Dodaj do ulubionych

Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst.

    • Gość: jeżowata Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.10.03, 20:47
      Aktualne, tegoroczne w szkole mojego syna. Dialog w szatni:
      a - Ty, w której jesteś klasie?
      D. - W pierwszej.
      a - No, to kici-kici!
      D. - Spierdalaj , ja jestem tu drugi rok!
      Na to szatniarka:
      - Daniel, nie przeklinaj, a ty się od niego odpierdol!!
    • alka_xx Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. 25.10.03, 21:02
      Pani od rosyjskiego, notabene mocno leciwa kobieta, do naszego kolegi z uporem
      maniaka łażacego po klasie
      " Siadaj, bo Cie kopnę w zęby.."
      Fakt, ze zaraz potem nastapiła zmiana nauczyciela!
    • permanentna Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. 28.10.03, 17:29
      W pierwszej klasie pokazywaliśmy sobie z kolegą narządy płciowe;)
    • permanentna Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. 28.10.03, 17:31
      AAA! I muszę dodać, że był to wtedy bardzo fascynujący widok:)))))
    • l2m Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. 28.10.03, 20:05
      Zasłyszane od przyjaciółki. Jej dziecko miało zadanie napisać końcówkę do
      opowiadania, które zaczynało się mniej więcej tak. "Chłopczyk Romek miał pieska
      Reksa. Romek był jeszcze mały i niemądry, więc krzywdził Reksa, ale ten się nie
      obrażał, tylko czekał, aż Romek zmądrzeje. Pewnwgo razu Romek poszedł na
      jezioro. Nie umiał pływać, mimo tego wziął łódkę i wypłynął na środek jeziora.
      Ale łódka przewróciła się. Romek wpadł do wody i..." Tutaj opowiadanko urywało
      się, by dać dzieciom poćwiczyć fantazję. Rozumiało się samo przez siebie, że
      napiszą, jak to Reks uratował chłopczyka, a ten z wielkiej wdzięczności
      przestał psa krzywdzić. Więc mała coś tam napisała i poszła do mamusi (mej
      koleżanki), by ta sprawdziła, czy jest dobrze. Więc czyta; a dziecko napisało
      oto co: "...i utopił się. Rodzice się bardzo martwili, a Reks tęsknił za
      Romkiem." No, rzeczywiście, po co te happy-endy... Realizm, proszę państwa.

      No i przypomniało mi się, niejako z rozpędu, z mojej szkoły (no, nie
      podstawówka już, ale myślę, że Karina mi przebaczy ;-) ).
      Lekcje z informatyki. Ta informatyka to była jeszcze wielka nowość, byliśmy
      pierwsi, kto się tego uczył. A że była wtedy taka praktyka "szefostwa",
      i "szefem" naszej szkoły było pewne przedsiębiorstwo z "obronki", to oni
      zafundowali nam klasę... no dajmy na to... komputerową. Może kto pamięta, co to
      jest Agat, t.zw. komputer produkcji radzieckiej ;-). To w tej kłasie było 9
      tych Agatów, z nich pracowało zawsze 3. (Swoją drogą, dziwne to. Jak jeden z
      nich naprawiano, to natychmiast inny się łamał :-) ). I oto pewnego dnia jeden
      chłopak z naszej klasy, siedząc za jednym z tych Agatów, próbował uruchomić
      jakiś własnoręcznie sklecony program. Toto się nie uruchamiało, chłopiec
      próbował tak i owak, ale z zerowym efektem. W końcu wkurzył się i wystukał na
      klawiaturze słówko "k...". Ono posłusznie pojawiło się na monitorze. Zadowolony
      z efektu chłopiec wystukał następne słówko, łatwo się domyśleć, jakie. Też
      pojawiło się biało na czarnym. Tamten kontynuował swe czynności. Jak mu
      zabrakło tych bardziej drastycznych epitetów, przerzucił się na słownictwo
      przedszkolane ("dureń, "osiół" itd). Nie trzeba chyba mówię, że na tę chwilę
      już cała klasa stała mu za plecami i zawzięcie kibicowała, podrzucając coraz to
      nowe słowa. To zbiegowisko nie uszło uwadze nauczyciela. Najwyraźniej zachwycił
      się, że oto dzieci tak bardzo przejmują się nauką, że tak olbrzymie
      zainteresowanie wzbudził jakiś problem, z którym to ich kolega tak zawzięcie
      się boryka... I pomyślał sobie, że jego, nauczyciela, obowiązkiem, jest pomóc
      uczniowi, by temu probemowi sprostał. :-))))))))))) Więc ruszył przez pokój z
      wyrazem wruszenia na twarzy i słowami: "To może ja w czymś pomoge? Jakiś
      problem?"... Rozległ się rozdzierający krzyk: "Nieeeeeee!!!!!" i kolega rzucił
      się na ten monitor, jako bohaterski żołnierz na nieprzyjacielski dzot,
      wymaculąc równoczęśnie wyłącznik komputera; w oczach miał oblęd...
      • karina252 Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. 29.10.03, 17:35
        12m! Pewnie, że Ci przebaczę! I może takie małe sprostowanie-piszcie o miłych
        wspomnieniach i ze szkół średnich, z czasów studenckch i w ogóle z życia.
        Dziękuję Wam bardzo za wszystkie ciekawe opowieści, ale czekam na jeeeeszcze
        więcej!!!!Zachęcam do pisania;)pozdrawiam
        karinka;)
    • magdusia8 Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. 30.10.03, 13:07
      No, jak nie ze szkoły, to ja już ...
      W czasach zamierzchłych (około 20 lat temu) w pewnym małym miasteczku na dworcu
      autobusowym czekałam na autobus. Były tam takie przystanki, z jednej strony
      ogrodzone metalową poręczą (dwa słupki wbite w ziemię, na wysokości ok. metra
      poprzeczka). Na tej oto poprzecze dziewczynka - bo ja wiem, 4-5 lat - robiła
      różne wygibasy wrzeszcząc przy tym na cały głos do mamusi figlarnie: "mama, ja
      się puszczę! mama, ja się puszczę!). Własnego dziecka jeszcze wtedy nie miałam,
      więc nie spuszczałam bachora z oka - no kiedy wreszcie spadnie? Mamusia była
      odporna, stojący obok, nobliwy pan - nie. Patrzył na malucha wrednie, tak z
      ukosa, posapywał, wreszcie wycedził (też głośno): No to się wreszcie puść,
      będziemy cię mieli z głowy!
      Jeśli chodzi o podstawówkę, to pewna dziewczynka na lekcji polskiego referowała
      jakąś pozytywistyczną nowelkę. W pewnym momencie, opisując stan posiadania
      głownego bohatera, powiedziała: "gęsi, ptaki i inne zwierzęta". Pani od
      polskiego (żona dyrektora) przerwała jej i z bezmierną pogardą powiedziała:
      Dziewucho! Ze wsi jesteś i gęsi do zwierząt zaliczasz?!!! Odpowiedzią klasy
      była głucha cisza nabrzmiała politowaniem ...
    • l2m Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. 30.10.03, 22:09
      Jeszcze wspomnienia, już ze mną, jako belferką.

      Na ostatnim roku mieliśmy praktykę w szkołach. Trafiłam najgorzej: do takich
      13 - 14 letnich. Anatomia. Szkielet.
      Oczywiście, próbowali się moim kosztem zabawić. Temu szkieletowi wetknęli
      między zęby papieros i czekali, jak na to zareaguję, w cichej nadziei, że
      zacznę wyjaśniać, kto to zrobił, i całą lekcję szlak trafi :-).
      No, myśle, kochanieńki, figa z tego. Zaczynam lekcję słowami:
      - Na tym przykładzie doskonale widać, że palenie naprawdę szkodzi. Widzicie,
      ten gość palił, i jak teraz wygląda?
      śmiech na sali, papieros momentalnie znika. Zaczynam normalne zajęcie. Przez
      jakiś czas jednak próbują znów (tradycja szkolna, tacy studenci z praktyki są
      traktowani przez uczniów jedynie jako material do wybornej zabawy ;-) ). No to
      myślę sobie: jak nie chcecie po dobremu, to sami sobie jesteście winni.
      Wspomniałam, czego to, jako uczennica, najbardziej nie znosiłam. I mówię do
      nich tak słodziutko:
      - Jesteście już prawie dorośli. Za parę lat pójdziecie na uczelnie, tam
      będziecie musieli pisać konspekty. Więc, żeby nie było to dla was za trudne, to
      teraz sobie poćwiczymy to pisanie... A ja potem weźmę wasze zeszyty i
      powystawiam za te konspekty stopnie... ;-)
      Siedzieli u mnie do końca lekcji, jak trusie, i pisali, pisali... Za to potem
      już godziliśmy jak z płatka. Zrozumieli, że wsiąść na siebie nie dam, i
      przestali próbować. A witali się do mnie na ulicy jeszcze przez dobre kilka lat
      po tych praktykach. :-)
    • Gość: jgr Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. IP: *.pl / *.pl 30.10.03, 22:34
      Kolega dostał uwagę: "Bartek z kolegą gryzie dzieci na przerwach"
      • Gość: Mija Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. IP: *.dip.t-dialin.net 05.11.03, 02:09
        siedze i kwicze ;-)
        Ze swojej podstawowki pamietam tylko ladowanie na dywaniku u dyrektora. Zawsze
        wysylala nas tam pani od niemieckiego. Dyrektor, ktory uczyl nas geografii,
        wiedzial, ze generalnie nic na tym niemieckim sie nie dzialo, a wedrowka do
        gabinetu byla remedium na.. powiedzmy brak umiejetnosci nauczycielki. Ta sama
        pani srednio raz w miesiacu stawiala calej klasie nagane lub nieodpowiednie.
        Byl czy nie, ale mial.
        Lepsze kwiatki sa z liceum
        Sprawdzianik ze znajomosci "Pana Tadeusza"
        -Dlaczego Tadeusz nosil takie imie? -Bo go ojciec tak nazwal.
        -Co karmi Zosia? -kury, gesi i mrowki.

        Wypracowanko, bodajze z "Granicy" - "Wszyscy ludzie daza do szczescie i
        posiadaja potomstwo" (za szybko pisalam i umknely mi slowa)

        Klasa maturalna, fakultet z historii, pierwsza godzina. Jest kwiecien, tematy
        przerobione, wiec trwa dyskusja o polskiej kinematografii. A pan od historii
        nosil wdzieczna ksywke Szczur - od wlosow. Ja niewyspana siedze i slucham. W
        koncu pytam: "sorze, a ogladal sor juz <<Historie milosne>> Szczura...
        Stuhra..." Proces myslowy mialam nieco spowolniony, wiec chwile potrwalo zanim
        zrozumialam co walnelam. Klasa nie mogla mi wybaczyc, ze nie mogla ryknac
        smiechem. Za to ja po chwili wyszlam na korytarz i dalam upust wesolosci. Po
        dwoch godz. lekcyjnych cala szkola juz wiedziala ;-))

        I jedno ze studiow, zajecia z prawa rzymskiego. Kwestia uznania dziecka przez
        ojca, obywatelstwa itp. Kolega, znany ze swoich pseudointelektualnych wywodow
        i pytan, strzela: "A co w przypadku in vitro??" Zastrzelil wszystkich, lacznie
        z doktorem.
    • trol7 Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. 05.11.03, 20:25
      A ja w 5 tej klasie podstawówki napisałem taki wierszyk: Pamiętasz Mary tą noc
      w tataraku, kiedy twe majtki wisiały na krzaku, a ty leżałaś podemną spocona ,
      a ja zmieniałem trzeciego kondoma...itd.I P.ani przechwyciła tą karteczkę
    • Gość: DOTKA Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. IP: *.ozarow.net / 192.168.1.* 15.11.03, 16:41
      W BYŁO W 3 GIMNAZJUM MÓJ KUMPEL SIEDZIAŁ W OSTATNIEJ ŁAWCE I NA KOŃCU STAŁY
      SZAWKI Z WYSTAWKAMI DZIECIAKÓW Z PODSTAWÓWKI I AKURAT BYŁA TO WIOSNA I
      WYSTAWKAMI BYŁY MARZANNY. BYŁ POLSKI I KOLEDZE SIE NUDZIŁO I WZIOŁ SOBIE TĄ
      LALECZKE I BAWIŁ SIE W EGZORCYSTE I WYGANIAŁ NA CAŁY GŁOS Z NIEJ DIABŁ MNIEJ
      WIĘCJ TAKIMI SŁOWAMI; ZMORO NIE CZYSTY OPUŚĆ TĄ BIEDNĄ ISTOTE, PRZEKLINAM
      CIE..... ITP PRZY TYM KIWAŁA SIE I WYŁ. SORKA OD POLSKIEGO BYŁA BARDZO GROŹNA I
      ODRAZU RZUCIŁA NA NIEGO STRASZLIWE SPOJERZENIE I RUSZYŁA W JEGO KIERUNKU TEN TO
      WIDZĄC POWIEDZIAŁ; CHWILA PROFESORKE JUTRO BĘDE LECZYŁ BO MUSZE SIE LEPIEJ
      PRZYGOTOWAC. W KLASIE SIE WSZYCY POKŁADALI ALE KOLEDZE PÓXNIEJ NIE BYŁO DO
      ŚMIECHU.
      • Gość: bazyliszek Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. IP: *.chello.pl 15.11.03, 19:49
        oj nie uważało się na lekcjach, zwłaszcza na polskim... :)))
    • Gość: Jolly Roger teraz ja;-)) IP: 157.25.156.* 15.11.03, 20:50
      w SP mialam "fory" bo chodzila tam moja starsza sis, wzorowa uczennica, wiec ja
      przez 8 lat bujalam sie z latka rownie wzorowej. Nauczycielki bardzo mi ufaly,
      prosily o zalatwienie roznych spraw. Mielismy dwa pokoje nauczycielskie: jeden
      dla palacych, drugi dla niepalacych. Pani od matmy poprosila mnie kiedys, zebym
      poszla do palarni po dziennik. Zeszlam wiec...do kotlowni. Wchodze, pan Rysio
      ze sloika po majonezie wcina salatke a ja:
      - "dzien dobry, czy ma Pan dziennik 8C"
      jak wrocilam i powiedzialam dokad mnie zanioslo matematyca o malo sie nie
      posikala ze smiechu;-))))
    • Gość: Heloł Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. IP: *.leczna.dialup.inetia.pl 16.11.03, 00:17
      Jestem nauczycielką.
      W pierwszym roku pracy zamknęłam dwóch uczniów w sali. Sprzątaczki uwolniły ich
      po dwóch godzinach.

      Lekcja o ruchu obrotowym. Wykonaliśmy na tablicy proste działanie, z którego
      wynikało, że miejsca położone na równiku wirują z prędkością ponad 1600 km/h.
      Biorę globus i demonstruję ten ruch. Nagle ktoś prosi "pani szybciej zakręci".
      Czemu nie? Zakręciłam szybciej i wtedy globus wyrwał się z osi, poszybował
      przez pół klasy, potrącił jednego ucznia i roztrzaskał na podłodze. Potem
      dzieciaki mówiły, że przeżyły koniec świata.

      Praktyki studenckie w liceum. Lekcja hospitowana przez dyrektorkę i
      nauczycielkę geografii. Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Uczniowie
      aktywni, ja dobrze przygotowana, ale zostało mi, po zadaniu pracy domowej tak
      ze cztery minuty lekcji. Nie bardzo wiedziałam co mam z tym czasem zrobić, więc
      zaproponowałam, żeby zadawali mi pytania. Ktoś spytał czy człowiek pochodzi od
      małpy. To nie miało związku z tematem, ale innych pytań nie było. Powiedziałam,
      że są różne teorie. Ta z którą się najbardziej zgadzam nie mówi że człowiek
      pochodzi od małpy, tylko że mieli takiego samego członka (Miało być przodka)

    • Gość: sklepowa Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. IP: 198.189.227.* 16.11.03, 02:17
      To bylo w liceum. 15 min po ostatniej lekcji, pusty korytarz, ide do szatni.
      Przechodzac obok otwartej palarni widze pania od chemii i pana od polskiego.
      Siedza i patrzac przez okno jada po uczniach, ktorzy wychodza ze szkoly. Akurat
      przechodzila moja kolezanka z klasy. Pani od chemii:
      -Ta to pewnie ciagle laske robi.
      Zamurowalo mnie ;)
    • Gość: kulfon Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. IP: 198.189.227.* 16.11.03, 02:20
      Jak ktos zrobil kupe to biegalismy w kolko po desce klozetowej. Ale bylo
      smiechu jak komus sie noga zeslizgnela do srodka!!
    • Gość: Jolly Roger teraz ja;-) IP: 157.25.156.* 16.11.03, 14:42
      SP, lekcja jezyka polskiego, gramatyka, imieslowy, moja ukochana klasa, moj
      ukochany kolega.
      Pani:
      - Michal podaj przyklad imieslowu ... (teraz nie pamietam nazwy, chodzilo o cos
      w tym stylu: biegajac, piszac, robiac)
      Michal:
      - ZAJAC
      • gazamate Re: teraz ja;-) 14.01.04, 09:03
        U mnie na polskim pamietam motyw chyba z 7 klasy. Było wtedy chyba coś z
        gramatyki o wyrazach bliskoznacznych. nasza pani psor wyrwała nieco zaspanego
        kumpla by ten podał jej wyraz bliskoznaczny do słowa "kierowca" gość
        odpowiedział "kiosk" - wszystkich zamurowało zwłaszcza nauczycielkę. Gość to
        miał bujną wyobraźnię ...
    • Gość: Jolly Roger religia IP: 157.25.156.* 16.11.03, 15:55
      kiedys kibicowalam klubowi o nazwie RTS Widzew. Wpadlam na genialny pomysl:
      zamienilam na drzwiach K+M+B na R+T+S. Cala klasa odwraca sie do krzyza, zeby
      zmowic modlitwe a tam moje dzielo;-))) Mam nadzieje, ze nikogo to nie obrazilo.
    • Gość: GIMNAZJALISTKA Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. IP: *.toya.net.pl 16.11.03, 18:24
      heheh,ja mialam taka sytulacje ze koles mnie niezle gnebil w 6 klsie
      podstwowki...raz ostro przegiol,wiec ugryzlam go w palec u reki tak bardzo ze
      sie poplakal.przyszla wychowawczyni,pedagog szkolny,i poisnstuwaly kolesia ze
      jeszcze raz mi cos zrobi to mu te palce odgryze,i bedzie mial 1 grupe
      inwalidzka.hehe....
      pozniejsza moja historia to juz poczatki gimnazjum,gdzie razem z kolega
      umowilismy sie ze wyjdziemy zmoczyc gabki na lekcji(oczywiscie bylismy w
      roznych klasach)..tak sie zlozylo,ze zaczelismy sie calowac na korytarzu i szla
      dyrka...podbiegla do nas,i cos tam krzyczala a my tylko w smiech i poszlismy
      zmoczyc te gabki,bo nas dluugo nie bylo...to bylo swietne
    • yabol428 Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. 16.11.03, 20:37
      III klasa liceum. Wchodzimy z kolegą (mocno spóźnieni) na pierwszą lekcję,
      którą była chemia. Nauczyciel (mocno nie lubiany przez uczniów, ze względu na
      niesprawiedliwe ocenianie, ale także za zniewieściały sposób bycia) oczywiście
      żąda wyjaśnień, dlaczego się spóźniliśmy. Kolega, niewiele myśląc,
      odpowiada: "Bo tramwaj złapał gumę!", na co klasa wpada w śmiech. Zostaliśmy
      oczywiście obaj wyrzuceni z lekcji.
      Najśmieszniejszy był jednak ciąg dalszy tego zdarzenia kilka dni później, na
      godzinie wychowawczej. Wychowawczyni, jak to na takich lekcjach bywa,
      wyjaśniała przyczyny różnych nieobecności. Oczywiście zadała mi pytanie,
      dlaczego nie byłem tamtego dnia na chemii. Powiedziałem, tak samo jak wtedy, że
      tramwaj złapał gumę. Kobieta, niezbyt rozgarnięta, zrobiła taaaakie oczy i ze
      zdziwieniem powiedziała: "Przecież ty nie dojeżdżasz do szkoły tramwajem...".
      Znowu śmiechu było co niemiara.
    • Gość: Heloł Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. IP: *.leczna.dialup.inetia.pl 17.11.03, 22:53
      Wagary koleżanki mojej siostry:
      Rzecz się działa w mieście przy wschodniej granicy nad Huczwą w latach
      osiemdziesiątych. Pierwszy dzień wiosny więc bez wyrzutów sumienia ta koleżanka
      siostry ze swoją przyjaciółką nie poszły do szkoły (liceum). Wsiadły do
      pierwszego autobusu i pojechały w nieznane. Wysiadły kilka kilometrów za
      miastem i poszły nad rzekę. Dzień był piękny a po drugiej stronie rosły bazie
      więc postanowiły urwać je swoim mamom na przepraszam, jak już się przyznają do
      wagarów. Desperacko rozebrały się do naga i przepłynęły lodowatą rzekę. Urwały
      bazie, a kiedy wróciły to czekały na nie służby nadgraniczne. Okazało się, że
      ta rzeka to nie Huczwa, jak sądziły, tylko Bug i właśnie przekroczyły granicę.
      Na szczęście ojciec jednej z dziewczyn był oficerem i jakoś się udało sprawę
      wyciszyć.
    • Gość: Ja Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. IP: *.aster.pl / *.acn.pl 18.11.03, 14:32
      Koledzy na przerwie bawili się w "koguty" (taka odmiana berka, polegająca na
      tym że z rozpędu wskakuje się koledze "na barana" i łapie się, bądż naciera
      się na inna taka parę by z nią walczyć.Wygrywa ta para która okaże się
      bardziej wytrwała). Była to ósma klasa podstawówki, a koledzy wysocy i dobrze
      zbudowani. Zabawa odbywała się w poblizu pokoju nauczycielskiego. Jeden z
      kolegów w ferworze zabawy rozpędził się i...wskoczyl na plecy wychodzącego
      właśnie z pokoju nauczyciela od ZPT z okrzykiem: naprzód!Wal na Irka! Cała
      klasa pokładała się ze smiechu.....
    • fanatyczna_nimfomanka Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. 21.11.03, 17:48
      Heh-To z liceum. Z kolegom symulowaliśmy ruchy frykcyjne, gdy nagle wszedł do
      sali nasz pan od PO!!!!!!
    • lena_35 Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. 22.11.03, 17:30
      Pamiętam, jak razu pewnego;) podpaliłyśmy z koleżanką śmietnik przed geografią,
      ponieważ miał być trudny sprawdzian. Oczywiście test odwołano, a ze śmietnika
      zrobiła się niezła buchara;) Teraz uważam to za głupie, ale wtedy to był powód
      do dumy! Cała szkoła mówiła tylko o nas!(z nauczycielami włącznie:D_
      • mona75 Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. 24.11.03, 11:20
        to było w 7 lub 8 klasie podstawówki - z okazji dnia ziemi w naszym mieście
        uczniowie wszystkich szkół miel przejść w jakimś pochodzie. nasza wychowaczyni
        zachęciła nas żeby zrobić jakieś transparenty pro-ekologiczne. no i tak chłopcy
        z naszej klasy nieśli transparent z hasłem, które wówczas uważałam za super:
        "Śmierć tym którzy niszczą Ziemię" :-)
        pisali wtedy o naszej szkole w gazecie.
    • mariusz.sanitariusz Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. 30.11.03, 16:54
      W podstawówce pierwsza lekcja fizyki. Nowa pani więc wszyscy zestrachani (o
      zrymowało się). Siadamy w ławkach i milczymy. Nowa pani rozkłada na biurku
      jakieś przedmioty i oświadcza że będą to eksperymenty. Zaciekawieni patrzymy.
      Pani woła jednego z nas. On pali buraka i stasznie spięty - wiadomo nowa
      sytuacja. Pani chce nam pokazać że objętość wody się zwiększy gdy wkładamy
      przedmiot i w ten sposób mierzymy objętość przedmiotu. Stoi duża menzurka a
      pani daje temu wystraszonemu sznurek z uwiązanym kluczem i każe włożyć włożyć
      do wody klucz. Wystraszony czuje nasz wzrok na sobie. Pełne skupienie, cisza a
      on trzyma za sznurek i zbliża klucz do menzurki. Klucz krąży wokół otworu jak
      wahadełko. Kobeta ponawia polecenie a klucz zaczyna bardziej krążyć. Trwa to
      dobre kilkanaście sekund. Babka nie wytrzymuje i podnosi głos a klucz nadal
      krąży. Po chwili wszyscy wybuchamy śmiechem. Kobiecina wzięła sznurek i sama
      wsadza klucz do menzurki zadając pytanie czy poziom wody się podniósł.
      Wystraszony patrzy i nic. Ona znowu pytanie. On na to: nie widzę. My znowu
      ryk. Od tamtej pory zapowiedziała że to ostatni z nami eksperyment i słowa
      dotrzymała.
    • conena Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. 01.12.03, 15:33
      w podstawówce na wycieczce bawiliśmy sie w bośnickie baby i serbskich chłopów.
      polegało to na tym, że rzucaliśmy się kamieniami...
      na lekcjach graliśmy w rzygi:) jedna osoba udawała, że zwymiotowała sobie w
      dłonie, rzucała komuś w twarz, ten ktoś musiał sobie to zebrać z twarzy i
      rzucać dalej. kogo złapał dzwonek z rzygami na twarzy miał nielekko:)

      w liceum natomiast kumpel w celu uniknięcia spr. z gegry rozwalił szybę w oknie
      głową, metodą "na barana" :)
    • amadea_22 Re: Śmieszne wspomnienia ze szkoły pdst. 13.01.04, 18:29
      czytam te wasze historyjki i tak sobie myślę, że u mnie nie było wcale gorzej.
      przypomniało mi się kilka ciekawszych.jeśli ktoś czytając rozpozna je,
      pozdrawiam :-)

      w podstawówce byłam w "paczce" - 4 dziewczyny, zawsze na przerwach razem i
      każde super pomysły były naszym dziełem.

      naszą "fajnieszą" zabawą- (teraz myślę że to straszny kretynizm !) było
      bieganie po szatni i wkurzanie pań szatniarek. była taka jedna "Bunia"- jak
      ryknęła to się szkoła w murach cała trzęsła. więc skradałyśmy się do takiej
      kanciapy w sztani , gdzie urzędowały owe panie i jeśli drzwi były otwarte - z
      całej siły trzaskałysmy nimi, a potem ile sił w nogach- chodu na górę. jesli
      drzwi od kanciapy były zamknięte- po cichutku, na paluszkach skradałyśmy się do
      nich i z całej siły waliłyśmy pięściami w te drzwi, by za chwilę spierniczać
      na górę. wtedy było śmiesznie i tyle adrenalinki. niestety kiedyś pan
      konserwator zaczaił się na nas i złapał jedną koleżankę, a potem za uchą
      prowadził ją przez całą szkołę do dyrektorki :-)

      mieliśmy babkę od informatyki, która kompletnie nie potrafiła sonbie poradzić z
      grupą takich łobuzów i jak tylko wychodziła z sali, chłopcy zamykali drzwi (był
      w nich zamek) i zaczynali grzebać w dzienniku, wpisywać oceny, a ona - budulka
      stała pod drzwiami i takim słabym głosikiem prosiła- "wpuście mnie"

      uwagi z naszych dzienniczków:
      - dziewczynki kotłują się w ławce
      - klasa obwiązała się nitkami
      - patryk powiedział do kolegi z klasy - pałe to ty masz w spodniach (sic!)

      z historii był Pan, którego za bardzo nikt nie lubił i kiedyś jedna z nas w
      ramach zemsty za złą ocenę wpadła na pomysł że ochlapie go atramentem. miała
      pióro i jak facet obrócił się tyłem do klasy, ona zrobiła wielki zamach i
      chlapnęła go atramentem- z góry na dół granatowe kropki. jedna w klasie była
      bardziej "walnięta ;' od nas i poleciała za nim na przerwę, widok był
      rozkładający na łopatki- biegła za nim przez szkołe i co chwilę -buch go
      tuszem!--to też było idiotyczne, ale wtedy zabawnei nie grożne , bo atrament
      się spierał.

      mieliśmy zajęcia w klasie , która była stylizowana na "starą" i byłe tam takie
      zabytkowe przedmioty. koledze do plecaka wsadziłyśmy ciężkie piorunsko żelasko,
      poszedł tak do domu , na następnej lekcji( po paru dniach)odstawiłje na miejsce,

      a za czasów szkoły podtsawowej, chodziłyśmy do wielkich , pietrowych marketów i
      wyłączałyśmy ruchome schody :-)
      • l2m Takie psoty to i trochę starsi praktykują :-) 14.01.04, 18:33
        amadea_22 napisała:

        > mieliśmy zajęcia w klasie , która była stylizowana na "starą" i byłe tam
        > takie zabytkowe przedmioty. koledze do plecaka wsadziłyśmy ciężkie piorunsko
        > żelasko, poszedł tak do domu...

        Ooo, opowiem to swemu tacie. Bo kiedyś przyszedł z pracy i oddał mi swą teczkę,
        bym coś tam z niej wyjęła. Otwieram, a tam leży kawałek kabla, gruby prawie jak
        moje przedramię, i około 70 cm długości. Ciężki. Spytałam, po cholerę to
        przytargał, a on nie wiedział, o co mi chodzi. Okazało się, że to jego koledzy
        pożartowali... Całkiem dorosłe chłopy, przeciętna wieku tam stanowiła około 50
        lat, a idee miewają takie same, jak i dzieci z podstawówki :-D
        • amadea_22 Re: Takie psoty to i trochę starsi praktykują :-) 14.01.04, 18:49
          he he dobre ! w starszym wieku tez przychodzą do głowy takie zwariowane
          pomysły !

          pamietam jeszcze jak chyba w ósmej klasie zaczął nas uczyć historyk- świeżo po
          studiach, pełen zapału ,ale i sztucznego luzu. udawał trochę cwaniaka i chyba
          dla dodania sobie odwagi, wyluzowania się- zawsze na lekcji żuł gumę , troszkę
          nad wyraz przesadnie :-) mlaskał i buzia mu się nie zamykała. na którąś z
          lekcji wszyscy mieliśmy gumy i tak samo jak on je żuliśmy- chwila ciszy,
          niepewnośc i nakaz od Niego , żeby je powypluwać. fajny był i chyba nas wtedy
          polubił :-)
          pozdrawiam !
          • Gość: adi Re: to akurat z liceum IP: *.man.polbox.pl 21.01.04, 13:40
            w dugiej klasie na zastępstwo przyszła do nas nauczycielka z matmy, której
            wszyscy się bardzo bali. Zanim dotarła, klasa się strasznie wygłupiała. Mojej
            koleżance przyszedł do głowy pomysł, żeby oskubać kwiatka z liści, a tak na
            marginesie bardzo śmierdzącego. Jeden z tych liści znalazł się w przejściu
            między rzędami ławek. W tym momencie weszła nauczycielka. Klasa się uspokoiła.
            Rozpoczęła się lekcja. Nagle nauczycielka schyliła się i podniosła tego
            nieszczęsnego liścia i zapytała: KTO URWAŁ TEGO LYSTKA. Nie wytrzymałam.
            Wybuchnęłam śmiechem. Oczywiście było na mnie, bo koleżanka siedziała z
            kamienną twarzą ale potwierdziła się za to informacja od moich starszych
            koleżanek, że ta okropnie wymagająca i stresująca uczniów nauczycielka nie
            wymawia "i" tylko "y". Stąd jej pseudo LYCZBA. Apogeum było jak
            powiedziała:"Lypowicz podejdź do tablycy y napysz lyczbę yx". Dobrze, że były
            to tylko zastępstwa, bo nie skończyłabym chyba tego liceum, przez matmę:)
            Pozdrawiam.
            • l2m Re: to akurat z liceum 21.01.04, 18:25
              A propos matematyczek. My chyba mieliśmy specjalne szczęście pod tym względem.

              Pierwsza lubila sobie pożartować. Witała się z klasą w ten sposób:
              - Witajcie, krokodylki moje najdroższe!
              Jak któreś zadawało jej glupie pytanie, w stylu: "Co ja mam tu pisać?" -
              odpowiadała bardzo poważnie:
              - Pisz: Aleksiej Maksimowicz Gor'kij. "Pieśń o sokole".
              Jeżeli uczeń po tym patrzył nań wzrokiem zaskoczonego barana - zaczynała
              recytowanie nazwanego powyżej utworu, ku wielkiej uciesze całej klasy.

              Na zmianę jej przyszła inna. Ta sypała perelkami. Dużo tego już zapomniałam,
              ale trochę opowiem:

              Ona:
              - Jak przejdzie ta parabola?
              Uczeń:
              - Bokiem...
              (chciał powiedzieć, że symetrycznie stosowno X, ale słów mu zabrakło ;-) )
              Ona (zrezygnowanym głosem):
              - Ja chyba sama tu bokiem się położę...

              Do matury pozostał zaledwie miesiąc, a z matematyki mieliśmy egzaminy pisemne.
              Wtedy bardzo dużo uwagi poświęcano dotrzymaniu pewnych standartowych form
              przedstawiania rozwiązań. Wobec tego - siedzieliśmy i ćwiczyliśmy te formy i
              standarty.
              W tym samym czasie wycinano stare spróchniałe drzewa przed gmachem szkolnym, i
              starszych uczniów zapędzano do zbierania tych różnych poobcinanych gałązek (w
              czasie zajęć, więc nas to, właściwie, cieszyło). Więc pod czas lekcji
              matematyki do klasy wchodzi posłaniec od dyrektorki, i powiada, że mamy iść
              sprzątać ten chrust. Nauczycielka (rozżalonym głosem):
              - No i co oni mnie potem na tej maturze napiszą?!? A równa się B, bo
              zbieraliśmy chrust?

              Zresztą, obie te nauczycielki dziś wspominam bardzo ciepło. :-)
              • Gość: adi Re: ze szkolnej stołówki IP: *.man.polbox.pl 22.01.04, 15:29
                zdarzenie to miało miejsce, kiedy byłam w 5 klasie podstawówki. Na długiej
                przerwie poszłam na obiad. Na stołówce kręciło się dużo dzieciaków a pod nogami
                plątały się pierwszaki. Jeden z takich malców wpadł na mnie, kiedy niosłam
                zupę. Cała zawartość średnio gorącej zupy znalazła się na jego głowie. Na
                szczęście nic mu się nie stało, ale do dnia dzisiejszego jak go spotykam na
                ulicy to uciekam wzrokiem gdzie pieprz rośnie. Poza tym to on mógłyby mi coś
                teraz wylać na głowę, bo wyglądam przy nim jak prawdziwy pierwszak:)))
                Ach ten wzrost:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka