jenisiej
16.06.05, 20:14
Kilka słów wstępu:
Szukając spłodzonych niegdyś limeryków znalazłem na swym dysku coś więcej;)
Przed dwoma laty pewien poważny, opiniotwórczy dziennik (by nie uprawiać
kryptoreklamy, nazwijmy go "GW") zamieścił niezwykle istotną informację.
Cytuję in extenso:
Niemcy/ Obudził się nagi na środku ulicy
(PAP) 03-07-2003, ostatnia aktualizacja 03-07-2003 20:24
3.7.Berlin (PAP/Reuters) - Pewien Niemiec zbudził się nagle i odkrył, że stoi
całkiem nagi na środku ulicy swego miasteczka Buchen.
Policja, którą lunatyk zaalarmował telefonicznie w czwartek o godzinie 6.00
rano, pospieszyła nagusowi na pomoc, okazało się bowiem, że nie ma przy sobie
kluczy od mieszkania.
"Mężczyzna czekał na nas w budce telefonicznej, przywieźliśmy mu płaszcz
przeciwdeszczowy, żeby się okrył" - powiedział jeden z policjantów. (PAP)
mmp/ mc/ 2757
Niestety nie doczekaliśmy się przekonującego wyjaśnienia tej tajemniczej
historii. Czyżby interwencja służb specjalnych lub naciski polityków
spowodowały, że Redakcja nabrała wody w usta?
Długo głowiłem się nad rozwiązaniem tej zagadki, aż w końcu doszedłem do
pewnej hipotezy, którą przedstawiłem w formie limeryku:
Raz się ocknął goły facet spod Berlina
pod burdelem. Była szósta już godzina.
Nie miał kasy na autobus,
więc policję wezwał, łobuz.
"Jam lunatyk" - tak tłumaczył - "Moja wina?"
Po namyśle uznałem, że to zbyt lapidarny komentarz, więc swoje wyjaśnienie
tego dramatu z happy endem zawarłem w sonecie, dedykowanym Autorowi notatki,
który przydał jej tytułowi - z pewnością świadomie - szlachetne, klasyczne
metrum amfibrachu:
Obudził się nagi na środku ulicy
w swym Buchen o szóstej nad ranem bez kluczy.
Drży cały od chłodu, a w głowie mu huczy.
Skąd znalazł się tutaj, w tej obcej dzielnicy?
Wtem budkę zobaczył, więc dzwoni strwożony:
"Policja? Przywieźcie płaszcz przeciwdeszczowy,
okryjcie, bo marznę od stóp aż do głowy!
Drzwi domu wyważcie, bo nie ma dziś żony!"
Pomogli. Przeleżał dni kilka, bo osłabł.
Martwili się z żoną, że znów którejś nocy
wyruszy nieświadom w wędrówkę bez celu,
lecz córka im z miasta wieść dobrą przyniosła:
"Lunatyk? Tyś wtedy nie widział na oczy
z pijaństwa i ktoś cię wykopał z burdelu!"
Pozdrawiam:)
P.S. Tajemnicze literki na końcu cytowanej notatki z czymś mi się kojarzą.
Zaraz, zaraz... Kto cenzuruje to forum? Czyżby...
;)