Dodaj do ulubionych

w restauracji

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.07.08, 09:50
Mieliscie jakieś przygody w restauracjach, knajpach, barach?
Ja ostatnio byłam w restauracji, nowo otwartej, swiecącej pustakami
przeważnie. Elegancka obsługa, siedzimy sami. Dostalismy karte i zamówilismy
pstrąga z frytkami (100g)-tak było w karcie za 12 zł z groszami. Ryba była
wielka i ochydna, nie zjadłam nawet 1/4. Mój towarzysz zjadł troche wiecej ale
również mu danie nie smakowało. Śmialismy sie że zjemy frytki za 12 zł. Po
skończonej "uczcie" idziemy do kasy a kelner nam mówi - 109zł. Konstarnacja.
Po chwili ja wyciągam pieniądze , ale mój towarzysz zaczyna dyskutować, że jak
to, że my nie wiedzieliśmy, że w menu było 12 zł. Przyszła pani kierowniczka ,
mówią nam że 12 zł to za 100 gram a ryba miała 450 gram. Czyli jak, to my
mielismy sobie tą rybę zważyc na talerzu, żeby wiedzieć, ile zapłacimy? A w
menu nie pisało 100g-12zł a danie ma 450gr. Pani kierowniczka uznała to za
błąd kelnera, który nas nie poinformawał. My zapłacilismy 500zł, resztę
kosztów obiadku miał pokryć ów kelner.
Czy to narmalne w dobrych knajpach, czy oni cos przkombinowali? Oczywiście
więcej tam nie pójdziemy a histaria stała sie rodzinną anegdotką.
Obserwuj wątek
    • e-irene Re: w restauracji 07.07.08, 09:55
      Skoro rachunek wyniósł 109 zł. a wy zapłaciliście 500zł. to do czego ten kelner
      dopłacał?
      • Gość: józef-finka Re: w restauracji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.07.08, 10:10
        zapłaciliśmy oczywiście 50zł nie 500...
        • Gość: prepaid Powinny byc prepaidowe restauracje... IP: *.aster.pl 07.07.08, 13:21
          ... tak samo jak sa prepaidowe telefony(tzw. na karte) albo bary mleczne.

          Jak place wczesniej 2.31 pln za zupke, to dostaje kwit, odbieram danie, zjadam i
          wychodze. Zatem nie ma zaskoczenia cena.
          Jakby bylo cos nie tak - to zawsze moge wyjsc.

          A wiekszosc restauracji mozna porownac z abonamentowymi telefonami - zawsze moga
          zawyzonym rachunkiem zaskoczyc. Dobrze ze faktury nie wystawiali. Dlatego nie
          chodze do restauracji w ktorych placi sie potem.

          Restauracja do ktorej poszla jozef-finka i tak byla jakas ugodowa -
          mogli przy odmowie zaplaty wezwac najpierw ochrone, potem policje, i bylby dym
          znacznie kosztowniejszy w skutkach niz 109 pln.
          • kretynofil A ja mam pytanie dla wszystkich piszacych: 07.07.08, 16:05
            Co Wy nazywacie restauracja?

            Pytam, bo w co drugim poscie widze teksty w stylu "w wiekszosci restauracji jest
            to normalne", "w lepszych restauracjach zawsze tak jest" itd.

            I tak sie zastanawiam: niby to forum humorum, ale co jest zabawnego w nazywaniu
            podlej zarlodajni restauracja? Mozecie mi wyjasnic dowcip, bo ja naprawde nie
            rozumiem...

            Jak zyje nie widzialem nigdzie, moze poza najbardziej oblesnymi spelunami (ktore
            maja swoj urok, ale nie zmienia to faktu ze to speluny!) zeby cena dania byla
            liczona wedle gramatury ryby/golonki/kielbasy...

            Stad pytanie: to ja jestem durny i nie rozumiem dowcipu, czy Wy nazywacie
            restauracja kazdy "lokal" w ktorym nie je sie na stojaco?

            ----------------------------------------------

            Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
            internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
            perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
            lektury :)
            • bilety-f1.com Re: A ja mam pytanie dla wszystkich piszacych: 07.07.08, 16:22
              w pełni się podpisuję pod powyższym. W normalnych, dobrych restauracjach nigdy
              nie jest podana cena za 100g, jest to praktyka z którą zetknąłem się wyłącznie w
              barach i kiepskich lokalach. Wyjątkiem są miejsca znane tylko z ryb, działające
              w kiepskich warunkach lokalowych, gdzie jednak można czasem trafić smaczną rybkę.
              • mofodogg Re: A ja mam pytanie dla wszystkich piszacych: 07.07.08, 16:42
                Bo w pralniach pieniedzy sie po prostu nie je! Jest nauczka na przyszlosc!
                • Gość: Elo Re: A ja mam pytanie dla wszystkich piszacych: IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.08, 22:33
                  ja również się 'prawie' w ten sposób naciąłem, tylko, że to był bar i 100 gram
                  było za 6 zł, całość za niecałe 30zł,
                  a 'prawie' dlatego, że nie ja płaciłem, a teść, który się zadeklarował, że kupo
                  nam po tej rybce za 6 zł :]
            • Gość: mola Re: A ja mam pytanie dla wszystkich piszacych: IP: *.bham.ac.uk 07.07.08, 16:40
              ale jak daniem sa ryby z ktorych kazda wazy inaczej. to jak maja
              podac cene? usrednic? ja sie z taka praktykaspotkalam w wielu
              miejscach (nota bene porzadne, eleganckie miejsca, nie jakies podle
              barki). tyle ze nigdy takich dan nie zamawiam :-)
              • kontik_71 Re: A ja mam pytanie dla wszystkich piszacych: 07.07.08, 16:45
                Tak wykalkulowac cene i sposob zakupu aby te, w sumie drobne,
                roznice w wadze nie mialy znaczenia.
              • kretynofil Jak? Normalnie... 07.07.08, 16:48
                W dobrym lokalu placisz za przyjemna muzyke, kelnera, kucharza, dostawce i mase
                innych rzeczy, co do ktorych cena materialu (ryby) jest nieproporcjonalnie mala.

                Czy kucharz dluzej musi sie bawic z wieksza ryba? Nie.
                Czy kelner musi ja bardziej nosic? Nie.
                Czy zaopatrzeniowiec musi jej sie bardziej przyjrzec? Moze :P
                Czy wina w ktorym sie ja dusi musi byc wiecej? Nie.
                Czy przypraw musi byc wiecej? Nie.
                Czy muzyka bedzie grala dluzej do wiekszego kotleta? Moze - w sumie dluzej jesz :P
                Czy obrus musi byc czystszy, albo bardziej uprany do wiekszej ryby? Nie.
                Czy sztucce musza byc bardziej umyte? Nie.
                Wino bardziej schlodzone? Tez nie.

                I tak dalej...

                Dlatego sie pytam - bo jesli jesz w miejscu, w ktorym glowny koszt lokalu to
                kupowane polprodukty, to nie jest to restauracja, tylko speluna, wzglednie
                bar/knajpa.

                Zreszta, knajpa moze byc taka sobie, jesli chodzi o standard "otoczki" i tez
                tego nie robic.

                Rok temu jadlem pstraga w Borach Tucholskich (jest takie miejsce, wybitne, bo
                ryby sa lowione doslownie na chwile przed przygotowaniem) - i tez nie pamietam
                zebym placil za wage. Po prostu cena jest usredniana troche bardziej do gory i
                tyle...

                ----------------------------------------------

                Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                lektury :)
                • man_part Re: Jak? Normalnie... 07.07.08, 16:55
                  No sorry, ale niektore odpowiedzi na Twoje retoryczne pytania sa
                  chybione...
                  > Czy kucharz dluzej musi sie bawic z wieksza ryba? Nie.
                  Jak najbardziej TAK! ma wiecej lusek, osci...

                  > Czy zaopatrzeniowiec musi jej sie bardziej przyjrzec? Moze :P
                  NIE. Wielkosc nie ma znaczenia... wachasz, patrzysz czy galki oczne
                  w porzadku i bierzesz lub nie...

                  > Czy wina w ktorym sie ja dusi musi byc wiecej? Nie.
                  TAK. Jesli wino musi zakrywac rybe to sam sobie odpowiedz :P

                  > Czy przypraw musi byc wiecej? Nie.
                  TAK. Jesli ma smakowac tak samo dobrze jak mala. A powinna smakowac
                  tak samo...

                  Dziekuje za uwage...
                  • kretynofil Przepraszam, wybuchnalem smiechem :) 07.07.08, 17:12
                    Przy roznicach rzedu 10% - a i tak sadze ze to maks - to sa drobiazgi bez
                    znaczenia.

                    Wybacz, ale nie wyobrazam sobie dobrej restauracji w ktorej dostajesz w ramach
                    tego samego dania w poniedzialek malutka cherlawa rybke, a we wtorek potwora,
                    ktory pozera Ci kartofle i probuje odgryzc noge :))))

                    Cos krecicie z tymi restauracjami - a ja prosze, podajcie mi przyklad takiego
                    porzadnego lokalu, ktory robi cos takiego... Ja naprawde nie wierze, ze istnieje
                    cos takiego...

                    ----------------------------------------------

                    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                    perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                    lektury :)
                    • Gość: gosc Re: Przepraszam, wybuchnalem smiechem :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.07.08, 18:10
                      Zauwazylem (niestety juz po fakcie), ze w Zakopanem przy Krupowkach to dosc
                      powszechne zjawisko, w dwoch [lepiej wygladajacych] knajpach (vel
                      restaruracjach) licza rybe po gramaturze. I wtedy sie placi za 4 kartofelki i
                      rybke 50zl :)

                    • Gość: mm Re: Przepraszam, wybuchnalem smiechem :) IP: *.icpnet.pl 08.07.08, 00:08
                      ryby, golonka, dobra kiełbasa z grilla, karkówka są z reguły wg
                      wagi. i w Zakopanem, i nad morzem, i w knajpach przydrożnych. co do
                      ryb - za granicą też, np. w Chorwacji, Grecji, Czarnogórze (min. ok
                      20 - 25 EUR/kg). po prostu ryby są b. drogie, a ich mięsa nie da się
                      napompować dodatkami i wodą. kelnerowi mówi się, czy porcja ma być
                      mała czy duża, i tyle.
                      • Gość: spa Re: Przepraszam, wybuchnalem smiechem :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.08, 08:45
                        Ja byłem ostatnio w Nałęczowie, w Atrium na pstrągu z grilla. Cena
                        15 zł za rybkę, troche sałaty i bagietkę z czosnkniem. Przyprawione
                        dość dobrze i całkiem tanio. Ryby na oko takiej samej wielkości więc
                        cena uśredniona, ale obsługa....o Jezu. Panienki nie wyrabiały. Po
                        części to nie ich wina, tylko szefów, ale brak koordynacji i
                        doświadczenia. Na złożenie zamówienia i zabranie tależy po
                        porzednich gościach czekaliśmy 20 minut, na danie kolejne 40!!
                        drinki przyniosła w sumie po 40 minutach, a dodatek do ryby, bo
                        wziąłem sobie ziemniaki z grila, po tym jak już zjedliśmy.
                    • man_part Re: Przepraszam, wybuchnalem smiechem :) 08.07.08, 14:53
                      Stary, trzeba bylo uscislic ze idzie o te same rybki...
                      Rybka rybce nie rowna... wiec teraz ja rze z Ciebie :P

                      I wyobraz sobie ze to mozliwe. Przeciez nie zawsze takie same
                      pstragi sie lapie. Czasem waza 0,3 kg, czasem o,7kg. Przeciez nie
                      wytniesz nic z takiej ryby by wazyla tyle samo...
                    • man_part Re: Przepraszam, wybuchnalem smiechem :) 08.07.08, 15:01
                      Tak na szybko...
                      tylko pewnie zadna nie spelni Twoich standardow RESTAURACJI:

                      www.karczmapoleska.pl/potrawy.php
                      www.krystynka-poronin.pl/dania_z_ryb,restaruracja,poronin.html
                      www.karczma.brenna.pl/index.php?co=oferta
                      • clooney_g Re: Przepraszam, wybuchnalem smiechem :) 08.07.08, 15:27
                        Istnieje i taka mozliwosc, ze obslugiwani byliscie przez urazonego
                        kelnera...Dlaczego urazonego i zawiedzionego przy okazji ?
                        Nie zamowiliscie wodki ! :
                        1, Na rybce (mimo, ze jest na wage) kelner tak duzo do r-ku nie
                        dopisze czy nie podstawi wodki "swojej" - robia tak i w dobrych
                        knajpach , a
                        2, Co to za zamowienie : 2 rybki i frytki ?
                    • the_dzidka Racja 08.07.08, 20:52
                      Kretynofil, masz oczywiście rację, dopiero Twój post mi uświadomił,
                      że ludzie tutaj piszą ogólnie oi szeroko pojętej GASTRONOMII, a nie
                      jedynie o restauracjach.
                      Raz kiedyś dawno nacięłam się na cenę za 100 g - a raczej nacięła
                      się moja kuzynka, która przez to nie miała na bilet powrotny do
                      domu :) Ja natomiast często jadam w restauracjach z racji podróży
                      służbowych i tam podaje się cenę za posiłek, a nie za gramaturę - a
                      porcje są zazwyczaj zbliżone wielkościowo.
                      A co ciekawsze - w niektórych lokalach podana jest w menu stała
                      gramatura posiłku, np: "łosoś grillowany na kołderce ze szpinaku z
                      frytkami i surówką 250 g / 200 g /150 g / 180 g - 75 zł".
                    • Gość: fatjedi Przykład w restauracji, nie w "spelunie" IP: *.merinet.pl 08.07.08, 22:14
                      No więc mój drogi, na przykład restauracja Porto Praga - homar w
                      karcie jest wyceniony za 100 gr, a przynioszą okaz (a raczej sam go
                      wyławiasz z akwarium) który waży więcej więc płacisz 500 zł albo
                      więcej... Jest to konieczne bo mały homarek nie jest równy tacie
                      homarowi!
          • nessie-jp Re: Powinny byc prepaidowe restauracje... 08.07.08, 17:57
            > ... tak samo jak sa prepaidowe telefony(tzw. na karte) albo bary mleczne.
            >
            > Jak place wczesniej 2.31 pln za zupke, to dostaje kwit,
            > odbieram danie, zjadam

            ... albo i nie zjadam, bo niejadalne, ale pieniędzy już mi nikt nie zwróci, więc
            jednak wmuszam w siebie, przeklinając po cichu nad talerzem. :))

            Ech, nostalgia mnie wzięła za studenckimi posiłkami w barach mlecznych, w
            towarzystwie lumpów, emerytów, eleganckich młodzieńców w garniturach, studentów
            w czym popadnie, burkliwych i władczych Pań, które potrafiły wywiesić na ścianie
            obszerne menu, a potem przy płaceniu informować z naciskiem: "Nie ma. Nie ma.
            Też nie ma. Już nie ma. Nie będzie. Niech bierze kopytka ze słoniną i nie marudzi!"
    • mnop2 Re: w restauracji 07.07.08, 09:56
      Po jedzeniu kelner zadał sakramentalne pytanie, czy smakowało, więc
      odpowiedziałam, że bardzo mi smakowało, mimo iż dopiero w połowie
      zorientowałam się, że zioła były plastikowe... :-)))
      Kelner zbladł i porwał mój talerz, pobiegł z l'awanturą do kucharza,
      a kucharz był bardziej kumaty!
      • e-irene Re: w restauracji 07.07.08, 09:57
        A rachunek opiewał na 10.000!
        • mnop2 Re: w restauracji 07.07.08, 10:02
          pewnie mi napluje do talerza następną razą ;)
    • drzejms-buond Re: w restauracji 07.07.08, 09:57
      o jezu!

      i dlatego chadzam TYLKO do GREENWAY'a
      tanio, smacznie i bez przegięć.

      W ub. roku. w Krakowie dostalismy za 7 zł! tyle żarcia,
      że upychalismy je do torebek foliowych, bo żal nam było wyrzucić.
      zwłaszcza, że jechalismy w las gdzie wiecej obiadków nie było przez kilka dni...
      ;]
      • e.milia Re: w restauracji 07.07.08, 12:29
        A Greenwaye w każdym mieście chyba mają inne ceny. Np w Olsztynie jest dużo
        taniej niż w Warszawie (przy niektórych produktach np zupa, koktail różnica jest
        nawet dwukrotna).
        • Gość: bnew z nielogu Re: w restauracji IP: 89.16.77.* 07.07.08, 22:34
          Greenwayowe jedzenie jest bez smaku i przypraw, trochę więcej by się przyłożyli
          to może coś by z tego było. Jedyne co tam jest dobre to desery i kawa.
          • megasceptyk Re: w restauracji 08.07.08, 00:49
            Nie mogę się zgodzić. Być może one się między sobą róznią choć w Trójmieście nie zauważyłem różnic. Może ty po prostu masz ch...wy smak i gustujesz w przesolonym badziewiu?
            • bnew Re: w restauracji 09.07.08, 12:38
              ch..wy smak to ma aktorka z filmów porno :)
              Tak się składa ze "po pierwsze primo" trochę gotuję i umiem przyprawić jedzenie,
              niekoniecznie solą, a "po drugie primo" jadłem już w paru miejscach podobne
              potrawy przyrządzone dużo lepiej a nie na odwal się i przynajmniej gorące a nie
              podane w letniej temperaturze. Może w Trójmieście kucharze się lepiej
              przykładają bo w Łodzi to kicha.
      • yabol428 Re: w restauracji 07.07.08, 17:51
        > W ub. roku. w Krakowie dostalismy za 7 zł! tyle żarcia,
        > że upychalismy je do torebek foliowych, bo żal nam było wyrzucić.
        > zwłaszcza, że jechalismy w las gdzie wiecej obiadków nie było przez kilka dni..

        Nie wiem co to ten Greenway i gdzie się mieści, ale w Krakowie jest jeszcze
        fajniejsza rzecz - bary mleczne. Wiem, wiem, niektórzy tam w życiu nie wejdą, bo
        uważają to za skansen komuny, ale tam naprawdę można zjeść smacznie i tanio. 6-7
        zł za dwudaniowy obiad to norma. Sam nie jem obiadów nigdzie indziej.
        • kretynofil Bary mleczne! 07.07.08, 18:13
          Cos wspanialego, az sie lezka w oku kreci :)

          A Greenway to taki McDonalds, tylko "troche" inny :)

          Gdyby mozna bylo kupowac gotowe stroje skladajace sie z brudnych kalesonow,
          przetartych jeansow i upapranych olejem koszul w kratke, to te sklepy dla muzyki
          grunge bylyby tym, czym Greenway jest dla ekologicznego stylu zycia, tak w
          skrocie :)

          ----------------------------------------------

          Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
          internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
          perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
          lektury :)
          • Gość: Bart Re: Bary mleczne! IP: *.pools.arcor-ip.net 07.07.08, 18:23
            >
            > Gdyby mozna bylo kupowac gotowe stroje skladajace sie z brudnych kalesonow,
            > przetartych jeansow i upapranych olejem koszul w kratke, to te sklepy dla muzyk
            > i
            > grunge bylyby tym, czym Greenway jest dla ekologicznego stylu zycia, tak w
            > skrocie :)
            >

            Ze co???
            • Gość: mm Re: Bary mleczne! IP: *.icpnet.pl 08.07.08, 00:00
              też nie zrozumiałam..

              czy w Greenwayu są plastikowe sztućce? bo zauważylam, że jadłodajnie
              dla wegetarian i ekologów w nich celują ;)
              • nessie-jp Re: Bary mleczne! 08.07.08, 18:10
                > czy w Greenwayu są plastikowe sztućce? bo zauważylam, że jadłodajnie
                > dla wegetarian i ekologów w nich celują ;)

                A to chyba nie ich wina
      • Gość: proroque Re: w restauracji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.08, 10:07
        Za 7zl tyle zarcia? Nie ma takiej możliwości kolego. Teraz za 7zl z Krakowskim
        greenway'u możesz zjesc najwyzej zupę i to w promocji!
    • Gość: Sls Re: w restauracji IP: *.gdynia.mm.pl 07.07.08, 12:22
      To nienormalne.
      Gdy na mazurach zamawia się rybke od rybaków w jakiejs nadjeziornej restauracji,
      to ceny masz również podane za 100g, ale podczas zamawiania sprzedawca pokazuje
      ci rybki i wybierasz, którą chcesz, wtedy on ją waży i mówi że będzie ważyła
      tyle i tyle, więc kosztowała tyle, a wtedy zawsze możesz wybrać mniejszą, albo
      zamówić jedną większą na dwa talerze.
    • Gość: ciekawy Re: w restauracji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.07.08, 12:33
      A Ty nie grałaś przypadkiem w tej reklamie że do Czech to za darmo?
      podobny poziom wypowiedzi.
      • Gość: józef-finka Re: w restauracji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.07.08, 13:03
        tak, tak. Wszędzie tam, gdzie podobny poziom wypowiedzi to Ja.
        • Gość: leoniara Re: w restauracji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.07.08, 13:20
          W smażalni z platikowymi widelcami cenę za rybę podają za 100g!
          I mi nikt nigdy nie pokazywał porcji zebym sobie wybrała:)
          Ew. jak mam ochotę na mniejszą lub większą porcję to mówię kelnerce
          albo (zazwyczaj) Pani w okienku
          A swoją drogą to 12 zł za 100 g ryby to przegięcie - a jak rybka
          była?
          • Gość: józef-finka Re: w restauracji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.07.08, 13:28
            Pstrąg to był, wielki, z głowa, ale bez oczu(ponoć jak są oczy to znaczy, że
            ryba świeża) i baaaaardzo niedobry, oddałam całego, lekko tkniętego.I frytki
            plus sałatka do tego.Też fu.Powinni kucharza zmienić.
      • Gość: kinka Re: w restauracji IP: *.sgh.waw.pl 07.07.08, 15:13
        to chyba ta panna! ;-) ja nie wiem, pierwszy raz w restauracji
        byliście?????
    • Gość: malpp Re: w restauracji IP: 195.205.254.* 07.07.08, 13:16
      Odpowiem Ci tak (w normalny sposób, w odróżnieniu od większości
      pozostałych komentujących):

      w większości knajp, a przede wszystkim w tych porządnych, jest
      właśnie tak. I w sumie najczęściej właśnie dopisuje się w
      nawiasie "100g". I moim zdaniem po prostu źle zrozumieliście. Ale
      dobre knajpy poznaje się też po stosunku do klienta - i jeśli pół
      rachunku pokrywa w takiej sytuacji knajpa (bo kelner nie
      doinformował), to bardzo dobrze o niej świadczy. Nawet mimo tego, że
      ten kelner pewnie złapał się za głowę :)))

      Zgadzam się z jednym z komentujących, że na Mazurach najczęściej
      pokazują rybę, możesz sobie wybrać, potem ważą i znasz cenę. Ale tak
      jest w miejscach, gdzie podają rybę, a nie w eleganckich lokalach
      (nie czarujmy się, na Mazurach takie lokale bardziej przypominają
      bary z kebabami). Nie wyobrażam sobie, żeby kelner w dobrej
      restauracji przychodził z zestawem okoni na przykład :))
      • clooney_g W restauracji 07.07.08, 13:20
        Gość portalu: malpp napisał(a):
        > Nie wyobrażam sobie, żeby kelner w dobrej
        > restauracji przychodził z zestawem okoni na przykład :))


        Hm - w eleganckich knajpach ( za taka uwazam rowniez pewna portowa
        spelunke, gdzie pijam wghiskey wprost z butelki, no, moze rum...)
        winno znajdowac sie wielkie akwarium, z ktorego pomocnik kelnera
        mialby wylawiac wskazana przez klienta rybke...
      • Gość: józef-finka Re: w restauracji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.07.08, 13:24
        Ech, no zal było chłopaka. Nie wiem czy juz nie wolałabym zapłacic niz narażać
        na koszta bogu-ducha winnego. My po prostu nigdy sie z takim czymś nie
        spotkalismy i skąd mielismy wiedzieć? Moze po prostu zbyt dobra knajpa była;)
        Nastepnym razem, jak sie do podobnego lokalu wwybierzemy, to sie dopytamy o
        miary, wagi, i ceny serwowanych mięsiw.
        pozdrawiam
        • Gość: zulu Re: w restauracji IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.07.08, 13:39
          mam nadzieje ze sie nie zraziliscie, pierwszy raz w zyciu w
          restauracji i od razu taka afera :p

          a sposob liczenia ceny na podstawie wagi jest chyba najzwyklejszy i
          najczesciej stosowany.

          jedno mnie tylko dziwi, opowiadasz to w rodzinie jako dowcip. i
          teraz nie wiem, albo glupio im zwrocic Ci uwage ze to normalna
          praktyka, albo po prostu reszta rodzinytez nie bywa w restauracjach

          • kretynofil Gdzie? Przy trasie? 07.07.08, 16:16
            > a sposob liczenia ceny na podstawie wagi jest chyba najzwyklejszy i
            najczesciej stosowany.

            Gdzie? Serio sie pytam, bo ja cos takiego to widzialem tylko w jakichs oblesnych
            budach przy trasach szybkiego ruchu, w podobnych budach przy postojach taksowek itd.

            Znacie jakis naprawde normalny lokal - taki do ktorego mozna zabrac zone na
            kolacje (niech to bedzie wyznacznik, dobry jak kazdy inny), w ktorym robi sie
            cos takiego?

            Bo to nie ma sensu, jest glupie, nie ma praktycznego zastosowania - kojarzy mi
            sie z jakims barem z PRLu :)

            ----------------------------------------------

            Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
            internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
            perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
            lektury :)
            • Gość: rm Re: Gdzie? Przy trasie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.08, 17:28
              Owszem - jest ich całkiem sporo. W Warszawie na przykład u Szwejka (czy coś w
              ten deseń - przy pl. Konstytucji) i Kompania Piwna (Podwale) - golonka w każdej
              z nich kosztuje jakieś 3-4złote za 100g. Co do ryb to nie wiem.
              • kretynofil Jesli chodzi o u Szwejka, to raczej bar. 07.07.08, 17:37
                Ale istotnie, w Kompanii Piwnej serwuja tak jak mowisz, a moim zdaniem jest to
                juz restauracja.

                Co ciekawe, to masz dwie wersje golonki - jedna na wage, druga juz nie :)

                Ryby, co ciekawe, maja "za sztuke" nie wg. wagi.

                Nadal bede sie upieral ze to pojedynczy wyjatek potwierdzajacy regule :)

                ----------------------------------------------

                Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                lektury :)
                • Gość: taa Re: Jesli chodzi o u Szwejka, to raczej bar. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.07.08, 18:16
                  Ze co? :) Dla mnie Kompania Piwna to jakas speluna wrecz, a u Szwejka zupelnie
                  na odwrot...chyba cos ci sie pomerdalo? Do KP wstydzilbym zabrac kobiete na
                  kolacje/obiad...no moze wstydzil to za duze slowo, ale na pewno na to nie taki
                  lokal gdzie bym ja autentycznie chcial zabrac. Ja tam chodze tylko napic sie
                  piwa z kolegami.

      • Gość: TG Re: w restauracji IP: *.cable-modem.tkk.net.pl 07.07.08, 17:54
        To ja już widzę rodzinkę klasy lekkopółśredniej jak zamawia rybę, którą ważą
        PRZED usmażeniem a potem tatuś rodzinki kłóci się, że po drodze podmieniono
        rybę, bo jest mniejsza.
        Niestety przekręty na rybce w cenie za 100g to norma nad morzem... Za 2 porcję
        ryby z frytkami i surówką - podłej jakości, w dodatku w cieście dla zwiększenia
        wagi zapłaciliśmy więcej niż w renomowanej włoskiej knajpie za polędwicę z
        kurkami. W Unieściu, knajpa koło przystani rybackiej, wchodząc na betonową
        platformę prowadzącą w głąb pierwsza po prawej - wchodzi się za ogrodzenie.
        Nie powiem już na czym podawane, bo się domyślacie.
        Co gorsza mimo tego, ze kazaliśmy rybę do ćwierć kilo (niewielką przecież)
        dostaliśmy chyba 400g, więc nie trudno policzyć ile pękło.
    • zigzaur Re: w restauracji 07.07.08, 13:43
      Eeeeeeeeeeeee, takie tam przygody.

      Ja raz w restauracji poznałem fajną kobitkę, zjedliśmy dobry obiad i dalej nic
      nie dotyczyło jedzenia.
      • Gość: marian dalej juz bylo tylko sra*ie? IP: *.telprojekt.pl 07.07.08, 17:08
        dalej juz bylo tylko sra*ie?
    • Gość: bianna Re: w restauracji IP: *.tdi.tktelekom.pl 07.07.08, 13:43
      Greenway, ja zajadam kebaba, mój M krokieta. I nagle on coś zaczyna przeżuwać
      intensywnie, po czym wyciąga.... Gumkę recepturkę. Cóż, w barze wegetariańskim
      także można trafić na coś gumowego :)
      • blq Re: w restauracji 07.07.08, 14:10
        > Greenway, ja zajadam kebaba, (...)


        A w ktorym to mieście są kebaby w Greenwayu? zjadłbym sobie. a u mnie niema.
        • malutka_kropka82 Re: w restauracji 07.07.08, 14:42
          Chyba chodzi o pitę, wygląda jak kebab, ale jest z fetą i oliwkami, albo z
          kotletem sojowym.
      • malutka_kropka82 Re: w restauracji 07.07.08, 14:40
        Greenway w Bydgoszczy. Również w swoim daniu znalazłam gumkę recepturkę :)
        Widocznie dodają to do potraw jako przyprawy :)
    • nocna-zmiana Re: w restauracji 07.07.08, 14:45
      Świecące pustaki w restauracji to przygoda sama w sobie. Już po czymś takim
      musiałabym się pozwierzać na forum.
      • laenia Re: w restauracji 07.07.08, 15:16
        nocna-zmiana napisała:

        > Świecące pustaki w restauracji to przygoda sama w sobie.

        To pewnie te radioaktywne pustaki sprowadzane z Chin. Rzeczywiście lepiej omijać
        tę knajpę.
    • Gość: visitor Re: w restauracji IP: 194.168.231.* 07.07.08, 14:50
      W naprawde normalnej restauracji placi sie za danie a nie za rybe na
      wage! Nie do pomyslenia aby ktos wazyl rybe! Wszystkie sa mniej
      wiecej takie same.
    • mallina Re: w restauracji 07.07.08, 15:20
      oj jozefinko, ani liczyc ani pisac..

      czesto pisze w karcie, ze cena za 100g, a chyba widzac duza rybe na talerzu
      domyslilas sie, ze ma ona nieco wiecej?
      • Gość: joanna Re: w restauracji IP: *.gprs.plus.pl 07.07.08, 15:33
        No nie wiem...ja zawsze płacę za DANIE, w karcie podana jest waga i
        cena i tyle płacę, a nie "ile wyszło". Ma wyjśc tyle ile podane jest
        w karcie. Z przeliczaniem na "100g ryby" spotkałam się tylko w
        nadmorskich smażalniach.
        • Gość: aniakin Re: w restauracji IP: *.nokia.com 07.07.08, 16:08
          To chodzisz do niezbyt porzadnych knajp. W normalnych restauracjach cena ryby
          podawana jest za 100g bo sa rozne rozmiary tych rybek. Co to za problem, spytac
          wczesniej kelnera przy skladaniu zamowienia, jaka bedzie cena ryby?
          • kretynofil Niezbyt porzadnych? 07.07.08, 16:21
            Prosze, podaj namiar na jakas "porzadna" restauracje, gdzie robi sie cos
            takiego... Naprawde, nie wierze ze Ty tak na powaznie :)

            > bo sa rozne rozmiary tych rybek

            Tak, kartofle tez sa rozne, a jakos ich nikt nie wazy. W salatce tez czasem
            dostaniesz wiecej kapusty, a czasami wiecej pomidora. Ciekawe jak to sie liczy
            "w porzadnych knajpach" :)))

            Nie, na powaznie - to jest jakis matrix :))))

            ----------------------------------------------

            Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
            internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
            perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
            lektury :)
          • zenek_z_puszczy Re: w restauracji 07.07.08, 16:55
            Gość portalu: aniakin napisał(a):

            > To chodzisz do niezbyt porzadnych knajp. W normalnych
            restauracjach cena ryby
            > podawana jest za 100g bo sa rozne rozmiary tych rybek.

            he he he, dobre ;))) no rzeczywiscie, widac do niezbyt porzadnych
            chodzi ;)))
      • Gość: R Re: w restauracji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.07.08, 15:55
        oj mallinko,
        nie mówi się "w karcie pisze", a "w karcie jest napisane"...
    • magatamo Re: w restauracji 07.07.08, 15:25
      witam, absolutnie sie nie zgadzam, że to w dobrych knajpach norma - jest wręcz
      przeciwnie - w budkach nad morzem ceny są za 100 g ryby i sam sobie wybierasz
      zestaw,(ale kelner czy "pani w okienku" z reguły pyta jak dużą rybę chcesz) a w
      knajpie jeśli w menu jest zestaw obiadowy to gramatura oznacza ile ryby będzie w
      zestawie i tyle, jeśli w menu podawana jest cena za 100 czy 50 gr czegokolwiek
      to jasno powinno być to napisane ze tak jest, a dodatki są liczone oddzielnie.
      No i w takim przypadku nie wyobrażam sobie, żeby kelner sie, nie dopytał jak
      dużą rybę sobie życzę. Zresztą sądząc po porcjach, które dostaliście - chcieli
      Was naciągnać zwyczajnie - kelner pewnie uznał, że większy rach=większy napiwek

      poniżej wklejam kawałek menu z jednej z lepszych restauracji w trójmieście i
      zauważcie, że podają tu gramaturę i ryby i dodatków nawet:

      "7. Grillowany pstrąg z migdałami 28,00
      niewątpliwy rarytas z frytkami, fasolką, sosem tatarskim, surówkami - 770/270g
      8. Szczupak na tagiatelli 28,50
      książę kaszubskich głębin z makaronem tagiatelle i brokułami, marchewką i
      fasolką szparagową - 600/150g
      9. Sola w cieście koperkowym 29,50
      ziemniaki gotowane, brokuły, marchewka, surówki - 650/130g"

      www.barracuda.net.pl/barr/index.php?section=menu
      • annika_vik Re: w restauracji - barracuda 07.07.08, 16:04
        piszę, bo nie wydzierżyłam

        1. Barracuda najlepszą restauracją? O matko jedyna, to moja ulubiona knajpa, ale najlepsza to ona by była może w towarzystwie barów mlecznych.

        2. w Barracudzie podaje się gramaturę dań, ale cena jest ustalona z góry! Po prostu kawałki ryby / filety są tej wielkości, jaka jest podana w menu.

        3. Gramatura musi być podana. Jest wymóg, cóż, że nie wszyscy się stosują.

        4. Robienie klientów "na rybę" to rzeczywiście wredny chwyt, a nie normalna praktyka.

        Barracudę polecam, zwłaszcza dorsza na plackach.
        Ze "świecących pustaków z Chin" obśmiałam się jak norka

        pozdro
        Annika
    • naprawdetrzezwy Ale (używanie piper nigrum)... 07.07.08, 15:46
      12 zł, 109 zł, 500 zł + reszta kelner...
      '>>>

      Nic się nie zgadza.
    • kontik_71 Re: w restauracji 07.07.08, 15:47
      Bardzo dobrze, ze nie zaplaciliscie calej kwoty. Knajpa miala zamiar
      Was nacignac i tyle :( Ciekawe ilu innych klientow dalo sie
      naciagnac?
    • regndronning Re: w restauracji 07.07.08, 15:51
      Wybacz.. ale zawsze tak było przy rybah albo np takich daniach jak
      golonka jest podana cena za 100gr i zamawiajac pytasz no jak duza
      jest ryba ktora zamawiasz (lub jej porcja) albo jest danie i jest np
      napisana gramatura (np sola jakas tams 250 gr).. az sie dziwie, ze
      szefowa podarowała wam część rachunku
      • kontik_71 Re: w restauracji 07.07.08, 16:14
        To chyba w jakis kuflolotach.. W restauracji, placisz za danie jako
        takie a nie za wage poszczegolnych skladnikow.. To tak jakby sie
        placilo za faktyczna wage ziemniakow na talerzu..
        • groszek_jan Re: w restauracji 07.07.08, 16:52
          Ale najzabawniejszy w tym watku jest zal nad biedactwem-kelnerem,
          he, he...
          Znajac troche obyczaje w gastronomii panujace, smialo mozna przyjac,
          ze nadjedzona ryba trafila sie innemu klientowi, o mniej
          wysublimowanym smaku.
    • Gość: RudaKazia Re: w restauracji IP: *.218.151.59.telsat.wroc.pl 07.07.08, 15:52
      Ta Twoja przygoda to standardowy chwyt w wielu knajpach. Nawiasemmówiąc wpienia
      mnie to, jak nie wiem. Jak danie jest tanie,to luzik,ale gdy jest drogie (ryba
      ogólnie jest droga) to podają cenę za 100g. Twoje oko widzi niską cenę, a Ty już
      nie skupiasz się nad tym, że torchę to nierealne dostać w daniu 100g ryby
      (wszyscy wiemy,że 100g to maciupko jak dla wróbla). A potem zaskoczenie, a
      knajpa jest kryta - przecież cena była za 100g. Coś , jak omijanie prawdy w
      reklamach.
    • man_part dales ciala i tyle... lepiej smiac sie z innych... 07.07.08, 16:12
      "Elegancka obsługa, siedzimy sami. Dostalismy karte i zamówilismy
      pstrąga z frytkami (100g)-tak było w karcie za 12 zł z groszami."

      Alescie dali ciala... rozumiem ze w swej naiwnosci zrozumieliscie ze
      podadza Wam 100g ryby? Przepraszam ale mieli tego
      pstraga "rozrywac"? Chyba wiadomo ze podaje sie go w calosci, i
      placi za wage...
      Ale najprosciej smiac sie z restauracji, niz przyznac do wlasnej
      glupoty. Wspolczuje intelektu Tobie i wspoltowarzyszowi!!!
      • kontik_71 Re: dales ciala i tyle... lepiej smiac sie z inny 07.07.08, 16:19
        zamiast obrazac innych, pomysl sobie,ze wlasnie pokazales wszystkim,
        ze nie masz pojecia co to jest RESATAURACJA... najwidoczniej twoje
        doswiadczenia ograniczaja sie do lokali o nazwach w stylu "bar
        krokiecik"
        • man_part Re: dales ciala i tyle... lepiej smiac sie z inny 07.07.08, 16:21
          Zaraz, zaraz...
          Przeciez to autorka watku wyjechala z Restauracja.
          A jak byla w barze mlecznym czy restauracji Spolem to jej problem...

          Nie zmienia to faktu ze intelekt u nich nie zadzialal...
          • kontik_71 Re: dales ciala i tyle... lepiej smiac sie z inny 07.07.08, 16:27
            Ciekawe na jakiej podstawie ty oceniacz czy restauracja zasluguje na
            ta nazwe czy nie? Jesli wchodzisz do przybytku, ktory wygladem nie
            przypomina baru mlecznego i sprawia wrazenie dobrego lokalu to chyba
            zakladasz, ze jest to restauracja, tak?
            I tak w ogole to z wypowiedzi autorki wynika, ze NIE DALA sie
            naciagnac i NIE ZAPLACILA ego rachunku.. wiec problemy z intelektem
            sa chyba jednak po twojej stronie a nie autorki
            • man_part Re: dales ciala i tyle... lepiej smiac sie z inny 07.07.08, 16:36
              Przede wszystkim to nie umiala karty przeczytac.
              O NACIAGANIU piszesz TY... skoro sie nie umie czegos przeczytac,
              zrozumiec i policzyc to jak to nazwiesz?
              A ze cwaniacko wymigali sie od placenia to juz INTELEKTEM sie
              posluzyli?
              Za glupote trzeba placic, im sie upieklo...

              Ty mi powiedz na jakiej podstawie lokal w ktorym byla autorka
              ocenila jako RESTAURACJA? Ja tylko sie trzymam jej nomeklatury a Ty
              mi tu jakies bajki prawisz...
              Wyobraz sobie, ze restauracja polecana przyjezdnym do Augustowa,
              ALBATROS jako jedna z lepszych w miescie jest "restauracja" Spolem.
              Ale restauracja sie nazywa... a wyglad i obsluge ma srednia... wiec
              zastanow sie o czym piszesz...
              • kontik_71 Re: dales ciala i tyle... lepiej smiac sie z inny 07.07.08, 16:41
                Na podstawie wygladu zewnetrznego bo tylko taka ocena jest do naszej
                dyspozycji, jesli nie dysponujemy jakas recenzaja lub poleceniem od
                osob nam znajomych.
                I prosze przestan wypisywac glupoty o tym, ze w restauracjach placi
                sie za efektywna wage ryby...
                • man_part Re: dales ciala i tyle... lepiej smiac sie z inny 07.07.08, 16:47
                  wyczytales/las cos miedzy wierszami bo nigdzie nie napisalem GLUPOT
                  o placeniu za efektywna wage ryby...
                  czytaj ze zrozumieniem jesli chcesz prowadzic dyskusje.
                  Ale jesli w karcie stoi cena za 100g to placisz za efektywna wage,
                  nie wazne czy miejsce to bar mleczy czy restauracja Gordona
                  Ramseya...
                • man_part Re: dales ciala i tyle... lepiej smiac sie z inny 07.07.08, 16:50
                  I napisalem Ci juz...
                  Restauracja ALBATROS w Augustowie wyglada porzadnie, jest polecana
                  przez wielu, ale czy to znaczy ze jedzenie ma dobre?
                  Litosci!!!
        • man_part Re: dales ciala i tyle... lepiej smiac sie z inny 07.07.08, 16:25
          No i wyobraz sobie czlowieczku, ze co jak co ale pstraga to sie
          zawsze podaje w calosci (oczywiscie sprawionego), a nie jako
          filety...
          Wiec sam sie zastanow do jakich RESTAURACJI chodzisz... soryy do
          RESATAURACJI... a co to?
          • kontik_71 Re: dales ciala i tyle... lepiej smiac sie z inny 07.07.08, 16:39
            Widzisz bo to jest tak.. DOBRE restauracje tak kalkuluja, ze roznice
            w wadze ryby nie maja znaczenia.. Ryba ma minimalna wage i jesli
            jest troche wieksza to nie ma to absolutnie znaczenia.
            • man_part Re: dales ciala i tyle... lepiej smiac sie z inny 07.07.08, 16:44
              Tylko co to znaczy DOBRA restauracja dla autorki watku, Ciebie, mnie?
              Kazdy opisze ja inaczej...
              Ale restaruacja, jest restaruacja... nie wazne jak rybe podaja...
              wazne co w karcie pisza...
              Jesli cos w karcie Ci nie pasuje, wychodzisz... zamawiajac zgadzasz
              sie na warunki zawarte w karcie... skladajac
              zamowienie "podpisujesz" umowe realizacji uslugi gastronomicznej...
              i chyba w Twoim interesie lezy wiedziec co zamawiasz, jesli masz
              jakiekolwiek watpliwosci...
              Autorka wraz z towarzyszem tego nie zrobila... i ani kelner, ani
              restauracja w tym nie zawinili...
              • kretynofil Nie masz racji. 07.07.08, 16:54
                Wchodzac do czegos co nazywa sie "restauracja" oczekujesz kilku rzeczy:
                - odpowiedniego standardu,
                - odpowiedniej obslugi,
                - czytelnego i spojnego menu.

                Jesli wejdziesz do knajpy i zamowisz "schabowego z kapusta" a dostaniesz chleb
                ze smalcem (bo tak sobie ktos wymyslil, ze w tym lokalu na chleb ze smalcem beda
                mowic "schabowy z kapusta") to jak zareagujesz?

                Przeciez podpisales umowe - ktorej warunki nie zostaly Ci przedstawione, tak jak
                tym ludziom.

                A ja i tak uwazam ze to byla podla speluna.

                ----------------------------------------------

                Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                lektury :)
                • man_part Re: Nie masz racji. 07.07.08, 17:00
                  Po pierwsze to nie oceniamy lokalu samego w sobie bo nie wiemy gdzie
                  byli, nie mamy zadnych informacji na ten temat. Wiec moze wg nich
                  mialo to wszystko o czym piszesz. Moze menu bylo spojne, tylko nie
                  umieli go przeczytac...

                  Po drugie, w porzadnej restauracji w menu sa wypisane skladniki
                  jesli nazwa potrawy ich nie zawiera...

                  Po trzecie, juz Wam pisalem... Oczekujesz, jak sie nie podoba
                  wychodzisz. Skoro zostajesz akceptujesz warunki i sie na nie
                  godzisz. Jesli nie spytasz co podadza, za ile i jak to sie nie dziw
                  ze dostaniesz "chleb ze smalcem" zamiast "schabowego z kapusta".
                  Nadal twierdze ze to nie restauracja jest winna, tylko klient...

                  Pytasz jak zareaguje? Zawolal kelnera i spytam co to jest...
                  • clooney_g ! 07.07.08, 17:08
                    A ja bede upieral sie przy swoim zdaniu -> najlepiej jest isc do
                    portowej spelunki, gdzie pija sie whiskey wprost z butelki, no, moze
                    rum...
                  • kretynofil No tak, ja nie czepiam sie tego lokalu 07.07.08, 17:21
                    Ja sie tylko probuje dowiedziec co Wy rozumiecie przez pojecie "restauracja" -
                    bo nie wyobrazam sobie zebym w "restauracji" musial sie doczytywac podpisow typu
                    "wedlug gramatury" czy dopytywac sie kelnera co dostane.

                    Jesli w karcie jest napisane ze dostane konkretne danie (np. Lasagna) to ja NIE
                    POWINIENEM sie zastanawiac co jest w srodku. Jesli dostane cos innego, to znaczy
                    ze to podla speluna.

                    Przyklad: "pizzeria" we wroclawiu (tak to sie nazywalo, serio), gdzie pizza
                    zostala zrobiona bez sosu pomidorowego (ale zostal mi wreczony ketchup, po
                    okazaniu niezadowolenia), a oregano stalo na stoliku - i takim suchym trzeba
                    bylo sobie placka posypac :)

                    I zeby mnie mialo cale forum-humorum za to zgwalcic przy pomocy mlota
                    pneumatycznego, to nie zgodze sie ze byla to "pizzeria". Byla to speluna
                    szybkiej obslugi, serwujaca placki z serem.

                    Kwestia terminologii po prostu...

                    ----------------------------------------------

                    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                    perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                    lektury :)
                    • Gość: mm Re: No tak, ja nie czepiam sie tego lokalu IP: *.icpnet.pl 08.07.08, 00:28
                      inny powszechne przykłady - pizza margherita. powinna być z
                      pomidorami, bazylią i mozzarellą. nigdzie takiej nie trafiłam -
                      keczup, żółty ser i oregano. szynka - mielonka z puszki. gorgonzola -
                      zastępowana rokpolem (przecież to to samo). carbonara - z okrawkami
                      od szynki zamiast boczku. gulasz węgierski - z drobiu. Boeuf
                      Stroganoff - z drobiu. dla odmiany - pod kotletem de vollaile z
                      reguły jest dopisek - z kurczaka. nie wiem czy właścieciele knajp są
                      oszustami, czy kucharze idiotami, ale już w praktycznie każdej
                      restauracji trzeba się pytać kelnera dokładnie o składniki, z jakich
                      zrobiona jest potrawa. z reguły kelner nie wie i idzie się spytać.
                      gorzej, jak trafi się przypadkiem do dobrego lokalu i przez takie
                      pytania zrobi się z siebie ignoranta...
                    • man_part czepiasz sie... 08.07.08, 14:50
                      Przeciez w calym watku nie chodzi co rozumiemy przez restauracje, a
                      co jak sie nazywa.
                      Wiec przestan sie czepiac...

                      Zgodze sie ze w "normalnej" restauracji rybki sa mniej wiecej ten
                      samej wielkosci i placisz za potrawe, a nie gramature. Ale juz Ci
                      pisalem, ze sa "restauracje" gdzie placi sie za gramature. To ze dla
                      Ciebie to "speluna" a nie restauracja to nas nie obchodzi, bo ktos
                      inny uzna to za wytworna restauracje.
            • Gość: raffi73 Re: dales ciala i tyle... lepiej smiac sie z inny IP: *.adsl.inetia.pl 07.07.08, 16:56
              Podszas weekendu majowego byłem z moja kobieta w Ciechocinku w restauracji
              niedaleko tezni,nie pamietam nazwy ale cos z tezniami w nazwie,przy tezniach czy
              tezniowa,nie wazne. I miałem dokładnie ta sytuacje z ryba.W menu cena chyba 14
              zl od osoby a rachunek okazał sie prawie 60 i powiedzieli mi to samo. Na dodatek
              rozmrazali ta rybe i sam nie wiem ile ona juz w tej zamrazarce lezała,moze od
              zimy.Nie dobra była. A na dodatek chcielismy sok ja pomaranczowy a moja
              jabłkowy. Okazało sie ze nie maja jabłkowego ale moja pani chciała ten. Wysłali
              kelnera i chyba z kiosku przuniosl w takim małym kartoniku ze słomka, najtansze
              co moze byc. No ale jak wspomniałem rachunek około 6 dych.Ja stawiałem wiec
              wracajac klnałem ten lokal w myslach.
              • Gość: Ryba Re: a ja sie dziwie, ze wy sie dziwicie..... IP: *.dsl.mindspring.com 07.07.08, 17:26
                Przeciez na calym swiecie jak sie zamawia cala rybe to nie wiadomo ile ona
                bedzie wazyc....Czasami ze stekiem jest to samo. W USA i krajach
                srodziemnomorskich to normalne, w karcie pisze, ze od wagi bedzie liczona cena.
                Czasem jeszcze widze tzw. Market price (czyli cena dnia)za dany produkt.
                Normalny atak serca dla Was chyba, no bo w Polsce wszyscy zawsze musza miec
                wyliczone co do grosza. Do tego nikt nikomu nie wierzy (swietna byla uwaga o
                wadze, no pewnie, kazdy tylko czeka zeby oszukac, oplulam komputer z wrazenia).
                Nie chodzcie do takich restauracji jak nie jestescie przygotowani na placenie
                wiecej :-)))
                PS. Napiwkow tez oczywiscie nie dajecie? No bo to juz extra 10-15%....
                • kretynofil Pudlo, komiczny buraku :) 07.07.08, 17:43
                  Po pierwsze nie wiem jak reszta, ale ja napiwki daje zawsze i czesto wyzsze niz
                  piszesz - zalezy oczywiscie od obslugi.

                  Co do tych stekow, to przykro mi, ale bylem w stanach i niczego takiego nie
                  widzialem ani razu.

                  A jesli chodzi o to wyliczanie co do grosza, panie Ryba, to jakos bardziej mi
                  sie z tym kojarzy wazenie ryby, zeby zaplacic dokladnie za to co dostaniesz :)))

                  > srodziemnomorskich to normalne

                  Jak sie jada w podlych barach wokol hoteli all-inclusive to moze :)))

                  No, a dosrywam Ci dlatego, ze zawsze bawia mnie takie komentarze - niewazna
                  logika, niewazny sens, wazne zeby pomachac ptakiem :)

                  ----------------------------------------------

                  Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                  internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba czerpiaca
                  perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z kretynami. Milej
                  lektury :)
                  • Gość: Krol KiK Drobiazg o drobiu IP: *.dip0.t-ipconnect.de 07.07.08, 18:32
                    Mialem przygode w restauracji
                    pozniej nie moglem wyjsc z ubikacji
                    choc wydalilem z siebie niemalo
                    nadal wnetrznosci mi rozrywalo.
                    Na zawsze uraz zostal do kaczki
                    na widok ktorej, dostaje sraczki
                    Moze nacpana byla pularda,
                    ta co ja jadlem u Mak Donalda,
                    pewnie zezarla jakies okruchy
                    ktore jakala chowal w poduchy.
                    Wszyscy Polacy ze smiechu kwicza
                    Kaczka z Kaczorem jak sie indycza.
                  • Gość: Ryba Re: chcesz przyklad? oto jeden z wielu.... IP: *.dsl.mindspring.com 07.07.08, 18:57
                    sundancethesteakhouse.com/page/nohp/Dinner_Menu.html

                    a zebys nie musial dlugo szukac to cytuje....

                    "Bone-In Ribeye Steak, 23 oz. Market Price
                    Specially aged 'Cowboy' Cut."

                    i dalej...

                    "Western Australian Lobster Tail Market Price
                    Jumbo 10 oz. cold water lobster tail. Served steamed with table side drawn
                    butter & lemon. "

                    I na przyszlosc nie kloc sie z ludzmi ktorzy widzieli wiecej, niz ty...
                    • Gość: braat1 Re: chcesz przyklad? oto jeden z wielu.... IP: *.chello.pl 07.07.08, 21:44
                      hehe sam sobie przeczysz. W cenniku wyraznie jest napisane ile stek
                      wazy, a nie "cena za 100g" :). Jest cena za cale danie.
                      • Gość: Ryba Re: chcesz przyklad? oto jeden z wielu.... IP: *.dsl.mindspring.com 07.07.08, 23:27
                        Braaatku, najpierw sie angielskiego naucz- o "market price" chodzilo. Gdzie ty
                        tam cene widzisz? czytaj dokladnie na przyszlosc.
    • mary_an Re: w restauracji 07.07.08, 17:59
      Na wage to podaja ceny w podrzednych spelunach, chociaz zwykle mowia, ze ryba ma
      ok. 200 gram i bedzie mniej wiecej tyle i tyle kosztowala. Czasami spotkalam sie
      w bardzo drogich restauracjach z menu, gdzie zaznaczono, ze kilo np. krewetek
      kosztuje 200zl, a jedna porcja, czyli ok. 300g tyle i tyle. Zeby bylo wiadomo,
      ile tego zarcia dostaniesz, jak juz tyle placisz za jedna porcje. Bo 300 gram
      krewetek to ok. 5 sztuk (przynajmniej ja wtedy tyle dostalam).

      Ja nie mam smiesznych przygod w restauracjach, raczej przygnebiajace - np.
      ostatnio kelnerka mnie oszukala. Widze w jej lapie rachunek, cena piwa 3 Euro 20
      centow, pytam - ile, a ta, ze 3,50. Pewnie stwierdzila, ze jako studentka nie
      dam jej napiwku. No ale dalam juz te 30 centow wiecej, nie chcialam robic
      awantury, szczegolnie, ze bylismy cala grupa. A grupie przy stoliku obok
      doliczyla jedno piwo wiecej, za ktore wspolnie zaplacili - no bo co mieli
      zrobic. Najgorsze jest to, ze to knajpa 100m od mojego domu, a potem dlugo dlugo
      nic nie ma. Bylam tam jeszcze raz wczoraj i dostalam ciasto z zepsuta bita
      smietana i juz sie poddalam na dobre.
      • laenia Re: w restauracji 07.07.08, 18:11
        kretynofil napisał:

        >I zeby mnie mialo cale forum-humorum za to zgwalcic przy pomocy mlota
        pneumatycznego

        Tą fantazją erotyczną to mi kolega zaimponował.
    • Gość: :) Re: w restauracji IP: *.adsl.inetia.pl 07.07.08, 18:46
      W bardzo znanej zakopiańskij restauracji "regionalnej" obsługiała
      nas całkowicie pijana kelnerka. Nie napiszę ze szczegółami, ale
      widok pani w góralskim ubraniu i papierosem w ręku przyjmującej
      zamówienie ... bezcenne :))).
    • Gość: biedna kelnerka;)) Restauracja od kuchni;) IP: 82.112.152.* 07.07.08, 18:49
      W czasie ubieglorocznych wakacji pracowalam jako kelnerka, na jednej z
      angielskich wysp, niektore historie nie nadaja sie niestety na 'FH'.
      Jednakze okres przyniosl takze wiele zabawnych sytuacji. W jednej z hotelowych
      restauracji codziennie byl przeprowadzony test zrecznosciowy. Nieraz sie
      zdarzalo, ze musielismy doslownie skakac z wielka taca wypelniona po brzegi
      jedzeniem badz z mala z drinkami. Szczegolnie goracy czasem byly wakacje,kiedy
      biegajace dzieci zmuszly nas do roznych akrobacji. Przyklad - dziecko lezace
      krzyzem na podlodze wykrzykujace samobojcze hasla, reakcja rodzicow..zadna,w
      innej restauracji prowadzilam zabawna rozmowe z gosciem wymieniajac m.in. uwagi
      na temat fasonu i kolorow koszul, (zdarzylo sie za mial taka sama jak ja,
      oczywiscie w meskim stylu)wkrotce miala, sie dowiedziec ze to jedna z
      wazniejszych osob w rzadzie, nastepnego dnia znajdowal sie na pierwszej stronie
      popularnej gazety:):). Kazdego wieczoru dzialy sie magiczne rzeczy,kiedy to
      z ok 20 kelnerow na sali zostawala mala garstka..tak tak mit spiewajacych
      kelnerow, kiedy przyszedl czas na wykonanie slynnej piosenki potrafilismy
      starannie zlac sie z tlem;);)
      • Gość: biedna Re: Restauracja od kuchni;) IP: 82.112.152.* 07.07.08, 18:55
        hmm poprzedni post przypomial mi o koledze ktory pracujac jako kelner nosil
        pelny uniform skladajacy sie z eleganckich czarnych spodni, bialej koszuli i
        krawata i czarnych butow, podczas gdy jego kolezanka nosila klapki-japonki i co
        prawda czarne ale wzorzyste spodnie.
      • Gość: mycha Re: Restauracja od kuchni;) IP: *.chello.pl 08.07.08, 22:10
        Restauracja Pałac w Sasinie (nie mylić ze znajdującą się w tej samej
        miejscowości urokliwą Ewa Zaprasza). Nadęcie i "wielkodworski"
        pseudoszyk. Byliśmy tam z przyjaciółmi i dziećmi - razem czworo
        dorosłych i czworo dzieci. (Acha, przyjaciele spoza granic, więc po
        polsku ni w ząb). Menu - wyłącznie po polsku. Zamówiona na początku
        kawa (kolezanka lubi wypić ją PRZED obiadem) pojawiła się na końcu.
        Połowy dań z karty nie ma, bo "się skończyły" (była sobota). Porcji
        bądź dań dla dzieci - brak. Jak już udało się cokolwiek znaleźć w
        karcie - czekaliśmy chyba z godzinę. Koleżanka zamówiła rybę - na
        dyskretnie zwróconą uwagę kelner zabrał talerz i po chwili go
        przyniósł informując,żeby uważać, bo... talerz jest gorący. Po
        prostu włożył go do mikrofalówki i zagrzał.
        Rachunek był jak cały ten lokal, czyli odpowiednio nadęty.
    • malina_ja Re: w restauracji 07.07.08, 23:12
      A ja byłam raz zakładnikiem w restauracji na Słowacji. Wycieczka szkolna,
      uczestnicy w wieku 16-17 lat, jedna z niewielu wypraw do lepszej restauracji.
      Jedliśmy wszyscy, nasza opiekunka zapłaciła za całą wycieczkę i plan był taki,
      że kto zje, to sobie wychodzi na spacer. Ja z moimi koleżankami akurat jakoś tak
      najdłużej jadłyśmy i wszyscy już wyszli. Kiedy i my chcemy wychodzić, podchodzi
      do nas kelnerka z rachunkiem... Oczywiście nie mieliśmy tyle kasy, żeby go
      pokryć, nawet gdybyśmy chcieli. Próbowaliśmy im powiedzieć, że przecież
      opiekunka płaciła, ale oni nie chcieli nas wypuścić z tej restauracji. Robiło
      się naprawdę niewesoło. Ostatecznie pozwolili wyjść dwóm osobom, aby
      przyprowadziły z powrotem opiekunkę, a reszta miała zostać w tej restauracji do
      ich powrotu. I właśnie ja byłam w tej grupie! A najśmieszniejsze, że w momencie,
      kiedy nasza opiekunka przekraczała już próg restauracji, to podeszła kelnerka i
      zaczęła nas przepraszać, bo się okazało, że mieli jakiś bałagan w papierach i
      wszystko jest ok. Ale i tak lubię jeździć na Słowację:)
    • Gość: Barb Re: w restauracji IP: *.dsl.bell.ca 07.07.08, 23:31
      to bylo pare lat temu w Johanesburgu, poszlismy z mezem i corka do
      restauacji na zeberka z gryla, pycha !!! kazdy z nas byl zadowolony, a
      tu podchodzi kelner z trzema miseczkami z woda i plasterkiem
      cytryny,stawia przed kazdym z nas i pyta czy nam smakowalo,patrzymy na
      siebie na niego i w koncu mowimy "ale mysmy tego nie zamawiali?" On
      patrzy na nas i bardzo grzecznie mowi "ze to do mycia rak" znowu
      patrzymy na siebie i wybuchamy smiechem, do dzisiaj jak gdzie -
      kolwiek zamawiamy zeberka to wspominamy tamta sytuacje.
    • dzioucha_z_lasu Re: w restauracji 07.07.08, 23:57
      Oj miałam - w Restauracji Zamkowej w Pieskowej Skale....
      Zamek jest piękny, malowniczo położony, ciekawe wystawy - no na
      poziomie. I na terenie owego zamku znajduje się to coś... PRL w
      pełnym rozkwicie. Już od wejścia zalicza się opad szczęki i oczy jak
      spodki - podłoga lastryko + pokruszone płyty marmurowe, ściany i
      sufit wyłożone ciemnobrązowymi dechami w stylu barki flisackiej czy
      kutra rybnego, a wszystko to malowniczo podświetlone zielonymi
      świetlówkami. Na ścianach - "stylowe" blaszene świeczniki z
      żarówkami świeczkami, albo normalnymi - jak się trafiło, gustowna
      barierka schodów - z taką poręczą z czerwonego pcv, zabezpieczona
      pracowicie sznurkiem poprzeplatanym między drążkami ( z metalowych
      prętów zbrojeniowych...) - pewnie klienci spadali z tych schodów pod
      brzemieniem wrażeń estetycznych. Schody przyozdobione są wielkim
      dzbanem, w którym tkwi jakaś zdychająca palma i kilka cudnej urody
      kwiatków sizalowych na patyku. Klimatu dopełniają panie kelnerki, w
      wiankach na głowach i "krakowskich" strojach... Panie w wieku mocno
      późnobalzakowskim, wiec efekt porażający. Ale to jeszcze nie
      wszystko.. Oni tam serwują bardzo eleganckie potrawy, wykwintne
      desery i napoje. Deser pt. bita śmietana z czekoladą polega na
      umieszczeniu w zwykłej szklanej salaterce większego kleksa śmietany
      w spreju, posypaniu jej - UWAGA! - rozpuszczalnym kakao w proszku (
      stawiam, że to był Puchatek) i wetknięciu w to łyżeczki. Poziomki z
      bitą śmietaną - śmietana j.w. + poziomki sztuk 3, ale dopiero jak po
      usilnych poszukiwaniach owych poziomek w śmietanie zarząda się
      stanowczo ich dodania. Lody "Królewskie".... ćwiartka kulki lodów
      cassate ( kurcze - jeszcze to produkują, czy to jakieś zapasy sprzed
      20 lat????), przyozdobione kleksem spreju, połówką truskawki i
      podpaloną umaczaną w spirytusie kostką cukru. Cena tego wykwintnego
      dania - powyżej 20 zł.. Piwo ciepłe, kawa biurowa - zwykła sypanka
      zalana wrzątkiem, podana w szklance... Oprócz tego ma się wielce
      interesujący widok na bar, przy którym pani barmanka to fartuchem,
      to jakąś ścierką wyciera szklanki ustawione na tacy chyba do
      przeschnięcia... no i kuchnia, w której co chwila znikają na długo
      panie krakowianki, w czasie majtniecia uchylnych drzwi widać
      kucharki w tradycyjnych GS-owskich przepaskach na włosach, wagi
      takie mechaniczne, oraz panie spożywające jakieś posiłki.
      Prepraszam, że się tak rozpisałam, ale to było wręcz traumatyczne
      przeżycie..
    • Gość: Adam Re: w restauracji IP: *.dsl.dynamic.simnet.is 08.07.08, 00:36
      20 lat temu - jako zaopatrzeniowcy - bylismy (ja i kolega z branzy)
      na delegacji i oczywiscie wstapilismy na obiad do dosyc dobrej (i
      nobliwej) restauracji. Przy sasiednim stoliku siedziala jakas
      ekstrawagancka para, zachowujaca sie dosyc swobodnie i glosno
      dyskutujaca na tematy raczej nie dla wszystkich. W pewnej chwili - w
      trakcie zywej gestykulacji - facet zrzucil ze stolika z hukiem
      porcelany prawie cala zastawe z obiadem. Zapanowala cisza na sali a
      w tym momencie moj kolega ( niesamowicie flegmatyczny w dzialaniu i
      mowieniu) na glos, bardzo wolno, jak tylko mowia niesamowicie
      spokojni ludzie ( ale raczej do siebie) powiedzial: "tos h...u
      pojadl...". W tym momencie cala sala ryknela takim smiechem ze az
      echo poszlo po calej restauracji.... Kolega oczywiscie czerwony jak
      100 burakow wstal i wyszedl z oczami wbitymi w podloge.....
      ha..ha...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka