Dodaj do ulubionych

wspomnienia z kolonii/obozów

    • wed Re: wspomnienia z kolonii/obozów 25.09.03, 17:31
      To ja tez sie dorzuce, bo temat rewelacyjny, a i mysle ze Was zaskocze;). Było
      to chyba na przelomie '80 i '90 gdzies kolo nowego sącza(?), bylem w
      najstarszej grupie, która nie mogła sobie wymyslic nazwy, bo przeciez nie
      moglismy byc "komandosami" czy "piratami" jak to bywało za młodu. A jako, ze
      jakis szaleniec przywiózł ze sobą żelazko do prasowania, które potem okazało
      się hitem całej kolonii, nazwaliśmy się "Zelazka". Problem pojawil sie przy
      piosence, bo przeciez kazda grupa musiala miec swoją. Szczęsliwe trafił się w
      naszej grupie pewien chlopak, wtedy był "gwiazda" tv, bo wystepowal w programie
      dla mlodziezy "Trzepak" ( bylo cos takiego, chyba w regionalej krakowskiej ) i
      wykorzystując swój artystyczny talent wymyslił nam...wierszyk. I mieliśmy
      wierszyk zamiast piosenki. Az sam sie dziwie, ale zapamietalem go dokladnie do
      dzis. Wyglądał tak:

      Żelazko potrzebne jest bacy
      gdy rano wstaje do pracy
      by spodnie mieć piękne na kant
      żelazko potrzebne na gwałt

      żelazka, kochane żelazka!
      dziś dla was kołnierzyk to fraszka
      a jutro je ciepnąć na złom
      bo bardzo zużyte już są!

      Motyw z bacą i "ciepnięciem", które brzmiało bardzo po góralsku pojawił sie
      wobec faktu, iż autor miał ksywkę Baca. Ale nie wiem zupełnie dlaczego.

      Oczywiście były wszelkie opisywane wyzej atrakcje, a obrączki do slubów robilo
      sie z wydrążonego owocu dzikiej róży.Zawartość lądowała w czyimś łóżku. No i
      jeszcze były mecze z innymi koloniami w piłkę, chrzty, podczas których można
      było dać upust najdzikszym fantazjom i wiele innych rzeczy....

      pozdrawiam, wed
    • peter.steele Re: wspomnienia z kolonii/obozów 25.09.03, 19:39
      Moje kolonie jedyne w zyciu był luxusowe.
      Super autokar nas dowiózł z gadńska do władysławowa
      prysznice pokoje naprawde lux Był to rok 1987?? lub 1986
      Ale był z nami taki gośc co chodził w taki kapelusiku jak sie chodzi na ryby
      lub teraz mozna kupic w sklepach skejtowskich. jak mu cos sie wyalało na stól
      wycierał stół i go zakładal dostał ksywke Warchlak. Był tez egon i regan.
      Wspaniałe czasy.
      najlepszy był stefanek syn higienistki która zakazała jeśc lody ( z powodu
      salmonelii)ale za 10 minyt synek szedł z wielkim lodem prtawie cała kolona
      chciała go zakopac zywcem.
      • Gość: Kayleigh Re: wspomnienia z kolonii/obozów IP: *.gliwicki.necik.pl 25.09.03, 20:54
        Ja ,jako 10-letnie dziecię na kolonii w Brzustowie namiętnie brałam udział w
        zawodach w oddychaniu powietrzem z czepka kąpielowego (każdy kolonista musiał
        mieć).Kładliśmy się na lóżkach,czepek na twarz i kto dłużej wytrzymał pod
        czepkiem.Te czepki tak ekstra falowały z każdym wdechem i wydechem,niektórzy
        oszukiwali i zakładali je nieszczelnie,ale był specjalny sędzia,który takich
        delikwentów dyskwalifikował.Dobrze,że nikt się nie udusił;)
        • Gość: germanio Ucieczka z kolonii IP: *.da.ru / 213.191.80.* 26.09.03, 18:43
          Ja pamietam oboz jezykowy w Bydgoszczy gdzies na poczatku lat 80-tych. Do jedzenia nie bylo praktycznie nic wiec zajadalismy sie platkami kukurydzianymi (jedyna rzec dostepna bez kartek). Z kilkorgiem ludzmi ktoregos wieczoru wyszlismy na koncert Maanamu za to zamkneli nas w budynku na 2 dni. Pamietam spalismy po 2 na jednym lozku i to wcale nie z pobudek seksualnych, tylko kierownictwo szkoly, w ktorej mieszkalismy nie dogadalo sie z biurem podrozy, ktore kolonie organizowalo co do liczby uczestnikow.
          Po tygodniu mialam dosyc, dowiedziawszy sie przypadkowo, ze Bydgoszczy mieszka moja rodzina (10 woda po kisielu, ktorej nigdy przedtem ani potem nie widzialam) zadzwonilam do nich, zeby mnie odwiezli do dziadkow mieszkajacy 100 km dalej bez uzgodnienia z kierownictwem kolonii. Od dziadkow trafilam do domu sama. Pamietam, ze pytala o mnie milicja.
          • Gość: a to ja Tamte czasy... IP: *.iig.pl / *.iig.pl 27.09.03, 00:49
            Jeździłam na kolonie pod koniec lat 70-tych.Wiele historii pamiętam do dziś :

            - raz spóźniłam się na wyjazd na kolonie do Ptaków k.Kolna bo...szukałyśmy z
            mamą czereśni "na drogę".Dojechałam następnego dnia i ..nie znaleziono już
            wolnego łóżka dla mnie. Spałam pomiędzy dwoma zsuniętymi - do czasu
            odwiedzin.Rodzice chyba zrobili raban. Ja tam nie narzekałam;-)
            Ktoś na koloniach miał wszy i bałam się, że z tego powodu mi też każą ściąć
            dłuuugie włosy.Miałam szczęście.
            Wszyscy okupowaliśmy pobliski sklep spożywczy i ...wykupowaliśmy lizaki po 50gr
            (białe,żółte lub różowe)- chyba jedyną dostępną "słodycz".
            Nikogo stamtąd nie pamiętam.Skończyłam wtedy II kl. podstawówki.Stare dzieje...
            Później bywało ciekawiej...

            A na obozie w Łebie np. zgubiłam po kilku dniach portfel z pieniędzmi(wtedy
            jeździło się jeszcze na trzytygodniowe turnusy, więc do końca było daleko a
            poczta bardzo wolno przesyłała pieniążki).
            Zgłosiłam się do gościa, który miał chyba szklarnie w okolicy dworca PKP.
            Malowałam ogrodzenie, za kasę, z pomocą kolegów. Jakoś przeżyłam...
            Obejrzałam większość repertuaru w miejscowym kinie- bo zwracano nam za bilety.
            Po jednym z seansów wylądowaliśmy sporą grupką w tamtejszej jednostce
            wojskowej.Wejść było łatwo - wychodziliśmy chowając się od świateł reflektora
            penetrującego okolicę.
            W moim mieście miał być "wtedy" koncert BUDGIE. W radio puszczali ich kawałki a
            my zazdrościliśmy tym, którzy zostali w domu i mogli iść na koncert. Jak się
            potem okazało - koncert się nie odbył, więc nie mieliśmy już czego żałować.

            Albo Mrozy k.Ełku .
            Eeech,to se ne wrati.



          • jfalek Re: Ucieczka z kolonii 08.10.03, 16:24
            > Ja pamietam oboz jezykowy w Bydgoszczy gdzies na poczatku lat 80-tych. Do
            jedze^|
            > nia nie bylo praktycznie nic wiec zajadalismy sie platkami kukurydzianymi
            (jedy
            > na rzec dostepna bez kartek). Z kilkorgiem ludzmi ktoregos wieczoru wyszlismy
            n
            > a koncert Maanamu za to zamkneli nas w budynku na 2 dni. Pamietam spalismy po
            2
            > na jednym lozku i to wcale nie z pobudek seksualnych, tylko kierownictwo
            szkol
            > y, w ktorej mieszkalismy nie dogadalo sie z biurem podrozy, ktore kolonie
            organ
            > izowalo co do liczby uczestnikow.
            > Po tygodniu mialam dosyc, dowiedziawszy sie przypadkowo, ze Bydgoszczy
            mieszka
            > moja rodzina (10 woda po kisielu, ktorej nigdy przedtem ani potem nie
            widzialam
            > ) zadzwonilam do nich, zeby mnie odwiezli do dziadkow mieszkajacy 100 km
            dalej
            > bez uzgodnienia z kierownictwem kolonii. Od dziadkow trafilam do domu sama.
            Pam
            > ietam, ze pytala o mnie milicja.
        • Gość: jedno z wielu... Re: wspomnienia z kolonii/obozów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.09.03, 19:45
          kiedyś na obozie spalismy w szkole po wkradnieciu sie do jednej z klas
          ułozylismy stos łuzek do samego sufitu..........
          • Gość: Hienka Re: wspomnienia z kolonii/obozów IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 30.09.03, 14:57
            Moje naj..naj.. były kiedyś Brzózki gdzieś koło Wolina lata -3x ok 1980
            pierwsze miłości
            striptease koleżanki w oknie pałacyku ( w dworku mieszkali chłopcy )
            stylowe pokoje i nowe znajomości
            pocałunki na trasie dworek-pałacyk
            A z lat późniejszych pracujące wakacje w NRD gdie pomylono nam grupy i zamiast
            w firmie zajmującej się piwkiem i innymi napojami wylądowaliśmy przy sadzeniu
            lasu....specjalną machiną
            Jak chłopcy - miejskie - pracowali przy wyrębie lasu
            Jak wszystko poszło na napoje wyskokowe I mam do dzisiaj burą suszarkę "cud
            techniki z NRD
    • Gość: M. Re: wspomnienia z kolonii/obozów IP: *.warszawa.tktelekom.pl 30.09.03, 19:28
      witam, co do mioch wspomnien z koloni to pewnie byly i dobre ale wiadomo ze te
      zle na dluzej zostaja w pamieci, wiec:
      - drewniane, dziwnie sliskie podligi w lazienkach
      - u mnie tez byl wielki gar z chochla, ale nie bylo w nim herbaty tylko kawa
      inka - zimna, ohydna ale jak sie chcialo pic to trzeba bylo zatkac nos i pic
      - salowa ktora chodzila po pokojach, nachylala sie nad dzieciakami i sprawdzala
      czy spia, jak uslyszala jakies smiechy chichy to robila taki raban ze pol
      koloni budzila
      - na pierwszej koloni w domku naprzeciwko ul szerszeni - raz jeden na czole mi
      usiadl, cale szczescie ze nie uzadli
      - chrzest - bicie pokrzywami, wielkimi pokrywami od garow a na koniec zjedzenie
      mikstury z musztrady, oleju, papryki i innych tajemniczych skladnikow
      takze kolonie niekonicznie mi sie podobaly, ale za to obozy jak najbardziej:
      - wieksza swoboda
      - schodzenie po rynnie zeby skoczyc do sklepu po wino
      - gadanie przez okno z ludzmi zakwaterowanymi w bloku obok
      - pokazy sztucznych ogni - dezodorant+zapalniczka
      - no i oczywiscie zielone noce i budzenie sie calym w pascie, a potem zemsta ;)
      - i pewnie cos jeszcze ale w tej chwili nie pamietam
      pozdro
    • Gość: Aska Sromowce Wyżne - Orle Gniazdo IP: 195.136.95.* 01.10.03, 10:26
      A ja oprócz wielu kolonii (jezdziłam co roku) pamiętam fantastyczną rzecz -
      mianowicie takie kolonie 6-tygodniowe - chodziło się tam do szkoły,
      organizowane jakoś przez Kuratorium, chyba, bo załatwiało się to w szkole - w
      Sromowcach Wyżnych w Pieninach. Było to dla dzieci w 3-cich i 4-tych klasach.
      Odbywało się to w sezonie pażdziernik-marzec więc generalnie jesien-zima.
      Rano były wycieczki i spacery po obiedzie 4 lekcje, wieczorami dyskoteki i inne
      rozrywki. Byłam dwa razy. W tym raz w okresie Świąt i Sylwestra. Wspominam to
      badzo mile...
      A teraz z przyjemnością po kilkunastu latach pojechałam w Pieniny i
      odnalazłam "Orle Gniazdo"....
      Pozdrawiam
      Aśka
    • Gość: bart NAJLEPSZE FORUM< TERAZ COS MOJEGO ;) IP: *.75.107.123.Dial1.Stamford1.Level3.net 02.10.03, 18:53
      Jezdzilem od pierwszej klasy szkoly podstawowej na kolonie i zimowiska, i jak
      czytam te wspominki to naprawde sie milo na duszy robi ;))) To byly beztroskie
      czasy, pierwsze pocalunki, alkohol, heh... dzieci nie to co teraz..

      Ale z najciekawszych:

      2 klasa LO, Tenczynek, schronisko letnie - znalezlismy z kumplami dzikie
      czeresnie - wielkie drzewo, uginalo sie cale od owocow, a ze byl to oboz
      wedrowny to trzeba bylo oszczedzac na jedzeniu (aby bylo za co pic ;)) Wiec
      siedlismy na to biedne drzewo - caly oboz sie nazarl, pobralismy zapasy, ja
      chyba przecholowalem z czeresniami (nie wspomne ze potem ostro dalismy w
      palnik) i z rana caly pokoj byl "zasypany" wydrylowanymi czeresniami ;))

      Ten sam oboz, gdzies pod granica czeska, chyba okolice Nysy. Oczywiscie
      wycieczka do czech byla bardzo owocna... zakupilismy mnostwo bulek (piwo) i
      chleba (wodeczki), pokoj 20 osobowy, zbiorowka, impreza na calego, siedze sobie
      na pietrowym lozku, czuje kilmat, jest GIT. No to wstaje i celebruje ten
      moment - z piwskiem w reku dre sie na caly pokoj ZDROWIE - no i wlasnie sie tak
      dre a tu patrze nasz kochany Pan Dyrektor stoi, a wszyscy na mnie sie gapia jak
      na wariata... szybko usiadlem. ;))

      6 klasa szkoly podstawowej, gdzies w Czechach. Pierwsze proby z piwkiem,
      oczywiscie kontrole, ale zastosowalismy metody wczesniej juz opisywane
      (chowanie, wnoszenie) trzeba tylko gdzies bezstresowo obalic. No a ze prysznice
      byly z pol kilometra dalej to w reczniki - mydelko, szampon i piwko - po dwa) i
      dawaj spacerkiem. Na korytarzu zastrzymuje nas Pani Krysia - wychowawczyni.
      Chlopcy - dokad idziecie, no a my spanikowani - buraczki - no, no myy myy pod
      prysznic... no to pokazcie co w recznikach macie... no i wpadka. Tuz przed meta
      koloni, tuz przed spotkaniem z rodzicami oddala nam: to prezenty dla tatusiow.

      Ta sama kolonia: Pani Krysia pstryka zdjecia walkmanem - wszyscy kleja z niej
      na calego a ona sie cieszy ze mamy takie ladne usmiechy do zdjecia ;)))


      8 klasa: Slowacja. Mamy fajna paczke, czlowiek w 8 klasie juz dorosly (sic!!!)
      dyskoteki i te sprawy, no i cos by sie poderwalo. Ludzie.... nie spodziwalem
      sie ze dziewczyny moga byc tak napalone - jako ledwie opierzony kurczak mialem
      prawie full serwis z kolezanka juz na pierwszej randce (ja bylem w szoku).
      Kazala sprawdzac wielkosc swego biustu (reszta to cenzura)


      No i BA BUMY - wybieganie na korytarz - robienie niesamowitego halasu - walenie
      o sciany, podlogi, porecze, a potem do pokojow i struganie wariata... to byly
      piekne czasy ;)))


      heh - a jeszcze sanatorium 5 klasa - Ciechocinek - pielegniarki po 20 - 24 lata
      (praktykantki sie nami opiekowaly) co wieczor zagladaly pod pizamke czy
      przypadkiem majtek nie ma, no i dwa razy w tygodniu kapiel porzadna pod
      nadzorem tych slicznotek - myly plecki i wloski ;))) Ze czlowiek w piatej
      klasie tak malo swiadomy, ehh... Ci z szostej juz nie byli tak kontrolowani!
    • Gość: Zendryk Re: wspomnienia z kolonii/obozów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.10.03, 14:37
      Hej-ho, jaki fajny temat! Gratuluję pomysłu! Posłuchajcie moich opowieści, są
      zaiste koszmarne, w dodatku mam wrażenie, że mogą byc doskonałym dokumentem
      epoki, bo ja "wypoczywałam" na koloniach w latach Gierkowskich...
      OPWIEŚĆ PIERWSZA
      Mam 10 lat, bardzo chcę pojechać na zimowisko z moją przyjaciółką Anią. Moi
      rodzice stają na głowie i... Załatwione, wyjeżdżamy do Giewartowa - gdzieś w
      Wielkopolsce chyba, na zimowisko MPO = przedsiębiorstwo oczyszczania miasta, w
      uroczym (zewnętrzenie) pałacyku - w sporym parku, nad jeziorem. Wymóg pierwszy -
      wszystkie dzieci muszą mieć pantofle domowe na filcu, ze względu na zabytkowe
      posadzki. Parkietów żadnych nie pamiętam, za to już pierwszego dnia, dzięki
      filcowi na papciach fiknęłam kozła i spadłam, po spiralnych drewnianych
      schodach dwa piętra w dół. Mój kręgosłup był siny, z trudem chodziłam, ale nikt
      sie tym nie przejął - za to rano na porannej gimnastyce (tak, tak, było coś
      takiego) pilnowano abym na pewno robiła przysiady i skłony, i nie opuszczała
      żadnego ćwiczenia! Ale ostra jazda miała się dopiero zacząć, bo po dwóch dniach
      dostałam gorączki i mocno zachorowałam - i znów nikt mi nie wierzył, pani
      mówiła, że chcę się wykpić z wieczorku rozpoznawczego, który miał się za chwile
      rozpocząć. Uznana za symulantkę ubrałam sie więc w swoją szałową bananówę - to
      były długie spódnice do ziemi z "bananowych" klinów, w kwiaty - mówię wam szał!
      I zeszłam po słynnych schodach do jadalni gdzie rozpoczynały się owe balety. Na
      parkiecie z chłopcami ze starszej grupy szalała pani Luiza - nasza
      wychowawczyni. Po zabawie choroba mnie ścięła i w nocy zaczęłam z gorączki
      majaczyć. Do tego zaraziłam Anię i rankiem wezwali learza, który uznał, że
      trzeba nas zamknąc w izolatce! A co tam się działo opowiem wam jutro - dostałam
      zlecenie i muszę wziąć się za pracę. Ne pewno tu wrócę.
      • Gość: Lola Re: wakacyjna przygoda wychowawczyni IP: *.pekao.com.pl 03.10.03, 15:07
        Na pewnych koloniach mieszkalismy w jakiejs wiejskiej szkole. Spalismy w
        bardzo duzych salach lekcyjnych. W jednej sali spala cala grupa + wychowawca
        (odgrodzony od malolactwa takim lekarskim parawanem). Nasza wychowawczynia
        byla pewna dosyc ladna studentka, ktora przez prawie caly tydzien adorowal
        malo atrakcyjny zaopatrzeniowiec. Pewnego dnia (a raczej nocy) - a dzialo sie
        to w pierwszej polowie turnusu - nie moglam zasnac. Bylo juz bardzo pozno
        (wszystkie dzieciaki elegancko chrapaly) a ja caly czas przewalalam sie z boku
        na bok. W pewnym momencie skrzypnely drzwi wejsciowe i do sali zaczal wkradac
        sie ow zaopatrzeniowiec. Wsunal sie za parawan do pomieszczenia "naszej pani".
        Przez pewiem czas bylo bardzo cicho, jesli nie liczyc drobnego mlaskania.
        Nastepnie zaczelo rozlegac sie bardzo charakterystyczne, cichutkie (i
        swiadomie tlumione) skrzypienie metalowego lozka. W nastepnych dniach bardzo
        sie dziwilam dlaczego "nasza pani" juz nie rozmawia z zaopatrzeniowcem (a
        wrecz go unika). W ktoras niedziele przyjechal jej chlopak - do tej pory sie
        dziwie jak ta kobieta mogla pojsc do lozka z takim oblesnym typkiem jak ow
        zaopatrzeniowiec, majac takiego przystojnego faceta. Ale moze podniecala ich
        swiadomosc obecnosci trzydziestu gowniarzy za parawanem?
        • ignatz Re: wakacyjna przygoda wychowawczyni 05.10.03, 17:55
          Kurcze, miałem identyczną sytuację - kolonie były w Gdańsku-Wrzeszczu, tylko że
          nie był to zaopatrzeniowiec, a jeden z kolonistów (!!) tylko że z najstarszej
          grupy. Potem nad ranem znowu zostałem obudzony skrzypieniem drzwi - kolega
          amanta przyszedł po niego coby ranne budzenie nie zastało go in flagranti :-)
    • namche Re: wspomnienia z kolonii/obozów 05.10.03, 15:12
      Moja szanowna rodzicielka do dzis wspomina, jak w wieku 18 lat pojechala na
      kolonie do Jastrzebiej Gory. Z braku zajec przez tydzien kupowaly w piekarni
      drozdzowki, potem sprzedawaly je z 100% przebitka plazowiczom.

      A potem sie jej znudzilo i pojechala do domu, do Gdyni. Nikt nie zauwazyl jej
      absencji :)

      Juz nie wrocila :))))))
    • Gość: Wroza Re: wspomnienia z kolonii/obozów IP: *.bredband.comhem.se 05.10.03, 23:37
      Nowe Siodlo/Mieroszow/Gory Stolowe. Lata 80. Ktos mi gwizdnal elektryczna
      golarke. Po malym dochodzeniu slad padl na gang dziewczyn z sali na III
      (ostatnim) pietrze. Wybralem sie tam nastepnej nocy, zapalilem swiatlo i
      robilem "porzadki" w szafkach. Ktoras nie wytrzymala i chcac spac powiedziala
      gdzie jest maszynka (to bylo wtedy zdaje sie 1800 zl). Znalazlem maszynke i
      udalem sie do mojego pokoju na pietro I. Na drugim pietrze spal kierownik,
      ktory oczywiscie nie spal. I oczywiscie spytal mnie co ja robie o tej
      porze. "Bylem po maszynke" padla moja odpowiedz.
    • Gość: u Re: wspomnienia z kolonii/obozów IP: *.kim.pl / *.kim.pl 10.10.03, 21:12
      hehe a ja na pierwszej kolonii w zyciu bylam w miejscowosci ktorej juz nie ma
      bo ja zalali - nazywala sie maniowy k/czorsztyna, a mieszkalismy w takim fajnym
      starym dworku. a hymnem kolonii byla piesn "morze nasze morze". dodam ze do gor
      bylo blizej niz do morza ale co tam. bylo fajnie, mialam na drobne wydatki 50
      zlotych od rodzicow. Wydalam juz w pierwszym tygodniu :)
    • Gość: motyl69 Re: wspomnienia z kolonii/obozów IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.03, 07:07
      Witam!
      Od 83 do 89 jeżdziłem na obozy żeglarskie na Mazury.Kamień nad Bełdanami
      (dokładnie ośrodek "Startu").Obecnie żegluga mazurska ponowiła kursy "białą
      flotą"z zatrzymaniem się w Kamieniu.Na najlepszym obozie"84" była akcja ze
      Zbychem.Otóż rzeczony kolega postanowił z kompanami wyruszyć pod nieobecność
      kierownika obozu do Mikołajek po tzw alpy.Po południu widzimy statek,który
      niemalże mierzy w nasz "port".Lekkie zaniepokojenie i......wszystko jasne.
      Ze względu na małe zanurzenie,tego rodzaju statek może podpłynąć bardzo
      blisko.Nieopodal znajdował się bardzo długi pomost dla wędkarzy.W scenerii
      chowającego się słońca widzimy kilka postaci jak czmychają z dziobu statku na
      pomost,a statek na wstecznym wraca na kurs.Tego wieczora kierowniczka-równa
      babka-rekwiruje"towar"Zbycha.Imprezka kadry-myszy harcują!
      Jeśli ktoś był na tych obozach pod patronatem WTW Warszawa niech da cynk!
      ....Byłem tam w minione lato....lepiej nie mówić PZDR Paweł Grabiński
      • gacki Re: wspomnienia z kolonii/obozów 14.10.03, 15:43
        Gość portalu: motyl69 napisał(a):

        > Jeśli ktoś był na tych obozach pod patronatem WTW Warszawa niech da cynk!
        > ....Byłem tam w minione lato....lepiej nie mówić PZDR Paweł Grabiński

        Witaj
        Ja byłem w 1986 roku. To był mój pierwszy obóz żeglarski (w ogóle pierwszy w
        życiu obóz, bo młodziutki wtedy byłem :-) i pierwsze zetknięcie z żeglarstwem.
        Generalnie było bardzo fajnie, ale bez jakichś ekscesów. Taką rzeczy tylko
        zapamiętałem, że wieczorem przed zieloną noca z dwoma kumplami odwiedziliśmy
        kilka pokoi i „ukradliśmy" ludziom bieliznę. Potem w nocy poszliśmy nad Bełdany
        (a szkoleniowe omegi stały nie przy przegu, ale kawałek dalej na bojkach) i
        postanowiliśmy wciągnąć tą bieliznę na maszty. Żeby nie moczyć kąpielówek,
        zrobiliśy to „na waleta". Cała sztuczka udała się bardzo fajnie, z wyjątkiem
        powrotu, bo gdy my byliśmy na łódkach jeden z instruktorów schował nam nasze
        ubranie i do pokoi musieliśmy wracać w strojach Adama, cali mokrzy. Ale rano
        efekt był niezły, gdy ludzie znjdowali swoje rzeczy wciągnięte na maszty :-)
        W tym roku koło Kamienia tylko przepływałem, ale widziałem, że pusto tam jakoś
        było.
        Pozdrawiam
        Gacki
    • Gość: jarek4 Re: wspomnienia z kolonii/obozów IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.03, 00:34
      rok 1984, pojechalem na kolonie do czerwonego boru, Nasze Panie kierowniczki
      mialy niezwykle zamilowanie do dzieci i wyjątkowe umiejetnosci pedagogiczne!
      zamykaly nas w barakach na cale dnie, no bo przeciez dzieciaki same najlepiej
      znajduja sobie zabawy! co gorsze zamykaly nas na noc same obficie imprezujac!
      wszystko bylo oki do czasu gdy jeden z kolegow wylazac przez okno nie rozcial
      sobie nogi! niestety nasze wyjscie awaryjne zostalo zablokowane! no i zaczal
      sie czas meczarni! bo co ma zrobic 9 letnbi dzieciak jak chce siusiu a
      wszystkie mozliwe wyjscia sa zamkniete;-))))))

      hehhe no jak to co! mama dala kalosze na wypadek zlej pogody;-)) a jako ze bylo
      cieplo i nie byly potrzebne to ......!!nawet nie wiecie ile tam wlezie;-\)


      pozdrawiam

      skonczylo sie tak ze po tygodniu bylem w domu z zapaleniem oskrzeli! to byly
      moje pierwsze i ostatnie kolonie w zyciu;-))))

      bywalem jednak na obozach;-)))) z tych wydarzen najmilej wspominam jak z
      chlopakami kradlismy ziemniaki gospodarzowi i zostalismy przylapani;-))
      zbieralismy papierki przez kolejny tydzien;-))))

      hehe oboz zeglarski:
      spie sobie zmeczony po 24 godzinnej wachcie, nagle mnie budzi kolega i majac
      nadzieje ze nie skapuje mowi mi ze "wstawaj jedziesz do domu" ja na
      to "wypier....... itp", godzine ten sam kolega mnie budzi i mowi "wstawaj naiot
      zerwalo" ja na to tradycyjnie "wypier...... itp", wiec kolega dodaje, "namiot
      zerwalo przy keji", przez najblize 2 h w deszczu i przy jakims cholernym
      huraganie walczylem ratujac namiot przy keji;-)))) mialem za to dostac zlotą
      szekle ale akurat sie skonczyly;-(((((


      pozdrawiam
      jareq
    • Gość: Secura Re: wspomnienia z kolonii/obozów IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.03, 00:46
      OHP - Ochotnicze Hufce Pracy,. Może to ktoś jeszcze pamięta.
      Miałam 17 lat. Najmłodsza z całej drużyny. Pracowaliśmy na 3 zmiany w
      fabryce "fasolki szparagowej" . fasolka przesuwała się po pomarańczowej taśmie
      produkcyjnej. ja siedziałam najbliżej różnych "dziwnych" przycisków. Gdy
      miałyśmy zmianę na 5 rano i nie chciało nam się pracować po całonocnej imprezie
      to łokciem waliłam w te "dziwne" przyciski i maszyna któreej zadaniem było
      oddzielanie fasolek od reszty różnych dziwnych rzeczy (patyki, żaby itp) jakimś
      dziwnym trafen stawała!! Na to zlatywało się stado mądrych Niemców (DDR-
      jeszcze) i kręcili głowami przez dwie godziny co najmniej , a my w tym czasie
      zapewniałyśmy sobie spokojny sen na papierowych workach w magazynie .......

      I tak przyczyniłam się do upadku KOMUNY!!!!!!
      Secura

      • Gość: gracka Re: wspomnienia z kolonii/obozów IP: *.dynamic-ww-3.vectranet.pl 07.08.15, 22:01
        Chęciny, lata 80te. Wieczorowo-nocna atrakcja- idziemy na zamek i będziemy robić kolonijne śluby. Nie miałam wpływu na wybór męża, bo to ja zostałam wybrana. Ale nie narzekałam bo trafił się przystojniak. Po symbolicznym owinięciu nowożeńcom rąk papierem toaletowym wychowawca dał wszystkim 15 minut czasu wolnego. Wszystkie małżeństwa porozchodziły się po kątach. I proszę nie szukać podtekstów, bo to wczesna podstawówka była...warto było poznać np. imię wybrańca... Pogadaliśmy chwilę z mężusiem- oparci o kawałek metrowego muru. Odeszłam na chwilkę do koleżanek, żeby szybko obgadać kto ma fajniejszego faceta (ha! mój wygrał!). Wróciłam- święcie przekonana, że w dokładnie to samo miejsce. Opieram się i buuum spadam tyłkiem na resztki muru przy samej ziemi. Ja nie pamiętam czy na tych koloniach kuchnia była smaczna, nie wiem czy była pogoda, nie mam pojęcia jak wyglądały pokoje. Ale dos-ko-na-le pamiętam jak boli stłuczenie kości ogonowej.
        I pamiętam, że napisałam pożegnalny list do mamy ("szkoda, że w tak młodym wieku muszę odejść"), bo starsza i "mądrzejsza" koleżanka wyklarowała mi, że na takie coś się umiera...
    • Gość: Ahh Re: wspomnienia z kolonii/obozów IP: *.play-internet.pl 20.02.19, 17:16
      Jest rok 2019.. Tyle czasu minęło od ostatniego posta... Trafiłam tutaj przez przypadek... Ja też jestem pokoleniem jeżdżącym na kolonie, obozy i zimowiska... Dlaczego nie da się cofnąć czasu...????

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka