bieski_toperz Rozmwki, wy nad poziomy wylatujecie! 04.07.03, 11:52 Własnie przeczytałam Germanusowe rozmówki - bomba!!! I śmieszne i mądre, po prostu rewelacja. Co do prób innych - nie obraź się Aardzie, ale chyba powinieneś dać sobie tutaj spokój, za duży kontrast. Germanusie, proszę o WIĘCEJ!! Odpowiedz Link Zgłoś
germanus Rozmówki - Uśmiech 07.07.03, 16:45 Zoo-rozmówki Uśmiech Łoś się roześmiał. Sarna od razu zwietrzył podstęp, więc również podstępnie stwierdził: - Na pewno masz powód, by się śmiać. - Wyobraź sobie, że nie mam – odparł z uśmiechem Łoś. - On nie musi mieć, by mieć – rzekł Daniel. - Co? – zdziwił się Sarna. - Nie muszę mieć powodu. Wystarczy myśl... - Myśl to powód. - Nie, powód to byt, a myśl to świadomość. - Mam cię! – niemal wrzasnął Sarna – przecież byt to świadomość. - Ja ci to wyjaśnię – wtrącił Daniel – jeśli według ciebie... - Co według mnie? - ...byt określa świadomość... - No? - to powód określa myśl... - ? - to wyobraźnia określa uśmiech... - ? - i on tylko to powiedział. - Ale ty nie słuchałeś – stwierdził Łoś. - I dołączyłeś powód... - i myśl... - i byt i świadomość... - zupełnie jakbyś zwietrzył jakiś podstęp – zawyrokował Łoś. I to by było na tyle. Znaczy wakacje idommmm. Czyli do zobaczenia po... No chyba żeby ... coś mi się w drodze... Ale nie obiecuję. Bawcie się wesoło. Do września. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Czekamy... 21.08.03, 09:51 Cierpliwie, ale dobrze, że wrzesień już niedaleko :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: maybeline Re: Czekamy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.08.03, 15:10 Germanos, a gdzie było drukowane, jeśli można spytać, jakieś czasopisma, czy coś grubszego ;) ? Kurde, kupiłabym sobie książkę z czymś takim ............. Odpowiedz Link Zgłoś
germanus Rozmowki - Zebranie 28.08.03, 04:59 To co, po wakacjach, prawda? Jak bylo u Was? Gotowi na nowe materialy i przesmiewki z wrazen? Ale smieszne rzeczy widzialem! Az trudno uwierzyc. Np: czy wiecie, jaki meski stroj dominuje w Barwinku? Jak nie wiecie, to sie nie prejmujcie, jeszcze do tego wrocimy. A na razie cos ... przedwakacyjnego. Milej lekturki. Pozdr Aha, z tym drukiem... Nie, ksiazki nie ma, choc moze w przyszosci. To w czasopismach raczej. Trudno dostepne, chyba ze poczytacie moje archiwum. Qrcze, a moze sprobowac przekonac kogo trzeba do druku tych przesmidelek, co? Zoo-rozmówki Zebranie - Zebraliśmy się tu w trójkę… - zaczął Sarna pewnie. - W czwórkę - przerwał mu dziwnie podwójny głos. - Widzę tylko nas trzech - mniej pewnie stwierdził Sarna rozglądając się: - Daniele zawsze chodzą dwójkami - rzekł ten sam głos. - Po prostu przyjmij to do wiadomości - dodał Łoś - raz się nie dziw, raz spójrz w przedstawione ci fakty, raz bierz je jak są - zakończył Łoś długą przemowę sam mocno nią zdziwiony. - Co mam przyjmować za fakt, gdy widzę jednego Daniela - upierał się Sarna. - Jak ktoś ci mówi, że tak jest, jak jest, to to jest fakt, proste, nie? - Łoś przeszedł do analiz. - Jak ktoś mi coś mówi, to to jest, moim zdaniem, opinia, a nie fakt - uparcie stawiał się Sarna. Łoś spojrzał wymownie na Daniele. - Powiedzcie mu… - Widzisz - zaczęły Daniele - ty masz tylko zdanie, a my wiemy, bo istniejemy. - No i masz, dochrapałeś się, powiedziały ci - wypomniał Sarnie Łoś. - Przecież ja nie chrapałem… - No tego by jeszcze było trzeba, prawda, Daniele? - Właśnie - podwójny głos brzmiał mało sympatycznie - zwoływać zebranie i chrapać na nim. Odpowiedz Link Zgłoś
germanus Re: Rozmowki - List 28.08.03, 05:02 Zoo-rozmówki List - Dostałem list - rzekł dziwnie smutnawo Sarna. - Lubię listy - niesmutnawo rzekł Łoś. - Ja niby też - odrzekł Sarna – szczególnie dostawać. - A ja wolę pisać - Daniel starał się być lepszy. - Tak jest, żeby dostawać, trzeba pisać. - Ja piszę, to dostaję - Daniel był ciągle wesolutki. - A ja nie napisałem i dostałem - szczerze wyznał Sarna. - To chyba od cioci - Łoś spróbował być złośliwy. - List od cioci musi być nudny - wtrącił szybko Daniel - co u ciebie, bo ja jestem połamana, wujek ma zapalenie korzonków, pogoda jest brzydka, bądź zdrów... - Daniel dał wyraz nielubienia jakiejś wydumanej cioci. - To nie jest nudny, to jest smutny list - próbował ocenić Sarna. - Kochany, żebyś wiedział - Łoś podniecił się niespodziewanie – ciocia nie pisze listu, tylko księgę zażaleń … - A ja najbardziej lubię liściki - Daniel zawsze umiał znaleźć jasny punkt. - Z taką lekko dwuznaczną treścią? - upewniał się Łoś. - Najlepiej z zupełnie jednoznaczną. - Ale to nie był liścik - wtrącił Sarna - przenajmniej nie taki, o jakim mówicie. - Jak nie był taki, to to nie był liścik - Daniel o liścikach wiedział wszystko. - Ale nie był wcale długi, więc chyba to był liścik - lekko upierał się Sarna. - Z kartką nie ma tych problemów, kartka to kartka - Łoś wszedł na wyższy stopień abstrakcji. - Kartką dużo można powiedzieć - dodał pewny siebie Daniel. - Okazać pamięć... - Albo dać do zrozumienia... - Można podziękować... Sarna poczuł nagle, że nigdy nie wywali z siebie swego smutku, więc wziął głęboki oddech i wyrzucił z siebie jednym tchem: - To był list z banku. Nie zapłaciłem raty za samochód. I już zupełnie nie miał siły zareagować, gdy Łoś rzekł całkiem wesoło: - Oj, jak ja lubię listy od cioci… Odpowiedz Link Zgłoś
germanus Re: Rozmowki - Cofanie 28.08.03, 05:06 Zoo-rozmówki Cofanie Śledź nie wyglądał na zadowolonego. Wieloryb już miał go zagadnąć, ale pomyślał, że jak Śledź ma problem, to powinien się pochwalić. Ryba, jak zwykle, ignorował wszystko i wszystkich. W tej sytuacji Śledziowi nie pozostawało nic innego, jak się pożalić. - Fatalnie się złożyło... – zaczął i zawiesił głos nawet nie tyle z powodu ciągle ignorującego uśmieszku Ryby, co w nadziei na zainteresowanie. - ...z tym cofaniem – kontynuował, gdy nie wzbudził żadnego. To się Rybie spodobało. Taka samokrytyka. Raz, chociaż raz, Śledź się przyznał, że się cofnął. - A dużo się cofnąłeś? – spytał lekko mniej się uśmiechając. - Eee, chyba nie tylko raz – wtrącił szybko Wieloryb w nadziei lepszej rozróbki. - Nie ja, tylko samochód – sprostował Śledź. - Oczywiście, samochód sam się cofnął - domyślił się Ryba. - Oczywiście, bez kierowcy - domyślnie dodał Wieloryb. - Może się stoczył... - Albo kłopoty ręczym hamulcem... - Dajcie spokój, przecież wiecie, że to ja kierowałem tym samochodem – Śledź spróbował zagrać na przyjaźni. - Rzecz w tym, że nie wiemy - rzekł spokojnie Wieloryb - możemy się co najwyżej domyślać. - Ale my się niechętnie domyślamy czyjegoś kłopotu lub winy – poparł go Ryba. - To nie moja wina! – mocno wyrzucił z siebie Śledź. - Ja zwykle orzekanie o winie pozostawiam sądom – nie wycofywał się Ryba. - To łatwo stwierdzić zestawiając fakty – perorował dalej Śledź. - A ja zbieranie faktów, czyli ewidencji pozostawiam policji – Wieloryb trzymał z Rybą. - Ależ ona mi podjechała znikąd... – zaczął Śledź. - Skoro się upierasz... – wpadł mu w słowo Ryba. - ...gdy ja już rozpocząłem manewr cofania – musiał dokończyć Śledź. - ...to cię zapytam – ciągnął Ryba zapełnie nie zważając na rozpaczliwe wysiłki Śledzia. - No, pytaj – odważnie przyzwolił Śledź. - Cofałeś? - Tak... - ...i przywaliłeś? - No tak, ale ona... - ...to jeszcze poczytaj kodeks... – już nie pytał, ale pouczał Ryba. - ...i naucz się przepisów – nie odstawał Wieloryb. - ...a najlepiej nie jeździj już więcej... - ...gdy nie umiesz... - ...bo stwarzasz zagrożenie – ciągnął bezlitośnie Ryba. - ...dla siebie i swego życia – Wieloryb był równie bezlitośny. - ...a co najgorsze... - ...dla życia innych ludzi... - ...Bogu ducha winnych – zakończył Ryba z poważną miną, która zupełnie niespodzianie zastąpiła ignorujący uśmiech. Odpowiedz Link Zgłoś
germanus Re: Rozmowki - Laciate slonce 28.08.03, 05:09 Zoo-rozmówki Łaciate słońce - Lubię, jak coś fajnie idzie - rzekł Śledź w przestrzeń. - I jak się nie spóźnia - zauważył Ryba. - Tego nikt nie lubi - poparł Rybę Śledź. - Mnie tam wszystko jedno - jakoś nijako powiedział Wieloryb. - Czepiasz się spóźnienia, a przecież najciekawszy był jacht - nie miał wątpliwości Śledź. - A może księżyc? - zauważył ostrożnie Wieloryb. - Nie, najciekawszy był żeglarz - ponownie nie miał wątpliwości Śledź. - Historycznie najciekawszy, a obecnościowo małomówny - dał szybką ocenę Wieloryb. - Co fakt, to fakt. Wrobić się nie dał - zgodził się Ryba. - Ale odebrał. - Bo nie miał wyjścia. - Mógł wyjść na jacht. - A widziałeś panią od wręczania? - zapytał Śledź znienacka. - Racja, nie miał wyjścia. - Mógł zaśpiewać! - poddał Ryba. - Do księżyca na sznurku. - To był prawdziwy księżyc - uparł się Śledź. - Nie doceniasz komandora, a komandor potrafi! - podrzucił go Ryba. - To dlaczego nie potrafił przyśpieszyć sztucznych ogni? - Wywiad zawinił - stwierdził ponuro Ryba - A wywiad jest w gestii ministerstwa. - Ministerstwo załatwiało słońce - zaprotestował Wieloryb - sam słyszałem. - I dzięki temu dobrze wyszły zdjęcia grupowe. I nikt nie wpadł do wody. - Choć tak na to liczyłeś - Ryba jak zwykle wiedział na co Śledź liczył. - A widziałeś dwie czerwone damskie marynarki? - ucieszył się Śledź na samą myśl. - To dopiero był pomysł, prawda? - Nie było byka - zgasił ich Wieloryb. - Byk był, ale przy barku. Nie było ringu, by panie mogły walczyć. - Było podium, więc… - Śledź jakby żałował. - Ale podium było zielone… - Bo tam nie sięgało słońce… - Nie sięgało też do barku. - To fakt. I nie oświetlało nadgorliwych. A szkoda - rzekł szczupły Śledź. - Zawsze dowalasz puszystym - podsumował go Wieloryb. - Zawsze oszczędzam głodnych - bronił się Śledź. - A ja zawsze będę lubił wino, kobiety i śpiew - zadeklarował Ryba. - A ja żeglarzy i jachty - zakończył Wieloryb. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Po miesiącu niemal przerwy 22.09.03, 13:18 Czytamy i czekamy na ciąg dalszy :-) Germanusie, do dzieła! Odpowiedz Link Zgłoś
germanus Rozmowki - Szkolenie 24.09.03, 22:12 Zoo-rozmówki Szkolenie - Byłem na szkoleniu - wyznał cicho Sarna. - Nie!? - wrzasnął Daniel z radosnym niedowierzaniem. - Musiało cię coś przymusić - Łoś przeszedł do konkretów. - …o molestowniu seksualnym - ciągle cicho kontynuował Sarna. - I teraz już wiesz, jak molestować - wyciągnął Daniel prosty wniosek. - I teraz wiem, jak rozpoznawać, i jak unikać, i kto to robi, i dlaczego, i jak pomagać - długo i cierpliwie wyjaśnił Sarna. - O-ho - Łoś zabrzmiał z podziwem - już widać skutki treningu. - Przybyło mu cierpliwości - z zazdrością wtrącił Daniel. - Widocznie cierpliwość chroni - niewinnie rzekł Łoś. I zaraz zapytał: - Czy oni noszą brody? - Głupie pytanie! To nie o to chodzi - Sarna jednak leciutko się zniecierpliwił. - A może są wysocy? - Daniel starał się czegoś dowiedzieć. - Raczej niscy i krępi - licytował swoje zdanie Łoś. - To ma sens, tacy zwykle mają więcej kłopotów - zgodził się Daniel. - To nie chodzi o cechy fizyczne, panowie - Sarna podjął wysiłek wprowadzenia porządku w dyskusję. - To może o używki… - …albo przedmioty… - …tak jak kluczyki samochodowe dyndające na palcu - Łoś i Daniel prześcigali się w pomysłach. - To są przeważnie małe, pełzające glisty… - zaczął wyjaśniać Sarna. - Aaa, robale - Daniel jak zwykle myślał szybko. - To mi pasuje - zgodził się Łoś. - …nieefektywni osobnicy rodzaju męskiego… - ?? - …bez autorytetu społecznego… - U-hu, nie podoba mi się to - powiedział powoli Daniel. - …nie akceptowani towarzysko… - wyliczał dalej Sarna, gdy Łoś i Daniel wstali niespodzianie. - To my już sobie pójdziemy - rzekł Łoś na pożegnanie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: olo Re: Rozmówki IP: *.consolidated.net 01.10.03, 00:45 To trzeba wydac w tomiku jakims .I nie ma na co czekac.Jest dobre,nawet bardzo dobre.Bliziutko Mrozka a jednak ciut inaczej.Dobre 4 glosy i mozna etiudki w jakims dobrym radio na dzien dobry i dobranoc Panstwu zrobic.Czesto mysle podobnie obserwujac dzien codzienny a jednak nie powazylem sie na dlugopis i kartke.Fajne.Rob to dalej. pozdr ;) olo Odpowiedz Link Zgłoś
germanus Re: Rozmówki - Interesy 02.10.03, 02:04 Duze dzieki za cieple slowo. Widzicie, z wydawaniem to jest tak, jak nizej. Wydrukowane to tu i owdzie, ale wiekszosc zachowuje sie tak wlasnie. A ja nie mam czasu na prozne przymilanie sie wydawcom. A moze GW? Sprobujcie ich namowic. Powodzenia, z gory dziekuje Zoo-rozmówki Interesy Wieloryb znał tę nieco zatroskaną, a nieco przygnębioną minę Śledzia. Bardziej więc z potrzeby wspomożenia go, niż z potrzeby rozmowy zagadał: - Znowu coś? Śledź był całkowicie pewny, że szczere żale tylko pogorszą jego samopoczucie i zapragnął zignorować Wieloryba. Jednakże Ryba wymądrzył się niespodzianie: - Tak to bywa w interesach. - I z rodziną - dodał Wieloryb. - I z kobietami - domądrzył się Ryba i tego Śledź nie mógł zmilczeć. - Nie odpisał - przyznał szczerze i smutno jenocześnie. - Szczupak? - Wieloryb od razu musiał wszystko wiedzieć. - Miałem rację, choć marna to satysfakcja - ciągnął delikatnie Ryba - tak to bywa w interesach. - Ano bywa - zgodził się cicho Śledź. - Choć nie pytasz o radę, myślę, że możesz zacząć od analizy tego, co napisałeś - spokojnie dodał Ryba. - Na pewno czymś go uraziłeś - wskoczył ze swoim jedynie słusznym zdaniem Wieloryb. - Zignoruj Wieloryba - powiedział Ryba - Szczupak jest na to za mądry. To inteligetna bestia. - I ma własne zdanie - niespodziewanie rozsądnie wtrącił się Wieloryb, może w obawie przed zignorowaniem. - To jeden z filarów mądrości Szczupaka - Ryba dalej traktował Śledzia poważnie - powiedz lepiej, co napisałeś. - Przedstawiłem swoją wizję… - zaczął ciężko Śledź. - Czyli wymądrzyłeś się - Wieloryb wrócił do poprzedniego tonu. Ale Ryba był spokojniejszy: - Wizję druku czy tekstów? - Wizję druku moich tekstów… - I źle, i dobrze. - ocenił Ryba, ciągle bardzo spokojnie - Dobrze, bo teksy twoje i masz prawo przedstawić swoje zdanie, a źle, bo druk Szczupaka. Po co od razu pchać się z wizjami?.. - Bo wizja, to prawie nawiedzenie - próbował śmieszyć Wieloryb, ale nikt się nie roześmiał. A Śledź znów rzekł smutno: - Nie odpisał… - Choć zamówił teksty? - zapytał Ryba. - Nie - przyznał Śledź - ale… - Choć obiecał? - kontynuował Ryba. - Nie… - szczerze przyznawał Śledź - ale dobre wychowanie... - No, niestety, miałem rację - Ryba podsumował Śledzia ostatecznie - tak to bywa w interesach. Odpowiedz Link Zgłoś
tezgucio Re: Rozmówki - Interesy 02.10.03, 21:13 germanus napisał: > Duze dzieki za cieple slowo. Widzicie, z wydawaniem to jest tak, jak nizej. > Wydrukowane to tu i owdzie, ale wiekszosc zachowuje sie tak wlasnie. A ja nie > mam czasu na prozne przymilanie sie wydawcom. A moze GW? Sprobujcie ich > namowic. Powodzenia, z gory dziekuje Chyba mimo wszystko nie zaszkodziłaby przymiarka do małej, choćby pilotażowej broszury. Szkoda tych tekstów. Odpowiedz Link Zgłoś
germanus Re: Rozmówki - Prosto 19.10.03, 19:48 Rozmówki profesjonalne Prosto - Szydło, czy ty zawsze musisz… - zaczął Obcas pytanie, ale urwał. - Co muszę - nie doczekał końca Szydło. - …tak chodzić? - dokończył Obcas.. - Tak, czyli jak? - Widzisz, Zelówa, z nim nie można normalnie - rzekł Obcas niby to spokojnie - powiedz mu, zanim ja mu powiem. - Zygzakiem - Zelówie nie trzeba było dwa razy mówić. - A jak mam chodzić? - Śmieszny jesteś, Szydło, normalnie masz chodzić. - Prosto. Proste, nie ? - wytłumaczył Obcas najprościej, jak umiał. - Albo stać - dodał Zelówa. - Przecież stoję - zaoponował Szydło. - Ale zygzakiem… - Stoję prosto! - Szydło był gotów bronić swej stojącej pozycji. - …myślisz… - Kto tu myśli zygzakiem? - o mało nie spienił się Szydło. - Już ci powiedzieliśmy, że ty… - …więc po co pytasz? - Tak jakbyś chciał tym pytaniem ukłuć! - …tak jakbyś mało kłuł na codzień… - …a tymczasem my obaj mamy rany kłute… - …tak jakbyś mało wbijał się na codzień… - …a my obaj mamy rany wbijane… - Och, jak dobrze, że ty nie możesz siec na oślep… - …bo dopiero by się działo… - …bo czy kto to widział, by siec zygzakiem - ni to spytał, ni to stwierdził Obcas, a Zelówa opuścił głowę, by uniknąć zygzakowatego ukłucia. Odpowiedz Link Zgłoś
germanus Dawno 27.02.04, 06:08 Zoo-rozmówki Dawno - Dawno... - zaczął Łoś zjawiając się znikąd, ale Sarna wpadł mu w słowo: - Za Gomułki? - A kto to był Gomułka? - nie kojarzył Daniel - Sekretarz - za Sarnę odpowiedział Łoś. I uznał za stosowne dorzucić: - Pierwszy zresztą. - Znałem jednego. To dużo było tych pierwszych - Daniel teraz zdawał się coś pamiętać. - Facet, który nie robił długów - Sarna ciągnął jakby z mgły. - I nie dawał paszportów - dopowiedział Łoś. - I lubił dożynki - Sarna dociągał swoje. - Niemożliwe. Sekretarz osobiście nie dawał paszporty. Na dożynkach? - Daniel wyraźnie nie łapał. - Znaczy zakazał. - I długo gadał - Łoś dużo wiedział. - Bo taka była moda - wyjaśnił Sarna. - Mody były wtedy z Diora - nie zgodził się Łoś. - Ta była wschodnia - wyjaśniał dalej Sarna. - Wschodnia moda na gadanie na dożynkach bez paszportów - posumował Daniel, ale nie znalazł uznania w ich oczach.. - No, kilku było - Sarna niespodziewanie wrócił do rachunków. - Przecież nie jednocześnie - Łoś starał się nie stracić poczucia czasu. - Wtedy wszystko wschodnie było modne - rozmarzył się Sarna - Zorki, Pobiedy, Wostoki, ... - Ortaliony, nylony, stylony, kaprony, non-irony! - Czy to wtedy żyło się dostatniej? - znów chciał wiedzieć Daniel. - Chciałem tylko powiedzieć, że dawno mnie tu nie było - Łoś uznał za stosowne nie podjąć tematu. - Achaaaa... - wyachaczyli jednocześnie Sarna i Daniel. Ale Łosia juz nie było. Zniknął, jak się pojawił. Odpowiedz Link Zgłoś
germanus Manhattan 05.03.04, 05:21 Zoo-rozmówki Manhattan - Każdemu według zasług - zauważył niby filozoficznie Śledź. - Masz coś na myśli - mniej filozoficznie poduważył Ryba. - Najlepiej coś konkretnego - douważył Wieloryb. - W Kaliningradzie jest Olsztyn - zuważył spokojnie Śledź. - A w Olsztynie Kaliningrad - oduważył znienacka Ryba. - A w Braniewie Kłajpeda. - Ja mówiłem poważnie - nauważył Śledź. - A my poważnie żartowaliśmy. - To jest dyskoteka. - W Królewcu? - No, w przyszłym Korolewcu - zreuważył Śledź. - To wygląda na pomieszanie pojęć - arbitralnie wdouważył Wieloryb. - To najlepsza dyskoteka w mieście - naduważał Śledź. - To nie wygląda konkretnie - obuważył Ryba. - Przecież dyskoteka to konkret. - A że najlepsza to czyjaś opinia - znieuważył Wieloryb. - Czyli dalej brak konkretu. - Przecież oni na siłę wzorują się na nas - już otwarcie wyuważał Śledź. Tak otwarcie, że nie zauważył zbliżającego się końca. - I dlatego - pouważył Ryba - ... w każdym polskim mieście... - wuważył Wieloryb - ... jest Manhattan - ostatecznie przeuważył Ryba i filozoficznie pochylił się nad mapą nowego województwa. Odpowiedz Link Zgłoś
germanus Piurga 06.03.04, 15:56 Piurga - Kupiłem ekspres... - zaczął Ryba, ale przerwał, bo oczy Śledzia zrobily się jak fajerki. - Pociąg? - oczy Śledia zwiększyły się do rozmiarów talerzy. - ... do kawy - cierpliwie dopowiedział Ryba. - Taaa - Śledź opadł jak zużyty materac. - I co ten ekspres robi? - Wieloryb był jak zawsze konkretny. - Głównie piurga. - Co? - wydawało się przez chwilę, że oczy Śledzia wrócą do poprzednich rozmiarów. - Czyli robi takie pyr-pyr. - To znaczy, że nie piurga, tylko pyrga - to znów konkertny. - Wtedy trzeba wyłączyć - instruował Ryba - bo się przepali. - Jak korek - błysnął Wieloryb - Korek się rozgęszcza! - On nie jest z gomułki, to nie zna drucianych korków. - To mam korek zapalić, by się rozgęścił? - nie wytrzymał Śledź. - Możesz palić, co chcesz. Ja kawy nie palę. - Masz rację, przepalona jest wstrętna - nawet Śledź to wiedział. - Jak w McDonaldzie, stoi na fajerce i się pali. - Podgrzewa - szybko i konkretnie poprawił Wieloryb. - Piurga, zdejmujesz, nalewasz - Ryba mówił jakoś ciepło. - Zdejmujesz maszynę, z czego? - Śledź znów wyraźnie stracił wątek. - Z fajerki. I nie maszynę, tylko naczynie - trzeba przyznać, że Rybie nie brakło cierpliwości. - Taki zaparzacz? - No ... - Nieraz zwany włoskim - śledził dalej Śledź. - No... - To to nie jest ekspres - Śledź dumnie wydał wyrok. - Ale jaka pyszna kawa - Ryba piurgnął łyk kawy z filizanki. Odpowiedz Link Zgłoś