• bieski_toperz Rozmwki, wy nad poziomy wylatujecie! 04.07.03, 11:52
      Własnie przeczytałam Germanusowe rozmówki - bomba!!! I śmieszne i mądre, po
      prostu rewelacja.
      Co do prób innych - nie obraź się Aardzie, ale chyba powinieneś dać sobie tutaj
      spokój, za duży kontrast.
      Germanusie, proszę o WIĘCEJ!!
      • germanus Rozmówki - Uśmiech 07.07.03, 16:45
        Zoo-rozmówki

        Uśmiech

        Łoś się roześmiał. Sarna od razu zwietrzył podstęp, więc również podstępnie
        stwierdził:
        - Na pewno masz powód, by się śmiać.
        - Wyobraź sobie, że nie mam – odparł z uśmiechem Łoś.
        - On nie musi mieć, by mieć – rzekł Daniel.
        - Co? – zdziwił się Sarna.
        - Nie muszę mieć powodu. Wystarczy myśl...
        - Myśl to powód.
        - Nie, powód to byt, a myśl to świadomość.
        - Mam cię! – niemal wrzasnął Sarna – przecież byt to świadomość.
        - Ja ci to wyjaśnię – wtrącił Daniel – jeśli według ciebie...
        - Co według mnie?
        - ...byt określa świadomość...
        - No?
        - to powód określa myśl...
        - ?
        - to wyobraźnia określa uśmiech...
        - ?
        - i on tylko to powiedział.
        - Ale ty nie słuchałeś – stwierdził Łoś.
        - I dołączyłeś powód...
        - i myśl...
        - i byt i świadomość...
        - zupełnie jakbyś zwietrzył jakiś podstęp – zawyrokował Łoś.

        I to by było na tyle.
        Znaczy wakacje idommmm.
        Czyli do zobaczenia po...
        No chyba żeby ... coś mi się w drodze...
        Ale nie obiecuję.
        Bawcie się wesoło.
        Do września.
        • aard Czekamy... 21.08.03, 09:51
          Cierpliwie, ale dobrze, że wrzesień już niedaleko :-))
          • Gość: maybeline Re: Czekamy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.08.03, 15:10
            Germanos, a gdzie było drukowane, jeśli można spytać, jakieś czasopisma, czy
            coś grubszego ;) ?
            Kurde, kupiłabym sobie książkę z czymś takim .............
            • germanus Rozmowki - Zebranie 28.08.03, 04:59
              To co, po wakacjach, prawda?
              Jak bylo u Was?
              Gotowi na nowe materialy i przesmiewki z wrazen?
              Ale smieszne rzeczy widzialem! Az trudno uwierzyc.
              Np: czy wiecie, jaki meski stroj dominuje w Barwinku?
              Jak nie wiecie, to sie nie prejmujcie, jeszcze do tego wrocimy.
              A na razie cos ... przedwakacyjnego. Milej lekturki. Pozdr

              Aha, z tym drukiem... Nie, ksiazki nie ma, choc moze w przyszosci. To w
              czasopismach raczej. Trudno dostepne, chyba ze poczytacie moje archiwum.
              Qrcze, a moze sprobowac przekonac kogo trzeba do druku tych przesmidelek, co?

              Zoo-rozmówki

              Zebranie

              - Zebraliśmy się tu w trójkę… - zaczął Sarna pewnie.
              - W czwórkę - przerwał mu dziwnie podwójny głos.
              - Widzę tylko nas trzech - mniej pewnie stwierdził Sarna rozglądając się:
              - Daniele zawsze chodzą dwójkami - rzekł ten sam głos.
              - Po prostu przyjmij to do wiadomości - dodał Łoś - raz się nie dziw, raz
              spójrz w przedstawione ci fakty, raz bierz je jak są - zakończył Łoś długą
              przemowę sam mocno nią zdziwiony.
              - Co mam przyjmować za fakt, gdy widzę jednego Daniela - upierał się Sarna.
              - Jak ktoś ci mówi, że tak jest, jak jest, to to jest fakt, proste, nie? - Łoś
              przeszedł do analiz.
              - Jak ktoś mi coś mówi, to to jest, moim zdaniem, opinia, a nie fakt - uparcie
              stawiał się Sarna.
              Łoś spojrzał wymownie na Daniele.
              - Powiedzcie mu…
              - Widzisz - zaczęły Daniele - ty masz tylko zdanie, a my wiemy, bo istniejemy.
              - No i masz, dochrapałeś się, powiedziały ci - wypomniał Sarnie Łoś.
              - Przecież ja nie chrapałem…
              - No tego by jeszcze było trzeba, prawda, Daniele?
              - Właśnie - podwójny głos brzmiał mało sympatycznie - zwoływać zebranie i
              chrapać na nim.
              • germanus Re: Rozmowki - List 28.08.03, 05:02
                Zoo-rozmówki

                List

                - Dostałem list - rzekł dziwnie smutnawo Sarna.
                - Lubię listy - niesmutnawo rzekł Łoś.
                - Ja niby też - odrzekł Sarna – szczególnie dostawać.
                - A ja wolę pisać - Daniel starał się być lepszy.
                - Tak jest, żeby dostawać, trzeba pisać.
                - Ja piszę, to dostaję - Daniel był ciągle wesolutki.
                - A ja nie napisałem i dostałem - szczerze wyznał Sarna.
                - To chyba od cioci - Łoś spróbował być złośliwy.
                - List od cioci musi być nudny - wtrącił szybko Daniel - co u ciebie, bo ja
                jestem połamana, wujek ma zapalenie korzonków, pogoda jest brzydka, bądź
                zdrów... - Daniel dał wyraz nielubienia jakiejś wydumanej cioci.
                - To nie jest nudny, to jest smutny list - próbował ocenić Sarna.
                - Kochany, żebyś wiedział - Łoś podniecił się niespodziewanie – ciocia nie
                pisze listu, tylko księgę zażaleń …
                - A ja najbardziej lubię liściki - Daniel zawsze umiał znaleźć jasny punkt.
                - Z taką lekko dwuznaczną treścią? - upewniał się Łoś.
                - Najlepiej z zupełnie jednoznaczną.
                - Ale to nie był liścik - wtrącił Sarna - przenajmniej nie taki, o jakim
                mówicie.
                - Jak nie był taki, to to nie był liścik - Daniel o liścikach wiedział wszystko.
                - Ale nie był wcale długi, więc chyba to był liścik - lekko upierał się Sarna.
                - Z kartką nie ma tych problemów, kartka to kartka - Łoś wszedł na wyższy
                stopień abstrakcji.
                - Kartką dużo można powiedzieć - dodał pewny siebie Daniel.
                - Okazać pamięć...
                - Albo dać do zrozumienia...
                - Można podziękować...
                Sarna poczuł nagle, że nigdy nie wywali z siebie swego smutku, więc wziął
                głęboki oddech i wyrzucił z siebie jednym tchem:
                - To był list z banku. Nie zapłaciłem raty za samochód.
                I już zupełnie nie miał siły zareagować, gdy Łoś rzekł całkiem wesoło:
                - Oj, jak ja lubię listy od cioci…
                • germanus Re: Rozmowki - Cofanie 28.08.03, 05:06
                  Zoo-rozmówki

                  Cofanie

                  Śledź nie wyglądał na zadowolonego. Wieloryb już miał go zagadnąć, ale
                  pomyślał, że jak Śledź ma problem, to powinien się pochwalić. Ryba, jak zwykle,
                  ignorował wszystko i wszystkich. W tej sytuacji Śledziowi nie pozostawało nic
                  innego, jak się pożalić.
                  - Fatalnie się złożyło... – zaczął i zawiesił głos nawet nie tyle z powodu
                  ciągle ignorującego uśmieszku Ryby, co w nadziei na zainteresowanie.
                  - ...z tym cofaniem – kontynuował, gdy nie wzbudził żadnego.
                  To się Rybie spodobało. Taka samokrytyka. Raz, chociaż raz, Śledź się przyznał,
                  że się cofnął.
                  - A dużo się cofnąłeś? – spytał lekko mniej się uśmiechając.
                  - Eee, chyba nie tylko raz – wtrącił szybko Wieloryb w nadziei lepszej rozróbki.
                  - Nie ja, tylko samochód – sprostował Śledź.
                  - Oczywiście, samochód sam się cofnął - domyślił się Ryba.
                  - Oczywiście, bez kierowcy - domyślnie dodał Wieloryb.
                  - Może się stoczył...
                  - Albo kłopoty ręczym hamulcem...
                  - Dajcie spokój, przecież wiecie, że to ja kierowałem tym samochodem – Śledź
                  spróbował zagrać na przyjaźni.
                  - Rzecz w tym, że nie wiemy - rzekł spokojnie Wieloryb - możemy się co najwyżej
                  domyślać.
                  - Ale my się niechętnie domyślamy czyjegoś kłopotu lub winy – poparł go Ryba.
                  - To nie moja wina! – mocno wyrzucił z siebie Śledź.
                  - Ja zwykle orzekanie o winie pozostawiam sądom – nie wycofywał się Ryba.
                  - To łatwo stwierdzić zestawiając fakty – perorował dalej Śledź.
                  - A ja zbieranie faktów, czyli ewidencji pozostawiam policji – Wieloryb trzymał
                  z Rybą.
                  - Ależ ona mi podjechała znikąd... – zaczął Śledź.
                  - Skoro się upierasz... – wpadł mu w słowo Ryba.
                  - ...gdy ja już rozpocząłem manewr cofania – musiał dokończyć Śledź.
                  - ...to cię zapytam – ciągnął Ryba zapełnie nie zważając na rozpaczliwe wysiłki
                  Śledzia.
                  - No, pytaj – odważnie przyzwolił Śledź.
                  - Cofałeś?
                  - Tak...
                  - ...i przywaliłeś?
                  - No tak, ale ona...
                  - ...to jeszcze poczytaj kodeks... – już nie pytał, ale pouczał Ryba.
                  - ...i naucz się przepisów – nie odstawał Wieloryb.
                  - ...a najlepiej nie jeździj już więcej...
                  - ...gdy nie umiesz...
                  - ...bo stwarzasz zagrożenie – ciągnął bezlitośnie Ryba.
                  - ...dla siebie i swego życia – Wieloryb był równie bezlitośny.
                  - ...a co najgorsze...
                  - ...dla życia innych ludzi...
                  - ...Bogu ducha winnych – zakończył Ryba z poważną miną, która zupełnie
                  niespodzianie zastąpiła ignorujący uśmiech.
                  • germanus Re: Rozmowki - Laciate slonce 28.08.03, 05:09
                    Zoo-rozmówki

                    Łaciate słońce

                    - Lubię, jak coś fajnie idzie - rzekł Śledź w przestrzeń.
                    - I jak się nie spóźnia - zauważył Ryba.
                    - Tego nikt nie lubi - poparł Rybę Śledź.
                    - Mnie tam wszystko jedno - jakoś nijako powiedział Wieloryb.
                    - Czepiasz się spóźnienia, a przecież najciekawszy był jacht - nie miał
                    wątpliwości Śledź.
                    - A może księżyc? - zauważył ostrożnie Wieloryb.
                    - Nie, najciekawszy był żeglarz - ponownie nie miał wątpliwości Śledź.
                    - Historycznie najciekawszy, a obecnościowo małomówny - dał szybką ocenę
                    Wieloryb.
                    - Co fakt, to fakt. Wrobić się nie dał - zgodził się Ryba.
                    - Ale odebrał.
                    - Bo nie miał wyjścia.
                    - Mógł wyjść na jacht.
                    - A widziałeś panią od wręczania? - zapytał Śledź znienacka.
                    - Racja, nie miał wyjścia.
                    - Mógł zaśpiewać! - poddał Ryba.
                    - Do księżyca na sznurku.
                    - To był prawdziwy księżyc - uparł się Śledź.
                    - Nie doceniasz komandora, a komandor potrafi! - podrzucił go Ryba.
                    - To dlaczego nie potrafił przyśpieszyć sztucznych ogni?
                    - Wywiad zawinił - stwierdził ponuro Ryba - A wywiad jest w gestii ministerstwa.
                    - Ministerstwo załatwiało słońce - zaprotestował Wieloryb - sam słyszałem.
                    - I dzięki temu dobrze wyszły zdjęcia grupowe. I nikt nie wpadł do wody.
                    - Choć tak na to liczyłeś - Ryba jak zwykle wiedział na co Śledź liczył.
                    - A widziałeś dwie czerwone damskie marynarki? - ucieszył się Śledź na samą
                    myśl.
                    - To dopiero był pomysł, prawda?
                    - Nie było byka - zgasił ich Wieloryb.
                    - Byk był, ale przy barku. Nie było ringu, by panie mogły walczyć.
                    - Było podium, więc… - Śledź jakby żałował.
                    - Ale podium było zielone…
                    - Bo tam nie sięgało słońce…
                    - Nie sięgało też do barku.
                    - To fakt. I nie oświetlało nadgorliwych. A szkoda - rzekł szczupły Śledź.
                    - Zawsze dowalasz puszystym - podsumował go Wieloryb.
                    - Zawsze oszczędzam głodnych - bronił się Śledź.
                    - A ja zawsze będę lubił wino, kobiety i śpiew - zadeklarował Ryba.
                    - A ja żeglarzy i jachty - zakończył Wieloryb.
                    • aard Po miesiącu niemal przerwy 22.09.03, 13:18
                      Czytamy i czekamy na ciąg dalszy :-)
                      Germanusie, do dzieła!
                      • germanus Rozmowki - Szkolenie 24.09.03, 22:12
                        Zoo-rozmówki

                        Szkolenie

                        - Byłem na szkoleniu - wyznał cicho Sarna.
                        - Nie!? - wrzasnął Daniel z radosnym niedowierzaniem.
                        - Musiało cię coś przymusić - Łoś przeszedł do konkretów.
                        - …o molestowniu seksualnym - ciągle cicho kontynuował Sarna.
                        - I teraz już wiesz, jak molestować - wyciągnął Daniel prosty wniosek.
                        - I teraz wiem, jak rozpoznawać, i jak unikać, i kto to robi, i dlaczego, i jak
                        pomagać - długo i cierpliwie wyjaśnił Sarna.
                        - O-ho - Łoś zabrzmiał z podziwem - już widać skutki treningu.
                        - Przybyło mu cierpliwości - z zazdrością wtrącił Daniel.
                        - Widocznie cierpliwość chroni - niewinnie rzekł Łoś. I zaraz zapytał:
                        - Czy oni noszą brody?
                        - Głupie pytanie! To nie o to chodzi - Sarna jednak leciutko się
                        zniecierpliwił.
                        - A może są wysocy? - Daniel starał się czegoś dowiedzieć.
                        - Raczej niscy i krępi - licytował swoje zdanie Łoś.
                        - To ma sens, tacy zwykle mają więcej kłopotów - zgodził się Daniel.
                        - To nie chodzi o cechy fizyczne, panowie - Sarna podjął wysiłek wprowadzenia
                        porządku w dyskusję.
                        - To może o używki…
                        - …albo przedmioty…
                        - …tak jak kluczyki samochodowe dyndające na palcu - Łoś i Daniel prześcigali
                        się w pomysłach.
                        - To są przeważnie małe, pełzające glisty… - zaczął wyjaśniać Sarna.
                        - Aaa, robale - Daniel jak zwykle myślał szybko.
                        - To mi pasuje - zgodził się Łoś.
                        - …nieefektywni osobnicy rodzaju męskiego…
                        - ??
                        - …bez autorytetu społecznego…
                        - U-hu, nie podoba mi się to - powiedział powoli Daniel.
                        - …nie akceptowani towarzysko… - wyliczał dalej Sarna, gdy Łoś i Daniel wstali
                        niespodzianie.
                        - To my już sobie pójdziemy - rzekł Łoś na pożegnanie.

    • aard W górę! 30.09.03, 10:35
      Nie dajmy się milczeniu :-)
    • Gość: olo Re: Rozmówki IP: *.consolidated.net 01.10.03, 00:45
      To trzeba wydac w tomiku jakims .I nie ma na co czekac.Jest dobre,nawet bardzo
      dobre.Bliziutko Mrozka a jednak ciut inaczej.Dobre 4 glosy i mozna etiudki w
      jakims dobrym radio na dzien dobry i dobranoc Panstwu zrobic.Czesto mysle
      podobnie obserwujac dzien codzienny a jednak nie powazylem sie na dlugopis i
      kartke.Fajne.Rob to dalej. pozdr ;) olo
      • germanus Re: Rozmówki - Interesy 02.10.03, 02:04
        Duze dzieki za cieple slowo. Widzicie, z wydawaniem to jest tak, jak nizej.
        Wydrukowane to tu i owdzie, ale wiekszosc zachowuje sie tak wlasnie. A ja nie
        mam czasu na prozne przymilanie sie wydawcom. A moze GW? Sprobujcie ich
        namowic. Powodzenia, z gory dziekuje

        Zoo-rozmówki

        Interesy

        Wieloryb znał tę nieco zatroskaną, a nieco przygnębioną minę Śledzia. Bardziej
        więc z potrzeby wspomożenia go, niż z potrzeby rozmowy zagadał:
        - Znowu coś?
        Śledź był całkowicie pewny, że szczere żale tylko pogorszą jego samopoczucie i
        zapragnął zignorować Wieloryba. Jednakże Ryba wymądrzył się niespodzianie:
        - Tak to bywa w interesach.
        - I z rodziną - dodał Wieloryb.
        - I z kobietami - domądrzył się Ryba i tego Śledź nie mógł zmilczeć.
        - Nie odpisał - przyznał szczerze i smutno jenocześnie.
        - Szczupak? - Wieloryb od razu musiał wszystko wiedzieć.
        - Miałem rację, choć marna to satysfakcja - ciągnął delikatnie Ryba - tak to
        bywa w interesach.
        - Ano bywa - zgodził się cicho Śledź.
        - Choć nie pytasz o radę, myślę, że możesz zacząć od analizy tego, co
        napisałeś - spokojnie dodał Ryba.
        - Na pewno czymś go uraziłeś - wskoczył ze swoim jedynie słusznym zdaniem
        Wieloryb.
        - Zignoruj Wieloryba - powiedział Ryba - Szczupak jest na to za mądry. To
        inteligetna bestia.
        - I ma własne zdanie - niespodziewanie rozsądnie wtrącił się Wieloryb, może w
        obawie przed zignorowaniem.
        - To jeden z filarów mądrości Szczupaka - Ryba dalej traktował Śledzia
        poważnie - powiedz lepiej, co napisałeś.
        - Przedstawiłem swoją wizję… - zaczął ciężko Śledź.
        - Czyli wymądrzyłeś się - Wieloryb wrócił do poprzedniego tonu. Ale Ryba był
        spokojniejszy:
        - Wizję druku czy tekstów?
        - Wizję druku moich tekstów…
        - I źle, i dobrze. - ocenił Ryba, ciągle bardzo spokojnie - Dobrze, bo teksy
        twoje i masz prawo przedstawić swoje zdanie, a źle, bo druk Szczupaka. Po co od
        razu pchać się z wizjami?..
        - Bo wizja, to prawie nawiedzenie - próbował śmieszyć Wieloryb, ale nikt się
        nie roześmiał. A Śledź znów rzekł smutno:
        - Nie odpisał…
        - Choć zamówił teksty? - zapytał Ryba.
        - Nie - przyznał Śledź - ale…
        - Choć obiecał? - kontynuował Ryba.
        - Nie… - szczerze przyznawał Śledź - ale dobre wychowanie...
        - No, niestety, miałem rację - Ryba podsumował Śledzia ostatecznie - tak to
        bywa w interesach.
        • tezgucio Re: Rozmówki - Interesy 02.10.03, 21:13
          germanus napisał:
          > Duze dzieki za cieple slowo. Widzicie, z wydawaniem to jest tak, jak nizej.
          > Wydrukowane to tu i owdzie, ale wiekszosc zachowuje sie tak wlasnie. A ja nie
          > mam czasu na prozne przymilanie sie wydawcom. A moze GW? Sprobujcie ich
          > namowic. Powodzenia, z gory dziekuje

          Chyba mimo wszystko nie zaszkodziłaby przymiarka do małej, choćby pilotażowej
          broszury. Szkoda tych tekstów.
          • germanus Re: Rozmówki - Prosto 19.10.03, 19:48
            Rozmówki profesjonalne

            Prosto

            - Szydło, czy ty zawsze musisz… - zaczął Obcas pytanie, ale urwał.
            - Co muszę - nie doczekał końca Szydło.
            - …tak chodzić? - dokończył Obcas..
            - Tak, czyli jak?
            - Widzisz, Zelówa, z nim nie można normalnie - rzekł Obcas niby to spokojnie -
            powiedz mu, zanim ja mu powiem.
            - Zygzakiem - Zelówie nie trzeba było dwa razy mówić.
            - A jak mam chodzić?
            - Śmieszny jesteś, Szydło, normalnie masz chodzić.
            - Prosto. Proste, nie ? - wytłumaczył Obcas najprościej, jak umiał.
            - Albo stać - dodał Zelówa.
            - Przecież stoję - zaoponował Szydło.
            - Ale zygzakiem…
            - Stoję prosto! - Szydło był gotów bronić swej stojącej pozycji.
            - …myślisz…
            - Kto tu myśli zygzakiem? - o mało nie spienił się Szydło.
            - Już ci powiedzieliśmy, że ty…
            - …więc po co pytasz?
            - Tak jakbyś chciał tym pytaniem ukłuć!
            - …tak jakbyś mało kłuł na codzień…
            - …a tymczasem my obaj mamy rany kłute…
            - …tak jakbyś mało wbijał się na codzień…
            - …a my obaj mamy rany wbijane…
            - Och, jak dobrze, że ty nie możesz siec na oślep…
            - …bo dopiero by się działo…
            - …bo czy kto to widział, by siec zygzakiem - ni to spytał, ni to stwierdził
            Obcas, a Zelówa opuścił głowę, by uniknąć zygzakowatego ukłucia.
            • aard Czy to naprawdę koniec z rozmówkami? 26.02.04, 13:20
              Buuuuuu...
              • ugo Germanus, come back!!! 26.02.04, 14:12
                • germanus Dawno 27.02.04, 06:08
                  Zoo-rozmówki

                  Dawno

                  - Dawno... - zaczął Łoś zjawiając się znikąd, ale Sarna wpadł mu w słowo:
                  - Za Gomułki?
                  - A kto to był Gomułka? - nie kojarzył Daniel
                  - Sekretarz - za Sarnę odpowiedział Łoś. I uznał za stosowne dorzucić:
                  - Pierwszy zresztą.
                  - Znałem jednego. To dużo było tych pierwszych - Daniel teraz zdawał się coś
                  pamiętać.
                  - Facet, który nie robił długów - Sarna ciągnął jakby z mgły.
                  - I nie dawał paszportów - dopowiedział Łoś.
                  - I lubił dożynki - Sarna dociągał swoje.
                  - Niemożliwe. Sekretarz osobiście nie dawał paszporty. Na dożynkach? - Daniel
                  wyraźnie nie łapał.
                  - Znaczy zakazał.
                  - I długo gadał - Łoś dużo wiedział.
                  - Bo taka była moda - wyjaśnił Sarna.
                  - Mody były wtedy z Diora - nie zgodził się Łoś.
                  - Ta była wschodnia - wyjaśniał dalej Sarna.
                  - Wschodnia moda na gadanie na dożynkach bez paszportów - posumował Daniel, ale
                  nie znalazł uznania w ich oczach..
                  - No, kilku było - Sarna niespodziewanie wrócił do rachunków.
                  - Przecież nie jednocześnie - Łoś starał się nie stracić poczucia czasu.
                  - Wtedy wszystko wschodnie było modne - rozmarzył się Sarna - Zorki, Pobiedy,
                  Wostoki, ...
                  - Ortaliony, nylony, stylony, kaprony, non-irony!
                  - Czy to wtedy żyło się dostatniej? - znów chciał wiedzieć Daniel.
                  - Chciałem tylko powiedzieć, że dawno mnie tu nie było - Łoś uznał za stosowne
                  nie podjąć tematu.
                  - Achaaaa... - wyachaczyli jednocześnie Sarna i Daniel.
                  Ale Łosia juz nie było. Zniknął, jak się pojawił.
                  • aard Sprowokowałem? 01.03.04, 13:15
                    :-)))))))))))))))))))))
                    • germanus Manhattan 05.03.04, 05:21
                      Zoo-rozmówki

                      Manhattan

                      - Każdemu według zasług - zauważył niby filozoficznie Śledź.
                      - Masz coś na myśli - mniej filozoficznie poduważył Ryba.
                      - Najlepiej coś konkretnego - douważył Wieloryb.
                      - W Kaliningradzie jest Olsztyn - zuważył spokojnie Śledź.
                      - A w Olsztynie Kaliningrad - oduważył znienacka Ryba.
                      - A w Braniewie Kłajpeda.
                      - Ja mówiłem poważnie - nauważył Śledź.
                      - A my poważnie żartowaliśmy.
                      - To jest dyskoteka.
                      - W Królewcu?
                      - No, w przyszłym Korolewcu - zreuważył Śledź.
                      - To wygląda na pomieszanie pojęć - arbitralnie wdouważył Wieloryb.
                      - To najlepsza dyskoteka w mieście - naduważał Śledź.
                      - To nie wygląda konkretnie - obuważył Ryba.
                      - Przecież dyskoteka to konkret.
                      - A że najlepsza to czyjaś opinia - znieuważył Wieloryb.
                      - Czyli dalej brak konkretu.
                      - Przecież oni na siłę wzorują się na nas - już otwarcie wyuważał Śledź.
                      Tak otwarcie, że nie zauważył zbliżającego się końca.
                      - I dlatego - pouważył Ryba
                      - ... w każdym polskim mieście... - wuważył Wieloryb
                      - ... jest Manhattan - ostatecznie przeuważył Ryba i filozoficznie pochylił
                      się nad mapą nowego województwa.
                      • germanus Piurga 06.03.04, 15:56
                        Piurga

                        - Kupiłem ekspres... - zaczął Ryba, ale przerwał, bo oczy Śledzia zrobily się
                        jak fajerki.
                        - Pociąg? - oczy Śledia zwiększyły się do rozmiarów talerzy.
                        - ... do kawy - cierpliwie dopowiedział Ryba.
                        - Taaa - Śledź opadł jak zużyty materac.
                        - I co ten ekspres robi? - Wieloryb był jak zawsze konkretny.
                        - Głównie piurga.
                        - Co? - wydawało się przez chwilę, że oczy Śledzia wrócą do poprzednich
                        rozmiarów.
                        - Czyli robi takie pyr-pyr.
                        - To znaczy, że nie piurga, tylko pyrga - to znów konkertny.
                        - Wtedy trzeba wyłączyć - instruował Ryba - bo się przepali.
                        - Jak korek - błysnął Wieloryb
                        - Korek się rozgęszcza!
                        - On nie jest z gomułki, to nie zna drucianych korków.
                        - To mam korek zapalić, by się rozgęścił? - nie wytrzymał Śledź.
                        - Możesz palić, co chcesz. Ja kawy nie palę.
                        - Masz rację, przepalona jest wstrętna - nawet Śledź to wiedział.
                        - Jak w McDonaldzie, stoi na fajerce i się pali.
                        - Podgrzewa - szybko i konkretnie poprawił Wieloryb.
                        - Piurga, zdejmujesz, nalewasz - Ryba mówił jakoś ciepło.
                        - Zdejmujesz maszynę, z czego? - Śledź znów wyraźnie stracił wątek.
                        - Z fajerki. I nie maszynę, tylko naczynie - trzeba przyznać, że Rybie nie
                        brakło cierpliwości.
                        - Taki zaparzacz?
                        - No ...
                        - Nieraz zwany włoskim - śledził dalej Śledź.
                        - No...
                        - To to nie jest ekspres - Śledź dumnie wydał wyrok.
                        - Ale jaka pyszna kawa - Ryba piurgnął łyk kawy z filizanki.
    • lolyta Germanusie, masz maila na gazecie, odpowiedz, pls! 01.03.04, 03:23

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka