomniałam". więc podnosze rękę i pytam się
      nauczycielea, co znaczy forget, on mówi "zapomniałem". koleżanka posłała mi
      zdziwione spojrzenie i powiedziała "no przecież ci już to powiedziałam przed
      sekundą". a ja nadal nie mogłam zajarzyć, o co im chodzi. zapominają i mają
      pretensje ze przecież mi mówili. dopiero za jakieś 10 minut mnie oświeciło :-)
      • Gość: baba Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.acn.waw.pl 28.12.04, 12:10

        Bedac juz calkiem niezla we francuskiej konwersacji, podeszlam na imprezie do
        przemilego Francuza zamieszkalego w Polsce ze wzgledu na podobno przeurocza
        narzeczona.
        Narzeczona na imprezie byc niestety nie mogla, wiec kolo wyraznie sie ozywil
        mogac pokonwersowac we wlasnym jezyku, a przynajmniej majac pewnosc, ze jest
        dobrze rozumiany.
        BYlo milo od poczatku do konca, ale w pewnym momencie, gosciu sie nieco
        zacukal, kiedy to powtorzylam pochlebna opinie o narzeczonej twierdzac, ze jest
        ciepla osoba.
        Niestety, po francusku "chaud" w odniesieniu do dziewczyny znaczy...napalona :-)
        O drugiej mojej przygodzie, tym razem na obszarze anglojezycznym juz
        wspominalam, ale co tam.
        Tym razem uparlam sie na prowadzenie konwersacji mowiac wiecej po angielskiemu
        niz po angielsku, co jednak zdawalo sie nie przeszkadzac milym rozmowcom.
        Zafrapowalo ich tylko jedno moje stwierdzenie.Zapytana, czy chcialabym pozostac
        dluzej na obczyznie odpowiedzialam, ze niby to bardzo ciekawe doswiadczenie by
        bylo, ale moj maz jest bardzo przywiazany do mojej MACOCHY (stepmother), a ona
        jest wdowa, wiec...
        Chodzilo oczywiscie o tesciowa (mother-in- law).
    • Gość: skakanka znowu Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: 213.76.140.* 28.12.04, 12:37
      concrete - po ang. to nie konkretny, tylko betonowy :). Pamietam, jak kolega
      tlumaczyl cos obcokrajowcom po angielsku, sugerujac, ze musza podjac konkretne,
      kroki, konkretne decyzje, konkretne inwestycje...
      Strasznie duzo tego betonu bylo :). Moje sykniecia i kopniecia w kostke
      pozostawaly bez odzewu :).
      • martuha Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 28.12.04, 19:09
        zaslyszane od kolegi anglisty lubiacego pytac swoich uczniow ze slowek. na
        lekcji przerabiali tekst. w czytance znajodwalo sie slowko "pedestrian", co po
        polsku znaczy przechodzien, osoba idaca chodnikiem, a nie np poruszajaca sie
        autem. na nastepnej lekcji kolega pytal jednego deliwkenta: powiedz, jak po
        angielsku powiedziec przechodzien?" odpowiedz: pederastian!
      • zolwik Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 28.12.04, 20:28
        sprawdzilam w 2 slownikach, to znaczy konkretny
        concrete /'kkrit/
        I n beton m
        II adj
        1. Constr [block, base] betonowy
        2. fig konkretny; in ~ terms konkretnie
        III vt = concrete over
        concrete over: ~ over [sth] wy|betonowaæ [road, lawn]
        • Gość: skakanka znowu Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: 213.76.140.* 29.12.04, 08:53
          Tak, tak, znaczy, znaczy, ale jest to znaczenie któreś z kolei. I w rozmowie to
          naprawdę głupawo brzmi :), IMHO lepiej używać specific, definite, particular w
          połączeniu z takimi rzeczownikami jak wniosek, pomysł, decyzja...
          Miłego dniaaa!!!

          Skakanka
      • asia23bb Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 28.12.04, 21:37
        Nic dziwnego, ze sykniecia pozostaly bez odzewu, bo kolega mial racje:
        "1 : naming a real thing or class of things <the word poem is concrete, poetry
        is abstract>
        2 : formed by coalition of particles into one solid mass
        3 a : characterized by or belonging to immediate experience of actual things or
        events b : SPECIFIC, PARTICULAR c : REAL, TANGIBLE" - www.webster.com
        • mijaczek Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 29.12.04, 06:50
          Nic dziwnego, ze sykniecia pozostaly bez odzewu, bo kolega mial racje:
          > "1 : naming a real thing or class of things <the word poem is concrete, poe
          > try
          > is abstract>
          > 2 : formed by coalition of particles into one solid mass
          > 3 a : characterized by or belonging to immediate experience of actual things
          or
          >
          > events b : SPECIFIC, PARTICULAR c : REAL, TANGIBLE" - www.webster.com



          wszystko zalezy od kontekstu i konstruckji zdania, slowo concrete moglo byc
          uzywane poprawnie lub nie.
    • Gość: mowika Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.04, 19:45
      Może nie przy nauce, ale pocieszne:

      Władysławowo, lato, knajpa na wolnym powietrzu + zespół grający covery.
      Wokalista w pewnym momencie sprawił, że wpadłam pod stolik ze śmiechu:
      "To był kawałek <<You drive me crazy>>, czyli <<Prowadź mnie jak szalonego>>"

      ;-]]]]
      • s.wawelski Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 29.12.04, 07:06
        Nieprawidlowo sobie to przetlumaczylas: "you drive me crazy"
        znaczy "doprowadzasz mnie do szalenstwa" i jest czesto stosowane w zyciu
        potocznym np.: This music drives me crazy.

        Powodzenia w dalszej nauce jezyka Szekspira.

        • klymenystra Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 29.12.04, 08:08
          :) przeczytaj jeszcze az uwaznie powyzszy post i zwroc uwage, gdzie jest
          cudzyslow :)

          tym razem moja wpadka- angielski w pierwszej klasie lo, ja lekko rozkojarzona,
          a profesorka pyta: "co to znaczy pollution". amibtnie wypalilam "polucja!!".
          zapadla dluuuga cisza...
          teraz na studach moich ukochanych filologicznych czesto wpadki mi sie zdarzaja.
          np- jest sobie wyklad z literatury sredniowiecza, w tekscie, ktory pani doktor
          czyta slowko "cilice". "ktos wie, co to znaczy?". mi sie kojazy, ze jakies
          okrycie wierzchnie, wiec wyskakuje "rodzaj płaszcza !" odpowiedz pani
          doktor "... taaaak.... bardzo specyficzny plaszcz. bo chodzi o wlosiennice"...
          namietnie myle tez slowka croc i croute, z ktorych pierwsze oznacza kiel a
          drugie strup lub skorke :) wychodza dziwne rzeczy :)
          pozdrawiam
          • s.wawelski Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 29.12.04, 19:43
            Zwracam honor. Zle przeczytalem tekst.

            Pozdrowienia.
          • s.wawelski Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 29.12.04, 19:52
            Jeszcze mi sie przypomniala sytuacja sprzed lat gdy znajomy Anglik przebywal na
            dlugotrwalej delegacji w Polsce i uczyl sie polskiego. Raz chcial wyrazic idee,
            ze nie bedzie cukru i powiedzial: "Bedzie nie ma cukru".

            Ten sam Anglik poprosil mnie aby mu pomoc cos zalatwic z mechanikiem
            samochodowym. Na moje slowa skierowane do mechanika: "Prosze mu to dobrze
            zrobic, to jest cudzoziemiec", moj znajomy odpowiedzial z boku: "Ja nie
            Niemiec".
    • jollyvonne Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 29.12.04, 23:30
      Przytocze rozmowe jaka odbyla sie pomiedzy moim dzieckiem lat 3,5 a moim mezem,
      dziecko mialo za soba 4 miesieczna nauke jezyka norweskiego (w ktorym rozmowa
      sie odbywala):
      Dziecko: Det kom et nytt barn i dag, HAN heter Camila
      Maz: HUN het Camilla.
      Dziecko: HUND? Hvorfor?
      Maz: Om jenter sier vi HUN.
      Dziecko: Sier vi KATT hvis det er en gutt?

      Slowa HUN i HUND brzmia niemal identycznie (D jest nieme na koncu), a oto cale
      tlumaczenie:

      Dziecko: Dzis przyszlo nowe dziecko do przedszkola, ON nazywa sie Kamila.
      Maz: ONA nazywa sie Kamila.
      Dziecko: PIES? Czemu?
      Maz: Bo na dziewczynki mowimy ONA.
      Dziecko: A na chlopcow mowimy KOT?

      Malo nie wylecielismy z autostrady bo sie poplakalam za kierownica ze smiechu i
      linie mi sie zamazywaly :D
      • Gość: kbb Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.icpnet.pl 30.12.04, 02:17
        jollyvonne, boskie, daj to na forum Norwegia tez :))) !
    • Gość: pereszczako Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.12.04, 11:39
      Ja zawsze turlam się ze śmiechu na lekcjach rosyjskiego. Kiedyś nauczycielka
      powiedziała zdanie "Magazin otkrojen krugłyje sutki" - wszyscy się wymownie na
      siebie patrzą... Wreszcie ktos pyta o co chodzi z tymi sutkami, a to przecież
      znaczy "całą dobę".
      Mówiliśmy też kiedyś o ekologii i pani opowiadała o ludziach, którzy podaplaja
      trawę na polach - oni "zarzygajut i pagibajut", bo to niebezpieczne... Wywołuje
      u nas falę śmiechu.
      A wiecie jak jest po rosyjsku "ostatni krzyk mody"? Paslednij pisk mody.
    • kicior99 Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 31.12.04, 13:22
      Dawno temu, na niemieckim (lektorat na skandynawistyce) zdanie: Der Hund
      klopfte mit dem Schwanz przetlumaczylem odruchowo: pies zamachal czlonkiem...
    • Gość: bazyliszek Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.chello.pl 31.12.04, 16:08
      kolega na angielskim miał napisać na tablicy zdanie "she didn't recognize him,
      because he shave his BEARD". zamiast tego wysmażył "she didn't recognize him,
      because he shave his BIRD"...
    • Gość: bocian Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.05, 00:40
      Koleżanka kiedyś spyała nauczycielkę angielskiego jak są po angielsku "studia
      zaoczne"?
      Po czym wykrzyknęła odkrywczo:
      "Już wiem! Behind eyes"
      A ja do dziś nie wiem jakie jest prawidłowe tłumaczenie:)
      • atra1 Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... 07.02.05, 13:52

        extramural studies, ale to już nie jest zabawne
        papap
        a
      • Gość: Greg Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.02.05, 16:15
        Używa się też "evening studies" lub "weekennd studies".
    • Gość: jaija Re: Śmieszne sytuacje przy nauce języków... IP: *.elblag.dialog.net.pl 08.02.05, 00:58
      Odpadłam kiedyś na lekcji niemieckiego. Praktykantka poprosiła kolegę, żeby ów
      powiedział po niemiecku "Niech żyje pokój". Koles powiedział: "Es lebe das
      Zimmer".
      Owszem, Zimmer to pokój, do mieszkania, ale pokój (taki od gołąbków z 1 maja:D)
      to bodajże der Frieden:D:D:D:DD:D:D:D::D
      Siostra koleżanki zapytała nas kiedyś, co to znaczy Nevermind (chodziło jej, co
      oznacza tytuł płyty Nirvany, było to 10 lat temu:) Powiedziałyśmy,
      że "nieważne". Ona dalej: no ale powiedzcie, co to znaczy? My: No "nieważne"!
      Ona dalej marudziła, a my w śmiech. Jakoś jej to wytłumaczyłyśmy:D
      Kiedyś popisałam się na angielskim. Mieliśmy kartkówkę i baba kazała nam
      prztłumaczyć na angielski m.in słówko "nawóz". Zamiast "fertilizer" pojawiło
      się u mnie, co prawda pokrewne, "fertility", co oznacza... płodność (widziałam
      wcześniej reklamę testera płodności "Fertility tester" i na zasadzie dzwoni,
      ale w którym kościele, wstawiłam tę wdzięczną nazwę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka